Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

29.06.2006
czwartek

Siedem rewolucji

29 czerwca 2006, czwartek,

Zafascynowani tajnikami afery bilboardowej i sekretami lustracji Zyty Gilowskiej, nie mamy już czasu pomyśleć o tym, jak będzie wyglądał świat w 2025 roku. Perspektywa odległa, ale dla większości osób jak najbardziej realna. Na szczęście są jeszcze Amerykanie, których myślenie wykracza poza horyzont bieżących problemów. W Warszawie odbyła się z inicjatywy General Electric (przyjechał Jeff Immelt, prezes korporacji) debata mająca skłonić do zadumy nad przyszłością.

Doskonałe wprowadzenie miał Robin Niblett, wiceprezes Ośrodka Studiów Strategicznych i Międzynarodowych z Waszyngtonu, który mówił o siedmiu głównych czynnikach, jakie zadecydują o kształcie świata za 20 lat. Oto one:

1. Demografia. Przyrost naturalny w końcu się ustabilizuje, ale problemem stanie się starzenie społeczeństw. Ponadto najszybciej przyrasta ludność w krajach najbiedniejszych. Dalej, do 2025 r. 60 proc. światowej populacji będzie żyło w miastach.

2. Zasoby naturalne. W perspektywie 2025 ciągle będziemy musieli polegać na węglowodorach jako najważniejszym źródle energii. Ze wszystkimi tego konsekwencjami (ropa akurat znajdue się w najbardziej konfliktowych miejscach świata). Kolejne kryzysogenne zasoby, to woda i żywność.

3. Technologia, rozwijająca się wzdłuż trzech osi: wzrost mocy obliczeniowych, biotechnologie i genetyka, nanotechnologia.

4. Wiedza (jej wytwarzanie i nauczanie).

5. Globalna integracja.

6. Konflikty, zwłaszcza rozwój niesymetrycznych działań zbrojnych (m.in terroryzm).

7. Wyzwania dla zarządzania i rządzenia.

Oczywiście, każdy z tych elementów wydaje się oczywisty. Ważniejsze w prezentacji Nibletta było zebranie wszystkich tych czynników, co stworzyło nowy kontekst. Dalej, to co cenne, prezenter mocno podkreślał czynniki stwarzające zagrożenia. Zapomnijmy o pełnym bezpieczeństwie. Przyszłości nie da się przewidzieć, można ją umożliwić, cytował Niblett Saint-Exupery’ego. Siedem rewolucji określa natomiast graniczne trajektorie. Świat może być lepszy, ale nie musi. Nie możemy już oczekiwać zbawienia ani od samych technologii, ani od wolnego rynku. To zdumiewające, jak ci globalni gracze (roczne obroty GE  wielkości 149,7 mld dolarów są kilkukrotnie większe od budżetu Polski) zwracają uwagę na kwestie społeczne, na rolę państwa. To rzeczywiście świat Globalizacji 3.0, o jakiej pisałem ostatnio w Niezbędniku inteligenta.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 9

Dodaj komentarz »
  1. Zawsze mnie dziwi strach przed starzeniem się społeczeństwa. Przecież jest oczywiste, że istnieja naturalna bariera, jakiej nie może przekroczyć populacja, jeśli nie chce zniszczyć swojego środowiska. Zatem populacja ta musi mieć stały poziom (przyjmijmy dla uproszczenia, że nie musi się wręcz kurczyć, aby stawić czoło katastrofie środowiska), a więc musi też dojść do naturalnej średniej wieku – dochodzi do niej asymptotycznie. Gdy dojdzie, zatrzyma się, bo to naturalna granica starzenia się całej zbiorowości. Jeśli ludzie żyją średnio 70 lat, to średni wiek musi wynieść 35 lat, a każda generacja musi mieć liczyć tyle samo osób. Pomijam oczywiście rozmaite kwestie szczegółowe, jak systematyczny wzrost wieku dożywania.

    Każda próba „odmładzania” wiąże się z przyrostem naturalnym, a więc prowadzi w oczywisty sposób do przeludnienia. To przecież matematyczne i statystyczne ABC.

    Gdy dołączymy do modelu problem wyczerpywania się zasobów, katastrofy klimatycznej czy jakieś inne nieszczęścia, okaże się, że powinniśmy się nawet skurczyć, a więc mieć ujemny przyrost naturalny. Przez jakiś czas społeczeństwo będzie się starzeć, ale po dojściu do optymalnego poziomu trend ten zatrzyma się.

  2. Panie Redaktorze,

    szkoda, ze panski tekst, a wraz z nim moj komentarz, ustapily miejscia na pierwszej stronie ePolityki komentarzowi o Izraelu. Ten ostatni temat z pewnoscia jest wazniejszy od „rewelacji” zawartych w cytowanych przez Pana siedmiu punktach.
    Nie chce mi sie pisac znowu tego samego, co napisalem uprzednio.

    Nie mniej gratuluje Panu raz jeszcze spojzenia na sprawe przyszlosci swiata, spojzenia tak wzruszajaco ujetego w przedostatnim zdaniu Panskiego komunikatu.

