Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

14.11.2012
środa

Konferencja 2.0.12, przemysłach kreatywnych w Krakowie

14 listopada 2012, środa,

Kraków jesienią zyskuje, bo znacznie mniej w nim turystów. Co prawda wiele czasu na chodzenie po mieście nie miałem, pędziłem do starej remizy tramwajowej na Świętego Wawrzyńca, dziś Muzeum Infrastruktury Miejskiej na konferencję 2.0.12 Przemysły kultury. Dostałem zadanie, żeby do tematu wprowadzić.Sprawa nie jest łatwa, bo próba zdefiniowania przemysłów kultury jest równie trudna, jak definiowanie kultury. Łączenie kultury z gospodarką to trochę tak, jakby próbować zaklasyfikować pegaza jako konia i spróbować założyć mu chomąto, żeby orał. Produktywność pegaza nie polega na jego dziennym urobku na ugorze, podobnie jest z kulturą i opartą na kulturze kreatywnością. Stąd zdecydowanie bardziej odpowiada mi mówienie o gospodarce kreatywnej, w ujęciu takim choćby, jak proponuje prof. Jerzy Hausner we wstępie do książki „Od przemysłów kultury do kreatywnej gospodarki” wydanej w 2010 przez Narodowe Centrum Kultury:

Zasadnicza, cywilizacyjna zmiana społeczna nie polega tylko na tym, że dobra i usługi symboliczne, niematerialne – w tym dobra i usługi kulturalne – stanowią coraz większy wolumen wytwarzania i konsumpcji, ale też na tym, że sfera symboliczna przejmuje w mechanizmie rozwoju społeczno-gospodarczego tę rolę, którą dotychczas wypełniała sfera materialna.  A to powoduje, że zmienia się nie tylko gospodarka, ale także społeczeństwo i państwo.

Mówienie o przemysłach kreatywnych jako sektorze gospodarki skazane jest na wiele trudności, bo po prostu nie dysponujemy dobrymi statystykami. Zebrałem różne dane, rozbieżności są olbrzymie. W zależności od źródeł w Polsce w przemysłach kreatywnych pracuje od 180 tys. do blisko 380 tys. pracowników. I albo jesteśmy na samym końcu europejskiego peletonu, albo np., jak pokazuje raport ONZ z 2010 na miejscu 17 na świecie pod względem eksportu dóbr i usług (co ciekawe, w eksporcie dóbr i usług związanych z dizajnem zajmujemy miejsce 8, co cieszy choć wymaga dobrego wyjaśnienia).

Ciekawą próbą mówienia o kreatywności jest publikacja „Klasa kreatywna w Polsce. Technologia, talent i tolerancja jako źródła rozwoju regionalnego” pod redakcją prof. Krzysztofa Klincewicza. Klincewicz adaptuje do analizy rozwoju polskich regionów metodologię Richarda Floridy i pokazuje, że istnieje silna korelacja między „kapitałem kreatywnym”, na który składają się 3T: talent, technologia i tolerancja, a poziomem rozwoju regionalnego. Problem z naszymi badaniami, że odnoszą się do regionów, a nie do metropolii (brak odpowiednich danych).

Cóż, rusza jednak foresight przemysłów kreatywnych, jest więc szansa żeby uporządkować dyskusję. Poniżej moja prezentacja.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 14

Dodaj komentarz »
  1. Pominąwszy krytykę metodologii Floridy, widzę jeszcze jeden problem:
    Kategorie UE i polska debata na temat przemysłów kreatywnych praktycznie nie uwzględniają inżynierii.

    W danych, na które Pan się powołuje, nie ma sektorów związanych z BiR przemysłowym, wdrożeniami etc. Więc postulat neoindustrializacji czy zielonej gospodarki wisi w próżni. Kilkanaście slajdów o wzornictwie przemysłowym, sektorze kulturalnym czy reklamowym, a potem nagle skok w fotowoltaikę czy wiatraki. Tymczasem dyskusje o roli kultury nie zastąpią sensownej edukacji przyrodniczo-technicznej. Spece od teatru czy reklamy nie wymyślą nowego przemysłu.

