Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

21.02.2012
wtorek

Odbiorca, konsument, pirat. Uczestnik kultury w epoce cyfrowej reprodukcji – rewolucja przed nami

21 lutego 2012, wtorek,

Tym razem już bez zbędnych emocji. Seminarium z cyklu „Kultura i rozwój” o współczesnych obiegach kultury (pod tym adresem relacja wideo i audio) i o tym, kim jest ich uczestnik nie skoncentrowało się na dyskusji o złodziejstwie. Więcej było o tym, jak po prostu zmienia się kultura i jakie z tych zmian wynikają wyzwania dla instytucji kultury, komercyjnych, jak i publicznych oraz społecznych. Podstawą do dyskusji były badania „Obiegi kultury” Centrum Cyfrowego: Projekt Polska oraz wyniki badań konsumenckich Ericsson Consumer Lab.

Badania „Obiegi kultury” były już wielokrotnie omawiane, ciekawe okazało się ich zestawienie z badaniami Ericsson Consumer Lab. Dotyczą one sposobów korzystania z usług takich, jak Internet, telefonia komórkowa, mobilny dostęp do Internetu. Niby bezpośrednio nie mają wielkiego związku z kulturą, tylko jednak pozornie. Bo dziś jednym z najważniejszych czynników zmieniających sposoby uczestnictwa w kulturze jest właśnie technologia. Rozumiejąc lepiej konsumenta usług high-tech, można lepiej przewidywać, jakie zmiany czekają świat kultury. A widać, że rewolucja jest dopiero przed nami. Przyjdzie wraz z upowszechnieniem się mobilnego Internetu i smartfonów, oraz usług świadczonych w tzw. chmurze. W najbliższych latach czeka nas eksplozja zainteresowania polskich konsumentów takimi usługami. Po co będą z nich korzystać? Oczywiście głównie po to, żeby mieć dostęp do różnych treści, czyli kultury i metakultury: streaming wideo; sieci społecznościowe; cały obieg okołokulturalny, czyli co gdzie się dzieje i na co warto pójść.

Czy instytucje będą przygotowane, czy raczej jak dotychczas narzekać będą na piratów? W przeddzień seminarium „Rzeczpospolita” opublikowała wyniki o branży muzycznej. Okazało się, że owszem, w 2011 r. spadła sprzedaż muzyki na nośnikach (ok. 6%), jednak o 60% wzrosła sprzedaż muzyki w plikach (efekt iTunes). A więc i w Polsce można znaleźć legalnych nabywców. Trzeba jednak się postarać i pospieszyć, zanim nie wyemigrują do „chmury”.

Dużo mówiono o tzw. śmierci pośrednika, do czego zainspirowała wypowiedź Beaty Stasińskiej, szefowej wydawnictwa W.A.B. Rośnie, zwłaszcza w USA, ruch samowydawniczy – coraz więcej autorów samodzielnie organizuje proces przygotowania książki, pomagają im w tym wyspecjalizowane serwisy. Ostatnio bezpośrednie umowy z autorami zaczął podpisywać Amazon. Podobnie zaczyna dziać się w kinie, podczas ostatniego Sundance Film Festival 10% produkcji było finansowanych crowdsourcingowo, za pomocą serwisu Kickstarter. Czy oznacza to rzeczywiście śmierć pośredników? Należałoby raczej popatrzeć na sytuację przez pryzmat Actor-Network Theory Bruno Latoura: pośrednicy ludzcy ustępują w coraz większym stopniu pośrednikom nie-ludzkim: sieciom, które jak Kickstarter umożliwiają zbiórkę pieniędzy, algorytmom Amazona i Facebooka łączącym i agregującym pojedyncze opinie oraz odbiorców z twórcami. Widać wyraźnie, że cała dyskusja, jaką wywołał spór o ACTA wymaga odnowienia języka przez odwołanie się do nowej epistemologii.

Na koniec o pożytkach z otwartości w nauce. Dane źródłowe do badań „Obiegi kultury” zostały udostępnione publicznie, z czego skorzystał Polski Instytut Sztuki Filmowej i na ich podstawie dokonał własnej analizy. Niebawem omówienie, jaki obraz uczestnika kultury uzyskał PISF.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 66

Dodaj komentarz »
  1. i to poważna rewolucja Panie Redaktorze, gdyż jest to wojna tych co obsesyjnie uwierzyli, że może istnieć coś tak absurdalnego jak tzw. „własność intelektualna”, z tymi, którzy nie chcą się na taką bzdurę nabrać, i nie ma przy tym znaczenia czy Pan też wierzy w taki absurd, czy też nie wierzy Pan tak, jak ja, gdyż własność może dotyczyć tylko rzeczy materialnych, bo największe znaczenie ma to, że ci wierzący w ten absurd na siłę próbują podporządkować sobie wierzących inaczej, a to już jest fanatyz i terroryzm…,

    proszę zwrócić uwagę na fakt, że podstawowym motorem postępu i rozwoju cywilizacji przez ponad 4000 lat była powszechność wymiany myśli bez żadnych ograniczeń, czyli jej ciągłe kopiowania i ciągłe udoskonalanie, więc niby dlaczego akurat teraz ma być inaczej ? prawdziwym złodziejstwem, jakie dokonało się w drugiej połowie XX wieku na skalę światową, jest właśnie to przywłaszczanie tej własności publicznej i żądanie ustawowej zapłaty od pozostałych…, i to pod pretekstem ochrony najbardziej wyzyskiwanych i poszkodowanych (autorów, artystów, itp., itd.),

    każdy monopol (jakim jest tzw. „własność intelektualna”) jest zgubny dla cywilizacji człowieka, dla mnie, dla Pana i też dla każdego innego z nas, gdyż wyklucza jakikolwiek postęp, równość prawa, konkurencję, uczciwość, etykę, demokrację i wszelkie swobody obywatelskie, prowadząc siłą natury ludzkiej m.in. też do cenzury…, i nie tylko…,

    a cała reszta na ten temat, to tylko usilne próby odwrócenia uwagi od istoty sprawy.

  2. Najbardziej irytują mnie ludzie przyrównujący ściąganie utworów z sieci do kradzieży dóbr materialnych – np. Skiba w zeszłotygodniowym „wprost” przyrównał piractwo z kradzieżą samochodu… Gdyby istniała technologia pozwalająca wykonać kopie pojazdu atom w atom… Świat byłby lepszym miejscem. Kiedy Jezus łamał i rozdawał chleb głodującym nikt nie wrzeszczał na niego że jest złodziejem bo nie zapłacił tantiem od przepisu… Co się porobiło na tym świecie?
    Serwisy takie jak kickstarter czy humblebundle pokazują że jest inna droga. Tylko w niej nie ma miejsca dla wytwórni fonograficznych.

