Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

30.05.2006
wtorek

Yochai Benkler, „The Wealth of Networks”

30 maja 2006, wtorek,

Yochai Benkler, prawnik z Yale Law School zajmuje się szeroko rozumianym prawem internetu i nowych technologii. W swym monumentalnym opracowaniu „The Wealth of Networks: How Social Production Transforms Markets and Freedom” wykracza jednak poza kwestie prawne i tworzy zręby pod ekonomię polityczną na czasy gospodarki niematerialnej.
Po pierwsze, Benkler zastanawia się, dlaczego ludzie dobrowolnie współdziałają, tworząc takie projekty jak GNU/Linux, Wikipedia, Slashdot, blogi oraz dziesiątki tysiące mniej i bardziej poważnych inicjatyw. Są one formami produkcji wartości, która odbywa się jednak poza rynkiem. Powstaje coś – produkt, usługa, treść, za którą należałoby zapłacić w warunkach rynkowych, a która jest dostępna bezpłatnie. To efekt ekonomiczny ludzkich relacji, które nabrały wzmocnienia na skutek dematerializacji samej gospodarki, ale również w wyniku rozwoju technik wspomagających komunikację społeczną. Coraz więcej ludzi w krajach zamożniejszych przestaje marnować swój wolny czas na gapienie się w telewizor, lecz woli coś robić w Sieci. Bagatela, każdego dnia w ten sposób wyzwalana jest energia setek milionów godzin ludzkiej pracy.
Ciekawe jest jednak nie tyle samo stwierdzenie faktu, że tak się dzisiaj dzieje. Benkler analizując drobiazgowo poszczególne przypadki bada, jaka jest struktura tej społecznej aktywności, jak tworzą się normy i hierarchie, jakie są motywy, co w końcu pomaga lub przeszkadza tej aktywności.
Jedną z największych przeszkód jest proces „enclosure”, prywatyzacji sfery kultury na skutek coraz bardziej restrykcyjnego podejścia do kwestii ochrony praw własności intelektualnej. W efekcie coraz trudniej dzielić się efektami intelektualnej pracy lub odwoływać się do osiągnięć wcześniejszych pokoleń. Benkler dowodzi odwołując się złożonych modeli ekonomicznych, że wbrew oficjalnym deklaracjom, przesadna ochrona własności intelektualnej nie wspomaga innowacyjności i kreatywności, lecz ją hamuje. Choćby dlatego, że podnosi koszty aktywnego udziału w sferze kultury twórczych amatorów, których nie stać na walkę z zawiłościami systemu prawnego. Bojąc się sankcji prawnych wielu z nich woli zrezygnować.
Książka Benklera nie jest pierwszą próbę „nowej ekonomii politycznej”, wyróżnia ją natomiast dogłębność analiz i powaga argumentów, które powinni przemyśleć poważnie zarówno zwolennicy „pozarynkowych form produkcji”, jak i rzecznicy twardego, rynkowego kapitalizmu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. „przesadna ochrona własności intelektualnej nie wspomaga innowacyjności i kreatywności, lecz ją hamuje”

    Ale jak wyznaczyć stopień owej „przesady” , po którego przekroczeniu innowacyjność zostanie zahamowana ? : ) Czy Benkler pisze coś o tym ?

  2. Benkler pisze na ten temat bardzo dużo – najlepiej przeczytać jego książkę, jest dostępna w Sieci nieodpłatnie (link w głównym wpisie). Polecam też, zdając sobie sprawę że 500 stron wymaga trochę czasu, lekturę „Wolnej kultury” Lawrence Lessiga, też w Sieci, http://www.futrega.org/wk/. EB

  3. W wolnej chwili zapoznam się z omawianą książką. Ciekawi mnie zwłaszcza jako matematyka to jak sobie autor-prawnik radzi z „dowodzeniem odwołującym się do złożonych modeli ekonomicznych”.

