Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2

22.11.2012
czwartek

Polska-Korea dwa bratanki…Konferencja w „Polityce”

22 listopada 2012, czwartek,

Za sprawą Instytutu Adama Mickiewicza do „Polityki” zawitali goście z Korei Południowej, by dyskutować z polskimi partnerami o znaczeniu kultury dla promocji i rozwoju. Odkryliśmy wiele podobieństw i jeszcze więcej różnic. Najważniejsza – Koreańczycy o bardziej interesują się Polską i naszą kulturą, niż my ich. Druga różnica, to rozumienie roli państwa w zarządzaniu rozwojem.

Koreańczycy nie mają wątpliwości, że na obecnym etapie rozwoju gospodarki lokomotywą są „content industries”, sektor zajmujący się wytwarzaniem treści, czyli w przybliżeniu coś, co my nazywamy sektorem kultury czy przemysłami kultury. Jak tłumaczyła przedstawicielka koreańskiego ministerstwa kultury, ich wartość wynika nie tylko z pieniędzy pochodzących ze sprzedaży filmów, gier komputerowych, muzyki. Dziś kultura to także technologia, od oprogramowania przez platformy internetowe po urządzenia, jak smartfony i tablety. Dlatego koreańskie państwo angażuje się w rozwój sektora treści, w tym największego jego fragmentu – kultury popularnej. Gangnam style stal się produktem eksportowym, o którym oficjalny przedstawiciel rządu na oficjalnej konferencji zagranicą mówi z dumą. My póki oficjalnie chwalimy się wiecznie żywym Chopinem, teatrem, generalnie – kulturą rozumianą jako sztuka wysoka. Słusznie jednak Tadeusz Zieliński z CD Projekt zauważył, że owszem, o ile Chopin i być może Penderecki znany jest w kręgach koreańskiej elity, to młodzież zna polskich gamerów zwyciężających w Counter Strike’a i takie gry, jak the „Witcher”.

Gry to odrębny temat, bo jak z kolei Jong Seong Kim z KeSPA, Koreańskiego Stowarzyszenia E-Sportu, stały się one ważną częścią koreańskiej gospodarki i nowej koreańskiej kultury. Znowu, walor gier komputerowych i e-sportu polega na tym, że działają jak lokomotywa, ich rozwój ciągnie za sobą rozwój innych obszarów życia: gospodarki (infrastruktura teleinformatyczna), technologii, kultury. A skoro tak, to warty jest proaktywnego podejścia państwa. W odpowiedzi na ten sposób myślenia poskarżył się Tadeusz Zieliński, że w Polsce gry komputerowe to ciągle sfera, na którą oficjalnie patrzy się wstydliwie, a e-sport nie znajduje nawet poparcia producentów gier komputerowych.

W czasie konferencji poszliśmy też trochę w historię, do roku 1980 pamiętnego dla obu narodów. W Polsce, wiadomo – narodziny „Solidarności”, w Korei 18 maja wybuchło powstanie w Gwangju, krwawo stłumione przez wojsko. „Solidarność” pożyła dłużej, też jednak skończyło się stanem wojennym. Jedno i drugie wydarzenie uruchomiło jednak proces ostatecznej dekompozycji dyktatur, które runęły pod koniec lat 80. pod naporem nowych aspiracji Polaków i Koreańczyków. Jak ta historia funkcjonuje w aktualnym życiu? Podobnie w obu krajach jest ciągle gorącym tematem, ciągle dzielącym i wywołującym emocje. Jak o nim mówić? Koreańczycy wpadli na pomysł, że zorganizują w Gwangju Biennale Sztuki Współczesnej. Już pierwsza edycja stała się olbrzymim sukcesem, na Biennale przyjechało 1,6 mln osób. Dziś frekwencja spada, jednak pomysł, by użyć sztuki i kultury jako wehikułu do pracy z bolesną sprawdził się (choć cały czas też jest krytycznie analizowany).

