Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

1.06.2007
piątek

Bruksela, Copyright Summit, uzupełnienie

1 czerwca 2007, piątek,

Odpowiadając częściowo na uwagi Jarka i hlmi chciałbym uzupełnić swoją relację. Już pod koniec konferencji miałem okazję dłużej porozmawiać z Erikiem  Baptistem, dyrektorem generalnym CISAC. Na pytanie, dlaczego branża obawia się Creative Commons i Lessiga powiedział:

System ochrony praw autorskich liczy w Europie ponad 200 lat i powinien być traktowany, jak dobra konstytucja, czyli należy dokonywać w nim zmian kiedy to tylko konieczne, w takim przy tym sposób, by nie naruszyć istotnego sensu działania tego systemu. A najważniejszym celem praw autorskich jest zapewnienie, by twórcy otrzymywali wynagrodzenie za swoją pracę i kreatywność. Lessig zmienia zasadniczo filozofię systemu praw autorskich, otwierając furtkę do ryzykownej gry. Gdy autor zdecyduje się raz ogłosić utwór w ramach licencji Creative Commons, nie może już później zmienić jego statusu, nawet choćby chciał, gdy np. stanie się sławny i chciałby lepiej pilnować integralności swojej twórczości.

Są jednak sfery życia, gdzie bardziej nawet radykalne idee, jak licencja GPL i copyleft znane twórcom wolnego oprogramowania doskonale się sprawdzają, dając podstawę do rozwoju bardzo ważnego segmentu gospodarki?

Oprogramowanie, choć także należy do sfery chronionej prawem autorskim jest szczególnym rodzajem twórczości, w którym autor może liczyć na zarobek z innych form aktywności, np. usług związanych z instalacją i utrzymaniem oprogramowania. Artyści na to liczyć nie mogą.

A Open Access i czasopisma naukowe tworzone w oparciu o idee Creative Commons?

Znowu celem naukowców jest jak najszybsza publikacja i wymiana wyników badań, źródłem zaś ich dochodów nie są same publikacje, ale praca badawcza, za którą płacą im uczelnie lub instytuty.

Jeśli zaś chodzi o kwestie własności praw autorskich i kradzieży (piractwa). Obecni na sali artyści byli zgodni, że system praw autorskich musi istnieć i być mocną instytucją. Po to, by jak to określił Charles Aznavour, artyści nie musieli żyć tylko miłością i wodą. Kim są więc ci, którzy nielegalnie kopiują chronione prawem autorskim treści? Akurat artyści mieli najbardziej zniuansowane oceny, stwierdzając nawet że piractwo sprzyja promocji twórczości. Co nie znaczy, by chcieli zrezygnować z dochodów wynikających z twórczości. Przedstawiciele branży, jak łatwo się domyślić byli bardzo zdecydowani, uważając że nawet słowo pirat jest zbyt łagodne, bo zawiera pewien romantyczny potencjał, a złodzieja należy nazywać po imieniu.

Podsumowując, najważniejsze przesłanie konferencji wynika z faktu, że w ogóle Copyright Summit się odbył. Jeśli ktoś liczy, że system praw autorskich ulegnie w szybkim czasie radykalnej przebudowie, lub wręcz abolicji, to jednak źle obstawia. Raczej można spodziewać się teraz intensyfikacji poszukiwań nowych modeli biznesowych. Gdy w końcu branża zrozumiała (a to było wyraźnie widać), że konserwatyzm i represje nie obronią starego świata, z większym zapałem zacznie inwestować w innowacje umożliwiające korzystanie z nowych technologii przy utrzymaniu ochrony interesów właścicieli praw (licencje ponadnarodowe, ujednolicenie taryf, etc.). Jak np. zapowiedział Gerd Leonhard, niemiecki analityk rynku – jeszcze w tym roku można spodziewać się, że większość dużych korporacji muzycznych porzuci ideę DRM, szukając lepszych rozwiązań.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Erik Na Baptist powiedział: „Oprogramowanie, choć także należy do sfery chronionej prawem autorskim jest szczególnym rodzajem twórczości, w którym autor może liczyć na zarobek z innych form aktywności, np. usług związanych z instalacją i utrzymaniem oprogramowania. Artyści na to liczyć nie mogą.”

    A cóż to za bełkot? Muzycy mogą wykonywać swoje utwory na płatnych koncertach, albo sprzedawać je (utwory, nie koncerty) do reklam; autorzy dobrych książek mogą zarabiać na odczytach i spotkaniach autorskich; malarze mogą produkować limitowane, podpisane serie kopii swoich dzieł i tak dalej, i tak dalej.

