Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

2.06.2006
piątek

Cybermiłość w Elblągu

2 czerwca 2006, piątek,

Wczoraj przywiozłem do Elbląga Krystynę Pytlakowską i Jerzego Gomułę, autorów książki „Zaczatowani” na spotkanie w ramach letnich ogrodów „Polityki”. Rozmawialiśmy o internecie i miłości. Internet zaskakuje co chwila, ostatnio właśnie szokuje błyskawiczny rozwój serwisów poświęconych relacjom intymnym. Stają się one, również w Polsce najbardziej popularnymi serwisami w portalach, przyciągając miliony użytkowników. Ale o tym pisałem w pierwszomajowym numerze „Polityki”. Pytlakowska i Gomuła poznali kwestie cybermiłości od środka, a potem swoje doświadczenia jeszcze pogłębili, powstała z tego bardzo ciekawa i gęsta relacja.
Przy okazji tego spotkania odkryłem ponownie Elbląg, w którym wcześniej byłem jeszcze za głębokiej komuny. Miasto było wówczas typowym, socjalistycznym miastem przemysłowym. Dziś na szczęście trochę przemysłu jeszcze się ostało, podtrzymującego koniunkturę. Większym problemem była reforma administracyjna, degradująca Elbląg do roli prowincji województwa olsztyńskiego. Mimo tej marginalizacji miasto, a zwłaszcza projekt restauracji i budowy elbląskiej starówki robi wrażenie. Nowe-stare kamienice, imponująca Biblioteka Elbląska (jeszcze do niedawna ruina) pokazują doskonale, dlaczego warto było starać się o wejście do Unii Europejskiej (bo rewitalizacja starego miasta w Elblągu byłaby niemożliwa bez środków europejskich). Jeśli w podobny sposób w ciągu najbliższych lat wydamy w Polsce przeznaczone nam 500 mld złotych, to nasz kraj zmieni się nie do poznania.
Jeden tylko problem. Wiozący nas na spotkanie młody mieszkaniec Elbląga, patriota swego miasta w najlepszym tego słowa znaczeniu dodał, po wyliczeniu wszystkich realizowanych inwestycji: z lotniska w Gdańsku każdego dnia wylatuje małe miasto, samoloty już się nie mieszczą. Zarobkowy exodus przybiera na sile. Przypomniała mi się wówczas opowieść Mihala Horvatha, słowackiego ekonomisty pracującego w Edynburgu – polski staje się powoli w tym mieście jednym z języków codziennej komunikacji, mówiąc po polsku można kupić bilet w autobusie, urząd miasta uruchomił polskojęzyczne centrum obsługi petentów.
Może warto by nasze władze samorządowe zaczęły uczyć się wietnamskiego i ukraińskiego?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. „Cybermiłość” – naturalny ciąg dalszy rozwoju cyberplemienia. Nieśmiałość w sieci została już dawno za nami, gdzieś w odmętach XX wieku. Sam stwierdzam, że wiele osób spotkanych w sieci jest mi o wiele bliższych, niż na to powinien wskazywać zdrowy rozsądek. Ciekawe, czy ktoś zajmie się wkrótce naukowo zjawiskiem cybernienawiści? W końcu stron pokroju niesławnego „Red Watch” może być więcej.

    „Zarobkowy exodus” – smutna prawda, chociaż z drugiej strony, można po cichu liczyć, że te „małe miasta” zobaczą kawał świata (w końcu podróże kształcą…), z(a)robią swoje i wrócą do miejsca urodzenia, kopiować to, co dobrego znaleźli w podróży. Z drugiej strony – może to zagranicą polski patriotyzm rozkwitnie na nowo?

  2. Edwin, na poczatku lat 90. kupilem sobie ksiazke o cyberseksie – The joy of cybersex. Jak ja teraz przegladnalem, to parskalem smiechem. Na okladce stoi, ze ksiazka ma tematyke i jezyk przeznaczony dla doroslych. Tymczasem jest tak, ze mozna by ja czytac w kosciele z ambony. No, prawie.

  3. Przypomina mi się piątkowa podróż do mojego rodzinnego miasta Zamościa (ok 70 tys). Podczas jazdy podsłuchałem kierowcę rozmawiającego z jedną z pasażerek (również wyjezdna zamojszczanka), która pytała co nowego w mieście się zmieniło. Oprócz remontowanej za unijne pieniądze starówki, nowego (swoją drogą fatalnie nieproporcjonalnego) pomnika Jana Zamoyskiego buduje się kolejny sklep wielkopowierzniowy „w którym ma być poprostu wszystko”. Nieco mnie to zszokowało, gdyż w 2005 roku doliczyłem się dwóch nowych obiektów tego typu. Tak więc łącznie są tu: 2x Biedronka, 3x Plus, x1 Albert, 1x Hypernova, x Nomi, x2 Lidl. Dodatkowo bogata sieć PSS „Społem”. Nowym sklepem ma być „Kerfur” (nigdy nie moglem zapamietać tej barbarzyńskiej pisowni tak innej w zestawiniu z moim osiedlowym sklepikiem „Raj”). Zastanowiają mnie tu dwie rzeczy:
    1. Po co budować tego typu wielkie sklepy w mieście, z którego młodzi ludzie masowo uciekają?
    2. Dlaczego większość jest budowana w centrum miasta?
    3. Kto daje na to pozwolenia?