  3. kuzyn_maupy: „a cała reszta na ten temat, to tylko usilne próby odwrócenia uwagi od istoty sprawy.”

    Takiej istory, panie maupa, ze zlodziejstwo zlodziejstwem pozostanie, na internecie czy w realu

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Tak na mrginesie… Panei tedaktorze, proponuje zapoznac sie z Magnatune

    http://magnatune.com/

    Magnatune wystartowalo jako „label” czyli wytwornia plytowa, ale dzialajaca na innych zasachach niz „konwencjonalne”

    Fragmenty z „manifesto” – jest to niewatpliwie nowy sposob spojrzena na sprawe dystrybucji. Moze sie przyda w dyskusji

    What „Royalty Free Music” Means. Magnatune’s music is „royalty free” in the sense that we don’t build points into our agreements. In other words, if your project is wildly successful, you don’t have to give us any of the profits. However, our music is not „production” or „stock” music. If you’re using it for anything other than private enjoyment, you must purchase a license along with the music itself. Fortunately we’ve made doing this incredibly easy and affordable!

    How Does The Artist Benefit?
    At Magnatune our artists retain all the rights to their own music. Each one signs a contract with Magnatune that allows us to license their music for commercial use. Unlike our competitors, we split the licensing fee directly with the artists, 50-50. Our artists love it when their work is licensed because it provides them with both income and exposure.

    What is Music Licensing Anyway?
    Music licensing is all around us. A popular song in a TV commercial or in a movie. The music on the radio. Music in restaurants and even elevators. Basically, whenever music is used in a commercial project or public space, that music has to be licensed for a specific type of use. The rights to use music are bought and sold every day.

  6. Adam: „Najbardziej irytują mnie ludzie przyrównujący ściąganie utworów z sieci do kradzieży dóbr materialnych ? np. Skiba w zeszłotygodniowym ?wprost? przyrównał piractwo z kradzieżą samochodu?”

    Ja tez porownuje. I Pan, Panie Adam, bedzie porownywal jak Pan napisze ksiazke i zamiast miec kompensate finansowa za wlozona prace bedzie Pan mial satysfakcje ze wystepuje ona na chomikuj.pl i moze ja sciagnac kto chce.

    Gdybym za ksiazke dostal takie pieneidze ktore by mnei satysfakcjonowaly – finansowy ekwiwalent RZECZYWISCIE wlozonej pracy, plus potencjalny zysk ze spzredazy, powiedzmy, 5 wydan, nie mialbym nic przeciwko temu zeby ksizka sobie byla na internecie. Ale neistety, honoraria za ksiazki sa smieszne, i jedyne oczekiwanie rekompensaty to wznowienia. Do czego nei dochodzi gdy ksziazka znajdzie sie w sieci. Wiec jak sie znajdzie to zostane okradziony, tak, Panie Adam, OKRADZIONY z potencjalnych dochodow. I bede OKRADZIONY, zeby nei wiem jaka filozofie Pan i Panu podobni uprawial aby zwykle zlodziejstwo usprawiedliwic. Zlodziejstwo pozostanie zlodziejstwem, nawet gdyby sie Panu udalo wlozyc spodnie przez glowe.

  7. Pierwszym aktem piractwa i zamachu na „własność intelektualną” byli partacze- rzemieślnicy których nie stać było na przynależność do cechu miejskiego. Potem manufaktury i fabryki, dokończyły dzieła.
    Fach przestał przechodzić z ojca na syna [z wyjątkiem lekarzy, aktorów, prawników i polityków]
    Teraz zbliżamy się do kolejnego przełomu.

    Kto wie, czy nie powstaną roboty medyczne, elektroniczni sędziowie, wirtualni aktorzy? I tak praca żywa przejdzie do lamusa historii…
    W ciągu najbliższych 30 lat, możemy być świadkami dziwnych rzeczy.
    I jak zwykle, wiele grup społecznych i zawodów na tym straci.
    Zyskają pewnie korporacje….

  8. Nie potzreba ACTA. Jak donosi Gazeta Wyborcza:

    „Kancelarie prawne wysyłają do internautów tysiące wezwań. Rekordzista dowiedział się, że ma zapłacić 30 tysięcy odszkodowania

    Chociaż o tym nie wiemy, od dawna jesteśmy namierzani. Prywatne firmy, kancelarie prawne nie tylko na zlecenie organizacji zajmujących się zarządzaniem prawami autorskimi, wykorzystując nowoczesne technologie, uważnie przeczesują cały internet. Czasami nawet stosują parapolicyjne prowokacje, by dopaść podejrzewanych o piractwo internautów.
    A potem? Straszą sądem i wymuszają odszkodowania. Nieraz kilkudziesięciotysięczne. By dotrzeć do „winnych przestępstwa”, wykorzystują jako narzędzia policję, prokuraturę i kodeks postępowania karnego.

    http://wyborcza.pl/1,75480,11162174,Siec_w_sieci.html

    Widac, jednak mozna…

  9. @A.L. – przepraszam, ale Szanowna(y) Pani/Pan może sobie wierzyć, że istnieje taki absurd, jak „własność myśli”, ale ja w to nie wierzę i nie skaczę Pani/Panu gardła z tego powodu, a pojęcia kradzieży, złodziejstwa i piractwa odkąd istnieje cywilizacja, dotyczą rzeczy materialnych, a nie myśli – własność materialną można posiąść, albo przez pierwotne posiadanie, albo przez przez pracę, ale nigdy przez samo myślenie o pracy…,

    proszę odrobić lekcję z elementarnych praw naturalnych i z własności, lecz nawet jeśli Pani/Pan nie zechce żadnych lekcji odrabiać, to i tak nic Pani/Pana nie uprawnia do agresji…,

    serdecznie dziękuję za szacunek dla mojej wypowiedzi…

  10. @wiesiek59 – cechy miejskie były pierwszymi próbami wprowadzania monopoli pod szumnymi hasłami poprawy jakości usług podczas, gdy w gruncie rzeczy zawsze chodzi o kontrolę i ściąganie dodatkowych parapodatktów (vide Izby zawodowe w Polsce),

    a każdy monopol (jakim jest też tzw. „własność intelektualna”) jest zgubny dla cywilizacji człowieka, dla mnie, dla Pana i też dla każdego innego z nas, gdyż wyklucza jakikolwiek postęp, równość prawa, konkurencję, uczciwość, etykę, demokrację i wszelkie swobody obywatelskie, prowadząc siłą natury ludzkiej m.in. też do cenzury…, i nie tylko…,

    problem polega na tym, że tzw. „własność intelektualna” podważa pracę i własność materialną, przez co wywraca do góry nogami cały system prawa wybudowany przez cywilizację przez ponad 4000 lat, co nieuchronnie prowadzi niestety do bezprawia…,

    proszę nad tym się zastanowić…

  11. @Adam – podpisuję pod tym co Pan napisał.

