Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

23.04.2012
poniedziałek

Toruń – władza i przemoc w teorii i praktyce

23 kwietnia 2012, poniedziałek,

Ożywcza wycieczka do Torunia na Festiwal Nauki. W pięknym Dworze Artusa odbyła się tam wczoraj debata „Dokąd zmierza świat?”. Miałem przyjemność dyskutować razem z profesorami Włodzisławem Duchem i Andrzejem Zybertowiczem. Świetne spotkanie, niestety zakłócił je ponury incydent – w trakcie rozmowy z publicznością do sali wkroczył policjant wraz ze strażnikiem miejskim i siłą wyprowadzili jednego  z uczestników.

O incydencie za chwilę, najpierw trochę o samej debacie. Spieraliśmy się o to, czy postęp naukowy i techniczny jest jeszcze pozytywną kategorią. Prof. Duch w roli optymisty opowiadał o tym, co już zyskaliśmy dzięki nauce i co jeszcze zyskamy, zwłaszcza dzięki rozwojowi szeroko rozumianej kognitywistyki. Rozumiejąc coraz lepiej siebie i ludzką naturę będziemy w stanie coraz lepiej żyć. Prof. Zybertowicz stanął po drugiej stronie barykady, przekonując, że dla większości istotnych problemów świata nie znajdziemy rozwiązania w nauce. Głód nie jest wyzwaniem dla nauki, lecz dla polityki. Nie sztuka wiedzieć, bo wiemy już dużo, problem polega w działaniu. Tu zaś wyzwaniem są procesy polityczno-społeczne, coraz większa degerancja obywatelskości na skutek automatyzacji i algorytmizacji życia. Stając się coraz bardziej rozleniwionymi konsumentami gubimy obywatelski instynkt oddając się w łapy korporacji i skorumpowanych polityków.

Ja w swoim wystąpieniu w zasadzie kontynuowałem wywód prof. Zybertowicza, analizując zjawisko przemocy. Statystycznie, jak dowodzi Steven Pinker, udział przemocy w życiu społecznym zmniejsza się. Zmienia się jednak jej struktura i efektywność – przykładem US Army, która stała się perfekcyjną maszyną do zabijania, jak pokazuje David Grossman w książce „O zabijaniu”. W epoce zabijania na odległość, za pomocą dronów sytuacja jeszcze bardziej się komplikuje – jeszcze nigdy nie zabijało się tak łatwo i przyjemnie przy pełnej legitymizacji demokratycznej. O tę legitymizację łatwo, bo operujący dronami żołnierze siedzą w bazie w Nevadzie i jedyne co ryzykują, to wypadek samochodowy w drodze między domem i pracą.

Potem dyskutowaliśmy o tym, na ile rozwój nauki może pomóc regeneracji demokracji obywatelskiej, na ile tej demokracji szkodzi. Oczywiście, rozstrzygnięcia nie było. Dyskusja była nagrywana, mam nadzieję, że będzie dostępna publicznie. Niestety, atmosferę zaburzył przykry incydent. W momencie dyskusji z salą, gdy jedna z uczestniczek zadawała pytanie do audytorium wkroczył funkcjonariusz policji w towarzystwie strażnika miejskiego. Szybko podeszli do mężczyzny, który przysiadł się obok rektora-elekta Uniwersytetu Mikołaja Kopernika. Po chwili negocjacji podjęli owego mężczyznę pod ręce i wyprowadzili z sali.

Mężczyzna nie stawiał oporu, nie sprawiał też żadnego niepokojącego wrażenia – ubrany w garnitur, pod krawatem bardziej przypominał ciekawego świata mieszczanina spędzającego niedzielne popołudnie uczestnicząc w interesującym wydarzeniu publicznym. Ponieważ interweniowala państwowa policja, a nie prywatna służba ochrony, a sprawa nie wzbudziła zaniepokojenia obecnych na sali osób pełniących funkcje publiczne przyjąłem, że interwencja ma legalne uzasadnienie. Jakkolwiek wrażenie było ponuro niezwykłe.

