Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

10.05.2007
czwartek

Pożytek z gier

10 maja 2007, czwartek,

Tym razem ciekawy trop nadesłany przez antymedia: prezentacja z serwisu Teachertube o podobnej wymowie, jak prezentacja o przyszłości. Pokazuje ona doskonale, że przyszłość jest już i całkiem dosłownie przyszłością tą są dzieci i młodzież. Dzieci, jak to dzieci, zawsze różniły się od rodziców i na młodzież pomstował już Platon.  Ponieważ jednak weszliśmy w epokę wykładniczego przyspieszenia technologicznego, dzieci dzieli od rodziców coraz większa przepaść kompetencji technicznych.
Dzieci i nastolatkowie wychowali się już całkowicie w epoce cyfrowej, często bez pamięci starych technologii (oczywiście, należy też pamiętać o cyfrowej luce, która powoduje, że są liczne obszary kraju pogrążone w analogowej apatii). Ludzie ci zupełnie inaczej konsumują i uczestniczą w kulturze, inaczej uczą się. Charakterystycznym symbolem zmiany jest rozwój kultury gier komputerowych, które dla starszych są źródłem wszelkiego zła, a dla młodych samym życiem.
W prezentacji dostrzegłem odniesienia do prac Marca Prensky’ego, Amerykanina który dowodzi, że gry komputerowe są dobre. Sprzyjają edukacji, wyrabiają liczne umiejętności, jakich nie ma szansy wyrobić tradycyjny proces edukacyjny.
Gry także zmieniają sposób zachowania, staje się on coraz mniej kompatybilny z wymogami tradycyjnej szkoły, nakazującej siedzieć dzieciakom godzinami w ławkach. Wychowana na grach młodzież ma już po prostu inaczej „skonfigurowane” mózgi – zadania wykonywane podczas gier powodują inne ukształtowanie połączeń synaptycznych, niż te, jakie powstają podczas tradycyjnych rozrywek i edukacji. Nadchodzi pokolenie „cyfrowych tubylców” (pisałem o tym więcej w „Polityce”), któremu coraz trudniej dogadać się z „cyfrowymi outsiderami” – nauczycielami, rodzicami. To właśnie ci „cyfrowi tubylcy” skolonizują przyszłość, która dla nas może wydawać się tak dziwna, dla nich jest najprawdopodobniej czymś normalnym. Więcej pisze o tym Prensky w ciekawej książce „Don’t Bother Me Mom – I’m Learning” (jak wspomina, książkę odrzuciło 30 wydawców, w końcu jednak znalazł się odważny Paragon House).
Szkoda tylko, że w Polsce edukacja wpadła w łapy ludzi, którzy zupełnie tej zmiany nie rozumieją, promują oparte na fundamentalistycznym wykładzie wiary  i pseudonauce nieuctwo (myślę o skandalu z darwinizmem) i próbują zatrzymać i tak już bardzo spowolniony proces komunikacji naszego systemu edukacyjnego z rzeczywistością.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Wychowana na grach młodzież ma już po prostu inaczej ?skonfigurowane? mózgi – zadania wykonywane podczas gier powodują inne ukształtowanie połączeń synaptycznych”

    Czy tylko pozytywy z tej zmainy wynikna?
    Jak jest Pańska opinia?
    Czy dzieki „cyfrowemu dorastaniu” nie powstana aspołeczne dzieci nie zdolne do np :empatii itp??

    Tak głośno myśle.Nie lubie popadac w euforie [technologiczno-cyfrowa]

    Co do naszych władz od edukacji.
    Prosze o dowód na poparcie tezy iż:” próbują zatrzymać i tak już bardzo spowolniony proces komunikacji naszego systemu edukacyjnego z rzeczywistością.”
    Ja nie widze.Może słaby choć młody wzrok.
    Co do ewolucji , to może przy innej okazji tylko dlaczego nie moga „promowac” swoich poglądów ??
    Czy w imie rozwoju nauki nie można dopuścic do ścierania sie poglądów i przekonywaniu sie ,udowadnianiu tez , przeprowadzania dowodów??
    Czy znowu historia sie powtarza i chceny spalic kopernika [nawet jesli sie myli]?

