Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

21.06.2012
czwartek

Nauczyciel, wróg publiczny nr 1

21 czerwca 2012, czwartek,

Za chwilę wakacje, a tu rozpaliła się dyskusja o nauczycielach i konieczności likwidacji Karty Nauczyciela. Pojawiło się hasło planu Balcerowicza dla edukacji, głos zabrał sam Leszek Balcerowicz. Warunkiem budowy kapitalizmu w Polsce był demontaż klasy robotniczej. Czas na kolejny etap transformacji i proletaryzację pracowników wiedzy. Czas na rewolucję kulturalną. Hunwejbini czekają.

Na polską szkołę narzekamy, choć politycy przekonują, że powinniśmy być z niej dumni. W międzynarodowych rankingach, takich jak badanie gimnazjalistów PISA pniemy się do góry, więc nawet Amerykanie zaczęli pokazywać na Polskę jak na kraj edukacyjnego cudu. My jednak, wiecznie niezadowoleni chcemy więcej i lepiej, a na przeszkodzie do lepszych wyników stoją nauczyciele, za nimi zaś stoi Karta Nauczyciela. Trzeba ją zlikwidować i jak mówi, prezydent Poznania, Ryszard Grobelny, wprowadzić konkurencję między szkołami i między nauczycielami, bo to najlepiej sprzyja jakości. Cóż, może jakieś dowody? Ostatnio w obiegu pojawił się przykład Szwecji, gdzie deregulacja zwodu nauczyciela doprowadziła do obniżenia jakości nauczania. Wczoraj z kolei Washington Post przedstawił wyniki badania amerykańskiego systemu charter schools – w ramach systemu publicznego szkoły mogą podjąć się nauczania w ramach niezależnego statutu. Owszem, jakość nauczania w charter schools wzrosła, okazało się jednak, że po prostu uczy się w nich dwukrotnie (@zza kałuży, dzięki za wyłapanie pomyłki!) mniej dzieci kłopotliwych (8%), niż w zwykłych szkołach publicznych (11%). Podobną sytuację mamy w polskich szkołach, wiele tych dobrych jest dobrych, bo ma na wejściu dobrych uczniów i strzeże się pilnie przed wpuszczeniem maruderów mogących popsuć markę.  Ciekawy komentarz na temat wad prywatyzacji i komercjalizacji sektora publicznego opublikował New Yorker.

Ciekawe, że w środowiskach biznesu i zarządzania już dawno wiadomo, że motywacja pracowników jest sprawą niezwykle złożona i nie ogranicza się jedynie do bodźców finansowych oraz konkurencji. Prestiż, uznanie, atmosfera współpracy, misja są często ważniejsze, niż tylko walka o przetrwanie i premię. Te kwestionujące społeczny darwinizm  prawdy wyszły ponownie na jaw, gdy zaczęto zastanawiać się, co powoduje, że ludzie bez bata, kontroli i pieniędzy potrafią robić takie rzeczy, jak Linux lub Wikipedię. Przecież w świetle wizji świata, jakie mają prof. Balcerowicz i prezydent Grobelny to niemożliwe, trzeba Linuksa i Wikipedię skomercjalizować, sprywatyzować, a wówczas dopiero zaczną hulać! Polecam książki Yochaia Benklera, wydaną po polsku „Bogactwo sieci” i popularniejszą, „Pinguin and Leviathan„. Tam można przeczytać, dlaczego pieniądze to nie wszystko, podobnie jak konkurencja nie rozwiązuje wszystkich problemów, z którymi nie radzą sobie misie o małych rozumkach.

Czy to znaczy, ze Karta Nauczyciela jest dobra i należy jej bronić, jak niepodległości? Nie, przyjmuję ze zrozumieniem argumenty, jakie przedstawił Seweryn Szatkowski, dyrektor warszawskiej liceum im. Tadeusza Reytana na łamach „Gazety Wyborczej”. Z punktu widzenie dyrektora szkoły Karta w obecnym kształcie jest istotnym utrudnieniem. Nie jest jednak kluczowym problemem systemu edukacji. Problemem tego systemu jest sam system, który próbuje przekształcić szkołę w postfordowską fabrykę kapitału ludzkiego. Proces formacji ucznia ma być zastąpiony zestandaryzowanym procesem transferu starannie opisanych kompetencji i umiejętności. To wszystko ma być mierzone, zgodnie z opisem z Krajowych Ram Kwalifikacji, Edukacyjną Wartością Dodaną i Bóg wie, czym jeszcze. W systemie ginie uczeń i nauczyciel, jako osoby – zostaje totalny, kontrolowalny i mierzalny system. Po co?

To pytanie zadali sobie Francuzi, pojawiło się kilka kapitalnych analiz, m.in. „La nouvelle école capitaliste” i niedawno  opublikowana praca „L’école, le numérique et la société qui vient” autorstwa kilkorga uznanych francuskich ekspertów w dziedzinie szkolnictwa. Mają rożne opinie, książka jest formą sporu i dialogu między nimi, zgadzają się wszakże w jednym: obecny system (we Francji zapanowała podobna parametryzacja i kult mierzenia, choć nie posunęli się tak daleko, by zlikwidować maturę z francuskiego jako egzamin humanistyczny, a także ciągle mają obowiązkową maturę z filozofii) prowadzi do proletaryzacji inteligencji i zawodu nauczyciela oraz destrukcji procesu kształcenia, którego nie da się sprowadzić do zbioru czynności technicznych, które można pomierzyć i wyrazić wskaźnikiem umożliwiającym łatwe porównanie. W odpowiedzi na to pytanie, czemu ta postfordyzacja i uprzemysłowienie systemu szkolnego ma służyć nowy rząd zaczął się z szaleństwa wycofywać. Na razie zakwestionowane zostały krajowe testy ewaluacyjne w szkołach podstawowych, bo „są źródłem cierpienia dla uczniów, mieszają wszystko  i mają zerową wartość pedagogiczną”.

Na szczęście podobne pytania są zadawane i u nas, choć niestety częściej powtarzane jest jak mantra: zlikwidować Kartę Nauczyciela, zderegulować ten zawód i wprowadzić totalną konkurencję. A na końcu najlepiej komputery, w Szkole 2.0 uczniowie będą mogli uczyć się sami. Cóż, marksizm był radykalną wersją humanizmu, polegającą na wierze, że drogą pierekowki z człowieka można uczynić wolnego komunistę. Neoliberalizm jest radykalnym posthumanizmem – nie potrzebuje ludzi, o ile nie działają jak maszyny. Rewolucja kulturalna trwa, spustoszenie jakie uczynił nowy system matury, zwłaszcza z języka polskiego zaczniemy odczuwać już niebawem, gdy w pełni dorosłe życie zaczną wkraczać ludzie może i dobrze wykształceni w sensie edukacyjnej wartości dodanej, lecz pozbawieni kluczowych, a niemierzalnych kulturowych kompetencji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 46

Dodaj komentarz »
  1. Linux i Wikipedia są całkowicie prywatne. Nie istnieje żadna państwowa Wikipedia ani Linux.

  2. @Krzysztof Mazur: dzięki za powrót do komentowania. Linux i Wikipedia są społeczne (w sensie commons). Polecam lekturę prac zmarłej niedawno Elinor Ostrom. Wbrew temu, co Pan twierdzi, istnieją commons, które nie mają charakteru ani własności państwowej, ani prywatnej. Linux bardzo bolał Billa Gatesa, warto przypomnieć jego Halloween memo i jego zarzuty komunizmu wobec luzi chcących pracować bez chęci zysku

  3. Linux i Wikipedia to po prostu działalność charytatywna będąca częścią konsumpcji. Balcerowicz ani Mises nigdy nie narzekali na działalność charytatywną prywatnych fundacji, kościołów, związków wyznaniowych itp. A wręcz przeciwnie, podawali przykłady, że działalnością taką nie musi się zajmować państwo. Bill Gates nie jest Balcerowiczem ani nawet neoliberałem, a jedynie przedsiębiorcą, który się zdenerwował na darmową konkurencję, tak samo jak właściciel piekarni by się zdenerwował na rozdawanie darmowych bułek w dużych ilościach pod drzwiami piekarni, ale to jego problem wyłącznie. Państwo nie angażuje środków w produkcję wikipedii i tym samym jest to sektor prywatny z punktu widzenia sposobu finansowania. A ja rozumiem, że nie ma z tego zysku.
    Państwowa szkoła na pewno nie jest społeczna w takim sensie, bo szkoły i nauczyciele nie pracują za darmo. Ktoś im musi zapłacić, pytanie ile i kto. W polskiej oświacie jest taki problem, że kto inny ustala wynagrodzenia (państwo), a kto inny płaci (samorząd). Samorząd nie dostał pieniędzy, a musi płacić, więc kombinuje jak NFZ z lekarzami.