Już po spotkaniu przekonałem się, że domniemanie legalności działania służb publicznych wymaga wyjaśnienia. Jak mi powiedziano, wyprowadzona osoba to aktywny uczestnik publicznych spotkań słynny z tego, że zadaje pytania, przerywa dyskusje i zachowuje się w sposób bardzo żywiołowy. Z tego co się dowiedziałem, w żaden sposób nie są jednak sądownie ograniczone prawa obywatelskie tego człowieka, ma więc on pełne prawo uczestniczyć w życiu publicznym, w tym także w otwartych spotkaniach w przestrzeni publicznej, a taką jest Dwór Artusa. Dlaczego więc został wyprowadzony z użyciem przemocy, mimo że nie uczynił niczego (przynajmniej w mojej obecności) co by wskazywało na konieczność interwencji?

Będę domagał się wyjaśnień od policji i straży miejskiej w Toruniu. Ciągle zakładam, że dysponuję niepełną wiedzą i wierzę, że zaistniały istotne i przewidziane prawnie okoliczności, które uzasadniały interwencję w trakcie spotkania. Interwencję upokarzającą dla wszystkich, nie tylko dla samego zatrzymanego. Jeśli ktokolwiek z Czytelników uczestniczył w spotkaniu lub zna inne aspekty tego wydarzenia, będę wdzięczny za informacje na blogu lub w wymianie bezpośredniej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 20

Dodaj komentarz »
  1. nadużywanie władzy przez toruńskich strażników i policjantów ma długą tradycję i jak dotąd uchodziło bezkarnie.

    pozwolę sobie przytoczyć tylko kilka doniesień medialnych:

    http://torun.gazeta.pl/torun/1,90288,11030547,Policjantka_odpowiada_za_ciezkie_pobicie_mezczyzny.html

    http://uwaga.tvn.pl/21391,news,,straz_miejska_naduzyla_sily,reportaz.html

    http://torun.gazeta.pl/torun/1,48723,11302577,Lewandowski_odejdzie_ze_strazy_miejskiej.html

    dochodzą do tego jeszcze liczne przypadki (nigdzie nie zgłaszane, więc nie odnotowywane) pobić osób przewożonych do izby wytrzeźwień, nękanie rowerzystów oraz studentów raczących się browarkami w trakcie juwenaliów.
    Mieszkałem w Toruniu ładnych kilka lat, widziałem niejedną brutalną interwencję, niestety mało kto decyduje się zgłosić oficjalne doniesienie bo sprawy takie zazwyczaj kończą się umorzeniem bo funkcjonariusze zawsze potrafią się sprawnie wyłgać.

  2. Ta osoba nad której losem się Pan pochylił, to (wykreśliłem nazwisko – EB). Doskonale znany w Toruniu i nie tylko człowiek, który niestety ma problem ze swoim zdrowiem, a w dodatku nieregularnie bierze leki. Wielokrotnie zakłócał przebieg imprez kulturalnych, nie tylko w Dworze Artusa, zdarzało mu się publicznie wyzywać urzędników, polityków, pracowników różnych instytucji, a co najmniej dwukrotnie wykazał się agresją słowną z użyciem wulgaryzmów w taki sposób, że zainteresowani i osoby postronne obawiały się, że użyje przemocy fizycznej. Dla lepszej orientacji polecam akcję na portalu społecznościowym: http://pl-pl.facebook.com/pages/Zbieramy-na-bilet-dla-Pasi%C5%84skiego/173072772717156 oraz przypominam udział Pana (znowu wykreślenie) w konkursie na prezesa zarządu TVP (swoją kandydaturę zgłaszał w wielu konkursach):
    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Kandydaci-na-prezesa-TVP-ujawnili-sie-2060046.html

