Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

15.07.2006
sobota

Monachium, opowiadanie o nauce

15 lipca 2006, sobota,

Stefan Klein, jeden z bardziej wziętych niemieckich pisarzy zajmujących się nauką wpadł na pomysł, żeby zacząć budować sieć „Story Tellers of Science”, czyli sieć opowiadaczy o nauce. W tym celu ściągnął do Monachium, a dokładniej do pięknego zamczeku Schloss Hohenkammer nieopodal stolicy Bawarii kilkunastu pisarzy z różnych krajów. Przyjechał m.in. sędziwy Carl Djerassi, znakomity chemik – wynalazca pigułki antykoncepcyjnej, który dziś zajmuje się pisaniem sztuk, w których nauka i uczeni grają główną rolę. Dotarł John Casti, znany polskim czytelnikom m.in. z książki „Kwintent z Cambridge”, twórca gatunku science in fiction. Jest jeszcze dwoje Szwedów, Anglik, Duńczyk, Włoch, Niemcy, jeden Polak w mojej osobie.
Generalne spostrzeżenie towarzyszące rozpoczęciu rozmów jest następujące: żyjemy w paradoksalnym świecie. Z jednej strony nasze codzienne życie coraz bardziej uzależnione jest wiedzy, technologii, nauki. Z drugiej strony obserwujemy w Europie, a powoli także i w USA, odwrót od nauki i wiedzy. Coraz więcej ludzi obawia się skutków postępu,  a sam rozwój wiedzy jest tak szybki złożony, że trudno nadążyć ze zrozumieniem.
Jak w takiej sytuacji opowiadać o nauce? W swej wypowiedzi zauważyłem, że w Polsce (a trochę podobnie w innych krajach posocjalistycznych) problem jest nieco głębszy. Nie tylko nauka straciła swój prestiż, ale generalnie mamy problem z mówieniem i myśleniem o przyszłości. Nauka wszak rozwijała się jako ludzkie narzędzie do kolonizowania przyszłości. Gdy przyszłość przestaje być problemem, wówczas również problemem przestaje być i narzędzie. Stąd niewątpliwie rola „opowiadaczy” jest istotna, jako twórców nowego języka który być może w jakiś sposób zdoła zmienić myślenie. Niedościgłym przykładem był Stanisław Lem, który stworzył język polskiej nowoczesności.
Jak mówić o nauce, wiedzy, technice? Chętnie przekażę Państwa komentarze podczas dalszych dyskusji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. Czy Pan Panie redaktorze chce mówić o nauce do ludu? Bo jeśli tak to (jak w tym starym góralskim dowcipie) trzeba mówić językiem zrozumiałym dla ludu. W imieniu ludu dodam, że Pan to potrafi. To pisanie musi także do ludu trafić… a w Polsce Internet jeszcze nie pod każdą strzechą, a książki drogie, nawet gazety nie tanie… Na pocieszenie powiem, że w Krakowie jest taka księgarnia gdzie książki są tańsze, choć nie są to wydawnicze nowości. Bardzo dobrze jest tam reprezentowany dział popularno-naukowy i widzę, że pozycje z tego działu mają wzięcie… wiem, że to centrum, że miasto akademickie itd. W każdym razie inicjatywa o której Pan pisze jest bardzo ważna bo cóż warta jest wiedza w głowie człowieka jeśli nie potrafi się nią dzielić z maluczkimi.
    Joanna

  2. Joanno, pod jakim adresem jest ta ksiegarnia? Chetnie tam wpadne przy najblizszej okazji.

  3. Panie Redaktorze – jako czlowiek ktorego los zawodowy rzucil do krajow starej UE i z koniecznosci niejako sledzacy to co dzieje sie w kraju z oddali w Pelni zgadzam sie z Pania Joanna :)))

    Pwoem wiecej – jest Pan jednym z nielicznych ktorzy potrafia pisac (a nie mowic!!) o obszarze zwanym spoleczenstwem informacyjnym. I mam nadzieje ze trafi to w koncu do glow Obecnie Rzadacych ktorzy nie rozumieja KOMPLETNIE spraw z tym zwiazanych. Konsekwencja tego byla likwidacja najpierw Ministerstwa Nauki i Informatyzacji a pozniej Departamentu Spoleczenstwa Inforemacyjnego. Jesli jest prawda argumentacja ze zlikwidowano owa komorke bo wedle Obcenie Rzadzacych „zajmowala sie ona glupotami” to ma Pan wielkie pole do popisu 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kubo
    Na Grodzkiej, pomiędzy Placem Wszystkich Świętych a Instytutem Socjologii, nazywa się „Tania Książka”.
    Joanna

  6. Calkiem mozliwe, ze jesli – jak Pan pisze – rozwoj wiedzy jest tak szybki, ze ludzkosc nie nadaza ze sledzeniem tego rozwoju, to naturalnym odruchem wobec nieznanego i niezrozumialego jest po prostu strach. Strach ten powoduje byc moze niechec do nauki jako takiej.

