Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

29.11.2006
środa

Blogger dziennikarzem

29 listopada 2006, środa,

Jacek Walicki podrzucił ciekawy trop: Sąd w Kanadzie uznał, że Charles LeBlanc, żyjący z zasiłku blogger piszący m.in. o ubóstwie i ADHD, jest dziennikarzem, podobnie jak pracownicy mediów instytucjonalnych. Wyrok zapadł podczas rozprawy zajmującej się sprawą aresztowania LeBlanca. Policja zatrzymała go w trakcie protestu w lokalnej izbie gospodarczej. Sąd uznał, LeBlanc zbierający materiały do swego bloga powinien być potraktowany tak jak inni dziennikarze, których policja zostawiła w spokoju. Policja ponadto bezprawnie usunęła z aparatu cyfrowego bloggera ok. 200 fotografii.
Wyrok jest bardzo istotny (przynajmniej dla Kanady), bo sankcjonuje blogi jako prasę w sytuacji, gdy prasa instytucjonalna jest coraz bardziej uzależniona od przemysłowych grup kapitałowych i traci niezależność. Blog LeBlanca jest wspierany przez anonimowych darczyńców, którzy nie chcą się ujawnić, bo są zatrudnieni w biznesach należących do rodziny Irvingów, kontrolującej także lokalną gazetę.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Moim zdaniem bardzo dobrze sie stalo, ze prowadzacy blogi otrzymuja status dziennikarza.

    W Kanadzie i chyba w USA nie potrzeba zadnych specjalnych „uprawnien”, zeby uprawiac dziennikarstwo. Trzeba tylko umiec pisac (lub produkowac sie w inny sposob) i miec gdzie pisac (lub produkowac sie w inny sposob). Wszystko inne to sprawa umowna. Owszem, mozna isc na studia diennikarskie, ale nie jest to warunek sine qua non kariery w tym zawodzie. Wielu wielkich dziennikarzy po tej stronie Oceanu nie ma zadnego wyksztalcenia dziennikarskiego. Samorodne talenty – ot co.

    O ile do tej pory dziennikarz byl w jakims sensie elementem wielkiej maszyny medialnej (traktowanej jako calosc, mniejsza o wielkosc poszczegolnych elementow), mial wizytowki, legitymacje firmowe itp, o tyle blogi „zdemokratyzowaly” dziennikarstwo, dajac mozliwsc produkowania sie kazdemu, kto tylko ma na to chec. Wyrok sadowy potwierdza tylko stan faktyczny. Juz widze siwe wlosy na glowach tych, ktorzy przyznaja akredytacje… Z drugiej strony nie sadze, zeby wszyscy prowadzacy blogi natychmiast rzucili sie po przepustki na konferencje prasowe wysokiego kalibru, na ktore ilosc wejsciowek i tak jest limitowana. Tu potrzeba znac osobiscie szefa biura prasowego, co oznacza ogromna inwestycje w dziedzinie PR. Znani dziennikarze maje w tej kwestii kilkadziesiat dlugosci przewagi nad now przybylymi autorami z blogow.

    A rodzina Irvingow to temat na odrebna pogawedke…

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  2. @ Jacobsky – Przed epoką blogów też nie trzeba było mieć wykształcenia dziennikarskiego, żeby być dziennikarzem. Swoją drogą „dziennikarstwo” jako kierunek studiów to jedna wielka pomyłka. Ponoć za „dawnych i niesłusznych” czasów było coś takiego jak studium dziennikarskie, które trwało dwa lata, i na które można się było dostać dopiero „po magistrze”. Wg. mnie dużo sensowniej – bo przynajmniej młodzi ludzie, czegoś się uczyli…
    A wracając do bloggerów-dziennikarzy to IMO istnieje wyraźna różnica między autorem bloga, na którym się tu wypisujemy a np. autorką tego bloga – http://www.mika8.mblog.pl/
    Masz oczywiście rację, co do akredytacji i chęci uczestnictwa…Nie każdy zachce i nie każdy będzie mógł – tylko jaki w takim razie sens nazywania bloggerów dziennikarzami?

  3. Komerski,

    Blogowiec jest jak dziennikarz: w jakims stopniu opisuje on rzeczywistosc i czyni to w sposob opiniotworczy. W jaki sposob tego dokonuje stanowi osobny temat. Nie mi oceniac poziom dziennikarstwa czy „dziennikarstwa” (vide: link do mika8), a raczej robie to w ten sposob, ze jednych czytam, a innych nie czytam. I na tym chyba caly dowcip polega. Dzis wiele mediow, dosc chwytliwych i poczytnych uzywa podobnego jezyka do miki8, porusza podobna tematyke i… dzieki temu niezle sie sprzedaje.