    Może cała różnica polega na tym, że oprogramowanie przydaje się użytkownikowi do osiągnięciach praktycznych celów, a nie tylko doznania przyjemności estetycznej?

  2. TesTeq,

    ubiegles mnie, dokladnie to samo chcialem napisac. Naukowcy np. niby
    zarabiaja na prowadzeniu badan, ale tak naprawde na uczelniach prowadza zajecia dydaktyczne i to one sa w duzym stopniu tym, za co sie im placi. Jesli pracuja w przemysle, otrzymuja wynagrodzenie za wdrozenie rozwiazania, za konkretna dodatkowa prace, a publikacja jest po prostu pokazaniem swiatu swoich wynikow, podzieleniem sie nimi. Nie widze istotnej roznicy miedzy nauka a sztuka pod tym wzgledem.

    Mozemy sie teraz tez zastanawiac za co pobiera wynagrodzenie
    artysta malarz. Sprzedaje obraz, ktory ma byc unikatowy i jak
    rozumiem przekazuje tez wtedy prawo do rozporzadzania
    tym obrazem, rozumianym w sensie abstrakcyjnym. Dlatego prawa do reprodukcji obrazu, wszelkich zdjec, albumow posiada jego wlasciciel
    (tak mi sie przynajmniej wydaje, bo muzea czesto deklaruja posiadanie takich praw). Czy nie wystarcza, ze maja oryginal? Czy jest takie
    oczywiste, ze powinny miec tez monopol na reprodukcje? Nie znam sie,
    ale mam wrazenie, ze zrobienie fotografii obrazu nie ma w sobie
    wiele z tworczosci, a jest raczej kwestia techniczna (doswietlenie, etc.),
    wiec niby dlaczego takie zdjecia maja byc chronione?

    Byc moze myle sie i sytuaja wyglada inaczej, ale wtedy wlasciciele kolekcji wprowadzaja w blad, zastrzegajac sobie prawo do reprodukcji.

  3. > TesTeq

    1. Nie myl autorów z artystami wykonawcami. Twórca utworu (piosenki) w warstwie muzycznej lub słownej nie zawsze sam je wykonuje. Przeciwnie, często są to inne osoby. Co do reklam, to zmuszanie autorów do komercjalizacji (merchandising’u) własnej twórczości wydaje mi się co najmniej nieetyczne.

    2. Co do plastyków, dla nich jest to dużo mniejszy problem. Wynika to z organizacji rynku oraz tzw. droit de suite.

    3. Pisarze i poeci. Dwa zastrzeżenia:
    – dotychczas spotkania autorskie czy odczyty traktowane były jako działalność promocyjna mająca na celu zwiększenie sprzedaży utworów; jesteś pewien, że świat zmienił się na tyle, że czytelnicy gotowi są płacić za spotkanie z autorem? – ja nie;
    – Twój pomysł, to zmuszanie autorów do podejmowania dodatkowej – obok twórczości – działalności; nie każdy autor musi mieć na to chęć; dlaczego genialny pisarz (albo tylko poczytny) miałby podejmować działania inne niż pisanie, skoro akurat w tym jest dobry, a spotykać się z ludźmi nie lubi? – ja tego nie rozumiem;

    Nie zgadzam się z opinią dyrektora CISAC, że działalność CC (ale też innych podobnych ruchów) jest niebezpieczna. Dopóki każdy z autorów podejmuje samodzielnie decyzję o ograniczeniu przysługujących mu uprawnień, dopóty działalność taka jest społecznie pożyteczna i nie narusza istoty praw autorskich. Niebezpieczne jest moim zdaniem dążenie – coraz wyraźniejsze – do usankcjonowania idei głoszonych przez zwolenników wolnej kultury poprzez wprowadzanie radykalnych zmian w obowiązującym systemie praw autorskich. Mam wrażenie, że dążenie to wynika z niezrozumienia tego systemu i ograniczonej perspektywy krytyków, którzy na świat patrzą przez pryzmat sieci oraz twórców zakorzenionych (i czerpiących dochody) w innych dziadzinach działalności (naukowcy, dziennikarze, muzycy – wykonawcy). Żeby tę perspektywę zmienić, warto zastanowić się, z czego ma żyć np. introwertyczny autor tekstów piosenek? Czy obowiązujący model prawa autorskiego, który pozwala mu utrzymać się z tej twórczości, jest na tyle zły, że należy go zmienić, nawet jeśli w wyniku tej zmiany autor ów będzie zmuszony do znalezienia sobie innego zajęcia. Moim zdaniem nie jest.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bardzo ciekawy temat i uwaznie czytam komentarze bo rownie ciekawe i pouczajace.