W Polsce powstaje Europejskie Centrum Solidarności, które ma stać się miejscem łączącym różne narracje związane z pamięcią o 1980 i współczesną aktualnością idei. O trudnościach i pomysłach na ECS opowiadał Konrad Knoch. Temat fascynujący, miałem okazję uczestniczyć w wielu dyskusjach związanych z planowaniem wystawy stałej i teraz z kolei z projektem wystawy czasowej mającej przedstawić sens solidarności jako żywej idei, rozwijającej się historycznie i pociągającej za sobą nowe praktyki i gramatyki bycia razem.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 22

Dodaj komentarz »
  1. Przepraszam, rozmawiano o grach komputerowych?… No tak, „chumanisci”… A gdzie elektronika? Plaskie ekrany telewizyjne? Technologia OLED? Telefony komorkowe? nie mowiac o 1000 i jeden innych dziedzin high-tech w ktorych Korea jest mocarstwem swiatowym. Wyprzedzajacym reszte swiata.

    Neiszczescie Polskiej gospodarki polega na tym ze w uladzy stoja wlasnie „chumanisci” nei majacy o gospodarce i przemysle przyslowiowego „clue” i upatrujacy zrodlo postepu w happeningach i owijaniu drzew papierem toaletowym

    P.S. „chumanista” to wedle Lema czlowiek ktory jest dumny z tego ze nie wie dlaczego prad elektryczny potrzebuje dwoch przewodow aby plynal

  2. Andrzej Lewandowski 22 listopada o godz. 11:03
    Oj, panie A.L. Zapomniał pan, na czyim blogu czyta pan te rewelacje? 😉
    Proszę poszukać sobie w rocznikach statystycznych (drukowanych i online) jaki procent polskiego oraz koreańskiego handlu zagranicznego stanowią wyroby „kultury”. Tylko dlatego, że Gospodarz tego blogu konsekwentnie trzyma się swojego konika nie znaczy, że pan i ja mamy porzucić zdroworozsądkowe patrzenie na świat.
    Ile osób w Polsce wie praktycznie jak zrobić układ scalony? Ile osób zrobiło go praktycznie? Polska, poza malutkimi rodzynkami, bardziej z dziedziny „butikowej R&D” jest przecież półprzepwodnikową pustynią. Wartość koreańskiego eksportu samych układów scalonych jest większa niż polskich pierwszych dziesięciu kategorii produktów eksportowych razem wziętych. Polska sprzedaje miedź rafinowaną a Korea układy scalone ze ścieżkami z miedzi. Cywilizacyjna przepaść.

    Żeby było śmieszniej, proszę popatrzeć na pierwsze trzy pozycje na polskiej liście eksportu. Numer jeden i dwa to samochody i części samochodowe. Te dwie pozycje to 10% polskiego eksportu. Prosze podać mi jedną markę polskiego samochodu. (autobusy to 0.6% polskiego eksportu dla kogoś, kto chciałby się unosić honorem) Jaka to sławna polska marka w pewnym okresie ratowała koreańskie fabryki samochodowe dając im montować swoje wyroby?

    Numer trzy to monitory. Wow, jakie to polskie przedsiebiorstwo robi polskie monitory?

    Czwartym i szóstym polskim przebojem eksportowym są odpowiednio fotele samochodowe i meble. Korea robi statki.

    W sumie ze statystyki wynika, że największymi eksporterami zarówno w Polsce jak i w Korei są lub były firmy koreańskie. Innym wnioskiem to grunt aby się nie szczypać i nie koncentrować wysiłków. Pierwsze dziesięć kategorii eksportowych Korei reprezentuje u nich prawie połowę wartości tego eksportu. W Polsce nieco więcej niż ćwiartkę.

    My sobie na chlebek zarobimy grami komputerowymi. Niektóre z moich dziatek spędziły wiekszą część dzieciństwa wyznając taką metodę intelektualnego rozwoju.
    Ach, uczestniczyły nawet w wielu mistrzostwach Polski w kilku z tych idiotycznych gier.Ma pan pojęcie, ile czasu to wymagało? Ile setek czy tysięcy godzin zmarnowały przed ekranikiem w debilnym otumanieniu jakimś wytworem „nowej kultury”? Języki obce zaniedbane, przedmioty ścisłe zaniedbane, po polsku kulawo, nawet nie mają tak naprawdę pojęcia co siedzi w środku ani jak działa to pudełko, przed którym modlą się takie długie godziny.

