24.01.2008
czwartek

Nauka 2.0, dyskusja o ResearchBlogging.org

24 stycznia 2008, czwartek,

Komentarz Pawla do wpisu o ResearchBlogging.org i ciekawy odnośnik do wpisu w portalu BBGM (business/bytes/genes/molecules) pokazuje, że kwestia Nauki 2.0 jest co najmniej żywo dyskutowana w środowisku naukowym. Ludzie tacy, jak Jean-Claude Bradley, o wielkich zasługach dla nowego nurtu komunikacji naukowej (w nauce samej i nauki ze społeczeństwem) mają zastrzeżenia do jednego z kluczowych elementów ResearchBlogging.org. Polega on mianowicie na agregowaniu blogów, które odnoszą się do doniesień naukowych publikowanych w recenzowanych czasopismach. Inaczej, jest to Nauka 2.0 na pół gwizdka. Jak zrozumiałem, Nauka 2.0 w rozumieniu czystym to szansa na odejście od starego modelu peer-review, którego przykładem jest UsefulChem Bradleya. Ciekaw jestem komentarzy.

OpenLaboratory.jpegZ innych ciekawostek, tydzień temu odbyła się anonsowana przeze mnie North Carolina Science Blogging Conference. Tu link do filmu na blip.tv z otwarcia tego wydarzenia, które zdaniem Jen-Claude’a Bradleya było wielkim sukcesem. Jednym z elementów przygotowań do tej konferencji była publikacja już drugiej antologii najlepszych wpisów z blogów naukowych, “The Open Laboratory 2007″. Można kupić w wersji elektronicznej lub papierowej. Pierwszy tom nabyłem już kilka miesięcy temu, czas teraz przeczytać oba – mam nadzieję, że niebawem będę mógł podzielić się wrażeniami.

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. I jako kropkę nad i polecę świeży artykuł z Nature (wolny dostęp): http://dx.doi.org/10.1038/451397a – ciekawe podsumowanie do czego prowadzi system “publish or perish” i od czego tak naprawdę usiłujemy się uwolnić w Nauce 2.0.

  2. Wielokrotne, nieuzasadnione publikacje tych samych wyników są oczywiście naganne, ale wcale nie wydaje mi się, żeby tzw. Nauka 2.0 mogła je zwalczyć, w końcu muszą być jakieś kryteria pod względem których weryfikowany jest artykuł. Czasopisma naukowe mają określony prestiż i choć zdarzają się pomyłki, to jednak z reguły prace publikowane w tym o wyższym prestiżu są lepsze od tych publikowanych w czasopismach o niższym prestiżu. Gdy jakość prac się pogarsza, z reguły czasopismo traci swój prestiż i jakoś ten system się samoreguluje.

    We wspomnianym artykule w Nature jako jedną z przyczyn problemu wielokrotnych publikacji podaje się wzrastającą liczbę czasopism recenzowanych. Wg mnie w Nauce 2.0. (jak ja nie znoszę tego zwrotu ;) ) rodzą się dwie możliwości, pierwsza to zastąpienie czasopism tradycyjnych, recenzowanymi czasopismami elektronicznymi, z publicznym dostępem (co jest wspaniałą ideą i jest już od lat realizowane), druga – rezygnacja z recenzji, co wg mnie spowoduje totalny chaos i, mówiąc językiem biblijnym, uniemożliwi odróżnienie ziarna od plew.

    A jak na razie to jeśli już szafujemy etykietami, wolałbym chyba mówić o popularyzacji nauki 2.0, albo dydaktyce 2.0., bo blogi naukowe w większości wypadków ze ścisłą prezentacją nowych wyników naukowych nie mają wiele wspólnego, wg mnie mogą co najwyżej służyć jako forum do ogłaszania własnych czy cudzych wyników i dyskusji nad nimi. Może jestem tradycjonalistą, a może to kwestia dziedziny nauki, ale nie wyobrażam sobie, by coś mogło tak naprawdę zastąpić tradycyjną formę artykułu naukowego. Oczywiście fajnie, gdy jest on dostępny online (większość nowych w matematyce jest, choć niekoniecznie za darmo, ja w każdym razie się wściekam, gdy jakiegoś nie mogę znaleźć), fajnie, gdy w pdf-ie działają linki do cytowanych artykułów, ale to wszystko są tylko miłe dodatki, a sama struktura artykułu jest chyba mimo wszystko w miarę niezmienna, przynajmniej od 150 lat, jak mi się wydaje z korzyścią dla nauki.