  12. A.L.
    21 lutego o godz. 18:36

    Być może doczekamy się czasów, gdy o wartości jednostki i jej materialnym statusie będzie decydować UZNANIE w sieci….
    Autorytet i jego MATERIALNY ekwiwalent.

    Powiedzmy ilość cytowań x 1$….
    W tym i linki do utworu, artykułu, myśli….

    Przypuszczam, że stworzenie takiego globalnego programu nie byłoby trudne. Najwięcej zarabialiby….Chińczycy?
    A biedni twórcy z małych krajów, skazani byliby na nędzny byt, z racji niewielkiego zasięgu ich twórczości. Takie niszowe to by było….

    Ps.
    Zespół Bayer Full święcił triumfy w Chinach. Pomimo braku ustaw antypirackich tamże, sprzedał coś w okolicach 70 milionów płyt….
    Prawdziwa cnota- twórczość- biedy się nie boi?

  13. Nie pamiętam, kto- Rej? Kochanowski?
    stwierdził „daj czego nie stracisz, choćbyś i wszystkim dawała”…..
    Taka jest rola twórcy…..

  14. kuzyn_maupy: ” przepraszam, ale Szanowna(y) Pani/Pan może sobie wierzyć, że istnieje taki absurd, jak ?własność myśli?, ale ja w to nie wierzę”

    No to trudno ze Pan nie wierzy. Ja na przyklad nei wierze w krasnoludki. Problem tylko polega na tym ze problem wlasnosci tego i owego to sprawa prawa a nei sprawa wiary.

    Zeby sie Panu nie wydawal oze wszytko jest takie proste, zalaczam link ponizej:

    http://mat.tepper.cmu.edu/blog/?p=1236#comment-10015

    To dyskusja, wysoce profesjonalnych osob na faky opatentowania „mysli” – a konkretnie procedury zwanej „Limited Discrepancty Search”. To dosyc prosty algorytm, nie program komputerowy nawet – ale wlasnie – mysl, czy tez sposob rozwiazywania pewnych dosyc elementarnych problemow matematycznych. Dyskusja jest z autorem patentu, a dyskutantami sa dosyc prominentne osoby ze swej branzy.

    Tu jest uwaga autora patentu:

    „My feeling is that the patent system *does* encourage research. Now that I run a company (*in addition* to doing research, I keep telling myself), I know that the possibility of patent protection is the only reason that we can publish research in many cases”

    ktora stosuje sie do innych form tworczaosci tez: tworczosc bedzie publikowana i udostepniana jezeli bedzie chroniona.

    P.S. Nie zauwazylem agresji w moim poprzednim poscie. Jezei uwaza Pan ze stwierdzenie „zlodziejstwo pozostanie zlodziejstwem” jest agrasywne, bardzo przepraszam za agresje. Ale zdania nie zmienie

  15. gratuluję Pani/Panu, że w tak fantastyczny, przewrotny sposób potrafi Pani/Pan obrócić cały dorobek cywilizacji w nicość, tylko po to, by dowieść, że istnieje taki absurd, jak „własność myśli”, i to niestety jest problem Pani/Pana wiary, a nie faktów i dowodów, tylko Pani/Pana przekonań quasi religijnych, bo nie ma Pani/Pan na to żadnych dowodów na to, że „własność myśli” istnieje, podczas gdy cała historia cywilizacji dostarcza nam nie zliczonych dowodów na to, że istnieje własność odnosząca się do rzeczy materialnych…

  16. kuzyn_maupy 21 lutego o godz. 21:55

    W pracy płacą mi za pracę.
    Nie za przychodzenie do biura.
    Częścią mojej pracy jest WYMYŚLENIE jak cośtam zrobić szybciej, taniej, lepiej, etc.
    Zanim to „coś” nie powstanie istnieje tylko moja MYŚL.
    Pracodawca wynagradza mnie za pomocą pensji, która jest podwyższana na podstawie mojej oceny rocznej.
    Ocena ta zależy m.in. od jakości i ilości MYŚLI (pomysłów) jakie miałem w danym roku.
    W dalszym etapie dostanę też PIENIĄDZE ZA PATENTY o ile pracodawca zdecyduje się na taką ochronę.
    WYMYŚLANIE nowych rzeczy jest często efektem dyskusji w grupie ludzi.
    Jeżeli z pokoju, w którym mamy zebranie wyjdzie Józek i napisze emaila do reszty, w którym użyje sformułowania „przed chwilą na zebraniu, jak wszyscy pamiętacie, podałem pomysł zrobienia tak i tak” i jak nikt tego nie zakwestionuje, to na koniec roku zaliczy tenże Józek sobie ów pomysł na swoje konto.
    POMYSŁ byl mój.
    To ja WYPOWIEDZIAŁEM SŁOWA, które Józek sobie przypisuje.
    Powiedzmy, że w tymże roku nie miałem innych, dobrych pomysłów i mnie zwolniono jako za drogiego aby go trzymać bezproduktywnie.
    Powiedzmy, że Józek dzieki swojemu kłamstwu dostał podwyżkę i patent.
    Dalej kuzynie_maupy twierdzisz, że nie zostałem okradziony?
    Okradziony z całkiem MATERIALNEJ nagrody za niematerialną MYŚL?

  17. najciekawsze jest to, że ci wszyscy beneficjenci, popierający tzw. „własność intelektualną” na zapytanie ile płacą amerykanom w tym co kupują, a ile sami zarabiają na tzw. „własności intelektualnej” w stosunku do tego co sami płacą, zawsze nabierają wody w usta i milkną, jak kamienie…, sam nie wiem, czy z czystej próżności, tylko po to, by mogli być uznani za tzw. „autorów”, czy też ktoś im za to płaci ? ja nie wierzę, by ktoś im za to płacił…

  18. a kto z uczestników tego forum, zechciałby przedstawić tu otwarcie jakikolwiek dowód naukowy, że istnieje coś tak absurdalnego, jak „własność myśli” ?

  19. kuzyn_maupy: „gratuluję Pani/Panu, że w tak fantastyczny, przewrotny sposób potrafi Pani/Pan obrócić cały dorobek cywilizacji w nicość, tylko po to, by dowieść, że istnieje taki absurd, jak ?własność myśli?, i to niestety jest problem Pani/Pana wiary, a nie faktów i dowodów, tylko Pani/Pana przekonań ..”

    To Pan/Pani nie ma zadnych argumentow oprocz krzyku. Krzyk to dobry argument jak sie ma 4 lata

  20. wiesiek59: „Nie pamiętam, kto- Rej? Kochanowski? stwierdził ?daj czego nie stracisz, choćbyś i wszystkim dawała??..