  2. Do jano:
    nie wiem, jakie będą konsekwencje zmian, poza tym, że nasze mózgi generalnie zawsze były poddawane czynnikom mózgi te modyfikującym. Inaczej myślał człowiek wychowany na telewizorze, inaczej na książce (o tym więcej u McLuhana). Skoro nie wiemy, należy nieustannie rzecz badać – o tym właśnie pisze Prensky, który jest fanatykiem gier, ale fanatykiem krytycznym (jeśli to nie sprzeczność). Konkludując: obserwujemy zmianę, którą nejpierw musimy zrozumieć, by adekwatnie na nią reagować.

    Odnośnie dalszych kwestii. Jeśli chodzi o ewolucję, nie chodzi mi o to co myśli p. Orzechowski, ale co mówi wiceminister edukacji. O tym już pisałem i odsyłam do pełnej argumentacji w „Polityce”.

    Odnośnie pierwszej kwestii, też odsyłam do już napisanego tekstu. Min. Giertych zastał edukację w kiepskim stanie (pokazują to badania PISA) i stan ten pogarsza, bo zamiast skupić się na istotnych problemach, jak nieadekwatność i przeładowanie programów nauczania, uczenie na pamięć, konformizm, zajmuje się takimi duperelami, jak mundurki.

  3. Dziękuje za odpowiedz.
    Co do technologii takze jestem „fanatykiem krytycznym” , a raczej ostroznym.
    Pełna zgoda.

    Co do edukacji i ich dzisiejszych „zarządców” w rządzie zgadzam sie ,że duperele zajmuja większość czasu i pomysłów władz.
    Nie wiem tylko czy poprzednicy robili cos więcej i czy wtedy byli równie krytykowani.
    Zgoda także na zakaz ideologizowania szkoły [jak apel/pismo o wyrzucenie organizacji ekologicznych]

    Odnośnie ewolucji to myśle ciekawszy problem.
    Czytajac np: http://creationism.org.pl/ uwazam ,że mamy do czynienia z czymś więcej niż tylko z walka ideologi/religi i jej mieszaniem sie do szkoły .
    Myśle ,że za czesto mamy skłonność do okopywania sie w rowach swoich przekonań i poglądów [nie wiedzy] i zwalczania pomysły przeciwne.Dotyczy to obu stron rzecz jasna.Za mało natomisat jes t dialogu , dyskusji.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dopowiedzenie.
    Tak sobie myśle na głos gdzie może byc spór między moim mysleniem ,a pana redaktora.
    Otóz w podanym przez P.R artykule pisze pan o tym ,że „[nauka]wypracowała subtelne metody dochodzenia do prawdy i jej artykułowania za pośrednictwem systemu uniwersytetów i akademii. Na wydziałach astronomii nie uczy się astrologii, bo nie ma nic wspólnego z nauką i dlatego też nie uczy się astrologii w szkołach, choćby chcieli tego rodzice (wiadomo przecież, że nawet w skrajnie racjonalistycznej Francji z usług wróżek i astrologów korzysta ponad 10 proc. obywateli).”

    Otóz jest dokładnie na odwrót.Nauka nie radzi sobie z usystematyzowaniem , z odkryciami i ich interpretacja.Przykład , prosze.
    Niedawno pisał Pan o ociepleniu klimatu dwa stanowiska , jedna nuka ta sama z „subtelnymi mechanizmami” nie radzi sobie.
    Nie radzia sobie równiez np z medycyna niekonwencjonalną.Dlaczeho w chinach w jednym z najwiekszych szpitali oficjalnie łączy sie chemioterapie z ziołami chińskimi i akupunktura a np w Europie robi sie z tego zabobon ,okultyzm i bóg wie co.W Angli w kazdym szpitalu oficjalnie można do zespołu lekarzy doprosić tz healera.
    To samo tyczy sie energetyki , dietetyki , onkologii , archeologii.
    Astrologi tez nie ucza ,ale nie należy zapominać ,że to ona była prekursorka astronomi [Kopernik studiowal astrologie].nie znaczy to ,że jest ona cokolwiek sensowna .