    Dwubratankowość gospodarek Polski i Korei może głosić tylko ktoś, kto jest zaczadzony „kontentem” i dyskusjami o tym obco brzmiącym „kontencie”. Jak biedny turysta, którego we Francji oprowadza po zamku (jego, jego) właściciel i uprzejmie „z nim razem dyskutuje” o obrazach wielkich mistrzów zdobiących ściany (jego, jego) zamku.
    Podyskutowali sobie o kontencie.

    A rzeczywistość skrzeczy i to skrzeczy tragicznie.

  3. Andrzej Lewandowski 22 listopada o godz. 11:03
    „P.S. ?chumanista? to wedle Lema czlowiek ktory jest dumny z tego ze nie wie dlaczego prad elektryczny potrzebuje dwoch przewodow aby plynal”
    Ostrożnie, bo jeszcze ktoś pomysli, że zawsze dwa przewody są potrzebne.
    Patrz SWER.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wezmę w obronę Gospodarza, zwłaszcza że mnie tu ostatnio osobiście dyscyplinował i ustawiał do szeregu. Obym wykazał w ten sposób skuteczność reedukacji i może został kiedyś nagrodzony osobistą smyczą z politpoprawnym napisem albo kubkiem do wznoszenia właściwych toastów.
    Ale do rzeczy:
    Opisywaną imprezę organizował Instytut Mickiewicza, zajmujący się promocją polskiej kultury, a nie techniki. To i o kulturze było. I tak dobrze, że o grach, a nie o palmie przed KC czy polskiej telewizji.
    A że jesteśmy w d…, to wiadomo. Jednak nie o tym było ostatnie kazanie.

  6. ale to nieporozumienie dyskutowanie na „bazie dzisiejszego stanu rzeczy”!! Żeby dojść do sensownego wnioskowania należy określić co jest podstawą, jak doprowadzono do „stanu dzisiejszego” w Polsce i Korei. A różnica jest zasadnicza: w Korei opierając się na konfucjanizmie państwo odgrywało i odgrywa decydującą rolę w stymulowanie rozwoju gospodarczego (tak, tak te wszystkie czebole i przypadek Deawoo – facio zwierzył „inżynierii finansowej” zapominając o zasadach konfucjanizmu „rządzących” biznesem) tylko potwierdzi to zasadniczo odróżnia ten kraj od RPjakiśtamnumer. W Korei nie było i nie ma „wolnej ręki rynku” w odróżnieniu od RPjakiśtamnumer.
    Tak więc dyskusja o jakiej wspomina p. Bendyk jest w zasadzie bezprzedmiotowa.A tak przy okazji: co POLITYCE przeszkadza aby takie dyskusje transmitować via internet, nawet w trybie „pay-per-view” nie mówiąc żeby wzorem BBC (World Have Your Say czy Doha Dbate” „dopuścić” zewnętrznych uczestników do udziału, zadawaniu pytań, dyskutowaniu. Technicznych możliwości jest od metra i trochę a poza tym POLITYKA ze swoją tradycją winna jest społeczeństwu taką partycypację.

  7. pion i poziom: „Ostrożnie, bo jeszcze ktoś pomysli, że zawsze dwa przewody są potrzebne…”

    Nie chcialem mieszac. No, czasem trzy przewody sa potzrebne: jednym leci „U”, drugim leci „I” a trzecim „cosinus fi” 🙂

    Zapomnial Pan dodac informacje o liczbie panentow: za rok 2011 – Polska 81 (osiemdziesiat jeden), Korea Poludniowa – 13239. Za lata 1998 – 2011: Polska – 826, Korea Poludniowa 98079.