    Trochę nie nadążyłem z komentowaniem ostatnio.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bardzo ciekawy komentarz. Właśnie mnie zdumiewa podejście kształcenia według różnych metryk. W różnych dyskusjach zauważam jednak spore zafascynowanie różnymi wskaźnikami i „pragmatycznym” podejściem do edukacji. Ciężko jest przełożyć argumentację albo też ona nie trafia, że człowiek potrzebuje wszechstronnej edukacji w różnych dziedzinach. Przykładem może być kryterium wyboru liceum takiego, gdzie nie będą wymagać z przedmiotów, które nie są w danym profilu.

    Z drugiej strony jako produkt nowego systemu edukacji – gimnazjum, nowa matura, zaczynam dostrzegać deficyty np. w sferze wypowiedzi. To samo obserwują moi rówieśnicy. Oczywiście może to dość subiektywna ocena.

    Co do karty nauczyciela, mam wrażenie, że spór sprowadza się czy za kartą czy przeciw niej zaciemnia cel czyli jak poprawić system edukacji.

  6. @Krzysztof Mazur: możemy przerzucać się pojęciami, w tym akurat przypadku chodzi o coś innego: o strukturę motywacji do działania, w dowolnej sferze. Pracownika najemnego nie napędza jedynie pensja, lecz wiele różnych spraw, które łączą się w czymś, co Anglosasi nazywają „professional integrity”. I właśnie Linux, czy Wikipedia pozwalają lepiej te pozaekonomiczne (czy może pozafinansowe) bodźce lepiej zrozumieć.

  7. 1. Testy PISA są testami, jak inne testy. Zamiast stresować uczniów stresują państwa. Zestresowane testami PISA państwa stresują uczniów testami, żeby wypaść lepiej w swoich testach.
    2. Testomania wynika z państwowych systemów nauczania. Państwo chce pokazać, że jest potrzebne, więc wymyśla testy.
    3. Rząd podniósł wynagrodzenia nauczycielom w ramach działań przedwyborczych, ale nie dał pieniędzy na te wynagrodzenia samorządom i teraz jest zadowolony, że problem zrzucił na samorządy.
    4. Jeśli /karta nauczyciela jest problemem/ to dlaczego jest tematem tabu i każdy kto o tym wspomni zostaje nazwany /hunwejbinem/?
    5. Nauczyciele nie są /wrogami publicznymi/. Liczba nauczycieli musi się zmniejszyć z powodu spadku liczby uczniów i braku dodatkowych pieniędzy w budżecie. Więcej będzie pracy w innych sektorach.
    6. Szkoły będą prywatne nie dlatego, że ktoś chce coś sprywatyzować albo jest strasznym neoliberałem, ale dlatego że państwo nie ma pieniędzy. Nagonka na neoliberałów tego nie zmieni.
    7. Zreformowanie karty nauczyciela, żeby wynagrodzenia i liczba godzin pracy była bardziej elastyczna lub zróżnicowana przynajmniej w zależności od wielkości miejscowości i przedmiotu nauczania, odsunęłoby zamykanie szkół państwowych w czasie. Rozumiem, że antyneoliberałowie tego nie chcą.
    8. Czy nauczyciel w Warszawie musi zarabiać tyle samo co w Częstochowie, skoro ma inne koszty życia? Czy nauczyciel WF musi mieć tą samą liczbę godzin i wynagrodzenie co nauczyciel j. polskiego?
    9. Być może Szwedów nie stać na lepsze szkoły, podobnie jak Polaków. Wiem, że to nudny temat, ale wszystkie państwa są na progu bankructwa. Polska jeśli będzie ograniczać koszty może jeszcze trochę pociągnąć. Ograniczanie wydatków po bankructwie będzie bardziej drastyczne.
    10. Demontaż /klasy robotniczej/ nastąpił na skutek bankructwa zakładów pracy, a nie z powodu złośliwości neoliberałów. Czy ktoś miałby je dotować (np. nauczyciele)? Powstały w międzyczasie nowe, inne zakłady przemysłowe, które też zatrudniają ludzi. Czasami tych samych a czasami innych.
    11. /Pracownicy wiedzy/ mogą pracować w innych sektorach, niekoniecznie w edukacji.

  8. Chyba dokładność przekazywanych informacji znowu ucierpiała.
    Informuję, że moje uwagi nie wynikają z jakichś różnic co do treści i podstawowych zapatrywań na edukację, ale ze względu na nieprecyzyjność sformułowań Gospodarza.

    PISA. Troszeczkę zdziwiłem się pominięciem przez Gospodarza faktu, że jakkolwiek wyniki „klasycznej” PISY z roku 2009 były dobre w Polsce, a bardzo dobre w zestawieniu finansowej efektywności kształcenia w Polsce z nakładami na edukację i z wynikami w innych krajach, to wyniki e-PISA juz takie dobre nie były. W/g rezultatów PISA polska szkoła dobrze uczy czytać, liczyć i rozumieć co się robi ale tylko na papierze. Wyszukiwanie informacji on line sprawia już większe kłopoty.

    „Owszem, jakość nauczania w charter schools wzrosła,”
    Gdzie to jest powiedziane, bo nie w przytoczonym artykule.
    Parę dni temu na stronie chicagowskiego związku zawodowego nauczycieli czytałem sprawozdania dowodzące, że nie ma żadnych różnic pomiędzy charter a zwykłymi szkołami. Widać więc, że trzeba zwracać uwagę na źródło informacji.

    Poza tym ostrożnie proszę z tymi porównaniami z amerykańskim szkolnictwem, szczególnie tym podstawowym i średnim. Wypadałoby poinformować czytelnika, że tamtejszy system ma bardzo silne pozytywne sprzężenie zwrotne pomiędzy zamożnością lokalnej społeczności a poziomem szkół. W USA funkcjonuje powiedzonko: „Dlaczegoś głupi? Boś biedny! Dlaczegoś biedny? Boś głupi! Amerykanie nie wymyślili żadnej metody przerwania tego zaklętego kręgu dla szerokiej rzeszy młodzieży. Mają stypendia sportowe, mają naukowe, ale ich system jest nastawiony nie na podnoszenie średniego poziomu a na wyławianie talentów. Oni raczej chcą pomóc nastepnej Marii Skłodowskiej a nie uczynić nieco lepszymi tysiąc przyszłych chemików. Także posługując się amerykańskimi przykładami trzeba być świadomym immanentnej dla tamtejszego systemu nierówności szans spowodowanej zamożnością rodziny.

    „okazało się jednak, że po prostu uczy się w nich dwukrotnie mniej dzieci kłopotliwych, niż w zwykłych szkołach publicznych.”
    Znowu – nie okazało się w przytoczonym artykule. Tam piszą o 8 i o 11 procentach. To najwyżej o 50% więcej, ale nie o 100%.

    Podlinkowany artykuł w Yorkerze mówi raczej o formach kształcenia na poziomie wyższym a wydaje mi się, że dyskusja w Polsce dotyczy raczej poziomu podstawowego i średniego.