    Zmieżam do tego ,że naukowcy razem z ich grantami na nauke , dofinansowaniami od przemysłu czesto staja sie ortodoksami i gro czasu zajmuje im zwalczanie innych poglądów a nie rozwijanie i potwierdzanie własnych prac.

    Jest to wiekszy problem nauki niż opisywany przez P.R problem wiary, ideologi i jej mieszania sie do nauki.

    Jako człowiek blisko związany z fizyka widzę ,że nie należy być w goracej wodzie kąpany [jako nukowiec] i przedwczesnie obwieszczac triumf całkowitego poznania i wiedzy.

    Mam nadzieje ,że jasno sie wyrazam prosze wybaczyć mój ubogi i pośpieszny język.

    pozdrawiam

  6. Do jano:
    nauka, podobnie jak demokracja nie jest zakończonym projektem. Każda posługuje się swoimi procedurami. Istnieje coś takiego, jak obowiązujący stan wiedzy, który oczywiście nie jest stanem wiedzy pełnej. Misją naukowców jest ten zastany stan kwestionować (falsyfikować, jakby to napisał Popper), ale zgodnie z wypracowanymi przez naukę regułami: eksperyment, logika formalna, krytyka wyników. P. Orzechowski, jak chce, to niech spróbuje opublikować artykuł w „Nature” lub „Science”, a dopiero potem wdraża swoje rewelacje w szkołach.
    Do tego dokłada się jeszcze miejsce nauki w systemie nowoczesnego państwa i społeczeństwa, miejsce które wyraźnie się zmienia, ale z tą zmianą postępowałbym ostrożnie, bo ciągle nic lepszego niż nauka i oparta na niej technika nie wymyśliliśmy, jako narzędzie rozwiązywania problemów.
    Zdaje mi się, że myślimy dosyć podobnie.

  7. Zgadzam sie .
    Co do Pana Orzechowskiego jesli dobrze go rozumiem chce wprowadzić nowy pogląd do planu zajęć .Może sie myle ,ale nie chce on zastąpic ewolucji kreacjonizmem.
    Naukowcem nie jest wiec artykułów nie musi pisać .
    Prosze mnie zrozumiec choć widze ze sie rozumiemy.
    Nie jestem zwolennikiem Pana Orzechowskiego czy Giertycha [Macieja]
    ,ale wiele razy byłem [i jestem co gorsza] swiadkiem o szczuciu naukowców i innych poglądów.Za mało energii w dialogu zostawiamy.
    Oczywiście w kontekscie LPR-u to ma tez swoje konotacje endecko-nacjonalistyczne ,więc wolałbym aby z tej częsci sceny politycznej nie było „adwokatów” do dialogi naukowego.Im zreszta chyba nie o to chodzi.

    Ale dlaczego na lekcji biologi dajmy na to w liceum nie mozna by ocenic , podyskutowac o argumentach ze strony zawartej w moim poprzednim poscie?
    Nazwanie poglądów innych nawet błędnych ,ale jednak jakoś naukowo chcących sie obronic , „debilizmem””ciemnota” spowoduje ,że w przyszłości będą dalej panowie Orzechwski i inni.

  8. Jeśli mogę się wtrącić…
    @jano: różnica pomiędzy nauką, a (jak to nazywasz) „konkurencyjnymi poglądami” polega na tym, że nauka oparta jest na dowodach naukowych (eksperymentach, pomiarach, logice matematycznej). A czy te „konkurencyjne poglądy” oparte są na jakichkolwiek dowodach?