    Mzoe i za Reja panienki dawaly darmo. Dzis to sie nazywa „sponsoring”. Polecam film pod tym tutulem. Wlasnei wszedl na ekrany.

    Nic nie ma za fryko, Panie Wiesiek…

  21. wiesiek59: „Być może doczekamy się czasów, gdy o wartości jednostki i jej materialnym statusie będzie decydować UZNANIE w sieci?. Autorytet i jego MATERIALNY ekwiwalent”

    A skad sie beda braly PIENIAZKI?…

    Zreszta, to wszystko juz bylo. Kiedys, dawno dosyc temu, funkcjonowal model dystrybucji sofu zwany „shareware”: „ja zrobilem soft, puszczam go w sieci, jezeli uwazasz ze jest przydatny, wyslij mi pieniezki, rekomendowana kwote lub co laska”

    I co? Nico. Merde. System upadl. Juz pisalem ze znalem facia ktory pracowal dosyc dlugo nad kompilatorem pewnego jezyka. „Co laska” bylo 40 dolcow, co bylo niewiele biorac pod uwage ze taki kompilator IBM kosztowal 2 tysiece dolcow i byl duzo gorszy. Deal byl taki, ze jezeli ktos zaplaci owe 40 dolcow, dostaje kod zrodlowy i najnowsze wersje kompilatora. I co? Nico. W ciagu 3 lat facio dostal ponad 70 tusiecy natarczywych zadan kodu zrodlowego. A ile osob zaplacilo? Cos kolo 150. Wiec facio dal sobie spokoj. Nie dalby sobie spokoju gdyby chociaz 5% zaplacilo

    Neistety, model umarl szybko – z powodu nieplacenia. Ludzie dzialaja wedle zsady minimalnej energii: jak maja do wyboru pracowac lub nie pracowac – to wiekszosc wybierze „nie pracowac”. Jak beda mieli do wyboru placic – nie placic – to wiekszosc wybierze „nie placic”. Ludze z natury wlasnie tacy sa.

    I dlatego wlasnie nie udal sie komunizm. Nei dlatego ze to byl zly koncept, ale dlatego iz zakladal ze ludzie sa uczciwi. I z tego samego powdu nie uda sie „komunizm sieciowy”. Dlatego mamy DRM, protekcje, kody, klodki i lancuchy. I bedziemy je mieli. Bo ludzie maja zlodziejstwo w naturze.

  22. Pan Redaktor: „Podstawą do dyskusji były badania ?Obiegi kultury? Centrum Cyfrowego: Projekt Polska oraz wyniki badań konsumenckich Ericsson Consumer Lab.”

    Owszem. Z checia bym przeczytal. Tyle tylko ze dokument wymaga browsera Safari, a nie otwiera sie przy pomocy Internet Explorera.

    Jezeli to ma byc „political manifesto”, to ja przepraszam, ale to jest idoityzm. Do szescianu

  23. Pan Redaktor: „Przyjdzie wraz z upowszechnieniem się mobilnego Internetu i smartfonów, oraz usług świadczonych w tzw. chmurze.”

    Panie REdaktorze, jak Pan byc moze pamieta, moj pierwszy komentarz do tego blogu byl wlasnei o „chmurze”. Sugerowalem wowczas (co i dzisiaj robie) ze „chmura” nie jest niczym jakosciowo nowym, jest zaledwie usprawnieniem technicznym.Jest po prostu magazynem. Nie jest rozneiz usprawnieniem bezplatnym, albowiem utrzymanie „chmury” kosztuje. Jak na dzis, za chmure Amazona, Dropbox czy podobne placi sie pieniadze. I to raczej nie za zawartosc tam przetrzymywana a za infrastrukture.

    Czy Pan mysli ze uzytkownicy chmury beda chcieli placic? Tak jak dzisiaj placa za facebooka na przyklad? Albowiem facebook nie jest bynajmniej za darmo

  24. Własność intelektualna jest pojęciem niematerialnym dokładnie tak samo jak każda inna własność. Prawo do wyłącznego posiadania domu również jest niematerialne. Jest to PRAWO, obiekt niematerialny będący treścią myślenia. O tym, że powstało takie prawo, a nie jakieś inne, albo brak praw, zdecydowała tradycja, która powstała mimowolnie. Nikt jej nie zaplanował. Zwolennicy /wolności w internecie/ powinni konsekwentnie domagać się /wolności w przestrzeni/ i prawa do wchodzenia do cudzych domów, gdy np. nikogo nie ma w środku. Nie istnieje żaden /dowód naukowy/, że wchodzenie do cudzych domów jest zawsze szkodliwe. Obecnie istniejące książki, muzyka rozrywkowa, filmy powstały w większości w kulturze praw autorskich. Można te prawa modyfikować, można zastanawiać się nad sposobem ich egzekwowania. Jednakże próba ich likwidacji musi zostać uznana za próbę zablokowania dalszej produkcji oraz dotychczasowego kierunku rozwoju kultury. Wyobrażanie sobie, że będzie lepiej, bo ktoś tak myśli, to za mało. /Dowód naukowy/ to też za mało.

  25. Nie jest prawdą, że komunizm upadł, bo ludzie nie są aniołami, jak napisał A.L. (z którym poza tym się zgadzam). Te anioły w komunizmie też musiałyby być biedne, gdyż nie wiedziałyby jaką część majątku mają przeznaczyć na jaką działalność oraz zupełnie by nie wiedziały, czego mają nie robić, żeby zaoszczędzić zasoby na przyszłość. Tego żadan planista nie ustali.

  26. Ja wiem, że rewolucja ma zawsze rację i nie można się jej sprzeciwiać, bo historia ma zawsze rację, jak powiedział Hegel. Tak się tylko zastanawiam, kto będzie produkował muzykę, gdy /nie będzie miejsca dla wytwórni fonograficznych/? Itunes? A może taniej będzie wpuścić w sieć jakąś konfekcję muzyczną z komputra. Albo zrobić remix. Po co się wysilać? Ciekawy jestem też kto zrobi filmy? Może są one jednak niepotrzebne. Sam nie mam telewizora, więc po co mi filmy? A może Minimalny Dochód Obywatelski wystarczy aby wyprodukować niskobudżetowy film? Może wystarczą filmy produkowane smartfonami? To piękna idea i jaki postęp. Więm, wiem, jestem przeżytkiem minionego ustroju /kapitalizmu niewspółczesnego/. Jestem jak Babcia z Seksmisji, co ją trzymano w odosobnieniu, żeby nie demoralizowała dzieci. A przeżytki racji nie mają. Pytanie czy w Nowym Wspanmiałym Świecie po Rewolucji będzie jeszcze prawo do gderania? Amen.