  9. @zza kałuży: dzięki, nie porównuję z amerykańskim systemem, tylko podaję przykład – dzięki za korektę liczb, zaraz poprawię w tekście. W prasie amerykańskiej było wiele publikacji na temat wyższości (rozumiem, że rzekomej) charter schools na zwykłymi.
    Szkolnictwo wyższe też jest tematem, vide tekst Andrzeja Klesyka niedawno w Wyborczej. Tak czy inaczej ilustracja New Yorkera to tylko wrzucenie przykładu, że idea jakoby konkurencja i komercjalizacja były dobre na mocy jakiegoś prawa natury takim prawem nie jest. W pewnych sytuacjach się sprawdza, w innych nie.
    Dzięki za pozostałe uwagi o amerykańskim systemie szkolnym, wyniki ePiSA doskonale znamy, posługuje się nimi choćby Michał Boni. Tematem debaty publicznej, a także uznania dla Polski w OECD były wyniki PISA. Pominąłem jeszcze wiele istotnych aspektów PISA, to duże badanie. Wynika z niego np., że o wiele lepiej radzą sobie w szkole dziewczynki. Pozdrawiam

  10. Krzysztof Mazur 21 czerwca o godz. 12:37
    „1. Testy PISA są testami, jak inne testy. Zamiast stresować uczniów stresują państwa. Zestresowane testami PISA państwa stresują uczniów testami, żeby wypaść lepiej w swoich testach.”
    Ma pan informacje o tym, że uczniowie piszą testy PISA na ocenę? Proszę się zatem podzielić z nami taką informacją.

    „2. Testomania wynika z państwowych systemów nauczania. Państwo chce pokazać, że jest potrzebne, więc wymyśla testy.”
    Do jakiegoś stopnia pewnie tak. Ale ja jako podatnik chcę wiedzieć, jak są te moje podatki wydawane. Dość mam durnowatego krzywienia geby przez polityka lub edukacyjnego urzędnika partyjnego uwłaszczonego na czas rządzenia jego partii na państwowej posadce.

    „5. Nauczyciele nie są /wrogami publicznymi/. Liczba nauczycieli musi się zmniejszyć z powodu spadku liczby uczniów i braku dodatkowych pieniędzy w budżecie.”
    Co za nowatorska idea. Dlaczego nie zaproponuje pan zwiększenie liczby uczniów w klasie do stu osób? To zmniejszy potrzebną liczbę nauczycieli jeszcze bardziej niż pańskie lenistwo w sypialni.

    „6. Szkoły będą prywatne nie dlatego, że ktoś chce coś sprywatyzować albo jest strasznym neoliberałem, ale dlatego że państwo nie ma pieniędzy.”
    Co za odkrywcza teza! Nobla, zaraz dać Nobla!
    Mniej szkół! Więcej więzień! Silniejsza armia!
    Państwo nie ma pieniędzy! Nie rozumiecie ludziska?!

    „9. Być może Szwedów nie stać na lepsze szkoły, podobnie jak Polaków. ”
    I dlatego od zerówki do końca gimnazjum wydają dwa razy więcej pieniędzy na jednego ucznia aniżeli Polska? Radziłbym nabyć jakieś wiedzy przed klepaniem w klawisze.

  11. Edwin Bendyk 21 czerwca o godz. 12:54
    „wyższości (rozumiem, że rzekomej) charter schools na zwykłymi.”
    Aby umieścić swoje dziecko w szkole typu charter trzeba „coś zrobić”. Trzeba się zainteresować. Samemu poszukać. Dowiedziec się jak załatwić papierkologię. Już sam ten fakt selekcjonuje jeżeli nie ucznia to jego rodzica. Powszechnie znana jest pozytywna korelacja zaangażowania rodzica w problemy szkoły z wynikami nauki dziecka. Jeżeli więc nawet nie ma selekcji uczniów na bardziej i mniej zdolnych to jest niewątpliwa selekcja na bardziej i mniej aktywnych rodziców. I ten właśnie czynnik może przesądzać o lepszych (o ile takie rzeczywiście są) wynikach nauki w szkołach charter.

  12. @Krzysztof Mazur Teza o konieczność zwalniania nauczycieli wobec spadku liczby uczniów jest oparta o ukryte założenie, że wyjściowe proporcje liczby uczniów do liczby nauczycieli były optymalne. Obawiam się, że nie były. Spadek liczby uczniów mozna wykorzystać do poprawy jakości nauczania utrzymując całkowite wydatki na edukację na obecnym poziomie lub wykorzystać to jako pretekst do zmniejszenia tych nakładów. Jest to w dużej mierze wolny wybór. Pan chciałby redukować akurat te wydatki publiczne, a ja skłaniałbym się do szukania oszczędności gdzie indziej.

  13. Co jest najprostsze?
    Cięcie kosztów osobowych…..

    Idealna metoda, to zlikwidowanie szkół w ogóle.
    Siedmiolatkowi zafundujmy komputer, dostęp do sieci.
    Koszty energii zapłacą rodzice, zatrudni się jedynie kilku wykładowców i będzie się miało spokój na lata…..
    Niestety, dziecko to nie maszyna. Wymaga socjalizacji, dorastania w grupie rówieśniczej. Choć z punktu widzenia wąsko myślących w kategoriach zysku, to koszty zbędne….
    Najlepiej, by od razu nadawał się taki osobnik do pracy….

    A na poważnie
    Budżet oświaty, konsumowany prawie w całości przez płace, to chyba jakieś 4% PKB. Nawet przed wojną wydawano więcej.
    Po likwidacji internatów, szkół przyzakładowych, koszt edukacji dzieci z małych miasteczek i wsi wzrósł niebotycznie.
    A tam właśnie jest najwięcej bezrobotnych.
    Efektem będzie dziedziczenie biedy, lub wyjazdy desperatów.
    O to chodzi?

    W moim sporym mieście było około 40 szkół zawodowych- resortowych i przyzakładowych, 13 internatów, 6 liceów.
    Szkół zawodowych ocalało z sześć, internat jeden, liceów zaś mamy dwanaście….
    Dlaczego nastąpiło takie przeprofilowanie?- pieniądze…..
    Coś co było krajową INWESTYCJĄ w przyszłość społeczeństwa, stało się KOSZTAMI miasta. A co zmusi miasto do inwestycji w CUDZE dzieci, pochodzące z innych regionów Polski?
    Mógł być to bon oświatowy, niestety, w życie nie wszedł…..

    Interesy lokalne nie powinny stać w sprzeczności z interesami Państwa, a tak się właśnie w przypadku oświaty stało.

    Jeszcze jeden problem- to przyszłość.
    Likwidowane przez krótkowzrocznych polityków obecnie placówki oświatowe, trzeba będzie za kilka lat odtwarzać.
    A przecież budynki sprzedane prywatnym inwestorom, nie będą stały puste. Zmienią przeznaczenie. Skąd wezmą się pieniądze na nowe?

  14. @zza kałuży
    /I dlatego od zerówki do końca gimnazjum wydają dwa razy więcej pieniędzy na jednego ucznia aniżeli Polska?/
    Nie wiem ile wydaje się na jednego ucznia w Szwecji i w Polsce. Jeśli dwa razy więcej w wartościach bezwzględnych (?), to znaczy, że Szwedzi w stosunku do PKB na głowę wydają ponad dwukrotnie mniej niż Polacy, bo są ponad 4 razy bogatsi, jak można sprawdzić tutaj:
    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_GDP_(nominal)_per_capita

    /Mniej szkół! Więcej więzień! Silniejsza armia!
    Państwo nie ma pieniędzy! Nie rozumiecie ludziska?!/
    Takim tonem może Pan sobie rozmawiać ze swoim psem.
    Nigdzie nie pisałem o żadnych więzieniach ani wojsku.

  15. Jarek
    21 czerwca o godz. 14:05

    Jest taka dojna krowa, która z budżetu państwa doi co najmniej 5 miliardów rocznie, przy budżecie oświaty 46 miliardów…..
    Ale to ŚWIĘTA krowa, jej wolno…..
    A dziewięć % więcej nakładów, to byłoby sporo.

  16. @jarek
    /ja skłaniałbym się do szukania oszczędności gdzie indziej./
    Proszę napisać, gdzie.
    Deficyt finansów publicznych w zeszłym roku: 83 mld zł.

