Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

29.08.2006
wtorek

Jamie Doran, Piers Bizony, „Gwiezdny bohater”

29 sierpnia 2006, wtorek,

„Na razie jesteśmy w tyle” powiedział prezydent John F. Kennedy 12 kwietnia 1961 r. na konferencji prasowej, pytany o miejsce Stanów Zjednoczonych w kosmicznym wyścigu. Tego dnia Związek Radziecki potwierdził to, czego Amerykanie domyślali się na podstawie analiz wywiadowczych – w kosmos poleciał pierwszy człowiek – Jurij Gagarin.

Trwający 108 min lot przyniósł majorowi sowieckiego lotnictwa sławę na skalę globalną. Jako najlepsza wizytówka przewagi systemu komunistycznego nad zgniłym kapitalizmem Gagarin jeździł po całym świecie, ściskając się z rozentuzjazmowanymi tłumami. Musiał wszak pamiętać, by trzymać język za zębami, bo sowiecki program kosmiczny otaczała najściślejsza tajemnica. Tajemniczość towarzyszyła pierwszemu kosmonaucie do końca krótkiego, zakończonego tragicznie życia.

Jamie Doran (irlandzki dziennikarz i producent filmowy) i Piers Bizony (historyk i dziennikarz naukowy) stwierdzili, że po upadku Związku Sowieckiego nastał najwyższy czas, by wiele niewyjaśnionych zagadek ujawnić. Żmudna praca polegająca na docieraniu do kolejnych świadków: członków rodziny Gagarina, jego przyjaciół, urzędników, dawnych oficerów KGB, uczonych, przekupywanie strażników strzegących dostępu do państwowych archiwów ? dała w rezultacie, oprócz serii filmów dokumentalnych, fascynującą książkę „Gwiezdny bohater. Prawda i legenda o Juriju Gagarinie”.

To więcej niż tylko biografia pierwszego kosmonauty – zza jego postaci wyłaniają się na kolejnych kartach książki mechanizmy działania sowieckiego imperium. Nieludzkie eksperymenty na „testerach”, eksplozja rakiety R-16, kiedy na skutek głupoty marszałka Niedielina zginęło ponad 190 osób, walka o Władimira Komarowa, którego misja kosmiczna była pewnym wyrokiem śmierci. Opowieść o Gagarinie to w istocie opowieść o systemie i o ludziach, wolna od dydaktycznych osądów i upraszczających stereotypów.

Jamie Doran, Piers Bizony, Gwiezdny bohater. Prawda i legenda o Juriju Gagarinie, tłum. Piotr Amsterdamski, Prószyński i S-ka, Warszawa 2006, s. 200 Recenzja ukazała się w „Polityce

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Bardzo mnie cieszy, ze pisze Pan o radzieckim programie kosmicznym i podaje propozycje ciekawej lektury na ten temat. W istocie, wraz z otwieraniem sie archiwow coraz wiecej ciekawych informacji wydobywane jest na swiatlo dzienne.

    Pare lat temu ogladalem w TV dwugodzinny film zlozony z archiwalnych filmow z rejestracji wybuchow jadrowych – od pierwszej proby az po ostatnie, zanim wprowadzono zakaz. Zdjecia poprawiono cyfrowo, pobarwiono, prawie zadnego komentarza poza suchymi faktami – cos niesamowitego. Siedzialem jak zaczarowany i ogladalem porazajace piekno, jakim jest spektakl na niebie towarzyszacy kazdemu wybuchowi jadrowemu. Pierwszy raz zobaczylem, jak wyglada odpalenie glowicy na wysokosci ponad 100 km – tak, jakby drugie slonce zaplonelo na chwile. POkazano tez monstrum, jakie Rosjanie zrzucili na swoim poligonie: ponad 50 MT wyzwolone z syntezy deuteru i trytu. A w planie byla ponoc zabawka obliczona na 100 MT.

    Na koniec pozostawiono prawdziwa gratke: archiwalne zdjecia z pierwszej chinskiej proby atomowej. Niby nic w porownaniu z 50 MT, ale… Zaraz jak tylko opadl pyl po wybuchu, w kierunku ” ground zero” wyruszyla szarza chinskiej… kawalerii. Zolnierze w kufajkach i z uchatkami na glowie, a na twarzach zwykle maski gazowe. Rowniez konie mialy maski na pyskach. I tak leciala ta szarza chinskiej kawalerii wsrod dymiacych zgliszcz, powykrecanych szyn kolejowych i innych rekwizytow zgromadzonych na te okazje na chinskim poligonie. Obrazek tak surrealistyczny, a jednoczesnie tak okrutny, jak tylko mieszanka mongolszczyzny z komunizmem okrutna byc moze, bo kto z tych biednych obdartusow na koniach przezyl kontakt z goraca jeszcze ziemia po wybuchu jadrowym ?

    Wysylanie ludzi w kosmos na pewna smierc czy na atomowe pogorzelisko –
    trzeba miec czlowieka w glebokiej pogardzie, zeby cos takiego mu szykowac. Nawet jesli w slad za tym szedl per saldo jakis tam postep.

    Jacobsky

  2. Pogarda dla człowieka leży w kulturze krajów totalitarnych. Tak to powiedział Stalin? – śmierć jednego człowieka to tragedia, ale dziesięciu to statystyka.

