Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

19.06.2012
wtorek

Nowy społeczny system operacyjny

19 czerwca 2012, wtorek,

Barry Wellman, znany badacz sieci społecznych z Toronto opublikował wraz z Lee Rainie’m, dyrektorem  Pew Research Center’s Internet&American Life Project książkę „Networked. The New Social Operating System„. To synteza dotychczasowych prac nad koncepcją „sieciowego indywidualizmu”. Książka ważna, ciekawa, lecz pozostawia niedosyt.

Wellman od wielu lat bada wpływ Internetu na ludzkie i społeczne zachowania. To jeden z pierwszych socjologów, który zakwestionował popularną (ciągle) tezę, a raczej stereotyp, że korzystanie z Internetu odspołecznia – ludzie zanurzając się w „wirtualu” tracą kontakt ze światem realnym, rzadziej się spotykają, są mnie zaangażowani.

Coż, od pierwszych poważnych badań socjologicznych nad internautami widać wyraźnie, że jest dokładnie odwrotnie. Zarówno w bliskiej Wellmanowi Kanadzie, w USA badanych przez Pew Research Center i w Polsce badanej w ramach „Diagnozy społecznej” przez Dominika Batorskiego. Aktywni internauci mają więcej relacji w świecie rzeczywistym, korzystają z Internetu głównie po to, by te relacje podtrzymywać. Są także aktywniejsi społecznie i politycznie. I nic się nie zmienia, mimo że internautów przybywa.

Coś się jednak istotnego zmienia. To prawda, że jak już w latach 80. ub. stulecia zauważyli socjologowie, postępuje proces indywidualizacji. Wellman wychodząc z tej obserwacji proponuje koncepcję „networked individualism” (sieciowego indywidualizmu). Tak, jesteśmy indywidualistami, co polega na tym, że w coraz większym stopniu sami decydujemy o sobie, a coraz mniejszy wpływ mają struktury społeczne. Więzi społeczne nabierają charakteru refleksyjnego – już nie rodzina, klasa, sąsiedztwo narzuca, z kim utrzymujemy relacje. Tworzymy je samodzielnie, budując pracowicie sieć powiązań o różnej sile i głębokości.

Dopiero wszakże, zauważa Wellman i Rainie, zdobywamy kompetencji, by sprawnie w tym nowym świecie się poruszać. Sieciowy indywidualizm to nowy, społeczny system operacyjny. Niby wszystko, jest jak było – mieszkamy w osiedlach, pracujemy, spotykamy się. Zupełnie jednak inaczej zarządzamy swoim życiem, poprzez sieć, a nie poprzez miejsca i czas, jak było jeszcze kilkadziesiąt lat temu, zanim doświadczyliśmy potrójnej rewolucji: internetu, mobilności i sieci społecznościowych.

Wellman i Rainie atakują mnóstwem danych i przykładów ilustrujących ten nowy społeczny system operacyjny w działaniu. Doskonała pożywka na niejeden artykuł. Książka ma także warstwę poradników, dla tych, którzy chcieliby swoje sieciowe kompetencje poprawić. Brakuje w niej jednak odniesień do innych współczesnych analiz socjologicznych, dlatego warto czytać „Networked” choćby z Castellsem i Tourainem pod ręką. Troszkę psują optymizm Wellmana i Rainiego. Tak, czy inaczej, warto przeczytać.

Co nie znaczy, że autorzy jednoznacznie rozwiewają wątpliwości, jakie choćby podniosła rok temu Sherry Turkle w swej pracy „Alone Together”, zastanawiając się nad zjawiskiem współczesnej samotności (lonelines). Różni ich perspektywa – Wellman i Rainie przekonują z amerykańskim optymizmem, że wszystkiego można się nauczyć, również zarządzania relacjami i w ten sposób odzyskać pełną autonomię. Turkle nie zapomina jednak, że człowiek jest bardziej skomplikowaną maszyną, doświadczającą choćby alienacji, a czynników ograniczających jego autonomię nie brakuje.
Odsyłam do wywiadu z Turkle, a także ciekawego tekstu w „The Atlantic”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 15

Dodaj komentarz »
  1. A ja bez padań stawiam tezę, że sieć na dłuższą metę niema żadnego wpływu na kontakty ludzi ze światem. Bo to sprawa psychiki a nie wyposażenia technicznego. To samo było z mobilnością dzięki posiadaniu samochodu. Dziesiątki lat temu badania pokazały, że mobilność ma minimalny wpływ na liczbę kontaktów, która pozostaje w okolicach 1000 rocznie. Zmienia się tylko ich rodzaj: zamiast sąsiadów są to znajomi z dalekich stron. Rozszerzając kontakty przestrzennie zaczyna się jednocześnie chronić prywatność przed otoczeniem a sąsiad staje się groźny. Wystarczy odnieść to teraz do Facebooka i ocenić, czy jest to ten sam, czy nowy typ kontaktów. Główne pytanie: po co komu więcej?

