29.11.2007
czwartek

Andrew Keen w „Polityce”

29 listopada 2007, czwartek,

Spóźniona relacja ze spotkania, które wywołało pewne emocje jeszcze przed odbyciem się. Nie bez powodu, o czym świadczy komentarz-relacja Mikołaja. Przytaczam w całości:

Na spotkaniu byłem i, mimo wszystko, nie żałuję. Dyskusja była całkiem ciekawa, choć zdecydowanie bardziej interesująca by była, gdyby na sali nie było pana Keena. Dawno nie widziałem kogoś, kto publicznie prezentowałby mieszankę przeciwstawnych poglądów podlanych sosem półprawd, przeinaczeń i nadinterpretacji, a przy tym patrzyłby na audytorium tak bardzo z góry. Brrr?

Prawdę mówiąc im dalej od początku spotkania, tym większe miałem wrażenie, że gościem jest jeden z naszych polityków. Podobny sposób (nie)odpowiadania na bardzo konkretne pytania, podobne nonszalanckie podejście do rozmówców, podobny słowotok argumentacji, która tak naprawdę z argumentami zbyt wiele wspólnego nie miała. Zresztą zastanówcie się sami – czy można traktować poważnie kogoś, kto mówi, że profesjonaliści są lepsi od amatorów nawet wtedy, gdy nie mają takiej samej wiedzy czy nie pracują tak samo rzetelnie, jak amatorzy? A są lepsi (i są profesjonalistami), bo mają stałą pensję. Tego typu sformułowań, budzących na widowni zażenowanie przemieszane z wesołością, było więcej i cytowane powyżej wcale nie było najbardziej brawurowym.

PS. Bardzo żałuję, że prowadzący spotkanie nie przycisnęli pana Keena do muru i nie „wymusili” konkretnej odpowiedzi na pytanie, kiedy był złoty wiek prasy.

Keen nie zaskoczył, mówił to co napisał. Przeciwstawiając profesjonalizm amatorszczyźnie najwyraźniej pomylił kwestię rzemiosła, craftsmanship, czyli jak definiuje Richard Sennett, wewnętrznej potrzeby do solidnej roboty. Dobre rzemiosło może charakteryzować zarówno zawodowca, jak i amatora (wszak w Polsce większość literatury piszą, zgodnie z definicją Keena amatorzy, bo z pisania książek nie sposób się utrzymać).

Bardzo pozytywnie zaskoczyła publiczność, bez kompleksów i rzeczowo punktująca gościa. Sam był chyba nieco zdziwiony. Dlaczego natomiast z Mirkiem Filiciakiem nie przycisnęliśmy Keena? Bo i tak by odpowiedział, tak jak odpowiadał, więc dalsze przyciskanie zepchnęłoby go większej defensywy.

Inna zupełnie sprawa, że w obawach Keena ujawnia się pewna zasadnicza intuicja o funkcji kultury, czy jest ona przestrzenią wolności, czy instrumentem kontroli. Sprawa wcale nie jest banalna ale to już inny temat.

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Ja sądzę, że Keen doskonale wie, w jaki dokładnie sposób będzie krytykowany, ma swoje przekonania i swój cynizm. Myślę, że śmieje się ze swoich oponentów, choć ma świadomość własnej bezsilności wobec nich. W każdym razie, facet jest przedmiotem licznych kontrowersji, co z pewnością niezwykle mu pasuje.

    Inną sprawą jest jego język, a zwłaszcza miałka argumentacja. Takie swobodne używanie fragmentów rozmaitych znanych książek to słaba metoda. Jako osoba sceptycznie nastawiona do tzw. „web 2.0”, muszę przyznać, że Keen poza pewną dziennikarską sprawnością retoryczną nie oferuje niczego ludziom identyfikującym się z dyskursem krytycznym wobec sieci. Wspaniale natomisat wychodzi mu wchodzenie w niskich lotów polemiki z osobami, dla których ściagnięcie płyty dzięki p2p jest wyrazem demokracji i wolności.

