Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

6.06.2006
wtorek

„Powtórzenie” – Żmijewski contra Zimbardo

6 czerwca 2006, wtorek,

Wczoraj Salon Naukowy „Polityki” poświęcony projektowi Artura Żmijewskiego „Powtórzenie”. Właśnie mija rok od jego prezentacji na weneckim Biennale. W tym czasie powstała obfita dokumentacja recepcji tego projektu, dostępna w „Obiegu”, ja także pisałem o projekcie w „Polityce” (20/2006):

Artur Żmijewski powtórzył eksperyment Zimbardo w 2005 r. w Polsce. Zamieścił ogłoszenia i zebrał grupę ochotników ? dwudziestu przeciętnych Polaków. Za 120 złotych dziennie mieli oni przez dwa tygodnie prowadzić życie strażników i więźniów. Role przydzielono losowo, strażników ubrano w mundury, więźniom założono pomarańczowe koszule do kolan, nazwiska zamieniono na numery i zamknięto w celach. Wszyscy zostali uprzedzeni, że będą cały czas filmowani. Każdy też wiedział, że może w każdej chwili użyć magicznej formuły ? zrezygnować z dalszego udziału w przedsięwzięciu bez podania przyczyn.

 

Projekt Żmijewskiego również zakończył się przed terminem, po siedmiu dniach. Tyle że przerwali go sami uczestnicy. Stwierdzili, że dzieje się z nimi coś niedobrego i dalszy udział w grze nie jest wart obiecanych pieniędzy. Z kilkusetgodzinnego materiału filmowego powstał czterdziestominutowy film, pokazywany m.in. podczas ubiegłorocznego Biennale w Wenecji.

 Podczas Salonu o „Potwórzeniu”, oprócz Żmijewskiego i Joanny Mytkowskiej (kuratorki projektu z Fundacji Galerii Foksal) rozmawiali prof. Kazimierz Krzysztofek i dr Paweł Moczydłowski. Zastanawialiśmy się, czy z takich przedsięwzięć wynika jakaś wiedza o człowieku, o mechanizmach społecznego działania. Odpowiedź była zdecydowanie pozytywna.

Pytanie drugie, na ile taki sposób tworzenia wiedzy różni się od tworzenia wiedzy zgodnie z metodą naukową nie dostało już tak jednoznacznej odpowiedzi, bo jak zdefiniować metodę naukową w naukach społecznych, skoro nawet w ścisłym przyrodoznawstwie cały czas trwają spory filozoficzne o status eksperymentu.

Zamiast więc toczyć scholastyczny spór, jeszcze jedno pytanie, jakie na koniec zadałem Żmijewskiemu i Moczydłowskiemu, a które też pojawiło się wcześniej w moim tekście:

Pozostaje jeszcze jeden problem do wyjaśnienia. Podczas projekcji ?Powtórzenia? publiczność mimo dramatyzmu scen wielokrotnie wybucha śmiechem jak na programie rozrywkowym. Z czego się śmiejemy oglądając ten film? ? Śmiejemy się z samych siebie, bo zdajemy sobie sprawę, że w podobnych sytuacjach zachowywalibyśmy się tak samo jak bohaterowie Żmijewskiego, idąc na takie same kompromisy, godząc się na poniżenie ? odpowiada po gogolowsku dr Paweł Moczydłowski. Tyle tylko, że podobne sytuacje nie zdarzają się wyłącznie w więzieniu, ale na co dzień, w zwykłym życiu.

 

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 4

Dodaj komentarz »
  1. Powiem szczerze: ten film to skandal. Widziałem na pokazie w SWPS i byłem z jednej strony wstrząśnięty, z drugiej zniesmaczony.

    Wstrząśnięty, bo film był po prostu szkodliwy. Żaden psycholog nie dostałby dziś zgody komisji etycznej na taki eksperyment, gdyż, po pierwsze, dokładnie już wiemy, w jaki sposób ludzie reagują w sytuacjach, po drugie, z badań wynika, że podobne eksperymenty mogą oddziaływać negatywnie na psychikę uczestników, którzy zresztą zostali de facto wykorzystani. Za dość małe pieniądze zgodzili się pokazać w sytuacjach intymnych i dla nich traumatycznych, które teraz oglądają, nieźle się bawiąc, tysiące ludzi. Żmijewski w dodatku zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co zrobił, w dyskusji po filmie rzucił nawet uwagę, że żałuje, że nie doszło do mocniejszych scen, co już uważam za szczyt cynizmu (lub głupoty).

    Zniesmaczony byłem dlatego, że film naprawdę nie odbiega poziomem od przeciętnego „Big Brothera”. Wartość poznawcza filmu jest w istocie żadna, gdyż wszyscy wiemy, jak ludzie zachowują się w reality show, autorowi pozostaje więc nadymanie się, że to sztuka. Żałosne.