  9. Dowodach raczej nie.
    Na założeniach wykraczających niejednokrotnie poza ramy dzisiejszej wiedzy.
    Podobnie jest zresztą z teoriami fizycznymi ,istnieją na papierze.Robi sie założenie , a po latach sie je weryfikuje.Nie nazywa sie je wczesniej „ciemnogrodem”.
    Nie chodzi tu o cos co jest dowiedzone ponad wszelką watpliwosc , powtarzalne , mierzalne itp , ale o zagadnienia ,których przy obecnym poziomie wiedzy nie sposób w 100% nazwać/zbadać/opisać.

  10. Teza, że gry komputerowe sprzyjają edukacji, wyrabiają liczne umiejętności, jakich nie ma szansy wyrobić tradycyjny proces edukacyjny – to jakieś kosmiczne nieporozumienie. Widział Pan w co grają dzisiejsze dzieciaki? Jakiej edukacji sprzyja San Andreas GTA albo Ojciec Chrzestny? Jakie korzyści może przynieść gra w Quake’a? Jakie Call of Duty, Medal of Honor, czy Diablo? Może takie, że młodzi żołnierze wysyłani do Iraku, bez oporów naciskają spust w karabinie maszynowym, kierując bez żenady lufę w stronę kobiet i dzieci, albo, że na ulicach młodzież leje się kijami baseballowymi po swych wypranych z zalążków rozumu głowach. Jedyna korzyść mogłaby tu wynikać dla adepta kulturystyki, bo rozum mu niespecjalnie potrzebny, za to miałby unikalną możliwość wyrobienia sobie muskułów w dwóch palcach u dłoni, którymi naparza bez sensu w klawiaturę. Sugeruje Pan, że dzisiejsza młodzież nie powinna siedzieć godzinami w ławkach, bo nie jest kompatybilna z takim systemem operacyjnym, czy wie Pan ile godzin dziennie spędzają dzieciaki nieruchomo przed ekranami swoich komputerów, grając i idiotyczne, pozbawione sensu gry komputerowe, obżerając się nerwowo chipsami zapijanymi colą? Inaczej skonfigurowane mózgi, krzywe synapsy, toś Pan dopiero wymyślił!

  11. Do Janka:
    Proszę czytać to co napisane, a nie tylko projektować swoje fobie. Gry stają się naturalnym środowiskiem medialnym dla młodych ludzi, a grają nie tylko w tytuły, jakie Pan wskazał (generalnie grają w to, w co grać pozwalają rodzice. Niezwykłą popularnością cieszą się takie tytuły jak Sims, symulacje sportowe, etc. Gry walki to tylko fragment).
    To jedno. Drugie, to po prostu stwierdzenie faktu, że właśnie dzieciaki grają, mniej choćby oglądając telewizji. Problem z grami natomiast jest taki, że dorosłym w ten świat znacznie trudniej wniknąć (gra to zazwyczaj coś znacznie więcej, niż to co widać na ekranie). A coś, czego nie rozumiemy, wywołuje niepokój (być może słuszny). Ale warto pamiętać, że jednym ze skutków ubocznych wynalazku druku były wojny religijne w Europie, a wynalazek powieści miał przynieść zgubę obyczajom (nie mówiąc o licznych samobójstwach popełnionych pod wpływem takich tytułów, jak „Cierpienia młodego Wertera”).
    Warto, żeby Pan także dostrzegł, ile czasu poświęcają rodzice tych grających dzieci na oglądanie głupich seriali w telewizji, zapijając się piwskiem, etc.