  3. @hlmi
    Dotykamy tutaj kilku kwestii:

    Po pierwsze, samoregulacja, jeśli chodzi o system czasopism naukowych istnieje wyłącznie na poziomie czasopism średnich i słabych. Żaden z wysoko notowanych tytułów nie podlega jakiejkolwiek regulacji – utrzymaniem ich wysokiego prestiżu zainteresowani są zarówno wydawcy jak i sami naukowcy (jedni i drudzy uciekają się do różnych nieładnych chwytów).

    Po drugie, problem nie leży tak naprawdę w systemie recenzji publikacji naukowych, tylko w systemie oceny naukowców na podstawie liczby publikacji, tudzież kolejności na liście autorów. Publikacja sama w sobie nie służy do otrzymania grantu, tylko do komunikacji wyników badań; i to te wyniki powinny być podstawą do oceny pracy badawczej uczonego, a nie jakieś wyśnione współczynniki. O to właśnie chodzi w tej (nazwanej może i szumnie) Nauce 2.0 – żebyśmy mogli zamiast przejmować się liczbą publikacji, robili po prostu swoje, komunikując się swobodnie bez ryzyka utraty palmy pierwszeństwa. I tu niestety trzeba przyznać, że do ideału brakuje bardzo wiele: nie ma żadnego standardu cytowania materiałów publikowanych na blogach, nie ma mechanizmu oceny indywidualnego wkładu badacza i wielu innych rzeczy. Ale ja akurat jestem optymistą. Coś musi się zmienić, bo obecny system trzeszczy w szwach.

    A co do odróżniania ziarna od plew: fizycy jakoś się tym nie przejmują od dawna (arXiv), a biolodzy od niedawna (Plos One i Nature Precedings). Myślę, że to nie jest to tak duży problem, jak się wydaje.

  4. Pawle,

    jeśli chodzi o arXiv, jako matematyk korzystam z niego codziennie i mimo wszystko jest dla mnie rekomendacją, gdy zobaczę, że publikacja tam zamieszczona ma się ukazać, albo już się ukazała w uznanym czasopiśmie. Tak się bowiem składa, że bardzo wiele czasopism matematycznych umieszcza tam artykuły w wersji przed ostatnią korektą, albo zachęca autorów do umieszczenia tam plików. W ten sposób oficjalna, czasami odpłatna, wersja artykułu różni się od tej dostępnej na arXiv np. numeracją stron i składem, ale już nie meritum.

    Jeżeli wydaje Ci się, że przy tej liczbie publikacji na arXiv jest ktoś w stanie odróżnić co jest istotne, a co nie, to jesteś wielkim optymistą, bo ja mam w tej chwili w zakładkach bardzo wiele artykułów, które mnie zainteresowały. Nie ma szans, żebym przeczytał je wszystkie, będę się więc kierował własnym gustem i wyczuciem, potem tym o czym się mówi w środowisku, potem nazwiskami autorów, a potem także tym czy te publikacje trafiły do dobrych czasopism.

    Rzeczywiście pięknie by było, gdyby o ocenie naukowca decydowały jedynie wyniki jego badań, a nie jakieś wskaźniki. Ale za finansowaniem nauki stoi biurokracja, której z powodów prawnych nie da się przeskoczyć. Dodatkowo, łatwo się ocenia najlepszych, trudniej już sobie wyrobić zdanie o naukowcach z niższej półki, a tacy też są potrzebni. Perelman, twórca jednego z największych przełomów w matematyce od lat, opublikował swoje wyniki na stronie internetowej i nigdzie ich nie zgłosił. Wystarczyło na Medal Fieldsa, którego zresztą nie przyjął. Ale dla mnie np., i chyba nie tylko dla mnie, ważne jest w jakich czasopismach publikuję, jestem tzw. młodym pracownikiem naukowym i gdy czasem uda mi się opublikować w jednym z lepszych czasopism w mojej dziedzinie, jest to dla mnie powód do satysfakcji. Taka publikacja stanowi podstawę do oceny mojej pracy, szczególnie na początku. W matematyce, w przeciwieństwie do nauk biologicznych, na cytowania czeka się czasami bardzo długo, więc dla młodych naukowców, ubiegających się o grant, pracę, etc., wizytówką, obok rekomendacji bardziej utytułowanych osób, które znają wyniki aplikanta, jest także miejsce publikacji tych wyników.