  2. Keen nie zaskoczył, mówił to co napisał.

    Niestety, nie miałem okazji przeczytać książki Keena przed spotkaniem. Po spotkaniu nie wiem z kolei, czy w ogóle po ową książkę sięgać. Jeśli jeszcze raz mam się zderzyć z argumentacją widzianą na spotkaniu, to chyba trochę szkoda mi czasu i nerwów :)

    Przeciwstawiając profesjonalizm amatorszczyźnie najwyraźniej pomylił kwestię rzemiosła, craftsmanship, czyli jak definiuje Richard Sennett, wewnętrznej potrzeby do solidnej roboty. Dobre rzemiosło może charakteryzować zarówno zawodowca, jak i amatora (wszak w Polsce większość literatury piszą, zgodnie z definicją Keena amatorzy, bo z pisania książek nie sposób się utrzymać).

    Nie jestem pewien, czy on to pomylił, miałem wrażenie, że on się nad tym po prostu nie zastanawiał…

    Z drugiej strony wyjaśnienie może być łatwiejsze, niż nam się wydaje i problem pojawił się w tłumaczeniu. Być może „profesjonalista” Keena jest naszym „zawodowcem”? Być może zamiast rozumieć profesjonalistę jako „kogoś, kto ma duże umiejętności w jakiejś dziedzinie i doskonale wykonuje swoją pracę” powinniśmy go rozumieć jedynie jako „osobę zajmującą się czymś zawodowo”?
    Jednak przy takim rozumieniu profesjonalisty teza Keena „opłacany jest lepszy” ma jeszcze mniej sensu. Codziennie widzimy setki przykładów na to, że efekty pracy „profesjonalistów Keena” są pełne amatorszczyzny i z zawodowstwem nie mają zbyt wiele wspólnego. Czymże różnią się kiepskie artykuły w prasie od kiepskich wpisów na blogach? Co takiego jest w kiepskich książkach, co każe je stawiać wyżej nad kiepskie strony WWW? Czyżby w obu przypadkach uświęcał je papier? 😉
    Jeśli świat ma być lepszy wyłącznie dlatego, że praca partacza będzie przez kogoś opłacana, to ja takiej „lepszości” świata nie chcę. Zamiast niego wolę ten, w którym żyjemy i w którym zmieniać go na lepsze mogą również nieopłacani specjaliści w jakiejś dziedzinie…

    Tak na marginesie — znani mi zachodni autorzy książek specjalistycznych w większości wypadków nie żyją z ich pisania, ale piszą je po godzinach, utrzymując się z innych źródeł. Z kolei zadziwiająco często autorzy utrzymujący się z pisania książek wypuszczają je niemal seryjnie, zaś ich poziom jest co najwyżej średni.

    Bardzo pozytywnie zaskoczyła publiczność, bez kompleksów i rzeczowo punktująca gościa. Sam był chyba nieco zdziwiony. Dlaczego natomiast z Mirkiem Filiciakiem nie przycisnęliśmy Keena? Bo i tak by odpowiedział, tak jak odpowiadał, więc dalsze przyciskanie zepchnęłoby go większej defensywy.

    Możliwe, że liczył na status gwiazdy / guru, którego się słucha na klęczkach. Z rozmów po spotkaniu wiem, że i tak miał sporo szczęścia, bo po pierwszych odpowiedziach na trudniejsze pytania (m.in. Twoje, Mirka i Alka) sporo osób zrezygnowało z zadawania kolejnych pytań z powodów, o których piszesz. Patrząc na poziom jego odpowiedzi przypomniał mi się Usenet i szereg dyskusji z trollami. Gdyby mówił po polsku, mógłby być brany za dojrzałe wcielenie niejakiego Experta :)

    Inna zupełnie sprawa, że w obawach Keena ujawnia się pewna zasadnicza intuicja o funkcji kultury, czy jest ona przestrzenią wolności, czy instrumentem kontroli. Sprawa wcale nie jest banalna ale to już inny temat.

    Rozumiem, że na ten temat będzie można podyskutować przy okazji jednego z kolejnych spotkań?

  3. Do Mikołaja:
    Będziemy kontynuować, fajnie że jest już dobra publiczność i można robić dobre dyskusje.

  4. Witam,
    Na stronach „ksiazki.TV” – http://ksiazki.tv/n/497 zamieszczam wideo relację ze spotkania w Salonie Naukowym Polityki oraz drugą relację ze spotkania w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Może się komuś przyda – zapraszam. Tadeusz Pilas

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php