  3. Tylko że w tym wypadku policjant i strażnik miejski nikogo nie pobili, wyprowadzili jedynie fachowo człowieka znanego z bardzo „niekonwencjonalnego zaangażowania” w imprezy kulturalne. Nie wiem, czy Pan Redaktor chciałby usłyszeć od Pana P. to, co usłyszało już kilka osób biorących udział w wydarzeniach na terenie Dworu Artusa i innych miejsc: „Kto tu Pana zaprosił? Bierze Pan za to pieniądze? Jak taki z Pana propagator wiedzy, to czemu pan nie przyjechał za darmo? Pan sobie bierze pieniądze podatników, a ja jestem bezrobotny”. Wiele osób może poświadczyć podobne zachowania, wiele także znacznie gorszą agresję słowną: wyzwiska, zarzuty, nie poparte żadnymi dowodami oskarżenia o korupcję… Uważam, że strażnicy zachowali się bardzo profesjonalnie, a o żadnym nadużyciu nie może być mowy. Byłem na imprezie i widziałem działanie straży i policji.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przepraszam za użycie nazwiska Pana P., zapomniałem się.
    Pozdrawiam

  6. Olek: „sposób, że zainteresowani i osoby postronne obawiały się, że użyje przemocy fizycznej”

    Niedlugo bedzie sie zapewne usuwac osobnikow co do ktorych istnieje podejzrenie ze mogliby zadawac niewlasciwe pytania….

    Szkoda ze dla tego osobnika ze rzecz nie wydarzyla sie w USA. Skanczylaby sie w sadzie i wielomilionowym odszkodowaniem. Przypomina mi sie dowcip konczacy sie „… baco, macie cos do powiedzania? A skazcie mnie za gwalt! A co zgwalciliscie konos? Ni, ale instrument mom”

    Niestety, metody kagebowsko/ubeckie widac maja sie dobzre i nazywane sa „demokratycznymi”

  7. „już zyskaliśmy dzięki nauce i co jeszcze zyskamy, zwłaszcza dzięki rozwojowi szeroko rozumianej kognitywistyki”

    Hi, hi, hi…

  8. @Olek: dzięki za informacje. Ja ze swojej strony wysłałem zapytanie do Komendy Miejskiej Policji w Toruniu i do Straży Miejskiej. Rozumiem obawy związane z możliwym zachowaniem p. P. podczas spotkania, Policja może jednak działać tylko w granicach prawa. Dlatego interesuje mnie podstawa prawna interwencji w środku spotkania, w trakcie wypowiedzi jednej z uczestniczek. Pozdrawiam

  9. Gospodzra: „Zmienia się jednak jej struktura i efektywność ? przykładem US Army, która stała się perfekcyjną maszyną do zabijania, jak pokazuje David Grossman w książce ?O zabijaniu?.”

    Podobnie pisal Stanislaw Lem. Zauwazyc nalezy ze w calej, nie tak dlugiej historii ludzkosci, gdy owa ludzkosc dokonywala nowych odkryc, pierwszym obszarem zastosowan owych odkryc bylo zabijaie innych ludzi. A w wielu przypadkach chec owego zabijania byla owas przyslowiowa „dzwignia postepu” popychajaca nauke naprzod. Widocznie mamy to w genach.

    Jak zauwazyl pewien slynny medyk, nazwiska nei pomne: „Gdyby od sprawy znalezienia leku na raka zalezalo wygranei sredniej wielkosci bitwy, problem raka dawno mielibysmy z glowy”

    Wypada tez przypomniec ze ulubiony przez wszystkich Internet powstal jako system militarny. Podobnie wiekszosc techniki zwiazanej z komputerami – Colossus, ENIAC, Whirlwind, Sage – to komputery militarne. Artificlal Intelligence rozwijala sie dzieki obfitemu finansoaniu pzrez wojsko. I dalej sie dzieki temu finansowaniu rozwija – patzr drony i roboty bojowe. Wiekszosc badan to badania tak czy siak powiazane z wojskiem. I tak dalej, i tak dalej…

  10. Gospodarz: „wysłałem zapytanie do Komendy Miejskiej Policji w Toruniu i do Straży Miejskiej.”

    Znakomicie! Proponuje zrobienei halasu wokol tej sprawy. Nawet za komuny nie usuwalo sie osobnikow ktorzy MOGLIBY byc nieprawomyslni lub zachowywac sie niewlasciwie.