    Nie dziwota ze dla Korei Poludniowej Polska jest tanim dostawca sily roboczej. Co jak powiedzial Premier Tusk, „jest powodoem do dumy” oraz „dowodem mocarstwowej pozycji Polski w high-tech”. Powiedzial, otwierajac 200 osobowa montownie koreanskich telewizorow. Cale szczescie ze w „kontencie” przodujemy…

  8. @Andrzej Lewandowski & pion i poziom, Jestem zaangażowany w wymyślanie technologii działającej w ?realu? więc dysproporcje pomiędzy Polską i Koreą w obszarze badań i rozwoju są dla mnie oczywiste. Jednak po smutnej konstatacji stanu obecnego pozostaje nam poszukiwanie pomysłów na rozwój i doganianie świata. Pułapką która czyha na wszelkie prorozwojowe działania jest podążanie wydeptaną ścieżką. Nie mamy własnej produkcji półprzewodników i próba jej rozwijania teraz będzie spóźniona o lat czterdzieści. Jak zaczniemy je produkować to okaże się, że operujemy w obszarze „cost driven market” i możemy konkurować jedynie tanią siłą roboczą. Gospodarz jest zafascynowany futurologią i szuka prorozwojowych dróg na skróty, działań niekonwencjonalnych, które opierają się na zgadywaniu tego co czeka nas za horyzontem. Google pozornie nie produkuje rzeczy materialnych, podobnie jak włoskie domy mody, które niczego już chyba same nie szyją, ale podobnie do Google sporo zarabiają. Nie jestem pewien czy Lem przyznałby Panom w tym sporze racje.

  9. @ Andrzej Lewandowski

    High tech to podzbior high content – zera i jedynki. Poza t5ym jak sie nie ma co sie lubi, to sie lubi co sie ma. Juz sygnalizowalem ze high-tech ma w PL slaba propagande. I nie fetyszyzujmy tego ‚high`. W The Economist byl niedawno artykul o zasilanych energia sloneczna lampkach do czytania wieczorem, z przeznaczeniem dla Afryki. Taka produkcje predzej uruchomi pan Zenek z Otwocka niz komitet badan naukowych.

  10. MCH: „Opisywaną imprezę organizował Instytut Mickiewicza, zajmujący się promocją polskiej kultury, a nie techniki. To i o kulturze było”

    Nie tylko o kulturze. Cytuje Gospodarza:

    „Znowu, walor gier komputerowych i e-sportu polega na tym, że działają jak lokomotywa, ich rozwój ciągnie za sobą rozwój innych obszarów życia: gospodarki (infrastruktura teleinformatyczna), technologii, kultury.”

    Niestety, koncepcja ze gry komputerowe „ciagna” nowe osiagniecia w technologii polpzrewodnikow czy metod spawania poszycia kadlubow statkow, nie mowiac o lekach genetycznych (wszystko specjalnosci Korei Poludniowej) wydaje mi sie realizacja powiedzenia iz „dla posiadacza mlotka wszystko wydaje sie gwozdziem”. Czy tez czyms zblizonym do wyobrazenia administracji pewnej wyzszej uczelni ze wzrost liczby habilitacji nastapil dzieki wydaniu licznych, a nowych okolnikow w tej sprawie.

    Co nei znaczy ze ignoruje role kultury (w szerokim sensie) na sprawnosc gospodarki – patrz cytowana pzreze mnie jakis czas temu ksiazka „The Rainforest” o warunkach – kulturowych, jak najbardziej – niezbednych do tego aby moglo powsztac srodowisko w rodzaju Silicon Valley. Sens owej „kultury” jest jednak zupelni inny niz w poscie Gospodarza. Daleko stamtad do tezy o „ciagnieciu” gospodarki przez lokomotywe w postaci gier komputerowych. Gospodarke ciagna zupelnie inne rzeczy.

    Podsumowujac: osiagniecia gospodarki i technologii nie dzieja sie dzieki grom komputerowym. To gry komputerowe staly sie MOZLIWE dzieki osiagniieciom technologii. A technologie ciagnie na przyklad koniecznosc znalezienia efektywnych algorytmow do sterowania rafineria tak aby zmniejszyc wplyw na srodowisko i potanic produkcje. Oraz zporzadzenia odpowiedniego oprogramowania. Co dla pzrecietnego zjadacza chleba jest calkiem niewidoczne, dzieki czemu wydaje mu sie ze gry komputerowe stanowia esencje i isiote informatyki. Stanowia, ale margines. Niewielki bardzo margines

  11. Korea Południowa to inny świat. To dynamiczny kraj azjatycki, który szybko się rozwija i wkrótce pod względem stopy życiowej dogoni Japonię. Ale mają poważny problem, którego my nie mamy – Koreę Północną. Kiedyś nastąpi zjednoczenie i konieczność niesłychanie kosztownego wyrównywania poziomów, a przede wszystkim zmiany mentalności północnych Koreańczyków.