  2. całkowicie popieram !!!… dodatkowo nie wiem czym trzeba się kierować chcąc powtórki czegoś takiego? … a dodatkowo dziwi mnie to, że sam prof Zimbardo cieszy się takim szacunkiem po dziś dzień. To co zrobił a raczej to, że tego nie przerwał odpowiednio szybko, było wyjątkowo nie etyczne i nie moralne i aby to wiedzieć nie potrzeba żadnych kodeksów!… i ostatnie słowo odnośnie pana żmijewskiego: …moim zdaniem fakt, że pojawiła sie w panu ż. chęć na powtórkę takiego eksperymentu, a co za tym idzie chęć zobaczenia tej sytuacji z bliska i chęć zaangarzowania w nią, świadczy w mojej opini o PODOBIEńSTWIE w potrzebach i tendencjach do różnych zachowań pana żmijewskiego do tego co ujawniało się w zachwaniach „strażników”… uff… ciężko tak owijać w bawełne… w każdym razie gdybym była na miejscu pana żmijewskiego, przejęłabym sie tego typu opinią… pozdrawiam i niektórym życzę szerzej otworzyć oczy…

  3. Nie oglądałem tego filmu więc się na jego temat nie wypowiem. Uważam jednak, że prof. Zimbardo nie złamał zasad etycznych. Jego eksperyment był ściśle kontrolowany i przeprowadzony zgodnie z wymogami bezpieczeństwa. Uważam, że przysłużył się on nauce i dał nam odpowiedzi na wiele pytań. Dzięki prof. Zimbardo możemy wyjaśnić obecnie takie zjawiska jak np. znęcanie się nad więżniami w Abu Ghraib. Co za tym idzie, możemy przeciwdziałać takim incydentom. Znamy mechanizm dehumanizowania więżnia i możemy przeciwdziałać takim zachowaniom u strażników. Przed eksperymentem stanfordzkim wiedza na ten temat nie była pełna i oczywista.

    WIĘCEJ NA TEN TEMAT:
    http://www.prisonexp.org/polish/indexp.htm

  4. W pierwszych miesiącach po wyjściu „big brotherowskiego” pierdla żyłem tymi siedmioma dniami spędzonymi na planie Eksperymentu. Udzielałem się na forach omawiających „Powtórzenie”, dyskutowałem z ludźmi. Starałem się coś tłumaczyć. Ktoś zapyta „dlaczego?”. Odpowiedź jest prosta te kilka dni były dla mnie naprawdę bardzo ciekawym i nie zapomnianym przeżyciem. Nie przypadkowo piszę „dla mnie”. Z biegiem upływajacego od zakończenia eksperymentu czasu zrozumiałem, że przejrzysta i czytelna (dla mnie) sytuacja w oczach innych przedstawiała się zupełnie inaczej.
    Żmijewski widział w swojej pracy dzieło sztuki – normalne, nic innego twórca – artysta nie mógł przecież powiedzieć o tym co wymyślił i stworzył.
    Pan Moczydłowski (jakby nie patrzeć przedstawiciel więziennictwa) całość oceniał w kategoriach prawdziwego zakładu penitencjarnego i recydywistów. Do łez rozbawiła mnie opowieść jednego z kamerzystów, który opowiadał, że gdy w czasie odsiadki poszedłem umyć cynowa miskę, w którą ( na znak protestu przeciw fatalnej jakości kuchni J) kilka minut wcześniej nasikałem ? Moczydłowski krzyczał:
    – Przecwelony! On jest cwelem. Żaden więzień nie dotknąłby naczynia do którego wcześniej sikał!
    Zapomniał chłop jednego. Ja nie byłem recydywistą i w dupie mam więzienną ?kulturę? oraz zwyczaje tam obowiązujące. Byłem Jarkiem B., którego Matka nauczyła sprzątać po sobie. U mnie w domu nie ma cweli i sami myjemy swoja muszlę klozetową bez ujmy na godności osobistej.
    Najmniej interesujące dysputy tworzyli psycholodzy. Każdy z nich widział co innego, pusząc się (przeważnie) swoją „wiedzą” i wystawiając jednocześnie niedostateczna ocenę własnej profesji.
    My uczestnicy widzieliśmy również w tych kilku dniach widzieliśmy co innego. Dla 433 niedoszłego psychologa czas za kratami był czasem rozczarowania innymi ludźmi. Nie ma w tym nic dziwnego. Przecież na wstępie jasno stwierdził, że zgłosił się w celach poznawczych. Może jakby nie prysnął w połowie eksperymentu poznałby swoich kolegów troszeczkę bardziej i zrozumiał co kierowało niektórymi naszymi zachowaniami. Dla naczelnika aktora, którego to rola Czarnego Mańka była rolą życia był to czas sprawdzenia własnych możliwości aktorskich oraz charakteru. Obydwa sprawdziany zaliczył na szóstkę. Było też kilku normalnych chłopów chcących zarobić, którzy (jedni szybciej inni później) zrozumieli, że wdali się w film, którego mieli być głównymi aktorami. I grali. Za grę przecież było płacone. Ważne jest to, że grali w zgodzie ze sobą. Tego akurat jestem pewien. Te siedem dni trwało długo i zdążyłem kilku z nich poznać.
    Podsumowując myslę, że najbardziej obiektywna i prawdziwa ocena eksperymetu wyszła z ust śmiejących się widzów. W swym śmiechu zawarli całą treść widowiska. Niecodzienną i nienaturalną sytuację, którą artysta nieudolnie próbował podać jako remake prawdziwego doświadczenia Zimbardo, śmieszność nas ? więźniów starających się w tym wszystkim odnaleźć oraz niezrozumienia czemu to wszystko miało służyć.

    pozdrawiam

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php