  27. @Kuzyn_maupy
    Twój nick zainspirował mnie. Być może warto sięgnąć do biologii ewolucyjnej :). Do moich rąk trafiła ostatnio któraś z książek Dawkinsa. Dowodząc prawdziwości teorii ewolucji Dawkins opisał eksperyment Lenskiego. Nie wchodząc w szczegóły, wynikało z niego m in., że sposobem przetrwania niekorzystnych warunków w przypadku pewnej grupy bakterii jest wzrost rozmiarów. Zjawisko to zaobserwowano w każdej z kilkunastu populacji będących przedmiotem eksperymentu. Tempo wzrostu różniło się w poszczególnych próbkach, jednak efekt końcowy był taki sam. Wyobraźmy sobie, że pierwsza próbka, odnotowująca wzrost, opatentowuje go. Efektem jest ograniczenie/uniemożliwienie rozwoju pozostałym w zadanych warunkach. Na dobrą sprawę, fakt, czy nad tym ktoś myślał, czy też zdarzyło się to przez przypadek nie ma znaczenia.
    Kurcze, na świecie żyje 7 mld ludzi. Nie wierzę, że tylko w jednym umyśle może narodzić się np. multi-touch. Tym bardziej, że większości pewnie nie stać, aby opatentować, czy udowodnić, że wymyślili to niezależnie.

  28. @zza kałuży – myślę, że trzeba być skrajnie próżnym, by myśleć kategoriami „własności myśli”, czy ktoś Panu każe myśleć ? moja rada – proszę nie myśleć – ludzkość doskonale da sobie radę bez Pana złotych myśli, tysiące ludzi wymyśli to samo co Pan, lub lepiej, w różnych miejscach, niezależnie od Pana i bez Pana pomocy…, gratuluję…

  29. @FUM7 – dobre, ciekawy eksperyment, tysiące ludzi wymyśla to samo nie mając pojęcia, że inni coś podobnego już wymyślili – il n’y a rien ? inventer, tout est ? reinventer – to proces, który cyklicznie w kółko się powtarza…

  30. napiszę jeszcze raz, bez akcentów:

    il n?y a rien a inventer, tout est a reinventer

  31. @Krzysztof Mazur – nie zgadzam się z Panem, mogę ? mam nadzieję, że nie będziemy odmawiać sobie prawa do odmienności poglądów, uważam, że miesza Pan pojęcia, prawo samo w sobie jest pojęciem abstrakcyjnym i niematerialnym, podobnie jak myśl, lecz dom, który podaje Pan za przykład, to już rzecz doskonale mierzalna i materialna, uważam, że nie można stawiać znaku równości między myślą, a rzeczą materialną, choć rozumiem, że Pan może w to wierzyć, ja nie wierzę, lecz jak już napisałem na samym początku, ani Pana wiara, ani moja nie ma nic do rzeczy, bo można ją szanować, problemem jest fakt, że wierzący w taki absurd, próbują na siłę podporządkować sobie wierzących inaczej, a to jest już fanatyzm i terroryzm…,

    co więcej, uważam, że w ten sposób działają przeciw sobie samym…

  32. krzysztof mazur: „Nie jest prawdą, że komunizm upadł, bo ludzie nie są aniołami, jak napisał A.L. (z którym poza tym się zgadzam). Te anioły w komunizmie też musiałyby być biedne, gdyż nie wiedziałyby jaką część majątku mają przeznaczyć na jaką działalność oraz zupełnie by nie wiedziały, czego mają nie robić, żeby zaoszczędzić zasoby na przyszłość. Tego żadan planista nie ustali.”

    Oczywiscie, komunizm sie „zatchnal” na barierze informacyjnej – nie da sie gospodarka zarzadzac centralnie. Ale i czlowiek tez jest czynnikiem – „kazdemu wedle potzreb”. No i te potzreby… Moja potzreba jest miec Mercedesa.. I nie pracowac…

  33. kuzym_maupy: „@zza kałuży ? myślę, że trzeba być skrajnie próżnym, by myśleć kategoriami ?własności myśli?, czy ktoś Panu każe myśleć ? moja rada ? proszę nie myśleć ? ludzkość doskonale da sobie radę bez Pana złotych myśli, tysiące ludzi wymyśli to samo co Pan, lub lepiej, w różnych miejscach, niezależnie od Pana i bez Pana pomocy?, gratuluję”

    Zalozmy ze zza kaluzy przestanie myslec, bo jak Pan pisze, inni mysla. czy tym innym tez Pan zaleci zeby przestali myslec?

    A jak idzie o „wlasnoc mysli” – ja ma w kontrakcie z moja firma ze firma kupuje moje mysli i staja sie one wlasnoscia firmy. Jedyna moja czynnosciai obowiazkiem jest myslenie. A firma placi calkiem neizle. I poki to, nikt nei wymyslil tego co ja wymyslilem, a na czym firma robi duze pieniadze. Mysl jest towarem, prosze Pana.

  34. FUM7: „. Efektem jest ograniczenie/uniemożliwienie rozwoju pozostałym w zadanych warunkach”

    Patentowanie nikomu niczego nie ogranicza. Kazdy ma pelne prawo wymyslac co chce. Nie moze tylko dowolnie wykorzystywac opatentowanej idei w celach komercyjnych.

    Patent jest ulawnieniem innowacji. Kazdy moze z patentu korzystac. Moje firma niczego nie patentuje, nie chce bowiem niczego ujawniac.

  35. kuzyn_maupy: „a kto z uczestników tego forum, zechciałby przedstawić tu otwarcie jakikolwiek dowód naukowy, że istnieje coś tak absurdalnego, jak ?własność myśli? ?”

    Prosze bardzo. Firma w ktorej pracuje, kupuje moja mysl. Tak mam napisane w kontrakcie. Gdy ona kupuje, ja trace prawa wlasnosci. To zneczy, nie moge z moja mysla nic zrobic – nie moge jej ujawnic czy pzrekazac osobom tzrecim. Albowiem nie jest juz ona moja wlasnoscia. Aczkolwiek pozostaje moja mysla i jestem jej autorem. Rirma moze odsprzedac moja mysl innej firmie, przedstawiajac owa mysl jako swoja wlasnosc. ja nic nie mam do gadania, bo pobierajec zaplate zrzeklem sie praw do owej mysli. Runek mysli jest olbrzymi, Panie kuzyn_maupa. To dzieki temu rynkowi ma Pan smartforna, ipada, internet, komputer, plaski telewizor, samochod i duzo innych rzczy. Ktorych by nie bylo gdyby nie ow rynek mysli. Czyli rynek facetow ktorzy sa gotowi mysl sprzedac i rynek facetow ktorzy beda gotowi owa mysl kupic. Po co kupic? Aby na tej mysli dobrze zarobic.