  2. @ZWO:

    Tu nie tyle chodzi o ilość kontaktów, co o ich naturę. Jak sam napisałeś, samochody zmieniły naturę kontaktów w tym sensie, że poszerzyły ich zasięg. Tak samo Internet może mieć (i myślę, że ma już teraz) duży wpływ na tę ich naturę (patrz wyżej).

  3. Bez badań, drogi zwo, to można sobie postawić co najwyzej hipotezę. Partycypacja w sieci ma duży wpływ na nasze kontakty ze światem co sugeruje ten artykuł. S.Turkle nie jest ulubienica tych którzy studiują przestrzeń cyfrowa z kilku prostych powodów: jej nastawienie a priori skazuje sieć/media na potępienie, brak dokładnych badań przeprowadzonych na uzytkownikach i sam fakt ze pojęcie ‚samotnosci’ w sieci zostało już kilkukrotnie podważone (w dużym skrócie). Niemniej jednak warto zapoznać sie z jej publikacjami choćby z ciekawości. Książkę proponowana tu z chęcią przeczytam. Interesująca propozycja.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ZWO Więcej globalnych relacji potrzebnych jest nam po to żeby np. pracować mniej, ale efektywniej realizując przy tym swoje pasje. Jeżeli możemy całkowicie wykonywać swoją pracę korzystając z komputera podłączonego do sieci to nagle okazuje się, że współpracować możemy z dowolną (również podłączoną do sieci) osobą na świecie.
    Jeżeli do tego potrafimy odszukać osoby o dokładnie potrzebnych nam kwalifikacjach, albo inaczej znaleźć projekty w których możemy zrealizować cały swój potencjał staje się to niezwykle efektywne. Sporo informatyków już tak pracuje, wiele strartupów jest już całkowicie globalnych i zatrudnia np. 10 osób z 5 stref czasowych tworząc globalne produkty, np.: http://www.balsamiq.com/company
    Sam w tej chwili pracuję z Polski nad projektem dla organizacji z Waszyngtonu, który będzie wdrażany w Gwatemali. Czemu nie? Jest skype, wideokonferencje, chmura w której trzymamy serwery, kod i dokumentacje. Na pewno jest ciekawiej niż w „normalnej” pracy.
    Z takiej perspektywy codzienne stanie godzinami w korkach i spalanie coraz droższego paliwa wydaje się być absurdem. Pewnie z czasem coraz więcej ludzi ten absurd dostrzeże i nauczy się korzystać z sieci nie tylko po to żeby konsumować treści, ale również żeby się uczyć, tworzyć i wreszcie sprzedawać swoje umiejętności na globalnym rynku usług.
    Ale żeby nie było tak różowo, to ma to też oczywiście swoje gorsze strony 🙂
    http://theoatmeal.com/comics/working_home
    Nie czytałem jeszcze książki, która być może daje odpowiedź na pytanie co stanie się z tradycyjnymi instytucjami. Nie będą miały one przecież szans konkurować z siecią globalnie połączonych specjalistów. Będą starały się okopać się na swoich pozycjach, wywołując protesty podobne do tych nt. ACTA? Staną się skansenem pracy finansowanym przez państwo? Znajdą jakąś niszę w której ich lokalność będzie miała uzasadnienie? Czy wreszcie będą starały się nadążyć za zmianami?

  6. Gospodarz: „To prawda, że jak już w latach 80. ub. stulecia zauważyli socjologowie, postępuje proces indywidualizacji. ”

    Fakt. Polecam doskonala ksiazke „Bowling Alone: The Collapse and Revival of American Community” Robert D. Putnam w ktorej autor analizuje „atomizacje” spoleczenstwa amerykanskiego w ciagu ostatnich 25 lat.

    Ksizeka nei jest „anegdotyczno-spekulatywna” – to naukowa rozprawa z mnostwem danych i ich analiza.

    „Drawing on vast new data from the Roper Social and Political Trends and the DDB Needham Life Style — surveys that report in detail on Americans’ changing behavior over the past twenty-five years — Putnam shows how we have become increasingly disconnected from family, friends, neighbors, and social structures, whether the PTA, church, recreation clubs, political parties, or bowling leagues. Our shrinking access to the „social capital” that is the reward of communal activity and community sharing is a serious threat to our civic and personal health.

    Putnam’s groundbreaking work shows how social bonds are the most powerful predictor of life satisfaction. For example, he reports that getting married is the equivalent of quadrupling your income and attending a club meeting regularly is the equivalent of doubling your income. The loss of social capital is felt in critical ways: Communities with less social capital have lower educational performance and more teen pregnancy, child suicide, low birth weight, and prenatal mortality. Social capital is also a strong predictor of crime rates and other measures of neighborhood quality of life, as it is of our health: In quantitative terms, if you both smoke and belong to no groups, it’s a close call as to which is the riskier behavior.”