    Niestety komentatorzy Floridy zbyt często wybierają tylko komponent kulturalny, zapominając o tym, że sam R.F. nie popełniał tego błędu. Wyraźnie widać to np. w polityce rozwoju Łodzi, gdzie komponent „techniczny” jest traktowany po macoszemu, bez wizji strategicznej.

  2. @Marcin Zaród: właśnie dlatego zaproponowałem taki układ prezentacji, by odejść od wąskiego myślenia w kategorii przemysłów kreatywnych, bo wówczas z kwestii bliskich inżynierii zostaje tylko oprogramowanie i dizajn. A w wizji kreatywnej gospodarki można sprawy ustawić inaczej. Jeśli chodzi o Floridę, to trzeba rozróżniać jego koncepcję klasy kreatywnej, która jest taka sobie od poszukiwania czynników rozwoju regionalnego. Klincewiczowi wyszły dobre korelacje, warto dyskutować.

  3. Gospodarz: „Klincewicz adaptuje do analizy rozwoju polskich regionów metodologię Richarda Floridy i pokazuje, że istnieje silna korelacja między ?kapitałem kreatywnym?, na który składają się 3T: talent, technologia i tolerancja.”

    Nie rozumiem tego zdania. Czy mozna prosic o wyjasnienie „istnieje silna korelacja miedzy kapitalem kreatywnym”. Miedzy „kapitalem kreatywnym” a czym? Wyglada mi jak niedokonczone zdanie

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gospodarz: „bo wówczas z kwestii bliskich inżynierii zostaje tylko oprogramowanie i dizajn”

    Czyzby Gospodarz uwazal ze niczego innego kreatywnego nie ma w inzynierii oprocz oprogramowania i „dizajnu”? A gdzie zaszufladkowac mojego znajomego, inzyniera jak najbardziej, ktory zajmuje sie tym aby samochody mniej palily benzyny i mialy czystsze spaliny? Podstawowym nazredziem owego inzyniera jest matematyka… Nei zajmuje sie ani oprogramowaniem, ani dizajnem, zajmuje sie algorytmami i modelowaniem matematycznym.. Skoro to nie jest oprogramowanie, to czy to jest „dizajn”? A jak zaklasyfikowac moja dzialanosc, czyli wymyslanei nowych algorytmow do optymalizacji logistyki? To tez nie ejst oprogramowanie. Czy to jest „dizajn”? I czy to jest „kreatywne”? A moze nie?… Dlaczego kreatywny moze byc „tworca” ktorego tworczosc polega na owijaniu drzew papierem toaletowym?

  6. Ciekawa prezentacja, ale podzielam zdanie Pana Marcina Zaroda: tworcza inzynieria jest pominieta. Odpowiedz Gospodarza Panu Marcinowi nei wydaje mi sie wystarczajace.

  7. No i co by dała statystyka?

  8. @Krzysztof Mazur: nic, dlatego podczas prezentacji powiedziałem, że najbardziej twórczym elementem przemysłów kreatywnych jest sektor badań przemysłów kreatywnych. Dla mnie istotne jest jest badanie czynników rozwoju i kreatywności jako źródła nowych idei, czyli kluczowego czynnika w endogennej teorii wzrostu.

    @Andrzej Lewandowski: piszę tylko, że w świetle klasyfikacji przemysłów kreatywnych pasują do niej oprogramowanie i dizajn. Z tego nie wynika, że uważam, że inne sfery twórczości inżynierskiej są niekreatywne. Przy Klincewiczu zabrakło kawałka zdania, przepraszam, uzupełniłem.

  9. Dam konia z rzędem, kto mi wyjaśni pojęcie „foresight przemysłów kreatywnych”. Po co takie bzdury pisać? Żeby się popisać znajomością jęz. angielskiego? Albo „eksport dóbr i usług związanych z dizajnem”. To takie dziwolągi językowe, nie mające wiele wspólnego z naszym językiem ojczystym.

  10. @Andrzej: dziękuję za językową czujność, był kiedyś pomysł, żeby zamiast komputer mówić liczyk, tak jak u Czechów. U nich się przyjęło, u nas nie – w etapie przejściowym mówiono kompjuter. Język żyje, ile w polskim jest polskiego? Konia z rzędem, jeśli Pan jest w stanie policzyć.