  17. Tutejszy Mazur to juz drugi powod dla mnie, zeby nie jezdzic na ukochane kiedys Mazury.
    Mazur jest ideologiem, wiec wlasciwie nie ma co dyskutowac, ale czasem czara sie przelewa. Na szczesie ideolodzy maja to do siebie, ze wczesniej czy pozniej wiklaja sie w sprzecznosci. Mazur wikla sie wczesniej, wlasciwie od razu. Pisze na ten przyklad, ze linux i wiki to dzialanosc charytatywna, wiec niech sobie bedzie, na razie nie poslemy do gazu.
    Problem w tym, drogi mazurze, ze caly internet powstal jako dzialnosc ‚charytatywna’, a jego rozwojem przez dzisieciolecia zajmowala sie rakowata narosl zwana panstwem. Jescze wczesniej ten sam monstrualny twor doprowadzil do powstania pierwszych komputerow. Gdyby nie charytatywne zapedy panstwa, biedny maly Bil Gates po dzis dzien
    w tatusinym garazu strugalby kozikiem liczydla (Gospodarz zapewne nazwalby to abacus,
    fr.: abaque). Kogo lub co strugalby maly mazur pozostawiam domyslnosci.

  18. Krzysztof Mazur 21 czerwca o godz. 14:26
    „Nie wiem ile wydaje się na jednego ucznia w Szwecji i w Polsce”
    Nie wiem ale będę komentował sensownośc testów PISA. Wiem, że są stresujące ale wziąłem to z sufitu. Nie wiem jakie zbieraja dane i w jaki sposób je analizują ale będę filozofował. Bo mam akurat dużo czasu i gotową opinię na każdy temat. Wiem, że trzeba zmniejszyć liczbe nauczycieli ponieważ moje wnuki kończą pięćdziesiatkę a imion moich prawnuków nie jestem w stanie zapamietać i co mnie ta cała szkoła obchodzi. Będę sobie pontyfikował, a co?
    Pieniędzy nie ma bo nie ma. To nie jest żaden problem właściwego ustalenia priorytetów. Nie ma pieniędzy bo znikli. Na innym blogu napiszę moją iluminację na temat wojska i wydatków na wojsko. No a na trzecim palnę esej na temat więziennictwa. Proszę nie mieszać tematów. Tak jak ja nie mieszam blogów.

  19. Nie bardzo wierzę w uzdrawiającą niewidzialną rękę rynku w oświacie a zwłaszcza w recepty głoszone przez samorządowców i prof. Balcerowicza. Powodów jest kilka.
    1. Trzeba usilnie pamiętać o negatywnej selekcji do zawodu. Przywileje i to, co rząd określa podwyżkami dla nauczycieli miało przede wszystkim zahamować ten straszy trend, że do zawodu nauczyciela szli ci nieliczni z powołania i ta większość bo nigdzie indziej nie miała szans.
    2. Trzeba usilnie pamietać, że niskie pensje to konieczność dorabiania na boku z oczywistą szkodą dla podstawowej pracy.
    3. Nie ma co naiwnie wierzyć, że zadziałają tu prawa rynku, choć rzeczywiście zły nauczyciel wypiera tego dobrego jak to Kopernik odkrył.
    4. Jest naiwnością wierzyć, że nadzór samorządów nad szkołami przyczyni się do poprawy jakości nauczania. Dla urzędników jakość nauczania to abstrakcja a budżet to realność.
    5. Jest naiwnością wierzyć, że dyrektorzy szkół, rozliczani z posłuszeństwa samorządom i porządku w papierach za cel nadrzędny postawią sobie zwiększenie jakości nauczania.
    6. Jest kompletną naiwnością wierzyć, że rodzice uczniów będą wymuszać na szkolach zwiększenie poziomu nauczania.
    7. Jest naiwnością wierzyć, że dyrektorzy szkół zagrożonych zamknięciem będą szukać ratunku w zwiększeniu poziomu nauczania.

    Niestety, z oświatą jest tak samo jak z angielskimi trawnikami – trzeba o nie dbać latami a nie zmieniać metod uprawy z każdym nowym ministrem.

  20. Poniewaz tu i owdzie kometatorzy jak i Gospodarz powoluja sie na Ameryke, pozwole sobie dodac pare slow, albowiem znam edukacja amerykanska z autopsji.

    Otoz, w skali krajowej, 40% absolwentow szkol srednich nie umie czytac i pisac. W niektorych rejonach (Bridgeport, CT gdzie zdarzylo mi sie mieszkac) – 80%. Co nie przeszkadza ze ci mlodzi ludzie zostaja przyjeci na studia – uczy sie ich bowiem zdawania testow. Natychmiast po przyjeciu na studia pzrechodza wewnetrzny test czytania, pisania i arytmetyki. Rowno polowa olewa ten test, wiec ich sie wysyla na „remedial year” gdzi sie ich uczy czytania, pisania itede. test sie powtarza, i znow polowa test olewa. Wiec ida ponownie na „remedial year”.. Itede. Gdy w Kaliforni wydano prawo ze mozna tylko raz odbyc „remedial year”, doszlo do rozruchow, niszczenia mienia i rozpedzania pzrez policje. Prawo zostalo zaksrzone pzrez lewakow islubba ACLU jako „niekonstytucyjne” bo „pozbawiajace mlodziez szans”. Wiec z prawa sie wycowano, ale uniwersytety zaskarzyly do sadu Wydzial Edukacji o zwrot cos 20 milionow rocznie za „remedial education”. Nie wiem czym sie skonczylo

    Nikt nie ma watpliwosci ze amerykanska edukacja jest do niczego i jest to zwiazane z poziomem nauczycieli. Amerykanscy studenci nie umieja operowac na ulamkach nie dlatego ze sa genetycznie glupi, a dlatego ze wiekszosc amerykanskich nauczycieli tego nie potrai. Co wiem, bo wykladalem na Studioum Doskonalenai Wiedzy o Ulamkach dla nauczycieli. Zas nauczyciela mzona zwolnic z tego powodu ze narusza „normy moralne” (jak zwolniono nauczycielke ktora wziela udzial w „bikinii contest”) ale nie za to ze zle uczy. Albowiem praca nauczyciela kontrolowana jest przez wszechmocne Zwiazki.

    Ludnosci sie to coraz mniej podoba, o czym swiadczy przyklad stanu Wisconsin. Otoz, oew Zwiazki, kontrolujace wydatki publiczne, a zwlaszcza na oswiate, doprowadzily prawie do bankructwa stanu. Oczywiscie, rozdawanie pieneidzy na lewo i prawo to domena Demokratow, a Wisconsin od co najmniej 75% jest stanem w ktorym wybiera sie tylko Demokratow. Do czasu gdy ludnosc zaczela miec dosc, i w ostatnich wyborach wybrala w 80% Republikanow. Republikanin, niejaki Walker zostal gubernatorem stanu.

    Pierwsza rzecza ktora Walker zrobil, bylo pozbawienie Zwiazkow praw w dziedzinie kontrolowania prac pracownikow publicznych, w tym nauczycieli. Pracownicy publiczni nie beda juz zatrudniani na umowach zbiorowych, a infdywidualnych. Wywolalo to oczywiscie wszieklosc zainteresowanych, i publiczne demonstracje w Madison, stolicy stanu trwajace cos 8 tygodni. Z niszczeniem mienia publicznego – straty byly cos kolo 10 milionoa dolarow. Demonstrowali pzrede wszystkim nauczyciele – przez owe 8 tygodni szkoly byly nieczynne – dla dobra ucznia, oczywiscie.

    Wsciekle Zwiazki pzreprowadzily referendum w sprawie odwolania Walkera, i zebraly dostateczna ilosc podpisow. Gubernatora Walkera odwolano. Dwa tygodnie temu odbyly sie ponowne wybory. I co? Ano, Republikanin Walker wygral. A pzrewage nad kandydatem mial dwukrotnie wieksza niz w popzrednich wyborach. Co swiadczy o tym, ze obywatele maja dosyc tutejszego wydania „Karty Nauczyciela”.