  12. Może trochę skoczę w bok. Jestem ciekaw, co stałoby się gdyby wprowadzono u nas zakaz pracy handlu, zwłaszcza marketów w soboty po godz. 17.00 i w niedzielę całkowicie. Czy to mogłoby paradoksalnie skutkować wzrostem aktywności gospodarczej i zatrudnienia w sektorze usług: właśnie w kulturze masowej i wysokiej, rekreacji, sporcie, turystyce, gastronomii (co za słowo !) ? Przecież tabuny Polaków przetaczające się przez markety w weekend, musiałyby znaleźć sobie inne zajęcie. Ja też.

  13. Sukces Korei wynika z wielu czynników, konfucjańska mentalność ma tu także niebagatelne znaczenie. Jedną z podstaw jest szczodre finansowanie nauki – trudno nie mieć sukcesów przy nakładach powyżej 3 % PKB i ściąganiu legionów kreatywnych naukowców z wielu krajów na różnego rodzaju stypendia. Pomysły zostaną w Korei, potem będą udoskonalone i lepsze od zagranicznych pierwowzorów…Sztandarowym przykładem jest koreański program kosmiczny – pierwszą rakiete pomagali budować specjaliści z Rosji, a już po jej nieudanej misji oznajmiono publicznie, że następne rakiety będą tylko i wyłącznie koncepcjami koreańskimi…

  14. Andrzej Lewandowski 23 listopada o godz. 21:52
    „Zapomnial Pan dodac informacje o liczbie panentow: za rok 2011 ? Polska 81 (osiemdziesiat jeden), Korea Poludniowa ? 13239. Za lata 1998 ? 2011: Polska ? 826, Korea Poludniowa 98079.”
    Dane jakie pan podał odnoszą się tylko do patentów, jakich udzielił Amerykański Urząd Patentowy danemu państwu. A zatem są mogą być do pewnego stopnia ilustracją ważności rynku USA dla danego kraju. Korzystając z danych WIPO okazuje się, że w Korei liczba aplikacji patetntowych jest „tylko” 40-50 razy większa niż w Polsce. W dziedzinie ochrony wzornictwa przemysłowego i znaków towarowych Polska gwałtownie zmniejsza dystans do Korei, ale w dziedzinie patentów (wynalazków) ciężko zauważyć postęp, przynajmniej w przedziale od 1996 do 2010. 50 mln Koreańczyków co roku powiększa swój GDP o 40 mld $ a 38 mln Polaków o 20 mld. Zarówno oni jak i Polacy od 1996 roku podwoili swój GDP. Stosunek GDP się zatem nie zmienił ale dystans w zamożności pomiedzy Koreą a Polską się oczywiście podwoił.

    Jest tak samo jak z wydatkami na jedzenie. Bogaty wydaje drobny ułamek swoich dochodów na jedzenie a biedny większość. Jak podwoili swoje dochody to bogaty jak nie zauważał jedzenia w budżecie tak tym bardziej go nie widzi. A biedny wprawdzie już nie głoduje, ale jedzenie to dalej dla niego np. połowa wydatków. W dalszym ciągu nie za bardzo może pomyśleć o kulturze.

  15. MCH 23 listopada o godz. 8:12
    „To i o kulturze było. (…) Jednak nie o tym było ostatnie kazanie.”
    Rozumiem. Pozycja kultury polskiej w jakimś wyimaginowanym rankingu kultury światowej z pewnością jest o niebo lepsza od pozycji polskiej gospodarki czy polskiej innowacyjności „hardware’owej”. I bardzo dobrze. Wiem też, że ciekawe wydarzenia kulturalne mogą być swietną dźwignią promocji handlu, także tego „hardware’owego”. Problem polega na tym, że ta przepiękna polska malarka, tkaczka, rzeźbiarka, aktorka, piosenkarka, pieśniarka, modelka, tancerka czy skrzypaczka nie za bardzo ma co pokazać na stoisku z polskim hardware.
    W konkurencji „kulturalnych hostess” rzeczywiście Polska nie się czego wstydzić. Problem w tym, że targi są organizowane po to, aby zawierać kontrakty na sprzedaż skomputeryzownaych łopat. A „kulturalne hostessy” mają swoje własne festiwale i konkursy. Koreańczycy mają co wystawiać na obu imprezach, Polacy tylko na tych drugich.