  11. Owo slowo „dizajn” rzeczywiscie jest „ni w piec ni w dziewiec” – nie zrozumie tego ani Anglik ani Polak.Nie ma sie co odwolywac do slowa komputer, gdyz akurat w tym przypadku istnieja „od poczatku swiata” polskie odpowiedniki. Sytuacja podobna jak ze slowem „deweloper” .
    Z owymi „przemyslami kreatywnymi” sytuacja jest podobna do „ekonomii opartej na wiedzy”. Jedno i drugie zaklada, iz wczesniej dzialalismy bez wiedzy i nie bylismy „kreatywni” – mozna rowniez zastanowic sie, co rozumiemy przez owe slowo. W sumie „kreatywnosc” ( rozumiem , ze mamy na mysli proces intelektualnego i fizycznego tworzenia) jest nieodlaczna czescia kazdej dziedzinie zycia, z jakiej wiec racji nagle „wyskakuje” przemysl kreatywny?

    Pozdrawiam

  12. To jest takie typowe europejskie podejście banie się łączenia kultury i biznesu. Może dlatego Europa przegrywa wyścig ekonomiczny, bo właśnie te wszelkie debaty, spotkania nic nie wnoszą. Nie że jestem przeciwnikiem spotkań i rozmawiania na ten temat. Śledzę ten temat od kilku lat dosyć skrupulatnie i muszę odnieść wrażenie, iż Europa jakby w tym temacie stała w dałszym ciągu w jednym miejscu. Najlepszy przykład to ostatnie wystąpienie przedstawicielki Komisji Europejskiej, która w kontekście przemysłów kreatywnych w dalszym ciągu posiłkuje się danymi z 2005 roku (opublikowanymi oczywiście w 2008 roku). I wiem o tym, iż nie jestem jedyny. Wytłumaczenie „gospodarki kreatywnej” przez profesora Hausnera odbieram dosyć pozytywnie. Chociaż w moim mniemaniu powinno się to jeszcze uprościć nie używając tak trudnych słów jak „wolumen”. Sens gospodarki kreatywnej ma zrozumieć potencjalny Kowalski, a nie tylko np. świat nauki. Fakt faktem, iż kwestie inżynierskie są często pomijane w takim temacie, jak design. A projektowanie szeroko pojęte jest w dużej mierze oparte na właśnie myśli inżynierskiej.

    Ponadto brytyjski slajd pokazał to, o co od dawna postuluje. Aby nie włączać sektora ITC do przemysłów kreatywnych, bo robi się z tego kogiel-mogiel. Warto o branży ITC myśleć w kategoriach „twardego” software’u, a takie rzeczy jak elektroniczna rozrywka, wydawnictwa elektroniczne etc. – włączyć do przemysłów kreatywnych.

    Co do koncepcji 3T Floridy to jestem także nieco bardziej krytycznie do niej nastawiony. Nie bierze pod uwagę wielu czynników, np. takich iż nie wszędzie kapitał społeczny jest tak wykształcony, jak w USA. Zresztą w tym, co mówi ten amerykański naukowiec często i gęsto jest pustosłowia, niestety. Temat często jest przegadany, ale to chyba taka „specyfika” zza oceanu.

    Jestem także bardzo ciekawy tego, co wyjdzie z foresightu MKiDN. Właśnie w tej sprawie wybieram się po koniec listopada do Warszawy.

  13. vandermerve: „Owo slowo ?dizajn? rzeczywiscie jest ?ni w piec ni w dziewiec? ”

    Rzeczywiscie, i nie ma co sie tu powolywac na „komputer”. Jakos komputer sie przyjal, ale proponowana „licznica” nie. Podobnie jak nie przyjelo sie „miedzymordzie” jako „interface” czy slynny „dwumlask myszy”. Ale sporo rodzimych terminow sie przyjelo, jak na przykald „zbior” zamiast „file” czy „kartoteka” lub „folder” zamiast „directory”. Ogolnie, wsrod komputerowcow panuje tendencja do poslugiwania sie polska terminologia, o ile to nie powoduje niejednoznacznosci oraz nie ma aspektow humorystycznych.

