Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

4.12.2006
poniedziałek

Innowacje c.d.

4 grudnia 2006, poniedziałek,

Omawiana w poprzednim poście konferencja znalazła niejako swoją kontynuację w dzisiejszym spotkaniu prasowym wiceministra nauki Olafa Gajla i dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek z Polskiej Konferedarcji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Przedstawili oni wyniki niezależnych badań, jakie przeprowadzili wśród przedsiębiorców (Ministerstwo Nauki także wśród naukowców) szukających odpowiedzi na temat niskiej innowacyjności firm i słabej współpracy przedsiębiorstw z nauką.

Najciekawsze chyba spostrzeżenie z badań: polskie firmy nie potrzebują innowacyjności, bo nie uważają, by poprawiała ona ich przewagę konkurencyjną! Albo więc teza o innowacyjności jest globalnym humbugiem, albo coś nie tak z polskim rynkiem. Co może szwankować?

1. Duże firmy nie interesują się innowacyjnością i nakładami na B+R, bo ciągle zachowują monopolistyczną lub niemal monopolistyczną pozycję.

2. W usługach i produkcji prostej czynnikiem kluczowym przewagi konkurencyjnej jest cena, a tę najłatwiej obniżyć obniżając koszty pracy. Przy polskim rynku pracy (do niedawna przynajmniej) podaż darmowej siły roboczej była niemal nieograniczona. Inaczej, wyzysk opłaca się bardziej, niż nakłady na innowacje i B+R.

3. Jakiś też udział może mieć korupcja, czyli pozyskiwanie zleceń publicznych w warunkach dalekich od przejrzystości. Lepiej inwestować w relacje, niż w B+R.

To tylko kilka hipotez wyjaśniających, dlaczego polski rynek nie zachęca do innowacyjności. Argument dodatkowy: skoro gospodarka się rozwija w doskonałym tempie, po co zawracać sobie głowę ryzykownymi z definicji inwestycjami?

Uzupełnienie bibliograficzne poprzedniego wpisu:

 Richar Florida, „The Rise of Creative Class”, dokladniejsze wskazówki na jego stronie.

Ilkka Tuomi, „Networks of Innovation”, znowu odsyłam do witryny.

 Charles Laundry, „The Creative Citiy”, i witryna.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Będę złośliwy:
    * „Po co nam innowacyjność, ważne, że jesteśmy państwem katolickim”
    * „Jak ludzie nie mają na chleb, to nich chociaż mają gdzie iść się pomodlić”
    – to parafrazy oryginalnych wypowiedzi wybranych demokratycznie „przedstawicieli narodu”. Kto by się przejmował jakąś-tam innowacyjnością firm. Ot: komunia na rękę, czy do buzi – to jest palący problem!

  2. Szanowny Gospodarzu

    Niektóre państwa są konserwatywne gospodarczo z powodu przekonań politycznych czy religijnych rządu. Inne są bogate i przez to mało skłonne do ryzyka, jak np. Niemcy.

    Przykłady Japonii z lat siedemdziesiątych czy Finlandii z lat osiemdziesiątych pokazują dosadnie, jak można odgórnie kierować B+H i osiagnąć wspaniały efekt.

    Generalnie można stwierdzić, iż „jaki pan, taki kram”. Gdy w USA jest przy władzy postępowy prezydent, widać tam gwałtowny rozwój B+H, a w następstwie również gospodarczy. Jeżeli dojdzie do władzy konserwatysta, a do tego fanatyk religijny, mamy inwazję, korupcję i gigantyczne afery gospodarcze.

    Dziś w Polsce nie ma szans na B+H. Nie może być przecież tak, by byle „dziad” wiedział więcej niż nasz ukochany podwójny wódz, który w czasie pierwszej państwowej wizyty składa hołd, całując szefa obcego państwa w rękę. A, że przypadkiem państwo to jest ostoją światowego konserwatyzmu i zacofania naukowego, więc komentarz chyba zbędny.
    Jak na prawdziwych katolików przystało, wierzymy szczerze w życie po życiu. A ponieważ niebo jest absolutnie nudne robimy wszystko, by już teraz skorzystać ze wszelkich uciech doczesnych. A do tego konieczne są środki materialne. Korupcja w tak katolickim kraju jak Polska (czy Włochy) jest stanem naturalnym i permanentnym. Kaczyńscy natychmiast to zrozumieli i stąd ich CBA, bo przecież oni dążą do nacjonalizacji wszelkich przejawów gospodarczych. Bo państwo to oni czyli państwo polskie = państwo Kaczyńscy.

    Wszelkie porównywanie z własną przeszłością jest mydleniem oczu. Jedyne ucziwe jest porównanie z teraźniejszością innych. Ale Polska coraz rzadziej wychodzi z kościoła, a tam horyzont od nawy do nawy.