    Jedyny problem to ustalenie statusu spotkanie – to bylo zamkniete spotkanie prywatne, czy publiczne, twarte dla publicznosci? Jezeli prywatne, to organizatorzy moga wyprowadzic kogo chca i kiedy chca. Jezeli publiczne – nastapilo ewidentne zlamanie prawa

  11. Panie Redaktorze. Byłam na wczorajszym spotkaniu (udanym moim zdaniem), incydentu nie widziałam, siedziałam i byłam za słuchana, ze sceny było widać pewnie znacznie lepiej. Natomiast uważam Pańską reakcję za słuszną. Rzeczywiście ta osoba jest w Toruniu znana. Byłam na kilku spotkaniach, m.in. w Dworze Artusa, gdzie Pan ten zadawał pytania. Może nie były składne, może czasem trochę obok tematu, może rzeczywiście to osoba z problemami, ale czy mamy prawo, żeby usuwać takiego człowieka z sali czysto prewencyjnie.
    Powiem więcej – w ramach tego samego festiwalu prowadziłam dziś warsztaty w dość małej grupie. I tak się zdarzyło, że osoba ta również przyszła na te (objęte rezerwacją i wejściówkami) warsztaty. I co? I nic. Była może nieco bardziej dociekliwym uczestnikiem – ma prawo. Pan ten nie sprawiał żadnych uciążliwości, nikogo nie obrażał, wyszedł z warsztatów usatysfakcjonowany i zadowolony, pozostali uczestnicy raczej także nie narzekali.
    Wydaje mi się więc, że organizatorzy przestraszyli się faktu, że na sali był Rektor elekt, że Pan, o którym mowa zajął miejsce w tym samym rzędzie… – umówmy się, że „broszką” organizatorów było zadbać, by Pan ten usiadł gdziekolwiek indziej na sali, ale wyprowadzenie go z niebiletowanej, otwartej, rozpropagowanej imprezy w formie moderowanego panelu to była przesada.
    Nawet jeśli, jak piszą w komentarzach moi poprzednicy, człowiek ten choruje, to marginalizowanie i usuwanie z przestrzeni publicznej osób chorych, innych, odmiennych to de facto wykluczenie, o którym przecież na panelu niedzielnym też była mowa – w roli zagrożenia, niesprawiedliwości.
    Jest mi wstyd. Jako toruniance (napływowej), jako pracownikowi uniwersytetu, który był współorganizatorem, jako człowiekowi.

  12. Byłem kiedyś w rzeczonym Dworze Artusa na koncercie. Bardzo ładne secesyjne wnętrze. Wyszedłem sam, bez wyprowadzenia.

  13. Pani Natalia: „umówmy się, że ?broszką? organizatorów było zadbać, by Pan ten usiadł gdziekolwiek indziej na sali”

    A dlaczego nie mogl siedziec obok Rektora? W zasadzie ma Pani racje w pozostalej czesci postu, ale tym jednym zdaniem stanela Pani po stronie „usuwaczy”

