Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

20.02.2012
poniedziałek

Warszawa, Program Rozwoju Kultury – sposób na miasto

20 lutego 2012, poniedziałek,

Warszawa da się  lubić. Słowa piosenki wywołują często gorące polemiki, zarówno wśród mieszkańców, jak i gości Stolicy. Spojrzyjmy jednak w jaśniejszą stronę metropolitalnego życia – w ubiegłym roku wydarzył się w Warszawie niezwykle ciekawy proces. Opracowany został Program Rozwoju Kultury. Cóż w tym wielkiego? Kultura w mieście takim, jak Warszawa z definicji wypełniać  musi pokaźną część  życia. Mnogość instytucji miejskich, wojewódzkich i narodowych, kasa publiczna i w końcu zasobność samych mieszkańców powodują, że w kulturze się dzieje. Niby tak, jednak wielu uczestników życia kulturalnego w Warszawie jakoś ze stanu spraw nie była zadowolona. Niby się dzieje, jednak uczestnictwo, uczestnictwo w kulturze jest jednak, jak na dostępną ofertę na słabym poziomie. Mimo ilości instytucji, dostęp do usług kulturalnych pozostawia wiele do życzenia. A o jakości i estetyce przestrzeni publicznej nie trzeba zbyt wiele rozprawiać, wystarczy popatrzeć.

Na pytanie klasyka: co robić? padła zaskakująca, jak na przyjęte w polskiej praktyce samorządowej praktyki propozycja, by Program Rozwoju Kultury tworzyć wysiłkiem zbiorowym, obywatelsko-urzędniczym. Dokument PRK o tytule „Miasto kultury i obywateli. Program rozwoju kultury w Warszawie do 2020 r.” przygotował Zespół Konsultacyjny ds. PRK (zastrzegam, że uczestniczyłem w jego pracach, co może mieć wpływ na emocje tej notki). W skład zespołu weszli przedstawiciele Urzędu Miasta, przedstawiciele instytucji kultury, organizacji społecznych, eksperci ze świata akademickiego. W konsekwencji tego kroku musiało pojawić się pytanie strategiczne, strukturyzujące dalszą pracę. Pytanie banalne, jednak dziwnie nieobecne w neoliberalnej praktyce zarządzania miastami (i to nie tylko w Polsce) – czyje jest miasto?

Odpowiedź, że ma być jego mieszkańców, choć wydaje się oczywista, nie musi prowadzić do oczywistych wniosków. Doskonale to było widać podczas pracy nad PRK. Bo jeśli podmiotem są mieszkańcy, co to oznacza dla instytucji kultury? W dotychczasowych praktykach zarządzania kulturą to one często swoją siłą narzucały własny, wygodny dla siebie punkt widzenia nie specjalnie przejmując się potrzebami odbiorców. PRK w warstwie diagnostycznej wyraźnie ujawnia „niewygodną prawdę”, że wiele warszawskich instytucji kultury tkwi jeszcze mentalnie w czasach sprzed 1989 r. Tymczasem społeczeństwo żyje już w XXI wieku. Jak też dzielić publiczne pieniądze na kulturę? Bo wiadomo, że niezależnie od udziału prywatnych sponsorów i skłonności do płacenia przez uczestników, publiczne dotacje będą decydować o możliwości istnienia infrastruktury kulturalnej (biblioteki, domy kultury) i niekomercyjnej działalności artystycznej.I jeśli miasto należy do jego obywateli, co to oznacza dla przestrzeni publicznej, w coraz większym stopniu sprywatyzowanej i wrogiej spontanicznej aktywności społecznej?

Tworzenie PRK było niezwykle ciekawym doświadczeniem, polegającym na konieczności wzajemnego uczenia się i otwierania na argumenty ludzi funkcjonujących w różnych porządkach. Tłumaczenie języka potrzeb indywidualnych na język praktyk instytucjonalnych, przekład z języka zarządzania kulturą na język prawo-urzędniczy to zabawa przypominająca czasami lekcje chińskiego. Niezbędna jednak, żeby dobre początkowo intencje nie przekształciły się w praktyce na skutek błędów w translacji w potworka. Po wielomiesięcznych pracach i konsultacjach powstał dokument, który da się, to ważne, czytać. Dokument, który ma energię, który przedstawia marzenie o mieście ambitne i realne jednocześnie (poniżej fragment „Warszawskiego Marzenia” ze wstępu do PRK.