    Sam uzywam CC wieszajac moje zdjecia w sieci. Dlaczego? ano bo taka moja mala filozofia, i nic potencjalnym posrednikom do tego czy copyright czy kopyleft czy creative commons. Zatem nie bardzo rozumiem niezgode na CC. Autor decyduje i juz. Upraszczam?

    Oraz do Szanownego Autora: Edwinie – nie widze zadnej deklaracji na temat formy copyright Twojego bloga. Jak Ty to traktujesz zatem?

  6. Ale czy akurat twórcy piosenek (nawet ci introwertyczni) żyją
    z prawa autorskiego? Czy przypadkiem nie piszą tekstów na
    zamówienie muzyków? Jeśli są dobrzy, będą mieli klientów, jeśli nie, nie ma to żadnego znaczenia. Oczywiście, w przypadku poetów, którzy
    mogą nie mieć ochoty na wieczory poetyckie, albo chcą właśnie te
    wieczory uczynić darmowymi, mogłoby być problemem, gdyby
    ich wydawnictwa straciły nagle monopol na publikowanie ich utworów,
    bo pojawiłyby się one w sieci. Tym niemniej, wielu czytelników
    nadal kupiłoby wydanie książkowe dla przyjemności obcowania
    z książką. W przypadku powieściopisarzy tym bardziej, książka
    drukowana jest wciąż najwygodniejszym medium.

    Pytanie czy prawa autorskie zostały stworzone z myślą w pierwszej
    kolejności o twórcy, czy o społeczeństwie (jako forma zachęty dla twórcy,
    by tworzył z pożytkiem dla ogółu) oraz czy nie rozrosły się do takiego absurdu, że przestały pełnić swoją rolę. Osobiście mam wrażenie, że system praw autorskich odpowiada za rozpowszechnienie się marnej muzyki i marnej literatury. Nie mówię, że kiedyś twórcy byli bardziej uzdolnieni, ale wszechobecne tantiemy i monopol doprowadziły do tego, że opłaca się schlebiać tanim gustom. A jak pomyślę, że gdy w sklepie leci muzyka, firma za to płaci, a potem dolicza to jakoś do mojego rachunku, trafia mnie szlag. Bo w przeliczeniu na klienta jest to drobiazg, ale ja nie mam ochoty płacić ani grosza za przymusowe słuchanie Britney…
    Kilka lat temu Disney pogonił przedszkola w USA za puszczanie dzieciom kreskówek, czy naprawdę o to nam chodzi?

    Wreszcie kolejny przykład, który obrazuje, co mam na myśli. Podczas targów książki akademickiej ze dwa lata temu, była prowadzona akcja przeciwko kserowaniu podręczników. Pomijam, że wydaje się, że w ramach użytku prywatnego wolno je kopiować, podczas, gdy przedstawione to zostało zupełnie inaczej. Ale więcej, jest stowarzyszenie zbiorowego zarządzania prawami twórców, o wdzięcznej nazwie kopipol, które pobiera podatek od importerów sprzętu kserograficznego i ma za zadanie rozprowadzać uzyskany w ten sposób dochód, między twórców. Nasuwa się
    pytanie. Skoro od kopiowania pobierany jest podatek, to dlaczego równocześnie kreuje się osoby, które kopiują na nieuczciwe pijawki,
    żerujące na twórcach?

    Zdaję sobie sprawę, że to co napisałem brzmi trochę jak szukanie dziury w całym i uskarżanie się na świat, ale osobiście uważam, że cały ten system zabrnął za daleko, a niektóre środowiska najchętniej doprowadziłyby wręcz do zakazu oglądania filmów, o ile w mieszkaniu jest ktoś poza domownikami. Oprócz praw twórców są też prawa klienta, łamane choćby
    wtedy, gdy płyta nie chce się bez dodatkowych działań z mojej strony
    odtworzyć w komputerze.

  7. Piotr Barczak pisze: „TesTeq, nie myl autorów z artystami wykonawcami. Twórca utworu (piosenki) w warstwie muzycznej lub słownej nie zawsze sam je wykonuje. Przeciwnie, często są to inne osoby. Co do reklam, to zmuszanie autorów do komercjalizacji (merchandising?u) własnej twórczości wydaje mi się co najmniej nieetyczne.”

    Nie mylmy w takim razie twórców oprogramowania komputerowego z firmami, które według Erika Na Baptista: „mogą liczyć na zarobek z innych form aktywności, np. usług związanych z instalacją i utrzymaniem oprogramowania.”