  36. @A.L. – z całym szacunkiem, ale tzw. „własność intelektualna” jest tylko amerykańską maszynką do wciskania ze „sprzymierzeńców” kasy na finansowanie amerykańskiego długu i rozwoju i Pana „własność myśli” nie ma tu nic do rzeczy…, to zwykłe neo-niewolnictwo, nie widzi Pan ?

  37. @A.L. „Patentowanie nikomu niczego nie ogranicza” nie zgadzam się bo: „Nie moze tylko dowolnie wykorzystywac opatentowanej idei w celach komercyjnych” Czyli jednak ogranicza zwłaszcza w obecnych, rynkowych realiach. Nie podoba mi się fakt, iż opatentowanie danego wynalazku, może skutecznie wyłączyć możliwość użytkowania innych dóbr (absurdalny, aczkolwiek dobrze wyjaśniający przykład opatentowania koła i zakopania patentu „w szufladzie”). Oczywiście istnieją ograniczenia czasowe, eliminujące tego typu absurdy, ale nie nikt rozsądnie nie potrafi uzasadnić długości okresu ochronnego (dlaczego 20 lat, a nie np. 2) To tak jak z magiczną liczbą 67, jeśli chodzi o wiek przechodzenia na emeryturę.

  38. @kuzyn_maupy

    Prosze pana, ja juz cwierc stulecia temu, umozliwialem takim geniuszom jak Kazik czy Skiba, wypowiadajacym sie przeciw „free”, monetyzowanie ich popularnosci zdobytej przy pomocy tak zwanych kaseciakow na zimowiskach i koloniach. Zdaje mi sie ze zle na tym nie wyszli.
    Znam tez wiele odpowiednich linkow na www. Ale w tej dyskusji nie biore udzialu, bo wole przeznaczyc moj czas na inne sprawy, z ktorych bede mial korzysc. I co pan na to?

    @A.L.
    Polecam te ksiazke:

    http://www.amazon.com/Radical-Marketing-Harvard-Harley-Lessons/dp/0887309054

    A w niej historie zespolu Grateful Dead.

  39. kuzyn_maupy 22 lutego o godz. 12:38
    „ludzkość doskonale da sobie radę bez Pana złotych myśli, tysiące ludzi wymyśli to samo co Pan, lub lepiej, w różnych miejscach, niezależnie od Pana i bez Pana pomocy”
    Ależ oczywiście! Może mi tylko kuzyn_maupy zdradzić gdzie te „tysiące ludzi” dostają darmowe jedzonko dla siebie, żony i dziatek? No bo nie przypuszczam iż kuzyn_maupy z jakiegoś powodu uwziął się tylko na mnie i tylko mnie odmawia zapłaty za pracę. A już nie tym „tysiącom ludzi, co to wymyślą to samo so ja lub lepiej”.
    Nie wszyscy, drogi kuzynie_maupy są płaceni od bieżącego metra wykopanego rowu.

  40. To wszysko jest nie na temat. Zeby nie wiem jaka byla propozycja dyskusji, zawsze sie skonczy na zlodziejstwie w sieci.

    Pan Redaktor proponowal temat „Odbiorca – uczestnik kultury w erze cyfrowej”. Proponuje zauwazyc, ze raport ?Obiegi kultury? Centrum Cyfrowego: Projekt Polska..” na pierwszej stronie mowi „to nie jest raport o piractwie”

    Wiec moze o tym „odbiorcy”? I o tej „cyfrowej kulturze”? Czy cyfrowa kultura ma polegac na tym ze zamiast czyac ksiazke na papierze bedzimy czytac w pdfie? Na Kindlu? Smartfonie? Czy cyfrowa kultura ma polegac na tym ze filmy bedziemy ogladac na smartfonie? Czy tez na tym ze muzyke i filmy bedziemy trzymac na „chmurze” zamiast na dysku?

    To nie sa zmiany jakosciowe. To sa udogodnienia. A czasem zwyciestwa techniki nad zdrowym rozsadkiem – jak film na smartfonie. W kazdym razie, ksiazke na papierze czyta sie lepiej niz na Kindlu.

    Wszystkie rozwazania o „cyfrowej kulturze” przymominaja mi 19 wieczne rozprawy futurystyczne – samochod mial wygladac tak jak powoz konny z silnikiem, a samolot mial tzrepotac skrzydlami. Mam niejakie wrazenie ze w sprawie kultury cyfrowej jestesmy na etapie tzrepotania skrzydlami.

    Wlasnie sciagnalem z polki film – z polki, a nie z sieci – znakomity zreszta – „Fahrenheit 451”. Wedle ksiaki Raya Bradbury o tym samym tytule. Napisanej w 1953. Kisazka jest o czasach „kultry elektronicznej”. Totalitarnej. „Normalne” ksziaki sa zabronione, specjalna sluzba sledzi je i pali. Dozwolona jest tylko TV – i uwaga, uwaga… Jest to telewizja interaktywna gdzie widz aktywnie partycypuje w ogladanym programie. Czy taka jest wizja „kultury elektronicznej”?

    Wydaje sie ze „Fahrenheit 451” powinien stanowic lekture obowiazkowa dla wszystkich dyskutujacych przyslosc kultury w elektronicznym kontekscie – role odbiorcy, role prawodawcy i tak dalej

  41. Wysoka, niezniszczalna kultura powinna być darmowa, a to wszystko, co ma charakter fascynacji i przelotnej mody, powinno być płatne. Człowieka udostępniającego swoje odkrycia trzeba traktować jako dobroczyńcę, który przyczynia się do większego dostępu do wiedzy.
    http://www.przeglad-tygodnik.pl/pl/artykul/generacja-malych-zlodziei-rozmowa-prof-jackiem-holowka
    —————-
    Taki sobie głos na temat…….

    A.L.
    22 lutego o godz. 19:46
    Obstawiam wizję Zajdla z „Limes inferior”……
    Twórca na swym kluczu będzie miał sporo żółtych punktów.
    A za czerwone da się przeżyć 80% populacji, łącznie z dostosowaną do tego standardu opieką medyczną…..
    Tylko żeby się załapać do kategorii trójniaków, czy dwójniaków, trzeba będzie zdać trudne testy i wykazać swą przydatność i klasę intelektu…

    W s/f wszystkie warianty zostały już dawno omówione…..

  42. @zza kałuży – pracują, tak niestety ten świat jest skonstruowany, że wynagrodzenie należy się za pracę i jest to prawda stara jak cywilizacja, a nie za myślenie o pracy – i nie ja tak to wymyśliłem,
    a to, że nie wszystkim uśmiecha się pracować, to już zupełnie inna bajka, wtedy próbują wymyśleć sobie prawo, by inni płacili im ustawowo, brawo !