    Pare stanow poszlo za Wisconsin. Zobaczymy co bedzie.

    Coz, Zwiazki to ostatni relikt Komuny., Podobnie jak „Karta Nauczyciela”. W USA, Zwiazki zniszczyly pzremysl samochodowy i niszcze edukacje. Pzremysl samochodowy ze Zwiazkami sobie poradzil. Mam nadzieje ze edukacja tez sobie poradzi

    Acha, a jak idzi o korzystanie ze zrodel amerykanskiej prasy: – zanim sie cos zacytuje, proponuje sprawdzic jaka polityczna afiliacje ma dane zrodlo. New Yorker jest moim ulubionym tylko dla dowcipow rysunkowych i „fiction” Oraz rubryki kin i teatrow. Z publicystyki az kapie czerwona farba. Podobnie proponuje ostroznei z przykadami z Francji. Od czasu gdy wybrano tam komuniste, Francja przestala byc dla mnie autorytetem w czymkolwiek

  21. sub: „Gdyby nie charytatywne zapedy panstwa, biedny maly Bil Gates po dzis dzien
    w tatusinym garazu strugalby kozikiem liczydla ”

    Czy moze pan rozwinac to zdanie? Jakos stoi mi ono w poprzek z tym co wiem na temat Billa Gatesa

  22. Ja: ” Wisconsin od co najmniej 75% jest stanem w ktorym wybiera sie tylko Demokratow”

    Powinno byc: 75 lat

  23. Acha, zapomnialem… Zarekomendowac ksiazke „Redesigning Education”, Kenneth G. Wilson i Bennett Davis. Wilson dostal Noble z fizyki w 1988 i nie jest pierwszym Noblista ktory usilowal spowodowac reforme amerykanskiego nauczania. Innym byl Richard Feynmann, rozniez Noblista i rowneiz fizyk. Wysilki obu spelzly na niczym. Zwiazki okazaly sie byc w poprzek.

    W ksiazce Wilsona, specjalnie ciekawy jest rozdzial: Missing Link – How the Structure of the Teaching Profession Thwarts Innowation w ktorym sugeruje ze nauczyciele sa glownym „waskim gardlem” edukacji. Ale nie tylko – nastepny rozdzial nosi tytul The Culture of the School – Educational Politics and the Problem of Change.

    Ciekawa lektura, nie tylko z punktu widzenia amerykanskiego systemu edukacji, ale edukacji w ogole. Szkoda ze jest to przyslowiowe „wolanie na puszczy”

  24. trudno, zeby sobie dziewczynki w szkole lepiej nie radzily,
    kiedy(przynajmniej w mojej okolicy global village) 80% ciala pedagogicznego
    jest „piekne”.

  25. zapomina Pan o jednym Panie Edwinie, mianowicie ze plankton nauczycielski to jeden z wiekszych beneficjentow transformacji. wystarczy wyjsc poza stolice i zobaczyc jak wyglada uklikowiona przez nauczycieli Polska powiatowa! skoro ubylo podobno 1.5 milona uczniow, a nauczycieli w tym samym czasie kilka tysiecy, to cos tu nie gra! trzeba zrobic konkretne ciecia zanim najslabsi z nich dociagna do emerytury! jakos nie slychac obrony w mediach zwyklych pracownikow, ktorzy maja byc „elastyczni” i tacy tam [czyli tani, dyspozycyjny i bez szans na jakakolwiek poprawe swojej sytuacji materialnej!]….

  26. Panie Bendyk dobry wpis,będę tu zaglądał. Jako nauczyciel wprawdzie już na wylocie (2 lata do emerytury), żywo jestem jednak zainteresowany, tym co się dzieje w polskiej oświacie. Niepokoją mnie łatwe recepty i proste sposoby uzdrowienia jej, przede wszystkim ustawiczne mieszanie we wszystkim co można. Odnoszę wrażenie, że gdzieś tam wyżej, w samorządach, ministerstwie, siedzą smutni panowie i panie zacierając pokryte odciskami od klawiatur rączki, powtarzają chrypliwym szeptem
    ” co by tu jeszcze spieprzyć panowie, co by tu jeszcze…”
    Dziękuję; „zza kałuży”, „jarkowi” i „wieśkowi 59”, za rozsadek i mądrość wypowiedzi, to ostatnimi czasy dość rzadki ptak.

  27. Nie jestem ekspertem ZNP, ale przez szereg lat miałem kntakt z absolwentami liceów, czyli maturzystami. Obserwowałem wyraźne obniżanie się poziomu ich (maturzytów) do studiowania. Nie tyle chodzi o faktografię ile o zdoność do myślenia i kojarzenia. Testy nie są może idealne, ale proby odczytania pisanych przez studentów odpowiedzi, przekracza granice normalności. Najczęściej czytanie musi być wspólne.
    Może system w USA nie jest wzorem, ale jeden wnuk jest już na studiach a drugi ukończył odpwoeidnik naszej podstawówki. Testy są tam dniem powszednim, ale szkoła próbuje „wyłapywać” uczniów zdolniejszych, i mimo wszystko, uczyć myślenia. Podzielam pogląd, iż poważną część odpowiedzialności za marny poziom maturzystów ponosi petryfikacja systemu oświaty, czyl Karta Nauczyciela.

  28. http://www.sim.wz.uw.edu.pl/issue5/04.pdf

    Ciekaw jestem, czy ktoś poważny czyta takie opracowania jak powyższe.
    Jak na razie, wydatki na oświatę są porównywalne z tymi, jakie ponoszą inne kraje OECD.
    Geniusze od usprawniania, szukają złotego zegarka……?

    Moim prywatnym zdaniem, sprywatyzowanie szkół zaowocuje kolejną falą ogłoszeń typu „matura w rok”
    Absolwenci tych szkół zaś, o tabliczce mnożenia i czytaniu, nie będą mieli pojęcia.
    Złośliwie można napisać, że będziemy wykonawcami dalece przekraczającymi zamierzenia planu
    „Polak ma umieć czytać, pisać i liczyć do 500”
    W końcu, wystarczy to do rozbiórki tusz, na zmywak już niekoniecznie…

  29. h2ols
    21 czerwca o godz. 19:28

    Gdyby ktoś MYŚLAŁ, to po prostu nie zatrudniał by nowych pracowników i wymiana pokoleń załatwiłaby sprawę.
    Ale to powinno być planowane z wyprzedzeniem.

    Polacy i przede wszystkim Polki, zburzyli plan porodów, miejsc w przedszkolach i szkołach, w Szkocji i Londynie.
    Brytyjskie służby nie załamywały rąk, ale zmieniły plany.
    Ale one je MIAŁY- z wyprzedzeniem na lata.

    Za chwilę zostaniemy zaskoczeni brakiem geriatrów i miejsc w domach starców- zresztą, już ich nie ma, tak samo jak pieniędzy na nie….

  30. @Mazur To ciekawe, że akurat ja mam wskazywać gdzie szukać oszczędności, a na przykład zwolennicy budowy stadionów, prowadzenia skazanej na porażkę wojny w Afganistanie, utrzymywania zupełnie zbędnej wyższej izby pralamentu, tworzenia kolejnych służb specjalnych, utrzymywania funduszu kościelnego, rozszerzania funkcji IPN ponad sensowny obszar działań edukacyjnych i naukowych, przywilejów emerytalnych dla służb mundurowych nie muszą wskazywać skąd brać na to pieniądzę. Profesor Balcerowicz, który teraz z dużym zaangażowaniem walczy z kartą nauczyciela i żąda racjonalizacji czytaj zmniejszenia wydatków na oświatę jako czynny polityk przeforsował system wysokich i bardzo kosztownych dla budżetu odpraw dla góników, żeby chwilę potem dać się wybrać do Sejmu z okręgu wyborczego będącego największym beneficjentem tego systemu osłon socjalnych. Słowem punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  31. Już myślałem, że w dyskusji o Karcie Nauczyciela uczestniczą sami idioci a tu rozczarowanie. Mądra wypowiedź!