Warszawa, o jakiej marzymy, jest miastem nowoczesnym – także technologicznie, coraz lepiej projektowanym, estetycznym, przyjaznym i promującym ekologiczny styl życia. Z przyjemnością spaceruje się po jej ulicach i jeździ po niej rowerem.

Choć jest metropolią, jej globalne aspiracje są zakorzenione w lokalności, w budowaniu sąsiedzkich, osiedlowych, dzielnicowych wspólnot. Mieszkańcy Warszawy mają poczucie wpływu na rozwój swojego miasta, a zarządzający miastem są otwarci na ich opinie i potrzeby, mądrze wspierają obywatelską spontaniczność.

Nie jest to zapewne dokument idealny, takie powstają jedynie w głowach planistów. PRK powstał w wyniku procesu społecznego, w którym poszukiwaniu wspólnych celów towarzyszył nierzadko spór.Teraz nadszedł na moment polityczny – PRK, żeby z ciekawego  tekstu stał się dokumentem operacyjnym, wymaga przyjęcia przez Radę Miasta. Praca nad dokumentem pokazała jednak, że możliwa jest jednak zmiana myślenia o mieście. W swoim prywatnym rozrachunku z Warszawą, „Warszawa – ludzie przeciw entropii” opublikowanym w „Miłości, wojnie, rewolucji” pisałem:

Władza jest na etapie co najwyżej nowoczesnym, zadaniem strategicznym jest symboliczna przebudowa przestrzeni miejskiej, tak by zminimalizować piętno komunistycznego demiurga. Gdy więc po wprowadzeniu nowego ustroju Warszawy nowopowstałe gminy zaczęły budować nowe ratusze, wszystkie zaopatrzono w zegary. Bo czyż to nie ratuszowy zegar był symbolem mieszczańskiej władzy i obywatelskiej stabilizacji jako najlepszego antidotum na siły entropii? Kulminacyjnym momentem ?uzegarowiania? Warszawy było zainstalowanie zegara na szczycie Pałacu Kultury i Nauki.
Teraz nadszedł czas na muzea, w których nastąpić ma sedymentacja historycznej esencji. Lista projektów już realizowanych lub zapowiadanych jest imponująca: muzeum Powstania Warszawskiego (w ciągu roku od otwarcia odwiedziło je pół miliona ludzi), muzeum komunizmu, muzeum sztuki współczesnej, eksploratorium ? Centrum Kopernika, Muzeum Historii Żydów Polskich. Przedsięwzięcia te na pewno zmienią symboliczną mapę Warszawy, czy jednak na tyle, by rozładować negatywną energię miasta?
Jawi się w nich marzenie o Warszawie jako mieście schludnym, mieszczańskim, całkowicie obliczalnym i przewidywalnym, przywiązanym do swojej historii, swoich bohaterów, w którym obywatele w ciągu dnia powinni uczciwie zarabiać pieniądze, a wieczorami przeliczać je w bezpiecznym zaciszu domostw. Do takiego modelu miasta może jeszcze pasować Festiwal Nauki, ale już zupełnie nie pasują paradujący przez Śródmieście geje i lesbijki. Tylko, czy taki model miasta pasuje jeszcze do współczesnego świata? I czy rzeczywiście wyraża oczekiwania samych warszawiaków?

Chciałbym napisać inny tekst o swoim mieście. Mam nadzieję, że Program Rozwoju Kultury nie tylko będzie wdrażany, lecz także zainicjuje zmiany w sposobie zarządzania metropolią. Nie oszukujmy się,  duchy imitacyjnej pseudomodernizacji ciągle straszą. Zostały nawet uhonorowane  przez Państwo pomnikiem w postaci Stadionu Narodowego. Grać się  nim nie da, biegać nie wolno. Niech przynajmniej służy za memento.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. Autor nie wie, o czym pisze. Jeśli „wziął” udział to tylko w uprawianiu propagandy – zamówionej przez Miasto, zresztą. Mieszkańcy/obywatele, owszem, byli konsultowani, tyle, że to była kompletna fikcja. Ze zgłoszonych 50 poprawek w ostatecznej redakcji ŻADNA NIE ZOSTAŁA UWZGLĘDNIONA, zaświadczając o fikcji polegającej na tym, że Biuro Kultury działa, a p. Kraszewski bierze nasze pieniądze, a decyzje i tak zapadają w sposób pozbawiony transparentności. Pic na wodę fotomontaż!

  2. … jeśli „wykryto duplikat”, to tym bardziej oznacza, że tekst jest o niczym. A komentarz, tu odrzucony, na publicznym facebooku

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php