  16. Jarek 24 listopada o godz. 12:02
    „Pułapką która czyha na wszelkie prorozwojowe działania jest podążanie wydeptaną ścieżką. Nie mamy własnej produkcji półprzewodników i próba jej rozwijania teraz będzie spóźniona o lat czterdzieści.”
    W latach siedemdziesiątych tak rzeczywiście by było. Dzisiaj wcale nie. Dzisiaj może pan na internetowej licytacji kupić zarówno całego 300mm faba, nowiutkiego, spod igły, z jeszcze nierozpakowanymi maszynami jak i zamortyzowane 20 lat temu wyposażenie starego, 4″-6″ zakładu. Dostępność maszyn nie stanowi żadnego poza finasowym problemu. 40 lat temu z wielu względów, w tym z politycznych, nikt by panu czegoś takiego nie sprzedał. W tym drugim przypadku zapłaci pan grosze za działający zakład „high-tech”. Tak samo jest w przypadku motażu SMT.
    No i na koniec jak będziemy czekać jeszcze dłużej to opóźnienie tylko się zwiększy. Uważa pan, że Polskę stać na nieposiadanie przemysłu półprzewodnikowego? Może zaoferować pan jakiś przykład rozwiniętego gospodarczo kraju obywającego się bez tej gałęzi przemysłu? Ja nie postuluję od razu budowy faba za kilka milardów dolarów, chociaż przykład Izraela jest BARDZO wymowny, szczególnie biorąc pod uwagę „normalnie” brane pod uwagę kryteria lokalizacji podobnych inwestycji, ale chciałbym aby polski rząd dowiedział się o korzyściach projektowania układów scalonych, testowania, montażu, zaagażowania w MEMSy, w różne „butikowe” nisze. Takie np. jak firma Vigo System. Oni powinni zostać ozłoceni i powinno się na nich chuchać i dmuchać. Podobnie jak na takiego Fideltronika czy Wilka.
    Zamiast tego mamy historię „Optimusa”.

    „Jak zaczniemy je produkować to okaże się, że operujemy w obszarze „cost driven market” i możemy konkurować jedynie tanią siłą roboczą.”
    Prosze pana, ja wcale nie obraziłbym się na połowę zarobków W PORÓWNANIU do pensji np. amerykańskich. 😉 Absolwent kierunków inżynierskich dostaje na początek w USA blisko 60k$. Mediana zarobków inzynierów elektroników, np. czytelników EETimes przekracza 100k$. Jest z czego schodzić. 😉
    Chodzi mi o to, że „tania siła robocza” w fabryce włókienniczej nie równa się „taniej sile roboczej” w fabryce układów scalonych.
    Nie wiem, czy sprawdzał pan ostatnio zarobki w chińskich fabrykach Foxconnu, ale są one bardzo bliskie średnim zarobkom Białorusinów, czyli około 500$ na miesiąc.
    A jednak Białoruś potrafi produkować układy scalone i większość z nich eksportować do Chin. Polsce takie coś się „nie opłacało” i wolano dopuścić do zatłuczenia ogromnej większości zakładów przemysłu elektronicznego. U nas zdano się na „wolny rynek” i przez brak jakiejkolwiek ochrony, nawet przejściowej, dopuszczono do zbrodni na wielkiej gałezi przemysłu, nauki i badań.