  43. @free samples – jasne, ja też już swoje powiedziałem, zabieram się za inne sprawy, dla innych niż intelektualne korzyści, pozdrawiam.

  44. Dziekuje wszystkim ktorzy skomentwoali moje komentarze. Neistety, nie bede odpowiadal bo dyskusja miala byc o kulturze a nie o piarctwie. Wiec proponuje zmienic temat, w szczegolnosci zas zastanowic zei czy wizja „Fahrenheit 451” to jest to co nas czeka w dzidzinie „brania udzialu w kulturze”? Cyfrowej, zreszta.

  45. luzyn_maupy: „, że wynagrodzenie należy się za pracę i jest to prawda stara jak cywilizacja, a nie za myślenie o pracy”

    Pzrepraszam, mialem nie komentowac, ale nie moge sie powstrzymac: czy nei przyszlo Panu do glowy ze myslenie moze byc praca?… Czy praca ti tylko w pocie czola i „rencamy”?

  46. wiesiek59: „Twórca na swym kluczu będzie miał sporo żółtych punktów.
    A za czerwone da się przeżyć 80% populacji, łącznie z dostosowaną do tego standardu opieką medyczną?.”

    Czy to sie nei nazwa „pieniadze”?…

    „, trzeba będzie zdać trudne testy i wykazać swą przydatność i klasę intelektu”

    A czy dzisiaj nie trzeba?…

  47. A.L.
    22 lutego o godz. 22:12

    To wizja rzeczywistości wybiegajaca trochę w przyszłość…….
    Ilu ludzi jest w stanie pracować INTELEKTUALNIE?
    7-10%?
    Reszta jest obsługą, bez której intelektualiści nie będą funkcjonować poprawnie. I im też się od życia coś należy, niekoniecznie ochłapy z intelektualnego stołu.
    Żyjemy w czasie zmiany fazowej. Nowe prawa dopiero się tworzą.
    A w nowej rzeczywistości, stare tracą swój kontekst i odniesienia.

    Czy gość tworzący malowidła naskalne wyrażał swój stan psychiczny, czy liczył na tantiemy?
    Ludzie nie przestaną pisać do szuflady,, tworzyć muzyki, usprawniać i wynajdować, ze względu na brak kasy. To immanentna potrzeba psychiczna, dana nielicznym……
    A groszoroby będą starały się zawłaszczyć.

  48. @A.L. – nie jest moją intencją przekonywać Pana do moich poglądów, przeczytałem i przemyślałem Pana poglądy i przedstawiłem moje, dzięki tej wymianie sam mogłem zweryfikować moje własne myśli i to jest dla mnie najważniejsze, więc mogę tylko podziękować, że zwrócił Pan uwagę na to co napisałem i odniósł się do tego, pozdrawiam.

  49. wiesiek59:”Reszta jest obsługą, bez której intelektualiści nie będą funkcjonować poprawnie. I im też się od życia coś należy, niekoniecznie ochłapy z intelektualnego stołu”

    Ech… Komunizujemy troche, co?.. .”Kzdemu wedlug potrzeb”.

    Ate tak mniej wiecej dziala spoleczenstwo. 10% pracuje intelektualnie, reszta w uslugach. A placa jest proporcjonalna nie do tego co by sie chcialo, lecz do tego ile sie z siebie daje. Czy uwaza Pan ze facio smazacy hamburgery w McDonaldzie powinien zarabiac tyle co facio ktory wymyslil nowa technologie produkcji super sprawnych silnikow samochodowych?…

    A tak w ogole to polecam

    http://cyber.eserver.org/unabom.txt

    Specjalnie paragraf

    RESTRICTION OF FREEDOM IS UNAVOIDABLE IN INDUSTRIAL SOCIETY

  50. @Wiesiek 59, A.L.

    Praktycznie wszyscy moga i powinni laczyc prace intelektualna z konkretna. Praktycznie wszyscy tak robia, tylko „autorytety” nie doceniaja wartosci tej pracy. Duzo na ten temat moga powiedziec kobiety.

  51. @Krzysztof Mazur – monopole intelektualne są również systemami scentralizowanymi – chodzi o globalny zakaz egzekwowany przez państwowy aparat przymusu. Jeśli chodzi o materialne prawa własności to są to prawa lokalne, zdecentralizowane – dotyczą jakiejś ograniczonej przestrzeni – dlatego łatwiej je wyegzekwować i także zrozumieć.

    System patentowy jest ewidentnie scentralizowany – wszystko zależy od urzędników i prawników i moim zdaniem system ten zatkał się już teraz z podobnego obliczeniowego powodu jak cały komunizm. Nie da się na bieżąco sprawdzać każdego rozwiązania z tą górą istniejących już patentów.

    Jeśli chodzi o copyright to argumenty nie są tak ewidentne – ale moim zdaniem jest to system ‚niekompatybilny z naturą ludzką’ – w tym sensie, że zabrania dzielenia się – czegoś co naturalnie byłoby zachowaniem pozytywnym. Również i tutaj system zdecentralizowany – oparty na bardziej ‚lokalnych’ prawach byłby moim zdaniem łatwiejszy w utrzymaniu i prawdopodobnie wydajniejszy.

  52. free samples: „@Wiesiek 59, A.L.

    Praktycznie wszyscy moga i powinni laczyc prace intelektualna z konkretna. Praktycznie wszyscy tak robia, tylko ?autorytety? nie doceniaja wartosci tej pracy. Duzo na ten temat moga powiedziec kobiety”

    Tak. Pamietam czasy gdy w Sowietach czlonkowie Akademii Nauk przymusowo jezdzili na kopanie kartofli. Marza sie Panu te czasy?

  53. @A.L.

    Moje marzenia sa na ogol seksualne, szeroko rozbudowane i szanownych panow na pewno nie dotycza. Natomiast w moim komentarzu dzielilem sie wiedza i mowilem wylacznie o faktach.

  54. Lukasiak: „Jeśli chodzi o copyright to argumenty nie są tak ewidentne ? ale moim zdaniem jest to system ?niekompatybilny z naturą ludzką? ? w tym sensie, że zabrania dzielenia się”

    Nie zabrania. Jezeli jest Pan tworca, ustala Pan zasady dystrybucji swojego dziela. Moze Pan owo dzielo wlozyc do „public domain” jak Pan chce. Ale jezeli Pan nei che, to prawo powinno dawac – i daje – tworcy ochrone przed uzytkowaniem dziela neizgodnie z wola tworcy. Nie widze powodu dla ktorego konsumenci dziela mieliby ustalac zasady dystrybucji a nie tworca

  55. @A.L. – zabrania dzielenia się dziełem które sam nabyłem. Jeśli kupię samochód to fabryce nic do tego, że tego samochodu pożyczę koledze albo nawet komuś nieznajomemu, a przecież też mogłaby argumentować, że takie pożyczanie uszczupla jej dochody.