    Ale nie trzeba winic za taki stan rzeczy wylacznie naszej ‚niedojzalosci’ do oferowanego przez nauke ‚postepu’. Jak Pan widzi, uzywam w powyzszym zdaniu cudzyslowu, bo sam mam watpliwosci co do pewnych zagadnien zwiazancych z nauka.

    Tak sie sklada, ze nauka to moj zawod oraz w pewnym sensie pasja, bo doprawdy jest pasjonujace obserwowanie, jak nauka jako jedna z dziedzin ludzkiej aktywnosci dochodzi do stawiania pytan, w jaki sposob zabiera sie do otrzymania na te pytania odpowiedzi, i jak te odpowiedzi potem weryfikuje. Tak samo interesuje mnie moja dziedzina, jak i inne, ktorych rozwoj sledze dzieki istniejacym kanalom popularyzacji nauki. Nazywa sie to ogolna kultura naukowo-techniczna.

    Niestety, bardzo czesto nawet ten jezyk nacechowany jest zbytnia pewnoscia siebie, zeby nie powiedziec arogancja wobec niewiadomego. A tym niewiadomym sa czesto dlugofalowe skutki odkryc naukowych, a raczej bezmyslnego, aroganckiego wcielenia ich w zycie za wszelka cene. Czasem ta cena okazuje sie byc bardzo wysoka.

    Nie trzeba zapominac, ze dzis nauka to spory mlynek do obracania pieniedzmi. Projekt badawczy trzeba ‚sprzedac’, zeby dostac grant, trzeba go nawet skapitalizowac, zeby odzyskac zainwestowane pieniadze, a to zaprasza do pojscia na skroty z jednej strony, i do zbednej tramtadracji z drugiej strony. Oraz do pseudonaukowego belkotu, ktorego tez nie brak.

    Mam ogromy respekt to naukowcow, ktorzy o swym rzemiosle mowia ze zrozumieniem, krytycznie, ze swiadomoscia wielowymiarowosci aspektow zwiazanych z nauka. Byc moze w ten sposob staraja sie oni sprowadzic szykosc rozwoju nauki do bezpieczniejszej, a wiec i bardziej przyswajalnej dla wszystkich.

    Jak mowic o nauce, wiedzy i technice ? Z respektem. Z respektem dla niewiadomej, z respektem dla tych, do ktorych sie mowi, i dla ktorych badania w koncu sie prowadzi – dla ludzi. Z respektem to znaczy rowniez tak obiektywnie, jak tylko jest to mozliwe.

    Jacobsky

  7. Pamiętam, dawno, dawno temu w bibliotekach wypożyczając beletrystykę, jako dodatek dostawało się książkę popularno-naukową.(naprawdę). Galaktyka Gutenberga się kończy, czytanie ze zrozumieniem jest sztuką co raz trudniejszą. Badania naukowe wykazują, że nawet ludzie z wyższym wykształceniem mają problem z rozumieniem tekstu. Dzisiaj czytelnicy preferują formy krótkie, z internetu pobiera się kilka informacji naraz, brak skupienia i refleksji.Gdzie te czasy kiedy szukalo się Kosidowskiego, Łysiaka, Ditfurth spod lady,Thorwald z ręki do ręki. „Problemy” tylko u zaprzyjaźnionego kioskarza. Czasopism wiele, nieliczne reprezentują dobry poziom.Cieszyć się należy, że niektóre ministerstwa sponsorują szkołom takie czasopisma jak” Wiedza i Życie”, czy „Świat Nauki”. Z żalem rozstawałam się z takimi tytułami jak „Wiadomości Kulturalne” czy „Społeczeństwo Otwarte”. W małych miastach niektórych tytułów nie uświadczysz, dobrze ,że można sprowadzić przez internet. Po za tym trzeba mieć zainteresowania i wiedzieć czego się chce.

  8. Panie Redaktorze
    Porusza Pan bardzo ciekawy i istotny temat. Jak mówić o nauce, wiedzy, technice w dobie gospodarki opartej na wiedzy? Dodam jeszcze jedno pytanie: jaka powinna być rola i kształt szkół, gdy na wiedzy można i trzeba zarabiać?