  12. Interesujące, nieczęsto podważany jest wpływ gier na umysły młodych ludzi, gdy chodzi o wskazanie negatywnych aspektów tego wpływu. Gdy analiza obejmuje także pozytywy lub w ogóle nie odnosi się do ocen, nagle ten wpływ bulwersuje.
    Przecież nigdy dla świata nauki nie było tajemnicą, że zachowania kulturowe pozostają w związku z ewoluowaniem w sensie biologicznym. A w przypadku mózgu nawet nie o ewoluowanie tutaj chodzi, a o specyfikę pracy samego mózgu, którego funkcjonowanie w dużej mierze opiera się o ?specjalizacje? na bazie przyjętych zwyczajów kulturowych. Jeżeli dziecko ma rzadziej okazję ?wyćwiczyć? obszary mózgu odpowiedzialne za czytanie, a często ćwiczy te, które umożliwiają sprawne poruszanie się w przestrzeni gry (również hipertekstu), to rzecz jasna, gorzej będzie czytać tekst analogowy, a świetnie posługiwać się symulacją lub Internetem.
    Treści, w które nasze zdolności są uwikłane to jedno, a posiadanie tych zdolności to drugie. Oprócz strasznych gier, są straszne książki i straszne filmy. Książki rozrywkowe z złożenia mają być konstruowane tak, by czytelnik identyfikował się z bohaterem. W filmie i grze tę zasadę rozwija się na innej zasadzie. Ktoś powie: intensyfikuje się, zgoda, ale świat, do którego przejdzie pokolenie młodych ludzi, jest światem cyfrowym, wirtualnym, życie w tym świecie na tym właśnie będzie polegać, na kontaktowaniu się z tym, czego fizycznie w pobliżu nie ma, na przeżywaniu w sytuacji, gdy zmysły nie rejestrują materialnej obecności obiektów fizycznych. Jak dziecko ma do uczestnictwa w takim właśnie świecie siebie przygotować? Ktoś ma jeszcze wątpliwości, że przechodzimy do kultury cyfrowej, że jest to nieuniknione??

  13. Pozwoliłem sobie zacytować fragment w pracowni54 i nie zgodzić się do końca z Redaktorem, jeśli chodzi o przyczyny takiego, a nie innego funkcjonowania polskiej edukacji.

    http://pracownia54.blogspot.com/2007/05/jeli-nie-moesz-ich-pokona-docz-do-nich.html

  14. Do GDS:
    dzięki za komentarz – problem w tym, że się zgadzamy. Oczywiście, że problem jest znacznie poważniejszy (zresztą piszę, że Giertych odziedziczył edukację w kiepskim stanie). W wolniejszej chwili odniosę się do wpisu w oddzielnej notce w blogu.

  15. Do Autora, odnośnie seriali całkowita zgoda, ale pozwolę sobie nie zgodzić się z Panem, co do gier i to nie ja projektuję swoje fobie, bo nie mam żadnych, a Pan projektuje swoje oderwane od realiów wizje domniemanych pozytywnych funkcji społecznych, jakie mają niby nieść ze sobą gry komputerowe.

    Z powiązaniem druku z wojnami religijnymi też Pan grubo przegiął, to jest zwykłe nadużycie, a reszta przykładów, z całym szacunkiem, nie kwalifikuje się nawet do komentarza.

    Ale o grach. Przede wszystkim, gry walki to nie tylko fragment, lecz główny nurt w grach komputerowych, opracowany z premedytacją przez sztab amoralnych psychologów oraz speców od marketingu tak, aby był jak najbardziej atrakcyjny dla psychiki dzieci. Natomiast stwierdzenie, że dzieci grają w to, na co pozwalają im rodzice jest zwykłą naiwnością. Jaką na przykład kontrolę mają rodzice nad tym, w co grają ich dzieci goszcząc u swoich kolegów??
    Podaje Pan SIMS jako pozytywny przykład. Grał Pan kiedyś w SIMS 2? Widział Pan, do jakiego stopnia dzieciaki są tam wchłaniane przez rzeczywistość wirtualną, tracąc zupełnie kontakt z otaczającym je światem? Nie będę wspominał o scenach erotycznych w tej grze, odtwarzanych po wielokroć przez dzieciaki z wypiekami na twarzy, bo powie Pan, że to purytańskie podejście. Wyścigi samochodowe, z zaledwie kilkoma wyjątkami, są tak nudne, że po najwyżej kilku dniach gry porastają kurzem na półkach. Podobnie jest z symulacjami sportowymi. Spotkał Pan kiedyś dziecko, które przeszło cały turniej Tenisa, rozegrało wszystkie mecze w piłkę nożną, albo w NBA? Za to w Gry Walki, jak Pan eufemistycznie określił gry gloryfikujące przemoc, grają namiętnie całymi dniami. A może gry w wersji online przynoszą więcej pożytku? Proszę podłączyć się na serwer sportowej gry Tony Hawks Underground, a usłyszy Pan tam więcej obelg pod swoim adresem od anonimowych graczy, niż niejeden polityk. Acha, proszę nie zapomnieć włączyć opcji pokazującej kałuże krwi po upadku na twarz z deskorolki na beton, będzie atrakcyjniej.