    Pytanie 3 można przy odrobinie uszczypliwości i znajomości zamojskich politykinierów wytłumaczyć pewnymi sumami pieniędzy.
    Pytanie 1 i 2 dość zabawnie skomentował wspomniany kierowca busa. Mianowicie zagęszczenie i wielość supermarketów ma służyć emerytomi rencistom, którzy już niedługo zdominują miasto i spokojnie, między porannią herbatką a wizytą u lekarza, podjadą darmowym autobusem do i tak pobliskiego supermarketu. Będą tam obslugiwanie przez innych emerytów i rencistow dorabiajacych do swoich świadczeń, bo przecież 600zł nie powinno się traktować inaczej niz dorobek.

    Nowy Kerfur zapewni ok 230 nowych miejsc pracy u dołu (dyrekcja przyjedzie najpewniej z Warszawy). Ile miejsc pracy stracą drobni przedsiębiorcy i dostawcy na kurczącym sie zamojskim rynku? Niech tylko skończą budować lotnisko w podlubelskim Świdniku…
    ————-

    Cybermiłość? Moja pierwsza prawdziwa miłość zapoznana została przeze mnie na czacie. Skonsumowana szcześliwie w realu, nie okazała się wbrew przestrogom rodziny, karmionej spotami telewizyjnymi, 41-letnim panem Ździśkiem z tygodniowym zarostem klikającym w przepoconym podkoszulku.

    Pozdrawiam!

  4. Żyjemy w cywilizacji monitorów i klawiatur: telewizora i pilota, komórki, komputera. Jeśli więcej czatujemy to mniej oglądamy telewizji. Jak czatujemy to częściej korzystamy z telefonu aby lepiej poznać wybranego rozmówcę z czata, aby usłyszeć jak i co mówi do nas.
    Według autorów czat jest czymś więcej niż banalną i tanią alternatywą telefonu i tylko płytkimi rozmówkami, plotkami o wszystkim i o niczym.
    Przeczytałam książka o czacie i okazało się że jest o o internetowej miłości, przyjaźni i seksie bez granic. O miłości w sieci, czyli o miłości do kogoś nieznajomego, o cyberseksie czyli o seksie bezcielesnym, o zdradzie wirtualnej czyli w rzeczywistości na niby, o sieci w której każdy może być lepszy a okazuje się gorszy, jak pilnować dzieci w sieci i dlaczego dorośli zachowują się w sieci jak dzieci, itp. Wszystko oparte na obszernym materiale dowodowym, pokazuje naocznie, że sieć jest pełna pułapek i niebezpieczeństw, o których nam się nawet nie śniło! Jak można uwierzyć w miłość po 15 minutach rozmowy z kimś na czacie?! Jak można podać komuś anonimowemu, kogo się na oczy nie widziało, swoje dane osobiste i nr karty kredytowej i układać z nim nowe życie?
    Można kochać blisko na odległość, można być anonimowym ale wyznać komuś w sieci więcej niż współmałżonkowi. Poznawanie ludzi też jest odwrócone, do góry nogami: najpierw psychiczność i jakieś mętne wyobrażenie potem fizyczność (jeśli dojdzie do spotkania w tzw. realu). Takie spotkanie w realu jest czasem zabawne i rozczarowujące, najczęściej okrutne i niebezpieczne – autorzy podają celne przykłady i wyjaśniają, dlaczego. Można być wykorzystanym, zdradzonym, oszukanym a nawet stracić życie. O tej ciemnej stronie czata autorzy mówili na spotkaniu bez znieczulenia. Bo czat dużo słów, wyobraźni, flirtu, bajeru, podrywu, zabawy. Wiele osób bierze to zbyt poważnie, za dobrą monetę wykazując naiwność i myślenie życzeniowe.
    Autorzy wyjaśniali zauroczenie prowadzace do zaczatowania czyli mechanizm różnych uzależnień od internetu. Ludzie zaczatowani są najczęściej jak oni to nazwali „kryzysowcami” i uciekają od rzeczywistych problemów w świat nierealny, beztroski, bajkowy, czatowy właśnie. Stają się autystykami, oddzielają się wirtualną szybą od rodziny, przyjaciół, pracy itd. Nie chcą już wracać do przeciętności, do samotności, do nudy, do problemów – tak jak np. alkoholicy lub narkomanii.
    Czat rozszerza nasze kontakty i nasze zmysły oraz ciało. Tylko co na to realni partnerzy takiego czatowicza, gdy przyłapują go na gorącym uczynku jak wypisuje wyznania miłosne na ekranie albo masturbuje się przed komputerem. Okazuje się, że to nie jest bynajmniej ani śmieszne ani bezbolesne a może doprowadzić do rozpadu związku z realnym partnerem i to staje się coraz częstsze!
    Książka jest wielowątkowa, napisana klarownym językiem, zawiera wybór przypadków, sprytne komentarze do nich oraz wypowiedzi internautów, a także perełkę – wywiad ze St. Lemem, który wręcz nienawidził czata za miałkość intelektualna ale gdyby czatował ktoś podobny do Brigit Bardotte lub Pameli Anderson to dałby się skusić :-)))
    Książka odpowiada na wiele pytań: czym jest netetykieta i dlaczego warto się jej trzymać, jak skutecznie podrywać w sieci, co to jest ten cyberseks i jak praktycznie wyjść z uzależnienia od sieci … Przeczytałem ją od deski do deski i już wiem dlaczego nie warto „zaczatować się”. Łatwo w sieć wpaść, trudno wyjść o własnych siłach.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php