    Dodatkowo, nie wyobrażam sobie, jak można by oceniać całe jednostki badawcze, jeśli nie na podstawie cytowań i rangi czasopism. W przypadku pojedynczej osoby, można jeszcze zaryzykować, że ktoś jest w stanie krytycznie przeczytać dorobek i wypowiedzieć się na temat jakości wyników, stopnia trudności. Ale gdy chodzi o sto osób? Niestety trzeba to jakoś sformalizować i pozostaje mieć nadzieję, że uda się to robić coraz lepiej.

    Dlatego jestem zwolennikiem peer-review i pewnego tradycyjnego modelu publikacji naukowej, co nie znaczy, że nie należy go uzupełniać w miarę nowych możliwości technicznych jakie się otwierają.

    Ok, zmieniając temat na trochę bardzie związany z tematem wpisu, ukaże się tez książka z fragmentami bloga Terence’a Tao, jednego z lauratów Medalu Fieldsa z 2006 r., poniżej zamieszczam link:

    http://terrytao.wordpress.com/2008/01/25/book-version-of-the-blog/

    Myślę, że cały jego blog powinien być wzorem, choć raczej nie publikuje on tam oryginalnych wyników, a tylko informacje o nich i różne materiały dydaktyczne (w liczbie przerażającej przeciętnego śmiertelnika)

    A jeszcze z matematycznego podwórka, inny laureat Fieldsa, Tim Gowers, dyskutował na swoim blogu coś w stylu wersji wiki bazy recenzji artykułów matematycznych, być może też niektórych zainteresuje, szczególnie, że sam pomysł można zrealizować nie tylko w matematyce:

    http://gowers.wordpress.com/2007/09/15/alternative-maths-reviews/#more-7

  5. hlmi,

    Zacznę gdzieś od środka: co do oceny całych ośrodków badawczych, to wzorem postępowania może być Max-Planck. Ponieważ instytuty tworzy się wokół wybitnych jednostek, jeśli takowych zabraknie, instytut się zamyka i ilość publikacji nie ma tutaj znaczenia (trochę to upraszczam, ale w gruncie rzeczy chodzi o to, że szczegółowej ocenie poddawana jest jedna osoba – bądź kilka zależy od wielkości instutu – a nie wszyscy pracownicy, a w przypadku jednej dość prosto ręcznie ocenić dorobek naukowy; ocenę działania poszczególnych pracowników zakładu zostawia się dyrektorom). Bardzo proste i jeszcze bardziej skuteczne, więc właśnie wprowadzają to u siebie Austriacy (co ciekawe, taki model działa także za oceanem, a najlepszym jego przykładem może być Craig Venter). Nasi zachodni sąsiedzi testują ten model od wielu lat i nie zamierzają od niego odstępować, bo wiedzą, że kryterium publikacyjne nie pozwoliłoby kilku późniejszym laureatom nagrody Nobla dokończyć swoich badań (wielu z nich przez kilka lat nic nie opublikowało).

    Co do reszty, to w sumie wydaje mi się, że nasze różnice w poglądach nie wynikają akurat z oceny skuteczności aktualnego modelu finansowania nauki (wiadomo, że trzeba go poprawić), tylko z podejścia do kariery naukowej jako takiej. Żeby awansować w tradycyjnym modelu kariery naukowej, trzeba pojechać na postdoca, publikować w dobrych czasopismach, pisać granty i takie tam – zgadzam się w 100%, tego się nie uniknie, a w dodatku blog, nawet świetny i z oryginalnymi wynikami badań, nie pomoże się wspinać wyżej po takiej drabinie. Z tym, że ten model na szczęscie już nie jest jedynym. Nowe kanały komunikacji naukowej miejmy nadzieje pozwolą na więcej takich przykładów jak wspomniany Perelman (dziękuję, nie znałem tego nazwiska wcześniej) – aczkolwiek dotyczyć one będą chyba wyłącznie nauk teoretycznych (koszt zaplecza jest znikomy). I może z czasem doczekamy się jakichkolwiek pieniędzy płynących tymi kanałami?

  6. Jestem doktorantem na Wydziale Chemii UJ, zaczynam swoja przygodę z nauka ale w szczególności wciągnęła mnie idea Nauki 2.0. Zgodnie zna pisze o swoich badaniach na stronie http://www.neutralizacja-heparyny.pl
    Zapraszam do odwiedzania i komentowania. Dziękuje z góry za każdy komentarz na forum czy pod artykułem. Napisałem też parę artykułów o samej idei i teorii Nauki 2.0 oraz FAQ Nauki 2.0. Zapraszam do lektury.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

To use reCAPTCHA you must get an API key from https://www.google.com/recaptcha/admin/create