    Przykro mi ale jedyną szansę dla Polski (rozbiory nie wchodzą niestety w rachubę – brak chętnych) widzę w rozpędzeniu kościoła katolickiego, który pod przywództwem JP2 przerodził się w coraz bardziej zaborczą (nie tylko gospodarczo) i niebezpieczną sektę.

    Pozdrawiam
    Qba

  3. Proszę mi wybaczyć ale te wpisy są troche niskich lotów, tak jakby „kościół” miałbyć jakimś wrogiem innowacyjności czy innych nowoczesnych aspektów.
    Po pierwsze kościół katolicki to nie tylko niektórzy księża, którym się pomieszało w głowie i jacyś nawiedzeni politycy, którzy jak najszybciej powinny zniknąć z polskiej polityki ale wiele milionów ludzi w Polsce i miliardów na świecie, którzy tam samo jak ludzie niewierzący czy ludzie innych wyzwań dożą tu na ziemi do szczęścia i cieszą się szeroko pojętym rozwojem technicznym.
    Utożsamianie więc Kościoła z tą grupą pomyleńców jest po śmieszne.
    A już wogle groteskowe jest myślenie, że rozpędzenie kościoła coś da.
    Pomijam inne kwestie:
    Państwo to nie tylko władza rządowa, ale również i obywatele,
    a w tym „zacofanym” państwie jednak trafiają się ludzi tacy jak nasi informatycy.
    Przykłądy i japońskie i fińskie są troche chybione, bo ich rozwój to nie tylko dobra polityka rządu ale także kultura czyli już szeroko dyskutowana sprawa kapitału społecznego i kulturowego, który u nas byłe tępiony przez prawie pół wieku i mamy to co mamy. Dlatego ja bym powiedział jaki kram taki Pan.

    Przecież każdy zdrowo myślący człowiek katolik czy nie zdaje sobie sprawy z rożróżnienie wagi ciężarów spraw duchowych i materialnych.
    Lekceważenie jednych czy drugich spraw świadczy tylko pewnej niedojrzałości. Wtedy włąsnie ktoś kto nie ma pojęcia o współczesnych sprawach gospodarczo-społecznych wykorzystuje wtedy religię do swoich prywatnych celów a to jest więcej niż żałosne.
    Ale myślenie na podstawie wypowiedzy paru idotów, że taka jest wykładnia nauki kościoła czy też że wszyscy ludzi należacy do kościoła tak myśle jest równie żałosne a chyba nawet bardziej.

    Nota bene jedną z głównych osobowości, które wiodła prym na powyższej konferencji na której również miałem przyjemność być był prof. Antoni Kukliński, który jest jednym z najgłośniejszym promotorów innowacyjności, kreatywności czy GOW-u w Polsce i wcale się nie dziwię że mogę go widzieć w kościele jak przyjmuje komunie i nie ważne czy z ręki czy do ust.

    Niestety takie wpisy, nie podnoszą w żaden sposób merytoryczny dyskusji, są wyrazem pewnej frustracji za którą nie kryję się żadna wiedza a tylko uczucia.

    Szanowni przedmówcy wyjdzie więc z domów, porozmiawiajce ze znajomymi, którzy są katolikami, poczytajcie pare książe ludzi inteligentych np Tischnera, a nawet jeśli Wam starczy odwagi przejdzie się na mszę np do Dominikanów i posłuchaj księży (już widzę te przerażenie w oczach….). Tam jest jest prawdziwy Duch wiary a nie słuchajcie tych głupot w telewizji.

  4. A moze brakuje po prostu przykladow ktore by zadzialaly na wyobraznie biznesmenow? Z moich prywatnych zrodel wiem, ze polskie firmy sa na przyklad w scislej czolowce jesli chodzi o technologie planowania sieci komorkowych – ale prasa jakos nigdy tego tematu nie podchwycila.

  5. Mam nieco inną hipotezę o niskiej innowacyjności firm. Spora część innowacyjności zależy jednak od nakładów finansowych, a pieniądze na B+R mają przede wszystkim firmy duże. Niestety większość z nich to albo polskie firmy państwowe, albo firmy będące oddziałami zagranicznych koncernów. Te pierwsze mają małą motywację do innowacyjności (często również ze względu na monopolistyczną pozycję), a te drugie działania innowacyjne prowadzą przede wszystkim poza Polską, a u nas koncentrują się na sprzedaży i marketingu (choć mam wrażenie, że powoli coś zaczyna się zmieniać). Taka sytuacja jest też niestety efektem źle prowadzonej prywatyzacji, w której zawsze ważniejsze było żeby zyskać dobrą cenę niż to co się później będzie działo z przedsiębiorstwem i jego działem badań.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php