Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

28.07.2006
piątek

Koniec bezrobocia?

28 lipca 2006, piątek,

Wczoraj wieczorem robiłem zakupy w Tesco. Z wypełnionym koszykiem dotarłem do jednej z nielicznych otwartych kas. Gdy już wypakowałem towar kasjerka wręczyła mi tabliczKą „ostatni klient” nie bacząc, że za mną jeszcze stoją inni kupujący. Na ich protesty odparła – „sam pan siądzie na kasę”. Na pytanie, dlaczego pracuej tak mało kas – „nie ma ludzi do pracy”.

Oficjalnie bezrobocie spadło do 16 proc., nadal jest więc olbrzymie. Praca przy supermarketowej kasie jest odpowiedzialna, ale nie wymaga superkwalifikacji, poza koniecznością koncentracji i liczenia w podstawowym zakresie. Dlaczego więc brakuje chętnych? Odpowiedzi jest kilka. Najważniejsza zapewne, to beznadziejnie niskie zarobki i brak jakiejkolwiek szansy na awans. Na Zachodzie kasa to praca taka, jak w fast-foodzie, czyli oferta głównie dla studentów czy też innych osób szukających przejściowego zatrudnienia. Polscy studenci pracują owszem w TEsco, ale w Irlandii i w Wielkiej Brytanii, za tamtejsze pieniądze.

Wyjaśnienie drugie, to takie że wśród tych 16 proc. bezrobotnych, biorąc pod uwagę poziom wykształcenia polskiego społeczeństwa, wymagane do pracy przy kasie kwalifikacje są zbyt wysokie. Kto je posiada, jedzie pracować przy kasie w Tesco w Irdlandii i Wielkiej Brytanii.

Dochodzi więc do konwergencji dwóch punktów. Co z tego wynika? Płace w Polsce już podobno rosną, ale będą musiały rosnąć jeszcze szybciej, jeśli ma nie zabraknąć nie tylko fachowców o najwyższych kwalifikacjach, ale nawet tych o średniej wiedzy zawodowej. Prywatny biznes poradzi sobie z tym najszybciej, polscy kapitaliści w końcu będą musieli zrozumieć, że trzeba płacić przynajmniej tyle, by można było przeżyć, zwiększając konkurencyjność firmy przez inwestycje i modernizację firm. Gorzej z posadami opłacanymi przez państwo, np. lekarzami. Gdy minister finansów podliczył koszty wszystkich pisowskich i koalicyjnych obietnic, na horyzoncie pojawiła się budżetowa dziura i najprawdopodobniej wielu podwyżek nie będzie. Najwyraźniej ciągle rynek działa lepiej niż państwo, nawet w IV Rzeczpospolitej.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. Zacznę od końca, mianowicie od dziury budżetowej. Od dawna wiedziełam, że wszystkie te obietnice, dane już i te które będą złożone, podwyżek płac i nakładów na budżetówkę, będą musiały skutkować nierównowagą w budżecie. Rząd nie znjadzie szybko pieniedzy, by zapewnić obiecaną kotwicę budzętową, w inny sposób niż przez podniesienie podatków. podwyższając podatki zwykłymludziom, zmniejszy popyt wewnętrzny. Podwyższając podatki firmom zwiększy koszty pracodawców. W rezultacie gospodarka przyhamuje i bezrobocie się zwiększy.
    Co do pracodawców prywatnych, faktycznie jest nadzieja, że pomyślą o technikach odchudzania produkcji, o zmniejszeniu rozdętych kosztów metodami bezinwestycyjnymi, organizacyjnymi oraz poprzez wprowadzanie nowych technologii z drugiej strony. Tyle, że jeśli rząd dokręci im śrubę podatkami, to skąd wezmą na podwyżki i nowet urządzenia? Pozostawało by tylko otwarcie rynku dla pracowników ze Wschodu. Tylko na jak długo to wystarczy?
    Czarno to wszystko widzę.

