Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

5.12.2006
wtorek

Internet i media

5 grudnia 2006, wtorek,

Wczoraj w redakcji „Krytyki Politycznej” kolejny warsztat w cyklu „Technologie @ społeczeństwo”. Dyskutowaliśmy (w panelu obok mnie Waldemar Pawlak, prezes PSL i bodaj pierwszy świadomy internetu polityk oraz Igor Janke, dziennikarz „Rzeczpospolitej” który właśnie odkrył Sieć, blogując i koordynując serwis Salon24), czy internet zmienia świat polskiej polityki, czy możliwe jest takie jego polityczne wykorzystanie, jak np. w Korei Południowej? Niestety, na razie nie ma co mieć złudzeń. Politycy dostrzegają internet, ale raczej jako dodatek do komunikacji politycznej, w której ciągle dominuje telewizja. Efektem jest „celebrytyzacja” polityki, polegająca na produkcji newsów interesujących dla kamery i kreowanie się polityków na gwiazdy. (na witrynie „Krytyki” dostępny jest podcast z tej dyskusji)

Ponadto Sieć, jest zarówno doskonałym narzędziem komunikacji, jak i manipulacji – fora dyskusyjne są umiejętnie sterowane przez partyjnych aktywistów. Dominuje przy tym aktywność zwolenników prawicy. Lewica jest zdumiewająco nieudolna, jeśli chodzi o internet, ale być może to po prostu symptom ogólnego kryzysu lewicy w Polsce.

Ja podkreślałem, jak już w kilku wcześniejszych wpisach, kwestię moim zdaniem kluczową z punktu widzenia demokracji – na ile komunikacja internetowa jest powszechna. A wiemy, że nie jest i mamy do czynienia z cyfrowym wykluczeniem. Dlatego edukacja medialna ucząca świadomego korzystania z Sieci jest równie ważna dla współczesnej demokracji, jak niegdyć walka z analfabetyzmem.

Dyskusja była rejestrowana i ma być udostąpniona na witrynie „Krytyki”.

Na koniec komentarz do wypowiedzi i wpisu Piotra Vagli Waglowskiego, który pośród licznych swoich zajęć jest także blogerem i jako taki otrzymał przespustkę prasową upoważniającą do wstępu do Sejmu. A więc i w Polsce bloger jest dziennikarzem. W swoim wpisie Vagla podnosi jednak wiele wątpliwości, jest bowiem nie tylko blogerem-dziennikarzem, ale także doradcą, ekspertem, członkiem różnych opiniotwórczych ciał, a co za tym idzie, bywa i lobbystą.

Czy taki miks da się pogodzić, bez wchodzenia  w konflikt jeśli już nie z prawem, to przynajmniej z przyzwoitością? To oczywiście zależy głównie od stawiającego pytanie. W przypadku Vagli problemu nie ma, ale może być, gdy tak otwartą furtkę do Sejmu odkryją bardziej wyrachowani gracze (inna sprawa, że musieliby, jak Vagla udowodnić, że prowadzą serwis, co wymaga jednak wysiłku i czasu). Chyba jednak z czasem będzie musiało dojść do wyraźnego samookreślenia i powiedzenia sobie, że pewnych funkcji społecznych lub zawodowych łączyć nie można. Konsultant PR nie powinien być dziennikarzem, dziennikarz nie powinien być lobbystą, itd.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. Glowny problem dyskusji w sieci jest taki sam jak dyskusji toute courte. Tzn. chec dyskredytacji, wyeliminowania i w koncu dobicia dyskutanta pozbawia dyskusje rzeczowosci. Wystarczy bowiem niewielka roznica pogladow, aby nasz dyskutant przeistoczyl sie we wroga. A wroga w pojeciu wiekszosci trzeba zniszczyc, a nie przekonac. I tak dyskusja przeksztalca sie w ciag inwektyw, wysmiewania sie nawzajem i usilowania zrobienia wrazenia, ze sie nie zrozumialo argumentow strony przeciwnej (bo skoro sie nie zrozumialo, tzn. ze bylo zle wytlumaczone). Swoja droga pisanie w intrenecie jest z koniecznosci szybkie i niedbale. Stad tak liczne skroty myslowe i niedomowienia. Aby wyciagnac wnioski z dyskusji (szczegolnie w sieci) trzeba umiec spojrzec na nia z dystansu. A to wymaga edukacji (nie tylko inetrenetowej). Pierwsze przykazanie internauty powinno byc : pomysl chwile zanim cos napiszesz. Drugie : przeczytaj swoj wpis 2 lub 3 razy przed jego wyslaniem (co niniejszym czynie, a i tak pewnie beda jakies literowki). 🙂