    A z mądrą wypowiedzią nie należy dyskutować bo tylko można zepsuć jej efekt, więc życzę Panie Redaktorze sukcesu. Na koniec jednak przyznam, że raczej nie wierzę aby to co Pan napisał trafiło i przekonało. Ma Pan rację ale to nikogo nie interesuje – niestety!

    Uszczęśliwiacze ludzkości już zadecydowali – Karta jest zła, nauczycieli z czapka hańby na głowach do roboty na polach ryżowych, a edukacją zajmą się dziennikarze różnych maści (szczególnie z GW) bo oni z definicji znają się na wszystkim.

  32. @ Krzysztof Mazur Przepraszam za niezamierzone pominięcie Pańskiego imienia w moim poście.

  33. Balcerowicz nie wymyślił budowy stadionów, wojny w Afganistanie, senatu, służb specjalnych, funduszu kościelnego, IPN, ani przywilejów emerytalnych dla mundurowych. Przeciwnie Balcerowicz zniół te przywileje emerytalne, co zostało niestety cofnięte w następnej kadencji przez rzad Millera i SLD (razem z PO, która też za tym zagłosowała). Specjalne emerytury dla górników też nie stworzył Balcerowicz, tylko sejm w 2005 roku głosami SLD, PSL i PiS. Balcerowicz z wielkim zaangażowaniem walczy nie tylko z kartą nauczyciela, ale i emeryturami mundurowymi i górniczymi.
    Jeśli chodzi o odprawy górnicze to nie pamiętam kiedy zostały wprowadzone, ale Balcerowicz nie był premierem ani ministrem chwilę przed 1997 rokiem, kiedy został wybrany posłem, tylko 6 lat wcześniej. Poza tym zwyczajowo krytykuje się neoliberałów za brak odpraw.

    To wszystko jest słuszne ale obecnie już niewystarczające. Żeby państwo przetrwało musi też podnieść podatki i ograniczyć wszystkie pozostałe wydatki.

  34. A moze sprawe postawic tak:

    1. Jaki najlepszy system mozna miec za te srodki ktore przenacza sie obecnie?
    2. Jaki najlepszy system mozna miec za srodki zredukowane i czy bedzie on zadowalajacy?
    3. Ile potrzeba na najlepszy system ktory mozna stworzyc?

    I omowic to dokladnie, na specjalnie przeznaczonym, otwartym forum, albo wrecz sieci takich forow.
    ………..
    Wystarczy policzyc wydatki w przeliczeniu na jednostke potem odjac je od sumy lat ktore dzisiejszy dzieciak spedzi w pracy, pomnozonych przez roczna produktywnosc, a okaze sie ze w wychowanie i edukacje warto inwestowac i to bardzo.
    …………..
    Natomiast dziury w budzecie mozna zalatac z rozwoju turystyki. Jezeli Polska byla w stanie zabawic milion przez miesiac, to znaczy ze jest w stanie ( juz dzis ) zabawic 12 milionow przez rok. Z ‚Polityki’ dowiedzialem sie ze 8 na 10 gosci Euro 2012 chetnie zarekomenduje Polske swoim znajomym. Lepszy wynik to czysta abstrakcja.

  35. @Jarek, 21 czerwca o godz. 14:05
    „Teza o konieczność zwalniania nauczycieli wobec spadku liczby uczniów jest oparta o ukryte założenie, że wyjściowe proporcje liczby uczniów do liczby nauczycieli były optymalne.”

    Nie analizowałem ostatnich danych, ale z tego co pamiętam z poprzedniego raportu, ten stosunek (uczeń/nauczyciel) był u nas nieco poniżej średniej OECD. Jeżeli więc na przestrzeni czterech lat obniżył się jeszcze (w dziesięcioleciu ubyło nam ponad milion uczących się, liczba nauczycieli prawie bez zmian) nie wydaje się być znacząco wysoki.
    Oczywiście można i należy zweryfikować te dane z ostatnim raportem, ja jedynie sygnalizuję na gorąco z pamięci.

    @wiesiek59, 21 czerwca o godz. 14:23
    „Jeszcze jeden problem- to przyszłość.
    Likwidowane przez krótkowzrocznych polityków obecnie placówki oświatowe, trzeba będzie za kilka lat odtwarzać.”

    Obawiam się, że to teza na wyrost.
    Jeżeli ma Pan na myśli demografię, to niestety, nie ma na to szans.
    Procesy demograficzne są niesłychanie wolnozmienne i odwrócenie trendu nawet przy zdecydowanych działaniach stymulujących to jest perspektywa znacznie dłuższa niż kilka lat. (Zresztą takich działań na razie nie zauważyłem). W perspektywie lat dziesięciu wiadomo z dobrym przybliżeniem, że ubędzie nam kolejne 600 tys. uczniów.
    Nagła zmiana mogłaby być spowodowana jedynie jakimś czynnikiem migracyjnym; powiedzmy wróciłoby z jakiegoś powodu w krótkim czasie milion emigrantów, lub napłynęliby imigranci w podobnej liczbie. Jednakże utrzymywanie szkół na taką hipotetyczną ewentualność, to już coś zgoła irracjonalnego. (Podobnie można by przygotować milion mieszkań)

  36. DVC 22 czerwca o godz. 17:32
    Kolejny wpis z cyklu „nie wiem, nie sprawdzałem, ale o ile (źle) pamietam to się wypowiem”

    „W perspektywie lat dziesięciu wiadomo z dobrym przybliżeniem, że ubędzie nam kolejne 600 tys. uczniów.”
    Ręce można załamać.
    „W perspektywie 10 lat” ubędzie uczniów w wieku 19-24, czyli studentów oraz uczniów w przedziale 16-18, czyli licealistów.
    Liczba uczniów w przedziale od 13-15, a więc gimnazjum, po przejściowym osiągnięciu bardzo płytkiego minimum w latach 2016-2017, około roku 2022 wróci do poziomu z 2012. Liczba dzieci w wieku przedszkolnym, a więc od 3-6 także w roku 2022 będzie taka sama jak w 2012, z tym, że po drodze przejdzie przez nieznaczne maksimum około roku 2016. Liczba uczniów w grupie 7-12 zwiekszy się zaś o kilkanaście procent.

    Dla takich blogowiczów jak DVC planowanie i dyskutowanie o edukacji to jedna wielka szara plama. „Rzuci się” uniwersyteckiego wykładowcę mikrofal do podstawówki, będzie katechetą w ósmej klasie. Śpiewać każdy może.

  37. DVC
    22 czerwca o godz. 17:32

    Nie jestem pewien, czy duże aglomeracje typu Wrocław, gdzie ludności ciagle przybywa, powinny infrastrukturę oświatową likwidować.
    Jest faktem wyludnianie się wsi i ściany wschodniej.
    Za myślenie perspektywiczne włodarzy miast rozwojowych, głowy nie dam….

  38. Ps.
    Kapitalny wykład Baumana…..
    Żyjemy w interregnum, Europa bedzie się kurczyć i potrzebować imigrantów. Decydenci na ten temat nie mają koncepcji.

  39. To ja tylko przypomnę że Plan Balcerowicz anie zrealizował ani jednego z wskaźników jakie zakładano przy jego rozpoczęciu. Jest to najbardziej niekompetentne wydarzenie ekonomii na świecie, które jakimś wielkim trafem zakończyło się bez poważnych konfliktów społecznych ( typu wojna domowa) choć całkowicie zrujnowało polski przemysł. Tym którzy sądzą że jest inaczej – proponuję wskazać listę Polskich produktów nieżywnościowych jakie kupują w sklepach. Przypomnę tylko że wg. Balcerowicza bezrobocie miało wynieść nie więcej niż 10% ( a wyniosło ponad 20%) oraz nie trwać dłużej niz 2-3 lata ( a trwało ponad 10 lat – w zasadzie do dzisiaj jest w okolicach 20% – oficjalnie 13%). Balcerowicz nie tylko nie jest mężem opatrznościowym, ale nawet nie jest kompetentnym ekonomistą. Kompletną degrengolada wykazał się broniąc fikcji OFE.
    Co byście Panowie powiedzieli o budowniczym mostów który niedoszacowął jego długości o 50%?