    Wydaj esie ze przypisywanie wylacznie Internetowi atomizacji spoleczenstwa i zaniku wiezi socjalnych ma maly sens. Jak Putnam pokazuje, zjawiska te maja dluga historie i bogate podloze.

  7. Blazej: „Nie będą miały one przecież szans konkurować z siecią globalnie połączonych specjalistów.”

    Nie wiem jaki jest Pana zawod; byc moze praca w totalnej izolacji fizycznej od wspolpracownikow jest mozliwa. Ale ogolnie, to jest utopia. Niestety, wiele rzeczy „dogaduje” sie podczas dyskusji „twarza w twarz”; takiej dyskusji raczej nie zastapi dyskusja przez siec. Co wiem z wlasnej praktyki, bo pracowale mw takim „modzie” przez prawie rok. Pomijam calkiem istotny aspekt samodyscypliny potzrebnej do takiej parcy: wizje pracownika w pardon, gaciach i kapciach przy komputerze to tez utopia.

  8. Wlasnie wrocilem z kawiarni Starbucks. Obserwowalem czworke mlodych ludzi przy sasiednim stoliku. Tak w okolicy 20 lat. Obojga plci. Przed kazdym – kawa. I smartfon. Siedzialem z pol godziny i obserwowalem spod oka. Przez czay czas nie odezwali sie do siebie ani razu. Naciskali guziki na smartfonach. Tak wyglada „spotkanie towarzyskie” w 21 wieku…

    Zwyciestwo techniki nad zdrowym rozsadkiem?…

  9. A.L.: Chodziło mi o to że spotykanie się w jednym miejscu jest olbrzymim ograniczeniem w porównaniu z możliwościami jakie niesie współpraca online. To nie znaczy że nie spotykam się z ludźmi 🙂 Spotykam się ale z tymi z którymi mam ochotę i możliwość się spotkać. Oprócz tego można powiedzieć że spotykam się z ludźmi również online, tak jak sobie tutaj na przykład gadamy. Przecież nie mielibyśmy szansy się spotkać gdyby nie ten blog. OK, może nie jest to spotkanie które jest tak bogate we wrażenia jak spotkanie w realu, ale jednak komunikujemy się ze sobą i wymieniamy myśli. A to pozwala nam dowiedzieć się czegoś nowego.
    Jeżeli chodzi o twoją wizję pracownika 🙂 to jednak nie wszyscy korzystają z sieci w sposób który opisałeś. Wellman mówi o też rewolucji w komunikacji związanej z mobilnością, można rozumieć to również tak że to biuro czy miejsce pracy dostępne jest z każdego miejsca w którym jest zasięg 3G lub wifi. W swoim artykule (książki niestety nie czytałem) ciekawie opisuje zmiany (polecam dokładniej zgłębić tabelkę na końcu):
    http://www.itu.dk/~petero/EA/fulltext.pdf

    Nie wiem czy każdy jest w stanie odnaleźć się w tego typu komunikacji, ale warto próbować bo niesie ona wiele korzyści. Trend pokazuje również że najprawdopodobniej jest ona przystosowawcza. Podobna sytuacja wydarzyła się jakiś czas temu z telefonami. Wyobraź sobie dzisiaj firmę, czy instytucję która nie korzysta z telefonów czy komórek. W pewien sposób funkcjonowanie firm i ludzi zmieniło się z chwilą pojawienia się telefonu. I mimo że spotkania „twarzą w twarz” w niektórych sytuacjach pewnie nic nie zastąpi to trudno zaprzeczyć, że wiele rzeczy załatwia się dzisiaj przez telefon.

  10. @Mewa
    Gdy się niema nic do powiedzenia a chce zaistnieć to się dyskutuje, czy użył właściwego słowa, albo – jeszcze częściej – czy zrobił błąd ortograficzny.

    @Zielony Grzyb
    Czy „natura” kontaktów to coś lepszego niż „typ”, o którym piszę? Osobiście wątpię, by przypadkowa wymiana zdań na Facebooku mogła być uznana za kontakt tak, jak i nasza wymiana zdań nie jest według mnie kontaktem ani co do typu ani natury.

    @Błażej
    Zachłyśnięcie kontaktami na drugim końcu świata uprawiałem w latach 80-tych. Wierz mi, że za 25-30 lat będziesz to widział i oceniał bardziej krytycznie. Kiedyś po 12 godzinach pracy nad projektem IT wychodziło się jeszcze obejrzeć okolicę. Dzisiaj najchętniej do samolotu bo to nie na odległości polega.

