9 listopada, rocznica upadku Muru Berlińskiego (i Kristallnacht, co przypomnieli sobie sami Niemcy) znajduje się niepokojąco blisko w kalendarzu 11 listopada, kiedy my Polacy świętujemy odzyskanie niepodległości i pasowałoby nam zrobić w owym kalendarzu mostek, który łączyłby 9 z 11. Ile energii poszło w polskiej medialnej oprawie rocznicy upadku Muru, by dowodzić, że nie upadłby on gdyby nie my, Polacy.
Czas podejść poważniej do historii, czyli pozbyć się postkolonialnego kompleksu. To on nakazuje z jednej strony przekonywać, że pępek świata leży gdzieś między Warszawą a Łodzią lub Gdańskiem a Krakowem (ustalenie tego miejsca jest rzecz jasna powodem ostrego politycznego sporu - vide obchody rocznicy 4 czerwca), z drugiej zaś strony odgrywać rolę dziadowskiego mocarstwa, cośmy pokazali podczas negocjacji w sprawie funduszu adaptacyjnego (pieniądze na pomoc dla państwa rozwijających się zagrożonych skutkami zmian klimatycznych).
Argument jest prosty - jesteśmy zbyt biedni by pomagać jeszcze biedniejszym, a bieda nie jest naszą winą, lecz historyczną zaszłością. Bogatsi, mający lepszą historię nie mają prawa przerzucać na biedniejszych kosztów swego wygodniejszego, uprzywilejowanego w historii życia. To się właśnie nazywa mentalność postkolonialna, nie musi być w niej nic złego, wszak pomaga nam osiągać negocjacyjne sukcesy. Na pewno jednak nie pomaga osiągać sukcesów wizerunkowych, bo postkolonializm jest mało seksowny i słabo sprzedaje się - bajka o biedaku, który 20 lat po wyrwaniu się z niewoli (nawet jeśli przy okazji pomógł wyzwolić się całemu światu) nadal jest zbyt biedny, by ponosić za świat odpowiedzialność brzmi mniej interesująco, niż bajka o Kopciuszku. Rolę Kopciuszka doskonale odgrywają Niemcy, więc na nich kierują się kamery.
Przy okazji rocznicy 9 listopada Slavoj Žižek napisał świetny tekst do “The New York Times” - “20 Years of Collapse”. Zastanawia się w nim między innym nad fenomenem zmęczenia transformacją, które jednak w ostatnich latach nabiera ciekawego zabarwienia, bo polega na eskalacji nastrojów antykomunistycznych. W Polsce, Słowenii, na Węgrzech, Litwie do głosu dochodzą ugrupowania, które konstatują, że po dwóch dekadach budowy kapitalizmu ciągle nie spełnia on oczekiwań. Ludzie zadają sobie pytanie, “skoro kapitalizm jest o wiele lepszy od socjalizmu, to dlaczego żyje się tak ciężko?”. I wielu znajduje odpowiedź: ciągle nie mamy jeszcze prawdziwego kapitalizmu:
It is because, many believe, we are not really in capitalism: we do not yet have true democracy but only its deceiving mask, the same dark forces still pull the threads of power, a narrow sect of former Communists disguised as new owners and managers ? nothing?s really changed, so we need another purge, the revolution has to be repeated …
Kto jest temu winien? Rzecz jasna komuniści przebrani w maskę postkomunistów, to ich układ jak ośmiornica spowija struktury postsocjalistycznych społeczeństw. Tu jednak słoweński filozof dostrzega rzecz kapitalną:
What these belated anti-Communists fail to realize is that the image they provide of their society comes uncannily close to the most abused traditional leftist image of capitalism: a society in which formal democracy merely conceals the reign of a wealthy minority. In other words, the newly born anti-Communists don?t get that what they are denouncing as perverted pseudo-capitalism simply is capitalism.
Cóż, po dwudziestu latach budowy kapitalizmu czas pogodzić się, że osiągnęliśmy cel: mamy realny kapitalizm wraz ze wszystkimi jego konstytutywnymi cechami, jak wyzysk, rozwarstwienie, chciwość, korupcja. Ten realny kapitalizm można uczłowieczać, lecz na pewno nie pomoże w tym dziele ani antykomunistyczna krucjata i tępienie postkomunistów do trzeciego pokolenia, ani też postkolonialne cierpiętnictwo przerzucające odpowiedzialność na historię. W miejsce jałowych debat potrzebna jest solidna krytyka i praca nad takimi fundamentalnymi pojęciami, jak solidarność, sprawiedliwość, uznanie, redystrybucja. Ciekawe, że prace podejmujące te tematy powstają głównie na Zachodzie. Pewno im się w głowach przewraca z dobrobytu.