  17. @pion i poziom Ciekawe argumenty. Jeśli dobrze Pana zrozumiałem posiadanie własnych fabów jest konieczne, żeby nie zostać odciętym od możliwości dalszego rozwoju własnej technologii. Jednak ryzyko, że ulokowana w Polsce inwestycja w faba będzie spóźniona jest całkiem spore. Czy nie jest tak, że przemysł półprzewodników przygotowuje się do kolejnej „rewolucji” związanej z rozwijającą się nanotechnologią? To, że kompletne wyposażenie faba można teraz kupić na wyprzedaży sugerowałoby, że ktoś się go pozbywa w związku ze zmianami w procesie produkcyjnym. Pzdr.

  18. Jarek 26 listopada o godz. 9:57
    „Czy nie jest tak, że przemysł półprzewodników przygotowuje się do kolejnej ?rewolucji? związanej z rozwijającą się nanotechnologią”
    Jak kupowałem swój pierwszy komputer PC było to bardzo popularne rozumowanie. „Poczekajmy jeszcze trochę i ceny procesora, pamięci i twardego dysku spadną”. Niektórzy czekali tak kilka miesięcy a niektórzy kilka lat. Pan rekomenduje czekanie do tej pory? Pisze pan na tym blogu korzystając z czyjegoś smartfona czy laptopu?
    Nadzieja, że przeskoczenie etapu „mikro” i wskoczenie na poziom „nano” jest możliwa – w mojej prywatnej opinii jest śmieszna. Tu nawet nie chodzi o konkretne technologie ale o sposób myślenia. O kulturę techniczną, do której rozwoju „coś trzeba robić”. Przez czytanie podręczników i oglądanie filmików na youtube się tego nie osiągnie.

  19. Jarek: „. Czy nie jest tak, że przemysł półprzewodników przygotowuje się do kolejnej ?rewolucji? związanej z rozwijającą się nanotechnologią? ”

    Polska juz probowale „przeskoczyc etap”. Z niebieskimi laserami. I co wyszlo:

    http://elektronikab2b.pl/biznes/535-polski-niebieski-laser-wielki-sukces-czy-manipulacja-doskonala-

    Moze raczej lepiej zaczac od poczatku i nauczyc sie „abecadla”?… Jak Jas nie nauczy sie czytac „ala ma kota”, nie bedzie w stanie pzreczytac W Pustynii i w Puszczy, nie mowiac o bardziej ambitnej lekturze.

    Poki co, uczy sie studentow jak sie projektuje i produkuje polprzewdniki, Na Politechnice Warszawskiej, na przyklad. Moi koledzy ucza. Ale przypomina to opowiadanko Lema o Trurlu i Klapaucjuszu: „Chinczyk Li uczyl sie u Chincztka Czu sztuki zabijania smokow. Przez 50 lat. Gdy otrzymal dyplom, postanowil wyprobowac swe umiejetnosci. Nieststy, nigdzie nie mogl znalezc smoka”

    Tak na marginesie, fabryka TEWA produkowala tranzystory, moze nie najwyzszego lotu, ale nadajace sie do zastosowan. Fabryka Lumina produkowala tyrystory, calkiem na poziomie. Produkowano znakomite lampy elektronowe. Rozwalono to wszystko w ciagu jednej nocy, a ludzie poszli sprzedawac marchewke. Zainwestowano za to w technologie wozow drabiniastych i pasiakow lowickich.

  20. @pion i poziom Ponieważ nie boję się wyrażać śmiesznych opinii więc pozostanę zwolennikiem inwestowania w technologię na wczesnym etapie jej rozwoju. Moim zdaniem więcej sensu ma wdrożenie w Polsce kupionej za granicą nowej technologii, która nie została jeszcze nigdzie wdrożona na skalę przemysłową niż sprowadzanie zamortyzowanych już urządzeń. W sytuacji gdy startujemy od zera takie rozwiązanie też wygląda nowocześnie i prorozwojowo, ale w istocie rzeczy nie daje nam żadnej przewagi konkurencyjnej. To jest ścieżka rozwoju którą przetestował PRL w epoce Gierka. Większość polskich badan naukowych zwłaszcza w dziedzinach stosowanych kończyła sie konkluzją, że w „socjaliźmie też można”. W obecnej sytuacji jesteśmy od razu wystawienie na konkurencje z zewnątrz więc taki sposób działania jest zupełnie nieefektywny.