    Wydaje mi się, że teza, że liberalizacja prawa autorskiego sprzyja postępowi (kulturowemu, naukowemu, gospodarczemu..) nie jest taka oczywista do udowodnienia, bo mamy do czynienia z bardzo skomplikowanym zjawiskiem. Np. kto przy ograniczonych prawach autorskich będzie inwestował w ogromne, kosztowne projekty naukowe, nie mając zapewnionych zysków z wdrożenia uzyskanych rezultatów ? Owszem, Linux/GNU jest pewnym osiągnięciem, ale raczej wyjątkiem potwierdzającym regułę, czymś tworzonym z drobnych elementów, doskonalonym przez wiele lat i w końcu opartym koncepcyjnie na komercyjnym Unixie.

    Zresztą, pomijając już prawdziwość tej tezy, powstaje jeszcze pytanie czy jej założenia są realne do wykonania. Czy da się zmusić twórców do zrzeknięcia się cześci praw autorskich ? A nawet jeśli, to czy to jest uczciwe. Zauważmy, że projekty niekomercyjne typu Linux wykonują ludzie raczej „po godzinach”. W normalnej pracy robią TO SAMO z zachowaniem prawa do wynagrodzenia.

  4. Faktycznie, książka Benklera dostępna jest w sieci, dziękuję za wskazówkę. Co do pytania o wyznaczenie stopnia ‚przesady’ to skierowane było ono raczej na wywołanie burzliwej dyskusji 😉

    Co do szans powodzenia projektów open source warto moim zdaniem zapoznać się z innym, ciekawymi publikacjami Benklera, w szczególności ‚Coase?s Penguin, or, Linux and the Nature of the Firm’, w których poruszane są niektóre cechy, które sprzyjają powstawaniu i sukcesom społeczności open source w różnych dziedzinach życia (wśród nich wymieniona przez Pana Fritza Langa modułowa budowa projektów, możliwość podzielności zadań).

    Nie we wszystkich dziedzinach działalności modele otwarte się sprawdzają, z różnych względów (barier finansowych, mentalnych, prawnych), jednak nie sposób odmówić twórcy/wynalazcy prawa do decydowania o rezultatach jego pracy. Są różne motywacje, różne sposoby myślenia a innowacja nie zawsze wymaga wielkich nakładów…

    Całą sztuką jest stworzenie takiego systemu prawnego, aby w sferze praw na dobrach niematerialnych możliwe było promowanie warunków sprzyjających innowacji – a takimi warunkami obecnie są współpraca i dzielenie kompetencji pomiędzy profesjonalne ośrodki wiedzy (http://irvingwb.typepad.com/blog/2006/05/collaborative_i.html)

    Stąd moje pytanie – w jaki sposób wyznaczyć

  5. No i mamy poważne tarcie spowodowane ‚enclosure’ w sieci. Władze szwedzkie (ponoć pod naciskiem amerykańskich) zamknęły rękami policji serwery serwisu serwującego torrenty : http://www.thepiratebay.org – słynnego m.in. z grania na nosie organizacjom grożącym TPB działaniami prawnymi. Na stronie TPB można przeczytać, że serwis wróci lada dzień do sieci (plotki głoszą, jakoby nową lokalizacją serwerów miałaby być Holandia).
    Pikanterii temu wszystkiemu dodają dwa fakty – oficjalna strona policji szwedzkiej http://www.polisen.se jest ofiarą ciągłego zmasowanego ataku typu DDoS od wczoraj (skutkiem czego jest niedostępna). A do tego wszystkiego, w Szwecji trwa gorąca debata na temat własności intelektualnej (szczególnie chodzi o filmy) – Szwedzi mają nawet partię postulującą zmiany w prawie autorskim – http://www.piratbyran.org/. Jaskółki ćwierkają, że TPB wygra sprawę sądową z rękami w kieszeni, ponieważ prawo szwedzkie przemawia na korzyść organizacji.

    Sieciowi rebelianci podnoszą rękę na władzę?

    A Lessiga należy przeczytać, jak najbardziej :). Benklera właśnie pobieram. Dziękuję za wpis, inaczej bym pewnie przeoczył w całym infociągu…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php