  3. Patrząc na sprawę z szerszej perspektywy to strategia „chińska” jest bardziej skuteczna ewolucyjnie. Nie chwalę jej – stwierdzam fakt. Co więcej, patrząc na fakty, widać, że nie chodzi tu tylko o ewolucję biologiczną ale i np. ekonomiczną. O ile świat pójdzie dalej w stronę, w którą jak myślę, idzie, to i w tzw. liberalnych ustrojach zajdzie przemiana w tej kwestii. Zresztą, w momentach, w których dochodzi do zagrożenia podstaw ustroju liberalno-demokratycznego on sam, w sprzeczności ze swymi zasadami, jednostke gnębi…

    Od długiego czasu zastanawia mnie „problem faszysty”. Dlaczego faszysta nie może na równi z innymi głosić swoich poglądów? Otóż IMHO nie może bo poglądy te grożą istnieniu liberalnej demokracji. Socjalista, liberał, libertyn, ekolog nie zagrażają więc moga mówić…

    Ja tego nie rozwiążę…Chętnie bym natomiast dowiedział się co Wy myślicie?

  4. Panie Edwinie! Czekamy:)

  5. Komerski,

    moim zdaniem w zdrowym, normalnie funkcjonujacym spoleczenstwie demokratycznym „problem faszysty” nie powinien istniec, i nie dlatego, ze w takim spoleczenstwie nie bedzie ludzi myslacych w kategoriach, ktore z reguly okresla sie faszyzujacymi. Tacy ludzie zawsze beda istniec i jesli zechca, niech sie organizuja, publikuja, czyli po prostu niech istnieja politycznie. Podobnie z innymi ekstremami z politycznego spektrum. Odmowa demokracji dla jej wrogow to podejscie leninowskie, a wiec nie sadze, zeby przejecie tej zasady lezalo w interesie zdrowej demokracji.

    Natomiast w zdrowym, normalnie funkcjonujacym spoleczenstwie demokratycznym koncepcje ekstremalne i wrogie demokracji beda z natury rzeczy spychane na ubocze i ich popularnosc bedzie sie raczej mierzyc w promilach niz w procentach. Dlaczego ? Dlatego, ze spoleczenstwo demokratyczne w swej masie nie bedzie widziec zadnego interesu w holdowaniu koncepcjom ekstremalnym, opartym na ograniczeniu lub likwidacji demokracji jako takiej. Przeciez w wielu krajach dzialaja partie faszyzujace, marksistowko-leninowskie, maoistowkie, trockistowskie, itp. Stanowia one jednak margines polityczny, z ktorym identyfikuje sie znikoma ilosc osob, a warunkiem ich dzialania (jak i kazdej innej partii politycznej) i tak jest respektowanie istniejacego porzadku prawnego. Jesli te partie potrafia dostosowac sie do istniejacych regul gry, to nie ma zadnych przeciwskazan, zeby istnialy. Przyjete rozwiazania szczegolowe roznia sie w zaleznosci od kraju i tradycji, ale generalnie ograniczenia nie sa az tak drakonskie. Nie trzeba zapominac ponadto, ze wiele spraw z zakresu zycia politycznego regulowane jest na drodze odpowiedzialnosci cywilnej (i karnej, jesli ta stosuje sie) za naruszenie dobr osobistych i dobrego imienia. Ponadto, np. w wielu krajach nawolywanie do przemocy i nienawisci wynikajacej z dyskryminacji jest zakazane, a wiec ktokolwiek narusza ten zakaz podlega sciganiu, podobnie jak za ponizanie i lzenie grup etnicznych, wyznaniowych czy innych. O ile sie nie myle, sa to czyny scigane przez prawo miedzynarodowe.

    Zachowanie demokracji lezy w interesie samych obywateli z tej demokracji korzystajacych, jesli wiec nagle traca oni ostrosc widzenia w tej kwestii, swiadczy to moim zdaniem o postepujacej patologii systemu demokratycznego. To troche jak z nasza flora bakteryjna, ktora jest roznorodna, i w jej sklad wchodza rowniez bakterie bardzo grozne. Nie mniej wszystkie bakterie (plus system odpornosciowy) stanowia elementy skladowe samoregulujacego sie systemu, dzieki ktoremu funkcjonuje organizm. W chwili, gdy nastepuje zaburzenie rownowagi systemowej, znikaja mechanizmy utrzymujace grozne bakterie na poziomie niezbednym dla normalnego funkcjonowania organizmu, nastepuje ich proliferacja, a wiec wkraczamy w faze choroby, infekcji, patologii.

    Oczywiscie analogia z bakteriami nie doskonala. Nie mniej ilustruje ona w jakis sposob funkcjonowanie demokracji oraz zagrozenia dla niej.

    Wydaje mi sie ponadto, ze pozwalajac na istnienie partii ekstremalnych w ramach istniejacych regul ogolnych, spoleczenstwo demokratyczne ma wglad w to, co dzieje sie na krancach politycznego spektrum. Taki wglad bylby utrudniony gdyby zakazano a priori istnienia tym partiom, lub wymagalby on uzywania metod nie majacych z demokracja nic wspolnego, co juz samo w sobie stanowi zagrozenie dla demokracji.

    To oczywiscie moje prywatne zdanie.

    Pytales o opinie – oto ona.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php