  2. Warto dodać, że oficjalny poziom bezrobocia jest sporo wyższy od faktycznego. Według Diagnozy Społecznej 2005 około 1/3 zarejestrowanych bezrobotnych, to osoby niezainteresowane pracą (teraz o części z nich mówi się „pracujące w domu”) lub pracujące (na czarno) za minimum 850zł miesięcznie. Podejrzewam, że w ostatnim roku te proporcje nie zmieniły się.

  3. Czytajac to wszystko i powtarzajac sobie Panskie retoryczne pytanie ‚co z tego wynika ?’, po gruntownej analizie stylu, w jakim podejmowane sa decyzje rzadowe i stojacej za nimi logiki dochodze do wniosku, ze najlatwiejszym wyjsciem bedzie zakazanie przez min. Ziobro wyjazdow do Anglii i do Irlandii.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Nasuwa mi sie jeszcze jedna refleksja – troche z boku ale nie do konca. Jakosc kadr naszej administracji. Powszechne jest narzekanie na naszych „czynownikow” – w duzej mierze sluszne ale to ta administracja wczolgala nas w koncu do UE! W casie prac nad NPR 2007-13 wskazywano ze niedostateczna jakosc wykwalifkowanych kadr w administracji bedzie bariera naszego rozwoju gospodarczego.

  6. Wykształcenie, niskie płace — owszem. Ale warto też zauważyć, że brak ludzie do pracy pojawia się na razie w Warszawie — na „prowincję” jeszcze nie dotarł.

  7. Edwinie, wiesz jakie były ostatnio płace kasjerek np. w Globi/Carefurze? 650 PLN + odpowiedzialność za fałszywe banknoty i za błędy (niektóre z nich generowane przez system informatyczny obsługi kasowej…). Czy to Ciebie dziwi, że takie jest podejście, skąd inąd miłych Pań w super/hipermarketach. Sprawdź przy okazji kolejnych zakupów, jak reagują klienci z koszykami na uśmiech innego klienta, na słowa magiczne „przepraszam, proszę, dziękuję…”. Te reakcje są naprawdę inne niż w krajach, które zdarzało mi się odwiedzać.

  8. PK
    brak rąk do pracy dotarł na prowincję. Brakuje spawaczy, operatorów NC, lakierników, laminaterów, budowlańców, inżynierów ogólnie, pielęgniarek, anestezjologów. Pewnie innych też, ale o tych powyżej wiem z pierwszej ręki. Jak to się mówi, nie da się wiecznie podcierać d.. szkłem, coś trzeba zrobić w zakresie płac. Albo otworzyć tynki na Wschód, tylko na jak długo to wystarczy?

  9. Witam,

    Wzrostu płac nie ma, i nie będzie – przynajmniej w społecznie odczuwalnej skali i to z wielu powodów. Po pierwsze – firma musi MIEĆ pieniądze do wydania. Pieniądze musi zdobyć na rynku – tylko jak ? I dlaczego wydać je na pracowników ? Przypomnę, że sporo firm – w tym takie z uznaną reputację – jakoś funkcjonuje przy dużej rotacji kadr, wymuszanej polityką niskich płac i pracą pod dużym obciązeniem. I nie widzę istotnego powodu, aby to miało się zmienić. Specjaliści ? To i tak nisza. A racjonalna gospodarka zasobami ( w tym ludzkimi ) nie jest mocną stroną naszych biznesmenów. A jeżeli już ktoś zdecyduje się na inwestycje, to prędzej wyda je na „firmę” niż na pracownika.

    Po drugie – radykalny wzrost płac to nakręcenie inflacji, a wzrosty rzędu 1-5% (czyli np. 100 PLN/mc więcej ) wynagrodzenia i tak wiele nie zmieną.

    Dramatem Polski jest rosnąca dysproporcja między zapotrzebowaniem na pracę a możliwościami jej świadczenia lub opłacenia. Oraz niemądra polityka – nie rozumiem, dlaczego mamy importować pracowników z Ukrainy, zamiast pogonić do pracy większość naszych „mitycznych” bezrobotnych. O ile dobrze sobie przypominam, to w Kanadzie tak obniżono bezrobocie – ogłoszono (niezrealizowaną zresztą) likwidację zasiłków…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php