Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

3.07.2006
poniedziałek

DRM, czyli kto szpieguje nasze komputery

3 lipca 2006, poniedziałek,

W ostatnim, czerwcowym numerze „Technology Review” artykuł okładkowy poświęcony jest słynnemu skandalowi z Sony BMG. Firma ta w trosce o to, by jej płyty nie były kopiowane przez piratów zastosowała specjalne oprogramowanie mające zapobiegać innym sposobom słuchania muzyki, niż pozwalała na to firma. Jak jednak kontrolować użytkowników? Trzeba podglądać, co robią na swoich komputerach – temu miał właśnie służyć specjalny program, który można zaliczyć do spyware, czyli do programów instalujących się w komputerach, by np. wyciągnąć informację o koncie bankowym.

Normalnie spyware rozpowszechniają internetowi przestępcy, jest to aktywność nielegalna. Sony BMG zapomniało poinformować klientów, że kupując legalnie płytę, instalują na swoim komputerze coś, czego mogą nie chcieć. Program był na tyle sprytny, że nawet zawodowcy w dziedzinie bezpieczeństwa komputerów przez pół roku identyfikowali problem. Gdy już to uczynili, wybuchł skandal. Okazało się nie tylko, że płyty Sony BMg instalują spyware bez wiedzy użytkowników. Oprogramowanie to zwiększało znacznie zagrożenie innymi atakami ze strony cyberprzestępców.

Historia ta, już wielokrotnie opisywana w prasie w „TR” analizowana jest w szczegółach, jako przyczynek w debacie o DRM, czyli Digital Right Management. DRM to sposób technicznego zabezpieczania cyfrowych treści przed nielegalnym wykorzystaniem. Problem w tym, jak to pokazuje przykład Sony BMG, że w dążeniu do ochrony własnego interesu łatwo naruszyć interesy konsumentów. Czy możliwe jest ustalenie równowagi?

Tu zaczyna się skomplikowana gra. Najbardziej nawet wyrafinowane zabezpieczenia w ramach DRM można obejść. Dlatego w USA łamanie tych zabezpeiczeń uznawane jest za przestępstwo. Co jednak w takiej sytuacji, jak z Sony BMG? Czy złamanie ewidentnie szkodliwego rozwiązania będzie przestępstwem? Stąd pomysły, by zezwolić na stosowanie obejść DRM jeśli wynikają one z zasady dozwolonego użytku (jeśli np. chcę złamać zabezpieczenie po to, by zrobić kopię legalnie zakupionej płyty na własny użytek, by np. słuchać muzyki z płyty na odtwarzaczu mp3).

Debata na ten temat trwa również w Polsce, w związku z przygotowywaną nowelizacją ustawy o ochronie praw autorskich, w której ma się znaleźć przepis wprowadzający instytucję DRM. Polską debatę o DRM najlepiej śledzić na liście Klubu wolnościowego oraz w serwisie Vagla.pl Piotra Waglowskiego. Sprawa, choć bardzo skomplikowana ze względu na jej bardzo techniczny charakter dotyczy wszystkich korzystających z technologii cyfrowych. Czyli praktycznie wszystkich, którzy korzystają z komórek, odtwarzaczy mp3, internetu. Nawet w Polsce to całkiem sporo ludzi, warto więc wiedzieć, czy ustawodawca bardziej myśli o intereach korporacji, czy konsumentów-obywateli. Skandal z Sony BMG pokazuje jednak, że konsumenci-obywatele mogą być bardzo groźni, niezależnie od wylobbowanych rozwiązań prawnych. Mogą po prostu nie kupować.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. To ja dodam od siebie, że tematowi Digital Right Management poświęcony jest konkretny dział mojego serwisu: http://prawo.vagla.pl/drm ale to tylko przy okazji i tylko dlatego, że zostałem wywołany do tablicy. Prawdziwy komentarz miał dotyczyć tego, iż 20 czerwca 2006 ukazał się (chociaż jeszcze nie na stronie internetowej) specjalny numer Biblioteki Analiz (nr 171, czyli 14/2006), w całości poświęcony reprografii. Jest tam też tekścik o DRM i o Sony BMG, ale to nie najważniejsze. Ważniejsze są chyba dywagacje dotyczące dozwolonego użytku osobistego (i sprzeczne poglądy reprezentowane przez przedstawicieli doktryny). Coraz mniej go zostaje, a przecież działanie w ramach dozwolonego użytku nie jest ingerencją w prawa autorskie. W Polsce na treść prawa autorskiego składają się łącznie: prawa autorskie osobiste, prawa autorskie majątkowe i dozwolony użytek właśnie (wystarczy sprawdzić, jak skonstruowany jest rozdział ustawy określający treść prawa autorskiego). Programy komputerowe wyłączone są spod działania przepisów o dozwolonym użytku osobistym, ale nie ma w Polsce definicji legalnej programu komputerowego (chociaż jest rozdział w ustawie, który programom komputerowym jest poświęcony ? to wyłączenie z przepisów o dozwolonym użytku może być bardzo niebezpieczne. Czym jest program komputerowy? Czy jest nim już plik z arkuszem kalkulacyjnym? Czy dokument z makrami? Czy inny plik wsadowy??Fakt faktem ? orzeczeń sądowych dotyczących dozwolonego użytku osobistego w Polsce nie ma nawet „na lekarstwo”. To tak tytułem szybkiego komentarza.

  2. IMHO jest to po prostu element walki – nie na cepy lecz bity i bajty – pomiędzy twórcami, za wszelką cenę dążącymi do wyrugowania „darmozjadów” (tu akurat dozwolony użytek jest ledwie pobocznością) a internautami (bądź ogólniej: konsumentami kultury), którzy czasem jakby zapominali, że za pewne dobra jednak trzeba zapłacić – choćby po to, by źródełko nie wyschło. W tym sensie rozumiem obie strony sporu.

  3. No ciekawe rzeczy opisujesz. Trafnie komentujesz rzeczywistość

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php