    Siedzenie przed komputerem nie jest wcale dobrą alternatywą dla oglądania idiotycznych seriali telewizyjnych ? ta zwykła zamiana siekierki na kijek, i to na kijek z drzazgami. Poza tym telewizja to nie tylko seriale, są tam także interesujące oraz bardzo wartościowe programy, np. na kanałach Discovery, Science, Travel, National Geographic. Alternatywą jest ochrona dziecka przed alienacją oraz dewastacją moralności, powodowanymi grami komputerowymi. Jeśli chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, to musimy im poświęcać więcej czasu, podsuwać im ciekawe książki, chodzić z nimi do kina, pokazywać im inne zastosowania komputera niż granie w gry komputerowe.

  16. Do Janek:
    Zgadzam się całkowicie z ostatnim zdaniem Pańskiego wpisu. Mniej już z wcześniejszym, wychwalającym programy edukacyjne Discovery, etc. To też niestety produkt przygotowany pod dyktando speców od marketingu, bardzo różnej wartości. Ale proponuję po prostu nie generalizować, zarówno w ocenach programów telewizyjnych, jak i gier komputerowych, pamiętając cały czas o postulacie z ostatniego Pańskiego zdania.
    Wychowanie jest niewątpliwie trudną sztuką, kiedy trzeba dziecku tłumaczyć, dlaczego czegoś nie powinno oglądać, w coś nie powinno grać, w końcu też trzeba umieć wytłumaczyć treści programów informacyjnych, przekonując że nagrywanie się po kryjomu nawzajem to nie standard jaki należy wdrażać w szkole. Trochę trudniej już wytłumaczyć, dlaczego źle jest być przestępcą w grze, gdy można być w realu wicepremierem z wyrokiem.
    Amerykanie zwracają ostatnio bardzo uwagę na tzw. media litteracy, czyli kształcenie kompetencji poruszania się w nowym świecie medialnym, do którego zaliczają także gry.

  17. W Kanadzie pracodawcy juz dostrzegaja, jak bardzo zmieniaja sie stosunki pracy wraz z wchodzeniem na rynek pracy generacji „Z ? Y?” – juz nie pamietam, jaka nomenklatura obecnie obowiazuje. Mlode wilki traktuja prace i kariere jako gre, i tak tez zaczynaja traktowac swoje zycie.

    Gra sie po to, zeby wygrac, co moze byc pozytywne z punktu widzenia firmy zatrudniajacej gracza. Problem w tym, ze w grze nie wszyscy wygrywaja, i czego nowa generacja nie za bardzo potrafi, to przegrywac. Nie tylko, ze nie potrafi, to nie lubi na dodatek (kto lubi ?). W zwiazku z tym gdy na horyzoncie pojawi sie widno porazki, gracz zmienia nie tyle strategie, ile ekipe (to latwiej). Trwa szukanie najlepszych sojusznikow w grze, itp.

