Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

20.05.2006
sobota

Jonathan Zittrain w Krakowie

20 maja 2006, sobota,

Internet zmienił nasze wyobrażenie o prywatności. Zazwyczaj nawet nie zdajemy sobie sprawy, jak wiele intymnych szczegółów jest dostępnych w sieci. Część śladów zostawiamy sami, jeszcze więcej nasi niefrasobliwi przyjaciele oraz instytucje, z którymi chcąc nie chcąc musimy się komunikować. Wystarczy, że znajomy umieści w serwisie Flickr.com wspólną fotkę z jakiejś imprezy, zrobioną za pomocą wyposażonej w aparat komórki.
Po kilku latach zdjęcie to może nabrać nowego życia. Ot, ktoś będzie myślał o karierze politycznej lub ubiegał się o odpowiedzialne stanowisko i nagle przekona się, że kompromitująca fotka znajduje się w jego dossier. Takie ryzyko, zwłaszcza w przypadku ubiegających się o najwyższe stanowiska polityków istniało wcześniej. Dziś, za sprawą technicznego postępu proces tworzenia dossier na każdego umasawia się. Niepotrzebne jest w tym celu Centralne Biuro Śledcze, wystarcza zbiorowa energia internautów zostawiających po sobie ślady i pamiątki.
O tych właśnie wyzwaniach dla prywatności mówił wczoraj Jonathan Zittrain podczas II Międzynarodowej Konferencji Prawa Własności Intelektualnej w Krakowie. Zittrain jest młodym profesorem prawa z Harvard Law School (obecnie siedzi w Oksfordzie, w Oxford Internet Institute) specjalizującym się w prawie internetu. W Krakowie w błyskotliwy, typowy dla amerykańskich wykładowców sposób przedstawił katalog problemów i zagrożeń. Konkluzja? Niewiele z tymi zagrożeniami możemy zrobić. Czas przyzwyczajać się do myśli, że każdy z nas stoi nago na rogu ruchliwej ulicy. Liczyć należy tylko, że kultura wypracuje nowe kody ułatwiające życie w świecie pozbawionym prywatności.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Najszybciej przyzwyczajają się do tego osoby młode, przykładem chociażby Blog 27 w Raporcie „Polityki” 🙂 Ale ileż jest takich „sieciowych ekshibicjonistów” zupełnie dorosłych?

    W przyszłości muszą powstać nowe kody i — mam nadzieję — już powstają. A jeśli oznacza to świat, w którym nikogo nie będzie obchodziło, że 50-letnia prezydenta w wieku lat 20 pisała, że „miałam grype zolondkowom i zygalam” i nikt nikomu dziadków z — bo ja wiem — Prawa i Sprawiedliwości wyciągać nie będzie, tym lepiej.

  2. „Ot, ktoś będzie myślał o karierze politycznej lub ubiegał się o odpowiedzialne stanowisko i nagle przekona się, że kompromitująca fotka znajduje się w jego dossier.”

    myślę, że raczej zmieni się definicja „kompromitującego zdjęcia” i pewne rzeczy przestaną kompromitować

  3. hmm, w dobie cyfrowych narzedzi typu aparaty i kamery cyfrowe, fotoszopy pole mozliwej ingerencji jest bardzi szerokie, i latwo skompromitowac goscia jakas falszywka wrzucona do Sieci i napisac o tym duzymu litermia w brukowcu, to prawda
    juz rece moga zacierac politycznu porpagandysci od czarbego PiaRu. teraz zamist zbierac kwity bedzie sie je w doskonalej postaci preparowac, jakies pole otwiera sie dla pobratymcow posla Jacka Kurskiego, jesli czegos nei bedzie mozna znalezc w archiwum, da sie to na pewno idealnie wykreowac.
    Nadchodzi przeklenstwo ery symulakrow.

  4. Czy faktycznie to zagrożenie jest takie istotne?

    Flickr istnieje dopiero od roku, a i tak niewiele osób w Polsce słyszało o nim. Google święci tryumfy dopiero od paru lat. Jeszcze niedawno królowało Yahoo!, a jeszcze wcześniej Altavista.

    Sieć zmienia się tak często i tak często wczorajsze dane znikają, że nie ma sensu przejmować się tym co będzie za dziesięć lub dwadzieścia lat. Na pewno nie będzie to aż tak drastyczne.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php