  2. Tak się jednak składa, że dziennikarze pisza dla gazet należących do koncernów, które również maja swoją „politykę”. PR i marketingu nie da się w mediach dzisiaj ściśle rozdzielić…

  3. Publicystyka internetowa jest na razie głównie tekstowa. Dociera więc tylko do tych, którzy chcą ją czytać nie tylko dla zabicia czasu. Znaczna część społeczeństwa czyta gazety w drodze do i z pracy, ale Internet nie jest jeszcze w ten sposób powszechnie dostępny.

    Podsumowując – siła oddziaływania Internetu się zwiększy, gdy:
    — wzrośnie podaż publicystyki audiowizualnej i pojawią się audiowizualne metody blogowania i komentowania oraz przeszukiwania tego typu danych;
    — wzrośnie dostępność i zasięg Internetu bezprzewodowego.

  4. A czy to działa też w drugą stronę? Dziennikarz nie powinien być konsultantem PR, dziennikarz nie powinien być lobbystą? Ja sobie myślę, że dobry lobbysta musi być dziennikarzem (i do tego dobrym), chociaż niekoniecznie musi wykonywać ten zawód. Inna sprawa, że pojęcie lobbingu jest jeszcze mało precyzyjne. Ustawa rozdziela lobbing na zawodowy i inny. W tym sensie każdy jest lobbystą („każde działanie prowadzone metodami prawnie dozwolonymi zmierzające do wywarcia wpływu na organy władzy publicznej w procesie stanowienia prawa” to również chodzenie na wybory (?)), jednak nie każdy jest lobbystą zawodowym. Ja nie jestem zawodowym lobbystą. Nie płacą mi za to, bym wywierał wpływ. Nie jestem też politykiem (a jaka jest właściwie różnica między politykiem a lobbystą? Przynależność do partii? Czy można być bezpartyjnym politykiem?

    To takie dywagacyjki tylko. Jeśli to społeczeństwo, które nam się już powoli objawia, ma polegać na tym, iż informacja będzie miała zasadnicze znaczenie, to przecież na pewnym pułapie abstrakcji – prawnik, lobbysta, doradca, dziennikarz, infobroker, polityk (i jeszcze można długo wymieniać) oni wszyscy zajmują się głównie pozyskiwaniem, przetwarzaniem i udostępnianiem informacji. Jako doradca zarządu jakiejś spółki można wykonywać de facto zawód dziennikarza, tyle, że czytelników będzie jedynie kilku (czasem tylko jeden). Prawnik to przecież infobroker: udostępnia informacje na czas i właśnie takie, których trzeba klientowi. I tak dalej. Dziś w sejmie pomyślałem, że przeprowadzę wywiad z dziennikarzami sejmowymi. Byłby to ładny obraz: piąta władza (dziennikarstwo obywatelskie) kontrolująca władzę czwartą (media), która kontroluje trzy pozostałe (ustawodawczą, sądowniczą i wykonawczą). Tyle, że byłem zmęczony i poszedłem do domu.

  5. Pisałem o tym na swoim blogu  :

    Współczesne środowiska medialne mają ambicje aspirować raczej do rangi wpływowych think-tank’ów, niż do sumienności i skromności wczorajszego etosu dziennikarskiego.

    Czy jest to tendencja negatywna? A może po prostu jest to redefinicja dziennikarstwa, która jest odpowiedzią na zwiększające się możliwości współtworzenia rzeczywistości masowej (politycznej i innej). Możliwości te zyskuje też właściwie każdy obywatel (vide: legitymacja prasowa Vagli). Może tak należy to odbierać?

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php