Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

9.07.2006
niedziela

Grodzenie Web 2.0?

9 lipca 2006, niedziela,

Dominik Batorski w swoim blogu sna.pl informuje, że serwis społecznościowy Friendster uzyskał w USA patent, który obejmuje:

  • zbieranie danych o osobach i możliwość wskazywania posiadanych relacji z innymi użytkownikami;
  • przetwarzanie danych o osobach i relacjach by ujawnić relacje społeczne łączące dowolne dwie jednostki w sieci społecznej;
  • prezentowanie ścieżek łączących dowolne dwie osoby oraz sieci społecznych w określonej odległości od użytkownika;
  • komunikowanie się z innymi za pomocą systemowych narzędzi komunikacyjnych i nawiązywanie nowych relacji poprzez ścieżki relacji.

Dominik komentuje:

W całej sprawie przerażające jest to, że możliwe jest patentowanie pomysłów, które w gruncie rzeczy są oczywiste i które od lat funkcjonują w praktyce społecznej. Co więcej zawłaszczane są sposoby postępowania i analizy od lat wykorzystywane w nauce (w tym wypadku w analizie sieci społecznych). Być może niedługo okaże się, że nie będziemy mogli robić badań bez opłacenia odpowiednich licencji. Niestety kolejne wnioski patentowe czekają w kolejce?

Patentowanie w świecie, w którym wiedza coraz bardziej decyduje gospodarczej pomyślności jest jednym z oczywistych sposobów ochrony wartości firmy. Jak jednak daleko może sięgać ochrona patentowa? Wydaje się, że próba jej rozciągania na idee (w przeciwieństwie np. do konkretnych technologii), których z natury nie da się ochronić, bo raz wymyślone, stają się własnością wszystkich, jest niezwykle niebezpieczna. Na szczęście decyzje amerykańskie nie są jeszcze decyzjami globalnymi, Unia Europejska może ustalić własne reguły patentowania. Przykład dyrektywy o patentowaniu oprogramowania komputerowego pokazał, że europejska debata może być bardzo zażarta.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Takich „zamachow” na mysl i idee bedzie coraz wiecej. Podobnie przeciez jest z probami patentowania genow, i calych organizmow.
    Idei czy genu nie mozna pozwolic opatentowac. Ich zastosowanie – tak.
    Swoja droga: moze by tak zastrzec znak „R” w koleczku i sciagac po jednym cencie za kazde jego uzycie ? :)

    Zeby odpowiedziec na pytanie p. Batorskiego:
    tak, coraz czesciej, opracowujac projekt badawczy patrzy sie na ewentualne istniejace zastrzezenia patentowe w tej dziedzinie, ale tez robi sie to rowniez dlatego, ze po zakonczeniu badan, chcac otrzymane rezultaty opatentowac, trzeba sprawdzic czy po drodze nie posluzono sie czyims patentem bez licencji, co bylo by naruszeniem tegoz patentu.
    Oczywiscie sprawa nie jest tak strasznie zlozona, jak by to moglo sie wydawac. W cenie kazdego produktu, ktory chroniony jest patentem, wliczona jest juz licencja za uzycie tego patentu, a wiec nie trzeba sie martwic o naruszanie patentow uzywajac dany odczynnik, zestaw do analiz czy program. Inne rozwiazania tez sa mozliwe.

    Ciekawa lektura na ten temat to comiesieczny felieton o prawie i polityce patentowej w Scientific American. Nie wiem, czy jego polska mutacja rowniez je drukuje.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  2. Problemem są wg mnie, jak zresztą zazwyczaj, pojęcia. Problem z patentami można by było rozwiązać dzięki zezwalaniu na poddawanie ochronie jedynie „nowych”, „autorskich”, „oryginalnych” idei czy technologii. Wtedy nie byłoby możliwe „bandyckie” patentowanie cudzych (w tym „wspólnych”) myśli.
    No, ale w świecie, w którym „wszystko już było” to jest raczej niemożliwe (bo w jaki sposób ustalić gdzie kończy się i gdzie zaczyna „autorstwo”) a ponadto nie można samego tego „ideowego wkładu twórczego” skutecznie zdefiniować. No bo jak?
    „idea autorska – idea, bądź ich zespół jakościowo transcendująca to, co zastane”?
    Tak czy inaczej w świecie 2.0 robi się ciasno a wtłaczani weń ze słuchawkami od iPodów na uszach ludzie idą ślepo…

  3. Problem polega na tym, by jasno określić czym jest patent. Sam tak dawno starałem się zrozumieć, czy pewien amerykański patent przedstawia funkcjonujące rozwiązanie, które można zastosować w praktyce, czy też jedynie jego ideę, bardzo ogólnikową i oczywistą. I wyglądało na to drugie — a więc jedynie zapis schematu postępowania, zgodnie z którym powinno się (po długich i kosztownych badaniach) uzyskać funkcjonujące rozwiązanie.