    Takie podejscie moze z pozoru wydawac sie korzystnie dla pracodwacow. A jednak nie jest. Firmy bazowane sa czesto na pewnego rodzaju dlugofalowej strategii rozwoju swoich kadr, na pewnego rodzaju lojalnosci w tym sensie, ze kariera to ciagle wyscig wieloetapowy i w tym sensie dlugofalowosc co nie miesci sie kadrze koncepcji zyciowych generacji wychowanej na grze, kiedy „game over” oznacza koniec partii i rozpoczecie nastepnej, ktora nie koniecznie musi miec zwiazek z poprzednia.

    Nie wiem, kto ma sie dostosowac: czy pracodawcy, czy pracownicy ? Poki co to pracodawcy trzymaja za kij i marcheke, a nie wszystkie najlepsze metody zarzadzania oparte sa na schematach wzietych z gier. Mysle, ze prawda lezy gdzies po srodku, zwlaszcza ze model gry nie pasuje do wszystkich dziedzin aktywnosci ludzkiej. O ile gra sprawdza sie dobrze np. w swiecie finansow, o tyle trudno sobie wyobrazic podobne podejscie w badaniach podstawowych, rolnictwie czy w sztuce. W koncu e-ekonomia to nie caly swiat, a wiec naginanie wszystkiego (w tym systemu edukacji) dla potrzeb tego wycinka ludzkiej aktywnosci

    W tej dziedzinie prawda rowniez lezy gdzies po srodku. Nawet najlepsza gra nie zastapi wpojenia pewnej wiedzy oraz wyrobienia zawykow niezbednych dla funkcjonowania w spoleczenstwie jako calosci, a nie w e-spoleczenstwie. Jednym z tych nawykow jest cierpliwosc: cecha zagrozona wymarciem wlasnie u przedstawicieli nowej generacji graczy zyciowych.

    Pozdrawiam,

    Jacobsky

  18. zjadlo kawalek tekstu:

    jest: „W koncu e-ekonomia to nie caly swiat, a wiec naginanie wszystkiego (w tym systemu edukacji) dla potrzeb tego wycinka ludzkiej aktywnosci”,

    powinno byc: „W koncu e-ekonomia to nie caly swiat, a wiec naginanie wszystkiego (w tym systemu edukacji) dla potrzeb tego wycinka ludzkiej aktywnosci jest moim zdaniem ciagle jeszcze przedwczesne i bledne”.

    Przepraszam.

  19. Do Autora

    Zgadzam się z Panem, że znalezienie odpowiednich argumentów, aby przekonać dzieci do naszych skądinąd słusznych racji jest obecnie utrudnione, casus wicepremiera jest tu dobrym przykładem, jeszcze lepszym samego premiera, który nie ma zupełnie szacunku ani dla prawa, ani dla obywateli o odmiennym od swego światopoglądzie, a najlepszym posła, który Trybunałowi Konstytucyjnemu przedstawia własnoręcznie spreparowane kwity na sędziów tegoż Trybunału (sic!).

    Ale jesteśmy dużymi chłopcami i dziewczynkami, damy radę, jeśli tylko zechcemy 🙂

    Mam taką prywatną refleksję odnośnie Amerykanów, że chyba za często się na nich powołujemy, co rusz się słyszy, że Amerykanie to, albo Amerykanie tamto, co brzmi mniej więcej jak Sybilla powiedziała to, albo tamto. A ja, po kilkakrotnym pobycie w USA, nie mam do nich aż takiego zaufania.
    Przeczytałem właśnie całkiem interesującą książkę, prof. Noama Chomsky’ego „Failed States” oraz tekst Naomi Klein, No War – jeśli nie miał Pan jeszcze okazji, to polecam, czasem, dla równowagi, dobrze zapoznać się z innym punktem widzenia ? a zakupy można zrobić razem z dzieckiem, wykorzystując komputer, bo książki są dostępne w amazon.com 😉

  20. Nie czytałem blogów…nie komentowałem…
    Teraz będe czytał, przynajmniej ten….

    Pozdrawiam

    S.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php