    W tym kontekście zmuszanie autorów programów komputerowych do świadczenia „usług związanych z instalacją i utrzymaniem oprogramowania” też powinniśmy uznać za nieetyczne.

    Generalnie zgadzam się z Jackiem Walickim, że to autor decyduje, na jakich zasadach udostępnia swoją twórczość, a ogólnoświatowy system prawny powinien go w tym wspomagać, a nie ograniczać – oczywiście z uwzględnieniem ochrony praw konsumentów.

  8. Przepraszam Czytelników, w pierwotnym wpisie wkradł się błą w pisowni nazwiska szefa CISAC, nazywa się on Eric Baptist (tak jak teraz po poprawce).

    A odpowiadając Jackowi:
    Pisząc do blogu Kultura 2.0 piszę zgodnie z licencją CC. Antymatrix jest natomiast częścią domeny „Polityki”, której jestem pracownikiem etatowym, co określa moje zobowiązania odnośnie cesji majątkowych praw autorskich na rzecz pracodawcy. Tyle mogę powiedzieć w tej chwili, choć istotniejsza dla mnie niż prawa autorskie jest kwestia swobody wypowiedzi (gdy zaczynałem pisać Antymtriksa jeszcze na Bloggerze, był on opatrzony licencją CC).

  9. Moim zdaniem analogia darmowy program / płatne usługi nie rozciąga się na wszystkie sfery kultury, choć podobno przechodzimy od modeli opartych na zarabianiu na kopiach do tych opartych na sprzedaży doświadczeń. Niemniej muzyka nadaje się do tego świetnie (nagrania / koncerty) – a literatura dużo mniej, bo nie traktujemy wieczorów autorskich jako czegoś wyjąkowo ekscytującego (tylko, jak ktoś zauważył powyżej, jako promocję). W kinematografii niby kina oferują wyższą jakość, ale zdaje się nic to nie zmienia – ludzie wolą kino domowe. I tak dalej. Szkoda, że nikt jeszcze solidnie tych różnic nie opisał.

    Ale pamiętajmy też, że istnieje szereg modeli biznesowych, które mogą pomóc w sprzedaży kopii – np. patronaż / granty / subskrypcje – wszystkie zapewniają wynagrodzenie przed momentem upublicznienia; lub opłata ustawowa (promuje ją wspomniany przez Edwina Gerd Leonhard, w ramach koncepcji „music like water”).

    Piotr: piszesz:
    „dlaczego genialny pisarz (albo tylko poczytny) miałby podejmować działania inne niż pisanie, skoro akurat w tym jest dobry, a spotykać się z ludźmi nie lubi? – ja tego nie rozumiem;”
    dlatego, że może na pisaniu nie da się zarabiać? podobnie jak ty argumentują przedstawiciele OZZ, zdaniem których artyści to wyjątkowa grupa społeczna, która powinna móc robić zupełnie co chce, i co więcej móc z tego wyżyć. O ile zgadzam się z pierwszym, to w drugim wypadku chcąc wyżyć trzeba niestety robić to, co się sprzedaje (lub skorzystać z innych źródeł finansowania)

  10. Lessig zmienia zasadniczo filozofię systemu praw autorskich, otwierając furtkę do ryzykownej gry. Gdy autor zdecyduje się raz ogłosić utwór w ramach licencji Creative Commons, nie może już później zmienić jego statusu, nawet choćby chciał, gdy np. stanie się sławny i chciałby lepiej pilnować integralności swojej twórczości.

    A może mamy do czynienia z pewną mitologizacją standardów lub/i z brakiem samodzielności wśród twórców. Nikt przecież nie mówi, że darmowe udostępnianie musi być podparte jakąkolwiek „oficjalną” licencją. Artysta może sobie utowrzyć własną licencję, własne zasady, łącznie z klauzulą, że zasady te w dowolnej chwili może zmienić.

  11. Autor pisze: „Antymatrix jest natomiast częścią domeny ‚Polityki’, której jestem pracownikiem etatowym, co określa moje zobowiązania odnośnie cesji majątkowych praw autorskich na rzecz pracodawcy.”

    Skoro już sobie różne rzeczy wyjaśniemy, to jakie jest stanowisko Polityki wobec tekstów zamieszczanych w postaci komentarzy do blogów? Korzystamy wszakże z platformy publikacji będącej własnością Polityki, więc może rości sobie ona prawo do wszystkich treści tu zamieszczanych?

  12. Do TesTeq:
    sprawdzę, choć nie obawiałbym się podejrzanych intencji. Wspomniany blog Kultura2.o też jest publikowany w serwisie Polityki, jednak pod licencją CC (jako całość).

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php