    Jacobsky

  3. Rzeczywiście, przedostatnie zdanie brzmi wzruszająco, co wypacza jego intencję. Rzecz nie w tym, że bosowie wielkich firm zaczęli być sentymentalni (choć ostatnio Gates zmniejszył zaangażowanie w Microsofcie, żeby pełną parą zająć się rozdawaniem zarobionych przez siebie pieniędzy za pośrednictwem Fundacji Gatesów). Chodzi o to, że biznes odrył, że sam rynek to zbyt mało – uwzględnianie kontekstu społecznego, ekologicznego, etc. to po prostu konieczność. Racje moralne i sentymentalne są zapewne przy tym najmniej istotne. eb

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dziekuje za odpowiedz.

    Wydaje mi sie, ze biznes juz dawno odkryl to, o czym Pan pisze. Problem w tym, jaki uzytek zrobi z odkrycia. Innymi slowy mowiac, ile w tym „odkryciu” jest polerowania wlasnego wizerunku korporacyjnego, a ile tego, o czym Pan napomina. Zwrot typu „Let’s do it! It is good for the image of the company!” to nie filmowa fikcja. Nalezy pamietac, ze korporacje, szczegolnie te publiczne, odpowiadaja przede wszystkim przed rynkiem kapitalowym i przed akcjonariuszami, i to interes tych podmiotow jabardziej sie liczy. Ten interes jest czesto niezmiernie trudny do pogodzenia z interesem spolecznym czy ekologia w krajach wysoko rozwinietych, z ktorego akcjonariat pochodzi, a co dopiero mowic o krajach, ktore na rynku kapitalowym nic nie znacza.

    Osobiscie nie wierze w nagla konwersje gigantow typy GE. Rynek rzadzi sie ciagle innymi prawami i wedlug tych praw trzeba grac. I dlatego moj sceptycyzm. Ale moze sie myle. Mam nadzieje…

    Widzi Pan, byc moze do normalnego funkcjonowania spoleczenstwa nie potrzeba az tak wiele nano-, bio, czy info- technologii. Zadziwiajace jest, jak wiele mozna zdzialac na poziomie lokalnym, bez totalnego globoalizowania obrotu rynkowego czy stosunkow miedzyludzkich, ale tez jednoczesnie bez zamykania sie na swiat, bo dzis to juz nie mozliwe i nie wskazane. Takie eksperymenty w malej i w sredniej skali maja miejsce i byc moze nie sa one az tak spektakularnym sukcesem, jakby tego sobie zyczyli pomyslodawcy, ale ich wyniki sa duzo bardziej akceptowalne spolecznie i ekologicznie, niz wysilki wielkich korporacji – wysilki, ktore czesto przypominaja zachowanie „Matki Rodzinnej” ze starego monologu Pietrzaka: Matki, co to jedna reka glaszcze po glowie, a druga bije w cztery litery (Pietrzak byl bardziej dosadny).

    Mam ograniczone zaufanie do think-tankow, zwlaszcza tych produkujacych analizy na zamowienie wielkich korporacji. Zawsze po zapoznaniu sie z takowa dobrze jest posluchac, co na ten temat mowia inni. Zapraszam do lektury ludzi typu Riffkin czy Suzuki. Czy chocby niesmiertelny i powszechnie znany Chomsky, ponoc najczesciej cytowana postac na swiece. To taka troche odtrutka na think-tanki i ich krasomowcow.

    Pozdrawiam zza Oceanu,

    Jacobsky

  6. Co do ostrożności odnośnie intencji korporacji i kompetencji think-tanków – zgadzam się. Proszę zajrzeć do tekstu z „Niezbędnik”, „Kooperacja zamiast korporacji” – link w notce. EB

  7. Dziekuje, odwiedze „Niezbednik”.

    J.

  8. Panie Redaktorze
    Z ogromną ciekawością czytam Pana felietony w Polityce i na blogu. Uczę się.
    Moja znajomość psychologii spolecznej skończyła sie wraz ze zniknięciem z rynku serii Biblioteka Myśli Współczesnej. McLuhan, Kozielecki, Goban (?) Toffler,Fromm,Aronson to już historia-epoka Gutenberga.Jeśli mogę prosić o kilka znaczących tytułów,uwzględniających dzisiejsze trendy związane ze społeczeństwem informacyjnym.
    Będę bardzo wdzięczna. Pozdrawiam i dziękuję.

  9. Na gorąco, odpowiedź do komentarza halszki31/3 – polecam rzecz najnoszą, od kilku dni w księgarniach – „Netokracja” Aleksandra Barda i Jana Soderqvista. Warto sięgnąć po „Wolną kulturę” Lawrenca Lessiga, dostępna w księgarniach i w Sieci, legalnie (najleiej szukać przez Google). Niebawem zaś uzupełnię swoją Czytelnię – tam na bieżąco będę informował o ciekawych tytułach.

  10. Dziękuję. Zapisałam. Poszukam. Przeczytam.

    Wodnik

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php