  56. Lukasiak: „@A.L. ? zabrania dzielenia się dziełem które sam nabyłem. Jeśli kupię samochód to fabryce nic do tego, że tego samochodu pożyczę koledze albo nawet komuś nieznajomemu, a przecież też mogłaby argumentować, że takie pożyczanie uszczupla jej dochody.”

    Niestety, to zly przyklad. Jezeli Pan komus uzyczy samochodu, to nie bedzie pan mogl nim jezdzic. Samochod w danym czasie moze uzywac tylko jedna osoba. Jezeli „uzyczy” Pan muzyke, moze sluchac Pan i osoba ktorej pan „uzyczyl”. W tym samycm czasie. A proces „uzyczania” bedzie trwal dalej, i wkrotce okaze sie ze „uczyczyl” Pan 10 tysiacom osob. I wszyscy sluchaja w tym samym czasie.

  57. A jednak upieram się, że przykład jest dobry – bo chodzi właśnie o to, że copyright zabrania czegoś co jest korzystne dla obu zaangażowanych stron – bo to jest moim zdaniem istotą dzielenia się – to że w naszym przypadku korzyści te mogą być jeszcze większe niż normalnie tylko podkreśla jak bardzo nienaturalne jest zabranianie tego.

  58. Albo lepiej – to, że na pożyczeniu ja sam nie tracę – to nie kłóci się z definicją pożyczania, a tylko wzmacnia nasz instynktowny nakaz współpracy.

  59. Lukasiak: „A jednak upieram się, że przykład jest dobry ? bo chodzi właśnie o to, że copyright zabrania czegoś co jest korzystne dla obu zaangażowanych stron ? bo to jest moim zdaniem istotą dzielenia się ? to że w naszym przypadku korzyści te mogą być jeszcze większe niż normalnie tylko podkreśla jak bardzo nienaturalne jest zabranianie tego.”

    Wie Pan, Pan sie moze upierac przy czym Pan chce. Nie ma to jednak nijakiego wplywu na stan faktyczny: o tym co jest korzystne DLA MNIE – TWORCY, decyduje JA – TWORCA, a nei jakis Lukasiak. Ja decyduje czy bede rzopowszechnia moj utwor za darmo, za pieniedze czy na jakisch innych warunkach.

    Podobnie jak wtedy gdy Pan idzie oo szewca na przyklad – to szewc Panu mowi ile naprawa butow bedzie kosztowakla a nei odwrotnie. Wssytkie lamance logiczne w rodzaju uprawianych przez Pana i podobnych, maja na celu jedno – usprawiedliwienei zawlaszczenia owocow czyjejs pracy. Czyli pospolitego ZLODZIEJSTWA

  60. Gazeta Rzeczpospolita:

    Dyrektywa Parlamentu Europejskiego z dnia 12 grudnia 2006 r. w sprawie prawa najmu i użyczenia oraz niektórych praw pokrewnych prawu autorskiemu w zakresie własności intelektualnej zobowiązuje państwa członkowskie UE do przyznania twórcy wyłącznego prawa do zezwalania lub zakazywania najmu i użyczenia oryginału i powielonych egzemplarzy jego utworu.

    Użyczenie” jest rozumiane jako „ograniczone czasowo przekazanie do korzystania niesłużącego celom bezpośrednio lub pośrednio gospodarczym lub handlowym, kiedy jest to dokonywane przez instytucje dostępne dla publiczności”.

    Konsekwencją tej dyrektywy może być wprowadzenie opłat za każdorazowe wypożyczenie książki z biblioteki

    „Dyrektywa unijna dopuszcza możliwość ustanowienia przez państwa członkowskie wyjątków od wyłącznego prawa twórców w zakresie publicznego użyczenia, pod warunkiem przyznania im wynagrodzenia z tego tytułu.

    http://www.rp.pl/artykul/757917,829108-Nie-groza-nam-oplaty-za-korzystanie-z-bibliotek.html

  61. Widzę, że kolega znowu wsiadł na swój konik i wraca do jedynego argumentu na wszystko. Jeśli fabryka by sprzedawała licencje na samochody to tak samo każdy pożyczający samochodu byłby przez kolegę nazywany złodziejem. Fabryki jednak sprzedają samochody a nie licencje na jeżdżenie – ponieważ tak jest praktyczniej. Copyright jest również niepraktyczne – między innymi dlatego, że zabrania podzielenia się plikiem który nabyliśmy legalnie – to jest niezgodne z bardzo podstawowym instynktem współpracy.

    A co do złodziejstwa – to niech kolega wreszcie przeczyta sobie definicję – bo trudno rozmawiać bez precyzyjnego języka.

  62. A moim celem jest zlikwidowanie praw których egzekwowanie nie działa.

  63. A.L. Twórca …. I wszystko jasne.

  64. Lukasiak: „. Jeśli fabryka by sprzedawała licencje na samochody to tak samo każdy pożyczający samochodu byłby przez kolegę nazywany złodziejem”

    Jak bylem maly i chodzilem do szkoly, mowilo sie „jakby babcia miala wasy to bylaby dziadkiem”

    Proponuje zajzrenie pod link ktory podalem wyzej

    http://www.rp.pl/artykul/757917,829108-Nie-groza-nam-oplaty-za-korzystanie-z-bibliotek.html

    „A moim celem jest zlikwidowanie praw których egzekwowanie nie działa.”

    A moim celem ejst spowodowanie any egzekwowano prawa ktore sa, ale ktore wszyscy rowno olewaja

  65. A zastanawiał się kolega dlaczego olewają? Bo może to tak samo jest jak z tą babcią i wąsami – jakby kopiowanie było podobne do kradzieży to by nie kopiowali.

    A może kolega uważa, że należy tych wszystkich pozamykać w obozach reedukacyjnych i tam zbudować nowego człowieka?

  66. Lukasiak: „A może kolega uważa, że należy tych wszystkich pozamykać w obozach reedukacyjnych i tam zbudować nowego człowieka?”

    Absurdalnosc Panskich argumentow osiagela taki poziom przy ktorym wszelks dyskusja mija sie z celem. Wiec dyskusji zaprzestane. Nie zmienei wszakze zdania ze skopiowanie mojej ksaizki i wpuszczenie w obieg bez mojej zgody jest zlodziejstwem pospolitym. Niezaleznie od Panskiego chciejstwa i nei zaleznie od tego jakie wytworne i salonowe nazwy Pan owemu zlodziejstwu nada.

  67. No cóż – płakał nie będę. Niezależnie jednak od Pańskiego chciejstwa skopiowanie czegoś to nie jest kradzież według ogólnie przyjętych definicji.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php