    Zacznę od drugiego pytania. Coraz trudniej uczyć się na zapas. Kiedy mówimy o zarabianiu na wiedzy i umiejętnościach to dlaczego czekać z tym do ukończenia studiów. Razem z zerówką 18 lat poświęconych uczeniu się a potem kłopot ze znalezieniem pracy. Najlepsze lata, kipiące energią, pełne kreatywności zmarnowane na przyswajaniu tego, co się może kiedyś przyda a co w chwili uczenia się może nie jest już potrzebne, aktualne? I do tego zamknięcie w szkole, trening siedzenia w ławce, nie wychylania się, odpowiadania na pytania, zamiast tworzenia i zadawania pytań? Szkoła stworzona dla epoki przemysłowej dogorywa, już dawno nie jest głównym miejscem zdobywania wiedzy. Jej źródłem nie są też nudne podręczniki. Jak uczyć, jak wykładać, kiedy uczniowie, studenci już to gdzieś przeczytali, usłyszeli? Jaki jest sens szkolnej świętości ? podstaw programowych, po co wszyscy mają wiedzieć to samo? Kiedy tak szybko przybywa nowych informacji i dziedzin wiedzy – szkoła chce tworzyć nowe przedmioty i wtłaczać więcej danych. Robi się z tego bagno informacyjne, niby coś wiem, ale czy na pewno? Co w zamian? Społeczności uczące się, wyspy wiedzy, miejsca kompetencji, wymiana wiedzy w poziomie: pomiędzy tymi, którzy pasjonują się daną dziedziną wiedzy i chcą zdobywać określone informacje. Uwolnienie edukacji od sztywnych ram biurokracji. Uczenie się przez całe życie, ale nie w szkole. Zdumiewa mnie zakres wiedzy hodowców gołębi, akwarystów, modelarzy, tolkienistów itp. Uczą się od siebie, korzystają z Internetu.

    Dzieci pytają w klasach 1 ? 3, potem przestają pytać. Ich zasobem, wartością jest umiejętność dziwienia się, widzenia świata inaczej. Co robimy z tym zasobem? Co robimy z kreatywnością najmłodszych? Czy można policzyć ile traci gospodarka nie wykorzystując tego potencjału? Ile tracimy utrzymując szkoły i izolując od gospodarki dzieci?

    Jak mówić o nauce, wiedzy…? Nauka i wiedza powinna być bliższa ludziom i przez nich współtworzona, wyzwolona z murów uczelni i bibliotek. Żeby tak było trzeba pokazywać pożytki i radości z nauki i wiedzy płynące. Przekonać w praktyce, że to się opłaca. Uwierzyć, że wchodzimy właśnie w całkiem inną, mniej materialną, gospodarkę, w której wartością stają się symbole a ich analitycy zajmują miejsce inżynierów. Wiemy już, że ludzie uczą się na różne sposoby i różnie rozumieją rzeczywistość (modele mentalne), stąd konstatacja: nie do każdego dotrzemy przez słowa. Jak przekazywać wiedzę, jak uczyć wykorzystując różnorakie inteligencje? Może więcej zabawy i tworzenia? Przekazywanie wiedzy przez jej rysowanie, dotykanie, smakowanie, uczenie się w ruchu (jak połączyć uczenie się z zajęciami sportowymi i tańcem, żegnając podział na wychowanie fizyczne i inne przedmioty) i co chyba najważniejsze w działaniu. Skomplikowanie i wzajemne powiązanie różnych dziedzin nauki wymaga nowego języka, nowych sposobów komunikowania się. Obiecująco wygląda w tym kontekście stosowanie mind mappingu. Mapy myśli stają się odpowiedzią na potrzebę sieciowania wiedzy i kontaktów, wyzwalają też twórcze myślenie.

    Inne ?mówienie? o nauce i wiedzy to także zmiana rytuałów konferencyjnych. Niby wiemy, że najciekawsze na konferencjach są przerwy a ciągle trwają one za krótko. Zdarzało mi się na szczęście urządzać konferencje z zabawami, śpiewem, gimnastyką, lepieniem z gliny, żonglowaniem itp. ?głupotami?, dzięki temu wiem, że tak właśnie można tworzyć i przekazywać wiedzę.