    Dodam że grunt pod takei działania jak opisane w felietonie przygotowywano już od dawna. W necie można znaleźć „raport” „zespołu” „ekspertów” w którym użyto słowo lobbysta na określenie działaczy mniejszości pracowniczych – jak np. nauczyciele. W raporcie dowodzono że owi lobbyści sa niebezpieczeństwem dla gospodarki. Tak oto lobbystami stają się obywatele , zaś prawdziwi lobbyści ( by nie użyć bardzie dosadnego określenia) stają się „zatroskanymi o stan gospodarki państwa przedsiębiorcami”.

  40. free samples
    22 czerwca o godz. 16:55

    Mam kilka zastrzeżeń.

    Wystarczy policzyc wydatki w przeliczeniu na jednostke potem odjac je od sumy lat ktore dzisiejszy dzieciak spedzi w pracy, pomnozonych przez roczna produktywnosc, a okaze sie ze w wychowanie i edukacje warto inwestowac i to bardzo.
    =============

    Odchowanie 20 latka to przy obecnych cenach 200 000- nie licząc ceny kształcenia i opieki zdrowotnej.
    Na jakiej umowie i GDZIE będzie pracował za lat dwadzieścia?
    A jeżeli wyjedzie?
    Z umów śmieciowych niewielki jest podatek, a przedsiębiorca swoje zyski ma prywatne, nie państwowe- chyba że Państwo jest właścicielem, czy akcjonariuszem.
    Na umowie śmieciowej człowiek zarobi powiedzmy 15 000.
    Jak łatwo policzyć, spłaci dług rodzicom po piętnastu latach pracy……
    I tu właśnie mamy absurd sytuacji.
    Niskie pensje nie powodują wysokiej konsumpcji i możliwości posiadania progenitury. Implozja systemu…..

    No i za lat dwadzieścia, niekoniecznie człowiek w produkcji będzie potrzebny.

  41. Sądzę, że problem Karty Nauczyciela, czy szerszy problem (jak go red. Bendyk zechciał uogólnić) systemowego modelu szkoły – tego mianowicie na przykład, czy szkoły mają być prywatne i ma w nich działać neoliberalna niewidzialna ręka rynku, czy może państwowe i rządzić nimi mają światłe umysły zatrudnione w MEN – to są wszystko rzeczy, owszem, dość istotne, a jednak z pewnością nie kluczowe dla problemów edukacji. Nie tylko polskiej, bo te same mniej więcej zjawiska występują wszędzie na świecie i właściwie nie ma dziś kraju, który by nie próbował jakoś reformować własnego szkolnictwa.

    Czy amerykańskie charter schools są lepsze od przeciętnej sektora publicznego, czy są gorsze, z czego wynikają ewentualne różnice, czy w szczególności te szkoły mają np. większy, czy mniejszy procent uczniów niepełnosprawnych lub w inny sposób trudnych? Legendarna Sumerhill miewała w różnych okresach czasem wyłącznie dzieci trudne – i co najmniej dotrzymywała kroku średniej. Janusz Korczak również raczej nie pracował z dziećmi z elit. Dzisiejsze polskie szkoły SOS zajmują się w zasadzie ofiarami szkół publicznych – a są niezłe: sam zdecydowanie wolałbym taką szkołę od tej, którą pamiętam z własnej przeszłości, a było to znane wrocławskie XIV LO, już wtedy uważane za świetne. Szkoły autorskie, czy eksperymentalne, czy jakkolwiek inaczej je zwać, nie dlatego osiągają sukcesy lub porażki, że są państwowe, samorządowe, kościelne, społeczne, prywatne i nastawione na zysk lub prywatne i zasilane przez prywatnych darczyńców. Ważniejszy tu jest konkretny projekt i zaangażowani weń ludzie – w tym również rodzice i same dzieci mniej lub bardziej świadomie i z mniejszą lub większą determinacją angażujące się w alternatywę wobec dominującego, smutnego modelu. Istnieją badania pokazujące brak korelacji między nakładami na oświatę, nawet wielkością przeciętnych klas (która, wydawałoby się, ma oczywiste znaczenie), a osiąganymi przez uczniów wynikami – powinniśmy już dzisiaj wiedzieć, że proste recepty o systemowej skali nie istnieją. Jedyna korelacja, widoczna zawsze i sprawiająca wrażenie trwałej, ma środowiskowy charakter – uczniowie dziedziczą mianowicie zacofanie edukacyjne rodziców, podobnie jak dziedziczą nędzę, przy czym jedno oczywiście chadza w parze z drugim.

    Poziom edukacji w USA – często tu przywoływany w dyskusji. Sami Amerykanie oceniają własną oświatę fatalnie. Niezależnie od tego, jak dobre mają po temu powody, system jednak działa – i to działa lepiej niż gdziekolwiek indziej, jeśli wziąć pod uwagę fakt, że na listach najlepszych uniwersytetów i ośrodków naukowych ogromną większość miejsc zajmują amerykańskie instytucje, a i wśród laureatów Nobla Amerykanie mają wyraźną nadreprezentację. Jak to w tej dyskusji zauważono, tamtejszy system skutecznie wyławia talenty, nie przejmując się zanadto rzeczami w rodzaju wyrównywania szans. Amerykanie prawdopodobnie bardziej niż my uświadamiają sobie tę niejawną funkcję szkoły, która w istocie dla większości z nas jest jedną z ważniejszych: szkoły są miejscem, w którym zostawiamy własne dzieci, kiedy sami idziemy do pracy. Czy one się tam rozwijają i jak – to już dalsza sprawa.

    Redaktor Bendyk przywołał testy PISA, w których Polska notuje systematyczną poprawę jakości kształcenia. Pomijając akurat te konkretne i już legendarne testy – tu w dyskusji oceniono je zresztą łagodniej niż one na to zasługują – zbyt często w badaniach i analizach cytuje się ilościowe zestawienia wyników, a zbyt rzadko zagląda się w treść pytań i odpowiedzi. A tu wnioski bywają przerażające. I potrafią powiedzieć wiele. Kiedy wracała obowiązkowa matura z matematyki, OBOP przebadał licealistów na okoliczność ich ?matematycznego samopoczucia?. Ponad 72% z nich stwierdziło, że matematyka jest dla nich zbyt trudna i że jej nie rozumieją. Odpowiada to potocznym poglądom, według których byłoby całkiem możliwe, że 3/4 populacji po prostu nie ma matematycznych talentów i dysponuje umysłowością określaną jako humanistyczna. Pomijając fakt, że niezupełnie wiadomo, na czym polega rozróżnienie umysłów humanistycznych od ścisłych – tym z nas, którzy matematyki nie lubią i nie rozumieją, proponuję zajrzeć raz jeszcze do szkolnych podręczników. Zwłaszcza, jeśli szkołę skończyli na tyle dawno, że zdążyli się pozbyć lęków i zapomnieli koszmarów przed klasówkami. Matematyczne treści szkolnych podręczników są w rzeczywistości tak trywialne, że trzeba by cierpieć na fizyczne uszkodzenia mózgu, żeby ich nie być w stanie pojąć. Matematyczny talent lub antytalent ucznia zwyczajnie nie ma się szans ujawnić w konfrontacji z tak prostymi pojęciami. Za to antytalent nauczyciela – owszem. Każdy z tej większości z nas, którzy sami uważamy się za matematycznie nieuzdolnionych, dowiedział się o tym kiedyś w szkole i istotnie odtąd lekcje matematyki stały się dlań koszmarem, a sama matematyka – wiedzą tajemną, dostępną nielicznym wybranym. Matematyka jest tylko przykładem, w którym ostrzej i wyraźniej widać ogólniejsze zjawiska – to szkoła, a nie nasze umysłowe predyspozycje powoduje, że na resztę życia podstawowe i proste pojęcia rzeczywiście pozostają poza zasięgiem naszego pojmowania. Szkoła istotnie po prostu szkodzi na mózg, jak to kiedyś przy innej okazji napisała redakcyjna koleżanka redaktora Bendyka.