    Niestety, „foresajtowego maintrimu desajnu” czy tez „desajnu mainstrimowego foresajtu” nie da sie ocalic. Mam wrazenie (bynajmniej nie wyniesione z tego bloga) ze wsrod naukowcow socjalnych panuje trend aby jezyk uczynic mozliwie maksymalnie napuszonym i belkotliwym. Sprawia owa belkotliwosc ze tekst bez tresci staje sie hermetyczny i sparwia wrazenie naukowego. Wtracanie niepotrzebnych slow angielskich (lub w innym jezyku) podnosi ow poziom „naukowosci”.

    Drugi problem ktory Pan sygnalizuje: „Jedno i drugie zaklada, iz wczesniej dzialalismy bez wiedzy i nie bylismy ?kreatywni? – wydaje sie ze mamy tu do czynienia z poslugiwaniem sie terminami bez ich upzredniego proceyzjnego zdefiniowania. W matematyce na przyklad, tak sie nie da.

    „Ekonomia oparta na wiedzy” ma w zasadzie dwa znaczenia: jako gospodarka przedmiotami zwiazanymi z wiedza, kionkretnie informacja, sposobow jej przetwarzania, narzedzi do jej przetwarzania i produktami tego przetwarzania. Obiekty te moga byc podmiotami produkcji, handlu a zatem i zarabiania.

    Drugie pojecie to zarzadznie ekonomia w oparciu o informacje oraz wlasnie, „wiedze” jaka z tej informacji mozna wydobyc poslugujac sie modelami i metodami formalnymi. Poniewaz dzisiejsze mozliwosci w zakresie zbierania informacji, jej przetwarzania i uogolniania sa wiele rzedow wielkosci wieksze niz powiedzmy, 40 lat temu, zastosowanie owych narzedzi do zarzadzania i ekonomii wprowadzilo nowa jakosc. Stad i „ekonomia bazujaca na wiedzy”.

    Zas jak idzie o „przemysly kreatywne”, to tutaj kazdy definiuje co chce. Jak dla mnie, to sa to wszelkie przemysly ktorych BEZPOSREDNIM produktem nie sa rzeczy materialne. Projekt nowej technologii tez nie jest produktem materialnym, dlatego tez Florida zalicza „technology workers” do „creative class”. Co zas zalicza konkretna osoba poslugujaca sie tym terminem – nalezy zapytac konkretna osobe. Tyle ze naduzyciem wydaje mi sie dowolne definiowanie „creative class” czy „creative indusrty” i swobodne powolywanie sie na Floride, jezeli konkretna definicja owych terminow rozni sie od definicji uzywanej pzrez Floride

  14. Wracając jeszcze do tematu inżynieria a kreatywność, to znalazłem fajny tekst na temat tego, jak inżynier moze zostać designerem: http://designmind.frogdesign.com/blog/from-engineer-to-design-engineer-8-steps-to-transform-your-career.html

  15. „Features like handles, buttons ? things people touch and/or see. Designing parts that are aesthetic and that involve complex surfacing in CAD like housings and shrouds is also significant. Put these in your portfolio.”

    Przepraszam ale ow artykul polega na calkowitym braku zrozumienia procesu projktowania w dziedzinach technicznych. Jesli projektowanie guzikow, uchwytow daje nam prawo do bycia „design engineer” a projektowanie samolotu, samochodu czy sytemu rzemyslowego nie, to raczej nalezy puknac sie w glowe.
    Bedac mlodym adeptem sztuk technicznych uczeszczalem na wyklady ( nieobowiazkowe i organizowane przez uczelnie) o sztuce i estetyce. Na jednym z niczh wylonil sie „problem”, czy tramwaj moze byc dzielem sztuki. Calkime powaznie nad nim dyskutowano. Zas jeden z moich przelozonych mawial, iz jesli urzadzenie jest ladne, jest dobrze zaprojektowane. No tak ale on nie myslal o guzikach i uchwytach a czulby sie mocno urazony, gdyby twierdzono, iz to co robimy to nie jest „design”.
    Nie bardzo rozumiem, po co ludzie probuja dodawac sobie i temu, co robia, waznosci, tworzac watpliwe teorie.

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php