  14. To nieprawda, że organizatorzy przestraszyli się. Jestem jednym z nich i wiem, że tak nie było, ponieważ my nawet nie wiedzieliśmy, że Pan P. akurat przyjdzie.Nie było go od początku wydarzenia, Jego wejście do Dworu Artusa było niespodziewane, w czasie kiedy już wszyscy siedzieliśmy na sali. Przyszedł, usiadł koło prof. T, dyrektora programowego Festiwalu, któremu powiedział, że patrol policji dotarł do Dworu Artusa, aby aresztować dyrektora tej placówki. Kiedy zaskoczony prof. T. wstał i ruszył w kierunku wyjścia, by dowiedzieć się czegoś więcej, Pan P. zajął miejsce obok zdziwionego rektora elekta. Chwilę po nim zjawił się patrol policji i straży miejskiej. Zanim Rektor zdążył powiedzieć cokolwiek, funkcjonariusze chwycili Pana P. i wyprowadzili.Tyle o przebiegu zdarzenia z perspektywy kogoś, kto siedział obok.
    Tym, którzy nie widzą problemu i przywołują moje słowa o poczuciu zagrożenia osób postronnych jako wyraz absurdu, chciałbym odpowiedzieć na dwa sposoby. Pan P. jakiś czas temu wtargnął do biura, w którym pracuję i kiedy nie uzyskał żądanych informacji, ponieważ nie jesteśmy uprawnieni do ich udzielania, zaczął krzyczeć, wyzywać obsługującą go osobę używając wulgaryzmów i machać Jej rękami przed twarzą, aż pracownicy interweniowali i zmusili go do wyjścia groźbą wezwania policji. Tak, jest grzeczny i spokojny i zadaje dociekliwe pytania – w tych dniach, kiedy weźmie leki. Kiedy tego nie robi, jest natarczywy, agresywny i niebezpieczny. A druga odpowiedź jest taka: w Norwegii też nikt nie traktował poważnie rojeń Breivika, które regularnie zamieszczał w internecie. Do czasu. Jeżeli słyszę, że Pan P. regularnie na mieście wyzywa na urzędującego Prezydenta RP, prezydenta Miasta Torunia, urzędników, rajców miejskich i inne osoby, a wśród tych wyzwisk padają też słowa „ja im pokażę”, to chociaż nie wzywałem nikogo do prewencji, popieram takie działania. Łatwo jest być obrońcą bezwzględnej wolności drugiej osoby, póki się nie dozna od niej naruszenia naszych własnych swobód.

  15. Do A.I.: Padłam tu ofiarą własnego skrótu myślowego. Otóż kiedy ja zjawiłam się na sali Dworu Artusa jakieś pół godziny przed imprezą po 3 rzędy po każdej stronie sali objęte były rezerwacją dla VIPów i organizatorzy stanowczo sprzeciwili się, byśmy w nich siadali. Ok. Potem zwalniano kolejne rzędy z rezerwacji, żeby nie było pustek z przodu sali. Ostatecznie rezerwacja została na dwóch pierwszych rzędach, z czego tylko jeden z nich był połowicznie zajęty. I teraz: jeśli rzeczywiście organizatorom zależało żeby były to rzędy VIPowskie (choć to śmieszne, bo pojawił się tylko Rektor elekt w niewielkim towarzystwie) to należało tego pilnować (choć mnie pan P. w pierwszym rzędzie ani nikt inny) by nie przeszkadzał.

  16. Nie zaprzeczając innym kwestiom, które nas dzielą, w tej sprawie podzielam zdanie p. A.L., jak i wszystkich, protestujących przeciw prewencyjnej ekspulsji obywatela z publicznego, legalnego zgromadzenia. To jest, proszę Państwa, kwestia solidarności. Raz pozwolimy umundurowanym (a potem już nieumundurowanym) ludziom „profesjonalnie wyprowadzać” kolejnych _potencjalnych_ troublemakerów, na nie-wiadomo-czyje życzenie (Czy już wiadomo, kto zlecił ów czyn i jaka była podstawa prawna? Czy wyprowadzonemu postawiono jakieś zarzuty?), to pozostanie tylko liczyć czas do chwili, kiedy to każdy z nas zostanie wyprowadzony. Pojedynczo i po cichu, żeby nie było protestów.
    Pozwolę sobie przywołać (z pamięci, więc nieprecyzyjnie) wypowiedź p. Wojciecha Cejrowskiego: „Lewaku, pedale! Teraz wiesz, kto jest naszym prawdziwym wrogiem!”
    Pozdrawiam z drogi Lublin-Warszawa…

  17. Olek :”Jeżeli słyszę, że Pan P. regularnie na mieście wyzywa na urzędującego Prezydenta RP, prezydenta Miasta Torunia, urzędników, rajców miejskich i inne osoby, a wśród tych wyzwisk padają też słowa ?ja im pokażę?, to chociaż nie wzywałem nikogo do prewencji, popieram takie działania. Łatwo jest być obrońcą bezwzględnej wolności drugiej osoby, póki się nie dozna od niej naruszenia naszych własnych swobód”

    Niech Pan dalej nie pisze, bo Pan sie tylko pograza. Niestety, zeby Pn dorabial nie wiem jakie usprawiedliwienia, nie da sie czlowieka wyprowadzc tylko dlatego ze komus sie cos wydaje. Podoba mi sie rozniez Panskie zdanie na temat „naruszania czyichs swobod aby Panskie swobody nie zostaly naruszone”.