    Moim zdaniem nie powinno się patentować ogólnych idei, ponieważ praktyczne koszty badań (a także i przytłaczająca większość autorskich pomysłów) tkwi w szczegółach. Dobrze byłoby tak skonstruować prawo patentowe, by zakup patentu nie był tylko warunkiem dopuszczenia do prowadzenia badań…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Zadne prawo, rowniez patentowe nie jest doskonale i nie bedzie.
    Nie mniej okresla ono jasno czym jest patent, a wykladnia stosowana przez urzad przyznajacy prawa jest raczej spojna. Mowie o prawie patentowym w USA. Jego rewizji dokonuje sie „na zywo”, poprzez orzecznictwo, bo tak funkcjonuje tamtejszy system prawny. Wiele „odwaznych” pomyslow patentowych zostalo skutecznie utraconych, zeby uniknac koszmaryzacji zycia.

    Inna sprawa to obrot patentami. Tutaj nie ma chyba regol: rzadzi rynek, i patent stanowi taki sam walor jak zastrzyk w postaci wartosci ruchomych czy nieruchomosci, lub innych praw.

  6. Mam nadzieje ze UE wykaze sie wiekszym rozsądkiem.

  7. Patent, który mnie tak zirytował był wyraźnie pisany przez prawników. To tak jakby ktoś opatentował: „Pojazd motorowy. Patent ten obejmuje wszelki pojazd napędzany silnikiem. Używając słowa silnik odnosimy się do urządzenia wytwarzającego energię zgodnie z zasadami fizyki, znanymi obecnie nauce, lub tymi które dopiero zostaną poznane. Energia pozyskana z silnika zainstalowanego na pojeździe, lub poza nim, przekłada jest na urządzenie poruszające pojazd. Za urządzenie poruszające pojazd motorowy znajdujący się pod ochroną tego patentu, uważamy wszelkie urządzenia kroczące, śmigła pchające i ciągnące, urządzenia przenoszące energię na ruch koła, bądź też inne, które pozwalają napędzać pojazd. Pod ochroną tego patentu znajduje się zarówno sam pojazd motorowy, jak i wszelkie urządzenia mające analogiczne przeznaczenie; a także wszelkie elementy konstrukcyjne, mogące posłużyć do budowy takiego pojazdu.”
    I tak przez kilka stron. Patent jest jasny od strony interpretacji prawnej. Ale świadczy o tym, że nie stoi za nim faktyczne opracowanie techniczne, a jedynie ogólna idea. Co więcej, idea oczywista, o której nowatorstwie trudno mówić. (Powiedzmy, że taki patent na „pojazd motorowy” pojawiłby się około roku 1870, oczywiście z jakimś ominięciem kolei żelaznych, gdy idea zaistniała już w głowach wielu eksperymentatorów, choć wciąż istniały problemy techniczne, sprawiające że brak było użytecznych realizacji.)

  8. W glowie mi sie nie miesci takie rozwiazanie. Decyzja Urzedu Patentowego, ktorzy przyznał prawa patentowe, jest moim zdaniem chybiona o kilometr. Nie powinny byc przyznawane patenty na tego typu rzeczy.

  9. Serwis spolecznosciowy specjalnie opatentowal to rozwiazanie (i bardzo dobrze zrobil), zeby uchronic ten patent przed zajeciem przez Microsoft lub inna korporacje, bo wtedy dopiero bylaby gehenna.
    Urzad patentowy w USA po prostu NIE SPRAWDZA NICZEGO, wlacznie z rzeczywista wlasnoscia patentowanego pomyslu.

    Ja uwazam, ze np Free Software Foundation powinno powolac organ, ktory bedzie patentowal wszystko, co na drzewo nie ucieka, zeby jak najwiecej pomyslow zagarnac zanim zrobi to Microsoft czy inny gigant.
    A patenty te potem mozna udostepnic innym na licencji GPL.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php