  21. Jarek 27 listopada o godz. 13:00
    „Moim zdaniem więcej sensu ma wdrożenie w Polsce kupionej za granicą nowej technologii, która nie została jeszcze nigdzie wdrożona na skalę przemysłową”
    O, widzę, że rozmawiam z kupcem na most Brooklyński. A w Warszawie po ile teraz mosty chodzą? Jak pan jest bardzo zdecydowany na kupno „za granicą nowej technologii, która nie została jeszcze nigdzie wdrożona na skalę przemysłową” to ja z przyjemnością mogę panu ją sprzedać! I to nawet nie jedną ale z pięć.

    „niż sprowadzanie zamortyzowanych już urządzeń.”
    Nie stać pana na najnowocześniejsze urządzenia. A w przemyśle półprzewodnikowym amortyzacja to przeważnie 5 lat. Polskie opóźnienie, jak sam pan był uprzejmy zauważyć, jest bliższe czterdziestu aniżeli pięciu lat, więc w naszej sytuacji 5-letnie urządzenia to i tak byłby nieziemski luksus.
    No chyba, że jakiegoś naukowca lub grupę nacisku w Polsce „będzie stać” – za publiczne pieniądze. Historyk przy władzy da, bo co on sie zna? Dokładnie odwrotnie niż wszędzie tam, gdzie widać rzeczywiste postępy. Ja wiem, że istnieje coś takiego, jak
    rola państwa ale „kupiowanie za granicą nowej technologii, która nie została jeszcze nigdzie wdrożona na skalę przemysłową” z pewnością czymś takim nie jest.

    „To jest ścieżka rozwoju którą przetestował PRL w epoce Gierka.”
    Ścieżka, która doprowadziła nas do tak totalnej katastrofy ekonomicznej polskiej gospodarki, że jeszcze do dzisiaj kolejne rządy i partie polityczne utrzymują się z wyprzedarzy jej dorobku a fizyczna obecność wychowanej wtedy kadry ratuje resztki zdrowego rozsądku w morzu nowej niekompetencji.

    „Większość polskich badań naukowych zwłaszcza w dziedzinach stosowanych kończyła sie konkluzją, że w „socjaliźmie też można”.
    Niestety, nie ma pan pojęcia o dramatycznie nieporównywalnym stanie, szczególnie w dziedzinie elektroniki, gospodarki czasów Gierka i obecnej. Samo wymienienie produktów i fabryk je produkujących zajęło by mi długi wpis.

    „W obecnej sytuacji jesteśmy od razu wystawienie na konkurencje z zewnątrz więc taki sposób działania jest zupełnie nieefektywny.”
    Doceniam niewątpliwie oryginalne pomysły, ale ja nie dałbym panu ani złotówki czy centa na żadne zaawansowane, a co dopiero „nigdzie nie wdrożone na skalę przemysłową” technologie zanim nie sprawdziłbym, czy umie pan przylutować drucik i sprawdzić, czy diodka jest dobra.
    Co oczywiście nie znaczy, że nie uzyska pan od kogoś w Polsce jakichś ogromnych pieniędzy na swoje mrzonki. Niestety ale uzyskiwanie środków finasowych często ma niewiele współnego ze sprawdzalnymi kompetencjami zawodowymi.

  22. Panie Jarku, zacytuje sam siebie

    Polska juz probowale ?przeskoczyc etap?. Z niebieskimi laserami. I co wyszlo:

    http://elektronikab2b.pl/biznes/535-polski-niebieski-laser-wielki-sukces-czy-manipulacja-doskonala-

    I przypomne ze w owych kumunistycznych czasach Polska produkowala komputery ktore eksportowano do USA, Kanady i innych krajow tak zwanego „Zachodu”. Nazywaly sie ANOPS.

  23. @pion i poziom No ale zakładając, że ja bym Panu kupił tego używanego faba to proszę mi wytłumaczyć na czym polegałby ten wspaniały interes, który byśmy wtedy razem mieli zrobić. Na czym miałaby polegać nasza przewaga konkurencyjna? Co do moich kompetencji zawodowych, o które mimochodem się Pan martwi to zgadł Pan niestety. W lutowaniu drucików jestem amatorem bez dyplomu i doświadczenia.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php