    Od kilku lat uczestniczę w eksperymencie, którego celem jest sprawdzenie, czy mieszkańcy tzw. wsi marginalnych mogą zaistnieć w gospodarce opartej na wiedzy. Żeby tak było powinni się uczyć i zarabiać na wiedzy i umiejętnościach. Niestety bardzo trudno większości z nich przychodzi się uczyć tradycyjnymi metodami. Uczymy się więc w działaniu, ale na początek szukamy czegoś dobrego, jakiś umiejętności zdolności, zasobów, za które można pochwalić, docenić. Nazywa się to badaniami doceniającymi (appreciative inquiry). Z tego, co znajdziemy, próbujemy tworzyć motyw przewodni rozwoju wsi, jej specjalizację. We wsi Sierakowo Sławieńskie niedaleko Koszalina zasobem był krajobraz przypominający krainę Shire z powieści Tolkiena. Od 2000 roku tworzymy tu wioskę hobbitów. Mieszkańcy Sierakowa zarabiają prowadząc grę terenową, uczą się tego, jak pracować z dziećmi i dorosłymi, jak prowadzić zabawy, jak zarządzać wioskowym biznesem. Mówią o sobie ?lubimy się bawić?. Wchodzą do experience economy, creative economy i zaczynają uczyć tego mieszkańców innych wsi, którzy przyjeżdżają do nich, żeby dotknąć i zobaczyć na własne oczy, bo nie bardzo dowierzają słowu pisanemu. W najbliższej okolicy powstają wioski: labiryntów, końca świata, bajki i rowerów (więcej o tym na http://www.wioskitematyczne.org.pl) Chcemy w nich, obok innych zajęć, urządzać spotkania naukowe poświęcone np. labiryntom i różnym aspektom końca świata. Mam nadzieję, że w wiosce końca świata uda się stworzyć muzeum (?) entropii ( w Koszalinie urodził się Rudolf Clausius).

    Z perspektywy wsi i jej potrzeb można inaczej spojrzeć na naukę i wiedzę. Tutaj widać wyraźnie ile z wiedzy dotyczącej rozwoju lokalnego dociera na grunt wsi i kto czyta książki i artykuły temu zagadnieniu poświęcone? Wydaje mi się, że czytelnikami takich pozycji są w przewadze inni naukowcy i studenci. Bardzo rzadko natomiast wójtowie, radni, posłowie i ministrowie. Jak mówić o nauce i wiedzy?

  9. „Informatyzację” przesunięto do MSWiA. Mówi się (wśród naukowców-informatyków, co się mówi wśród polityków nie wiem), że nie jest to nie kwestia braku szacunku dla informatyki, ale ograniczonego jej rozumienia — jako baz danych. Bo informatyka jako bazy danych, nawet gdyby dodać sieci (MSWiA lansuje dostęp do internetu na wsiach), to za mało. Brakuje tu zasotoswania technologii informatycznych dla usprawnienia innych dziedzin życia, a także dla zastosowań w przemyśle.

    * * *

    Czy na pewno następuje odwrót od nauki? Pewne antynaukowe teorie są obecne od lat. Jeśli mógłbym dostrzec jakieś zmiany to te, że obecnie zostały one zmarginalizowane. Nie mówi się już o UFO, nie podnieca Yetim, gdzieś przepadł New Age. Owszem — trzyma się jeszcze kreacjonizm i stara się atakować; ale wydaje się, że na polu walki pozostał osamotniony.

    Jeśli coś nauce obecnie szkodzi, to raczej obojętność niż wrogość. Przyjmuje się jej zdobycze jako coś oczywistego, na co nakłada się rosnąca specjalizacja, i co gorsza — poczucie, że skoro wiedzą inni, to w zupełności wystarczy.

    Ale nie jest tak zupełnie źle. Także w Polsce pojawiają się wcale liczne festyny naukowe i niejedno miasto uznało już za puntk honoru zorganizowanie czegoś takiego u siebie. Imprezy te nie są zbyt wielkie i (powiedzmy sobie szczerze) zwykle zbyt udane. Ale przecież te inicjatywy w większości przypadków dopiero raczkują. Są więc nadzieje, tym większe, że to właśnie takie festyny trafiają głównie do dzieci i młodzieży.

  10. Mysle ze opisany wyzej casus „rozwoju spoleczenstwa informacyjnego” to wlasnie przypadek tego ze w swoim czasie nie zadzialala promocja nauki. Ktos sobie cos utozsamia – rzecz tym ze to utozsamienie niebezpiecznie plytkie i powierzchowne.

    Jesli informatyka przez rzadzacych jest utozsamiana z technologiami bazodanowymi (i moze siecia) to dla mnie troche tak jakby szukac pingwinow w Arktyce. Kiedys na konferencji zapytalem specjalistow ze wspomnianego Departamentu Spoleczenstwa Informacyjnego dlaczego ten dzial administracji nazywa sie „informatyzacja” a nie „spoleczenstwo informacyjne” Prowadzacy prezentacje owczesny dyrektor DSI powiedzial ze nie ma pojecia

  11. Ja w kwestii językowej. Już kiedyś spotkałem się z tłumaczeniem „story teller” jako opowiadacza historii. Może lepsze byłoby słowo „gawędziarz”? Trochę zapomniane, przykurzone, ale w dobrym stanie.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php