    Smutno sluchac….

  18. Olek 24 kwietnia o godz. 7:35
    „zaczął krzyczeć, wyzywać obsługującą go osobę używając wulgaryzmów i machać Jej rękami przed twarzą”

    Z pewnością nie używałem wulgaryzmów. Czy machałem czy nie machałem rękami jest rzeczą subiektywną i watpię, czy Olek byłby w stanie podać geometryczno-towarzyską normę definiującą „machanie”. Z pewnością nie robiłem tego „przed twarzą”, bo od pani urzędniczki dzieliło mnie jej biurko.

    O czym piszę. Mamy wczesne lata osiemdziesiąte. Byc może nawet okres stanu wojennego. Administracja budynków mieszkalnych, jak najbardziej „miejskich”, nie żadnych lokatorskich, wlasnościowych czy spółdzielczych. Komunalna komuna. W mojej klatce schodowej panował syf. Od lat. Nie, nie mieszkali tam pijacy, lumpy czy inna hołota. Po prostu jesli ostatnie remonty zrobiono w latach pięćdziesiątych to instalacje w takiej kamienicy musiały się sypać. Dotyczyło to też bramy wejściowej i jej, pamietających pewnie przedwojnie – zamków. Brama otwarta na oścież – okoliczni mieszkańcy uzupełniali sobie przepalające sie żarówki metodą wykręcania naszych, z naszej klatki schodowej.

    Administracja była dziesiatki razy proszona albo o naprawę zamka w drzwiach albo o okresowe uzupełnianie żarówek.

    Drzwi w końcu naprawiłem sam. Okna też – kit, szyby, zawiasy, wszystko w prywatnym czasie i za swoje pieniądze. Ogródek przed domem, róże, żywopłot. Nawet płytki chodnikowe układałem od nowa po tym, jak sąsiad przywiózł sobie meble ciężarówką i połamał chodnik.

    Ale jak kiedyś, wypraszając w administracji jakieś tam remonty kanalizacji przypomniałem „przy okazji” te żarówki i jak oświadczono mi, że „administracji to nie obchodzi” to:

    odsunąłem ręką papierzyska z biurka pani urzędniczki tak, że poleciały na podłogę, przystawiłem sobie krzesło i po tym krześle wszedłem na jej biurko a następnie odkręciłem klosz z lampy pod sufitem i wykręciłem z niego panino-urzędniczą żarówkę. Zapowiedziałem, że tak właśnie będę od tej pory uzupełniał kradzione z mojej klatki schodowej żarówki. Pani urzędniczka za telefon i dawaj dzwonić na milicję.

    Pański opis przewinął mi film z czasów zamierzchłej komuny. W USA też wiele urzedów nie udzieli wydawałoby się najprostrzych informacji, nie tylko dlatego, że „nie są uprawnieni”, ale dlatego, że mają to expressis verbis zakazane. Ale zawsze wtedy poradzą, do kogo petent powinien sie udać, aby takie informacje uzyskać.

    Facet może być wariatem. Może być nawet niebezpieczny. Ale czy te toruńskie pierniczki, którymi się na co dzień żywi pozbyły się do końca tej komunalnej stęchlizny to całkiem pewien nie jestem.

  19. Porównanie Pana P. do Breivika to delikatnie mówiąc nadużycie.

  20. Są zdjęcia http://www.festiwal.torun.pl/galeria/?dzien=3. Szkoda, że nie ma wideo.

  21. Cała debata dostępna pod tym linkiem http://tv.umk.pl/#movie=1685

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php