    Nie ma granicy miedzy dziennikarstwem i nie-dziennikarstwem, tak jak nie ma granicy miedzy literatura i nie-literatura czy w ogole sztuka – nie-sztuka.Pisac kazdy moze, podobnie jak spiewac, choc oczywiscie nie musi. Kwestia skali odbioru tego, co sie przedstawia innym.

    Omawiany wyrok jest o tyle wazny, ze zrownuje on wszystkich w prawach do dostepu, do ochrony i do wykorzystania zebranych informacji (z oczywistymi zastrzezeniami natury prawnej).

    Zrownuje wszystkich, poniewaz kazdy moze zalozyc swoj blog. Co wcale nie znaczy, musi (vide: mika8).

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ Jacobsky – Zgadzamy się, myślę, całkowicie, co do kwestii dostępu do informacji, jej ochrony itd.
    Mnie zastanowiło w poście to, co sam potwierdziłeś pisząc o braku granicy. Jeżeli nie ma granicy między miką8 a Passentem, Ziemkiewiczem, Bendykiem, Milewicz itd to znaczy między innymi, że nie warto czytać niczego. choćby dlatego, że warto czytać ludzi, którzy potrafią nam samym powiedzieć coś, czego nie dostrzegamy czasem sami. Albo takich, którzy mają czas na śledzenie i opowiadanie nam o wątkach świata, których sami śledzić nie mamy czasu.

    Oczywiście, możesz powiedzieć, że są odbiorcy, którzy wynoszą coś z lektury blogów typu w/w miki8 – Być może. Chciałbym się jednak dowiedzieć co?
    Bo ja jednak cieszę się, że wiedzę o świecie czerpałem ze szkół (czyli od ekspertów) a nie wyłącznie z podwórka. I o to się wszystko rozbija. O ekspertów i systemy ich uznawania. Ja pewniej się czuję w świecie, w którym na każdą kwestię można uzyskać opinię eksperta. Gorzej czułbym się w świecie, w którym wszystkie opinie są równoważne.
    A skąd wiem, że ktoś jest ekspertem? Właśnie przez społecznie utrwalone systemy ich uznawania – ktoś kto pisze do renomowanego czasopisma jest ekspertem – ktoś inny – piszący do tabloidu nie. Profesor jest – pani z warzywniaka nie (chyba, że pytam o kabaczki)…itd…

    pozdrawiam

  6. Komerski,

    formalnie chyba nie ma granicy miedzy mika8, Passentem, Bendykiem. Tak mi sie przynajmniej wydaje. Ale aspekt formalny to jedna rzecz, a jakosciowy – druga.

    Wydaje mi sie, ze w stosunkach miedzy dziennikarzem a czytelnikiem to na nas, czytajacych spoczywa odpowiedzialnosc za to, co czytamy, a nie na piszacych za to, co pisza. Sam przyswajalem swa ograniczaona wiedze w podobny sposob co Ty i podobnie budowalem swoj swiatek wartosci. Dzis jednak wszystko staje sie open source . Dzieki internetowi kazdy kto chce moze publikowac w wirtualnej republice publikatorow. Nie wiem, czy to dobrze, czy zle, jednak wydaje mi sie, ze nie trzeba sie za bardzo podniecac rozrostem blogow, domoroslego dziennikarstwa czy innych form komunikowania sie z ludzmi. Z czasem ilosc blogow relatywnie zmaleje, bo trzeba miec nieslychanie niedokarmione, a przerosniete ego dziennikarskie, zeby kontynowac pisanie „do ekranu”, skoro nikt nie odwiedza bloga z racji jego podlego poziomu. Naturalna selekcja i jej bezwzgledne prawa zrobioa swoje.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  7. @ Jacobsky –

    Zgoda i „dziennikarzami” tak, jak ja rozumiem to słowo będzie można nazwać dopiero tych, którzy przejdą tę selekcję, o której napisałeś.

  8. No właśnie. Ciekawy jestem, Drogi Edwinie, co sądzisz (jako dziennikarz mediów instytucjonalnych) o moich wątpliwościach zgromadzonych w tekście „Czy wielopłaszczyznowa samorealizacja jest legalna?”:
    http://prawo.vagla.pl/node/6753

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php