Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

25.08.2006
piątek

Strach w epoce high-tech

25 sierpnia 2006, piątek,

Wczoraj miałem krótki wypad do Londynu. Miasta nie opisuję, bo jak mówi dowcip, podczas II wojny to rząd siedział w Londynie a społeczeństwo w Polsce, teraz jest zaś na odwrót. Ciekawsza była podróż. Otóż po niedawnym alarmie antyterrorystycznym po  ujawnieniu przez brytyjskie służby specjalne planów zamachu terrorystycznego na całym świecie wzmogła się czujność lotniskowych służb bezpieczeństwa. Na Okęciu podróżny lecący do Londynu pozbawiany jest wszystkich niemal rzeczy osobistych. Na pokład nie mogłem zabrać nawet długopisu ani gazety. Traktowani w ten sposób Anglicy głośno protestowali i pukali się w czoło. Czyżby im się nie podobała troska polskich służb o ich bezpieczeństwo?

Wracając wieczorem zrozumiałem ich opór. Otóż w Londynie, który przecież jest celem zwiększonej uwagi terrorystów można na pokład zabrać niemal wszystko, oprócz wniesionych z zewnątrz płynów. Pasażerowie sprawdzani są w sposób dokładny, muszą m.in. zdejmować buty. Na Okęciu zabiera się wszystko, ale już butów nikt nie sprawdza. Czy Anglicy lekceważą więc bezpieczeństwo podróżnych?

Najprawdopodobniej nasze służby w dobrej wierze przesadzają ze swoją wrażliwością i nie mam im tego tak bardzo za złe, ostatecznie można wytrzymać dwie godziny lotu bez ulubionych gadżetów. Tyle tylko, że jeśli, tak jak uważają Anglicy rzeczywiste zagrożenie nieco złagodniało, to największą sztuką służb bezpieczeństwa jest „desensytyzacja”, czyli zmniejszenie reżimu środków zapobiegawczych do adekwatnego poziomu. Przesada, polegająca na nadmiernej ostrożności jest o tyle niebezpieczna, że wyczerpuje wrażliwość i czujność ludzi, tak potrzebną gdy znowu wzrośnie rzeczywiste zagrożenie.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Panie Edwinie
    Mam sceptyczny stosunek zarówno do elektroniki(tzw.bramek)jak i tępego przeszukiwania i upokarzania ludzi przez służby.Akurat po zamach w Nowym Jorku wybrałem się do Portugali na wyprawę po słabo zaludnionych górskich terenach.W Hanowerze cofali mnie na bramce trzy razy mimo pustych kieszeni.W końcu okazało się,że nowo kupione buty do łażenia po skałach miały ukryte pod skórą stalowe noski,więc przeszedłem bramkę boso.Ale prawdziwą zabawę chłopaki ze służb mieli ze stadem niemieckich dziewczyn z kolczykami wmontowanymi w różne smaczne zakamarki ciała.Natomiast w Portugali(Faro)zupełnie odmienna sytuacja. Kompletny południowy luz i pozorny bałagan.Bezpieczeństwem zajmowali się starzy tajniacy pamiętający Salazara.Włosy na żel,ciemne okulary,niby nieobecni ale czujni.Po prostu stare doświadczone psy wyczulone na zapach strachu.Przyznam,że budzili respekt mimo pozornie nieobecnych oczu.Nic chyba nie zastapi profesjonalisty,nawet w tak niewdzięcznym zawodzie jak tajniak.
    Pozdrawiam

  2. Dawno dawno temu, smoki i Czarna Śmierć pustoszyły przeróżne krainy… A teraz, wydaje nam się, że będziemy w stanie powstrzymać ich postmodernistyczne wersje ;).

    No cóż, zawsze można próbować… Ale myślę, że odczekam z lataniem, aż słupek na strachometrze zejdzie do rozsądnego poziomu (i to wcale nie dlatego, że mogę mieć kolczyki w „smacznych zakamarkach” ;)). W końcu latanie jest przyjemne, bycie „trzepanym” już chyba trochę mniej.

    Własne doświadczenie z tegorocznego festiwalu Sziget w Budapeszcie, na którym zagościło w ciągu tygodnia kilkaset tysięcy ludzi: ochroniarze nie przeszukiwali plecaków zbyt gruntownie, ograniczając się do niezbędnego minimum, które… absolutnie wystarczyło. Zdrowy rozsądek ponad sztywne (i niestety uciążliwe) zasady. Nie było bomb, zabójstw, etc. – po prostu na festiwalu mieliśmy właściwych ludzi we właściwym miejscu. Czego niestety nie można powiedzieć o obecności terrorystów w samolotach, ale i sił „Aliantów” np. w Iraku.

  3. Warto też zauważyć, że nasze służby (Straż Graniczna i Urząd Lotnictwa Cywilnego) utrzymywały absurdalne restrykcje bagażowe (praktycznie zakaz wnoszenia na pokład bagażu podręcznego) ponad dwa tygodnie dłużej niż cała Europa, w tym sama Wielka Brytania – miejsce planowanego zamachu. Dlaczego? Zagapili się…

    A to, co o tym myślą przewoźnicy: http://tinyurl.com/lexxg

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php