  11. Blazej: „tak że to biuro czy miejsce pracy dostępne jest z każdego miejsca w którym jest zasięg 3G lub wifi.”

    Dla „gryzipiorka”, owszem. Potzrebne mi do parcy urzadzenie kosztujace duze pieniadze i wazace pol tony dostepne jest tam gdzie zostalo zainstalowane i nie skorzystem z niego przy pomocy wifi

    Tego typu rewelacje jak Panskie generowane sa na ogol pzrez ludzi ktorzy poki co nie splamili sie praca

  12. Blazej: „Jeżeli chodzi o twoją wizję pracownika to jednak nie wszyscy korzystają z sieci w sposób który opisałeś.”

    Nie wiem jaka „wizje pracownika” ma Pan na mysli i co ja takiego pzredstawialem. W kazdym razie. Oraz jaki „sposob korzystania z sieci” przedstwilem.

    Wszakze z wlasnej praktyki wiem ze nawet w branzy IT 100% izolacja fizyczna jest niemozliwa, mimo ze ta branza jest szczegolnie dobrze predystynowana do „rozproszenia” i pracy zdalnej. Osoby pracujace zdalnie spedzaja srednio 3 miesiace w roku na kontaktach bezposrednich. Co sprowadza sie do wielkiej ilosci podrozy i wilekich kosztow. W jednym przypadku skutkowalo to zamknieciem oddzialu „satelitarnego”; pracownicy otrzymali oferty pzreniesienia sie do miejsca w ktorym jest centrala. W innych paru przypadkach skonczylo sie wyrzuceniem parcownika – pracownik „zdalny” zbyt liberalnie podchodzil do swoich obowiazkow. Niestety, nie wszyscy potrafia sobie narzucic dyscypline aby pracowac regularnie i odpowiednia ilosc czasu aby „wyrobic norme” – otoczenie domowe jest zbyt rozpraszajace.

    Jak na dzis, biore udzial w pewnych dzialaniach w Polsce, mieszkajac w USA. Uzywamy systemu wideokonferencyjnego. Niestety, upierdliwosc takiego dzialania jest dla obu stron dosyc duza, a efektywnisc bardziej skomplikowanych akcji – niewielka. Nie wszystko daje sie latwo zalatwic e-majlem, telefonem czy skajpem

  13. AL: Nikt nie mówi o izolacji fizycznej. Tak jak telefon nie spowodował że ludzie odizolowali się od siebie, podobnie sieć tego nie powoduje. Pan Edwin pisze o tym w drugim akapicie. Natomiast niektóre relacje można utrzymywać zdalnie, dotyczy to również tych zawodowych. To czy jest to upierdliwe, czy wygodne jest pewnie w dużej mierze (ale nie tylko) kwestią kompetencji technologicznych osób które się w ten sposób komunikują. Warto zauważyć że z jednej strony ludzie z roku na rok nabierają tych kompetencji, z drugiej strony cały czas powstają aplikacje które tę barierę obniżają. Nie jest to też raczej utopia, wszakże „Wellman i Rainie atakują mnóstwem danych i przykładów ilustrujących ten nowy społeczny system operacyjny w działaniu.”

  14. Blzazej: „dużej mierze (ale nie tylko) kwestią kompetencji technologicznych osób które się w ten sposób komunikują”

    Nie, nie tylko. Zalezu od RODZAJU pracy. W Polsce, gdzie 95% mlodych ludzi ma dyplom manadzrstwa, zarzadzania czy politologii, wydaje sie owym mlodym ludziom ze praca polega na gadaniu i ewentualnie pzrsylaniu papierow. Neistety, to MNEIJSZOSC a nie WIEKSZOSC. Normalne, produktywne prace polegaja na czym innym i sie ich rarez telefon zalatwic nie da. Ani przez WiFi.

    Na przyklad taka praca ze serwer padj, tzreba wymienic dysk i poprzelacac kable

  15. AL, ależ oczywiście że zależy to również od rodzaju wykonywanej pracy. Natomiast w społeczeństwach informacyjnych większość prac polega na przetwarzaniu informacji. http://pl.wikipedia.org/wiki/Spo%C5%82ecze%C5%84stwo_informacyjne
    http://en.wikipedia.org/wiki/Information_society

  16. Blazej: „Natomiast w społeczeństwach informacyjnych większość prac polega na przetwarzaniu informacji.”

    Po pierwsze, to nonsens.

    Po drugie, neawet gdyby to nei byl nonsens, to nonsensem ejst to ze owo pzretwarzanie bedzie sei wykonywac przy pomocy telefonu. Albowiem owo pzretwarzanie to PRZEDE WSZYSTKIM infrastruktura – sieci, serwerownie, sprzet, oprogramowanie. A tego sie nei da zrobic „zdalnie”.

    Jak juz Kolega skonczy studia menadzerskie i troche poparcuje to pzrestanei opowiadac nonsensy

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php