    Redaktor Bendyk sprzeciwia się neoliberalnemu doktrynerstwu, które widzi w ostrej wypowiedzi Balcerowicza. Bardzo słusznie, choć ja akurat nie sądzę, by się Balcerowicz wypowiadał w imię doktryny i by to robił bezrozumnie. Równie mocno, jak coraz powszechniejsza wiara w komputer, który sam z siebie uzdrowi edukację lub ją zastąpi i jak wiara w rynek, który zweryfikuje rzeczywistą jakość szkół, niepokoi mnie jednak pomysł, by bronić dzisiaj nauczycieli. Badania pokazują katastrofalnie złą jakość kadry i znów najłatwiej to pokazać na przykładzie matematyki. Uczniowie polskich szkół są w stanie powtarzać bezrozumne algorytmy i bywają w tym lepsi od swoich kolegów z innych krajów (w tym z Ameryki), natomiast nie umieją myśleć – nauczyciele są dokładnie tacy sami, co pokazano dość dobitnie w niedawnym raporcie ?Społeczeństwo w drodze do wiedzy?, choć opracowała go instytucja związana z MEN. Autorzy zadali sobie unikalny i spory trud i po prostu zajrzeli do treści testów, a nie tylko do wyników. Nauczycieli w Polsce jest ponad 650 tysięcy. Karta Nauczyciela ostała się właśnie dlatego, że jest ich tak wielu i dlatego, że nauczyciele mają wpływy w lokalnych środowiskach – to jest po prostu silny elektorat. Owszem, warto dbać o ich status, wynagrodzenie, warto robić wszystko, by podnieść ich kwalifikacje. Trzeba jednak mieć świadomość, że skutki wszystkich tych działań będą zawsze bardzo ograniczone. To zawsze będą ludzie przeciętni – jest ich zbyt dużo, żeby mogło być inaczej. A wyzwania, przed którymi stoi dzisiaj szkoła, wymagają ludzi z talentem na pograniczu geniuszu – i z ogromną pasją.

    Dobra szkoła – jakkolwiek ją sobie wyobrażać: z komputerami, czy bez, prywatną, czy może państwową – wtedy okaże się naprawdę dobra, jeśli zdoła zainteresować uczniów treścią tego, czego ich chce uczyć. To jest wielki problem kulturowy – bo w dzisiejszym wielobarwnym świecie osiągnąć to jest o wiele trudniej niż w dawnych czasach szkoły tradycyjnej. W odróżnieniu od tych czasów nie da się również po prostu kazać uczniom czytać podręczniki i odrabiać prace domowe. Przymus już nie działa – trzeba dzieciaki jakoś kupić. To jest kolejny powód, dla którego warto zajrzeć do podręczników. Są żałosne. Głupie, nudne, nieprawdziwe. Nie ma w nich niczego, co dałoby dzieciom choćby ułamek tych intensywnych doznań, które mają poza szkołą. Albo co miałoby szansę jakkolwiek je zainteresować. Proponuję również zajrzeć do ministerialnych opracowań podstaw programowych nauczania. I zwłaszcza do komentarzy. Wyziera z nich tępa mentalność apodyktycznych pruskich belfrów – można się tego przestraszyć. Kiedy się je czyta, ma się wrażenie, że tylko bardzo zły rodzic odda własne dziecko na wychowanie komuś, kto takie rzeczy napisał.

    Treść edukacji może być kluczem, którego szukamy – a nie nauczycielskie pensje, czy przywileje. Szkoły – mimo, że kontrolowane przez MEN – mają wszystkie szanse stać się szkołami autorskimi. Wolno im realizować własne programy, jak wspomnianym amerykańskim charter schools, a wymóg zgodności z podstawą programową da się w gruncie rzeczy spełnić łatwo: uczeń, który rzeczywiście rozumie matematykę na podstawowym poziomie, oczywiście bez trudu zda tę kretyńską, żenująco trywialną maturę, do której dzisiejszej szkole nie udaje się go wytresować.

    @Bendyk. Panie Redaktorze, wciąż czekam na Pańską reakcją na przesłane Panu opracowanie i propozycję współpracy przy ?pakcie dla edukacji?.

    Paweł Kasprzak

  42. Balcerowicz to Petelicki polskiej ekonomii . Takie same będą efekty jego przepoczwarzenia i kariery . Polskie szkolnictwo , jego upadek , jest konsekwencją moralnego upadku państwa , którego obywatele przestali być współgospodarzami , a stali się najemnymi pracownikami ponadnarodych korporacji , które przejeły media ,
    banki i centralne instytucje . Upadek polskiej szkoły jest wynikiem realizowania zaleceń ponadnarodowego okupanta , który zwariował z arogancji . Normalni ludzie na tak zwanym zachodzie są przerażeni upadkiem publicznej oświaty . Przykład staczania się polskiego szkolnictwa do poziomu publicznej oświaty „zachodu” jest jednym z objawów tej choroby zwanej globalizmem.

  43. Adalbercie,

    nie wypada Petelickim,ledwie ostygł,sobie wycierac.

    Jesteśmy permanentnie pod okupacją własnej głupoty.

  44. @Jurganowy „Jesteśmy permanentnie pod okupacją własnej głupoty.” – gdyby to mogło być takie proste. Niestety nie jest – jest to głupota stymulowana, fakt, że w sposób który ma w Polsce wielowiekową tradycję. Tyle że użycie słowa „głupota” w zasadzie rozmija sie z właściwą kwalifikacją czynu. Przykład podobnych problemów z dawnych lat: http://fiksacie.wordpress.com/2012/02/25/pawel-jasienica-polska-anarchia-cytat/

  45. _”Anarchia przemogła ongi w Rzeczypospolitej ponieważ rząd królewski szedł poprzednio przeciwko społeczeństwu, zmarnował jego dorobek umysłowy i dobrą wolę. Istota owej anarchii polegała na rozpasaniu wielkich. To było jej koło napędowe. Tłum szlachecki nie wynalazł sobiepaństwa. Zawiedziony i zbałamucony poszedł w ślady tych co […] uważali że wolno w Polsce ? a raczej w Rzeczypospolitej ? jak kto chce?
    Taką maksymę wyznawali w całej Europie rozmaici panowie de i von. Ale tam z biegiem czasu hamulce potężniały. U nas beznadziejnie słabły bo sama władza centralna nie pofatygowała się wzmocnić się w porę. I robiła rzeczy które musiały demoralizować poddanych. […]”_

  46. I dalej: „Wynika stąd wniosek, który śmiało można podnieść do godności prawa historii. Człowiek jest bezbronny wobec własnego przywileju. Samo istnienie przywileju jest złem. Lecz brak kontroli nad uprzywilejowanymi, kontroli niezależnej od nich, musi doprowadzić do anarchii i katastrofy.
    Władza państwowa Rzeczypospolitej za długo brała stronę wielkich przeciwko małym. I zbyt często dbała bardziej o własne doktryny i ambicje niż kraj.”

    Jasienica o „Świętej Własności Prywatnej, umowach śmieciowych, traktowaniu obywateli, wyrzeczeniach społeczeństwa, roli wielkiego biznesu” w przeddzień zaborów…

  47. Ciekawe, że kogo by nie spytać co sądzi o zawodzie nauczyciela, to niemal zawsze słyszę, że nauczyciel jest be, opływa w bogactwo, ma mało godzin, długie wakacje itd. Owszem, tylko że nadchodzi niż, młodzi ludzie z wykształceniem nauczycielskim mają problemy z pracą, bo chętnych wielu, a starsi wyjadacze muszą doczekać do emerytury, przecież od niedawna wydłużonej, społeczeństwo coraz głupsze pomimo ilości dyplomów (a to ci paradoks!) a znajomi nauczyciele na co dzień na brak problemów nie narzekają. W moim przekonaniu pomysły edukacyjne w naszym kraju są coraz gorsze. Niestety.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php