Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

13.05.2007
niedziela

Znowu o zielonej Ameryce

13 maja 2007, niedziela,

Z dużym zainteresowaniem obserwuję (niestety, nie na miejscu, ale śledząc media), jak zmienia się w USA dyskurs ekologiczny, i to na wszystkich poziomach. Oto ostatni numer McKinsey Quarterly publikuje wywiad z Alem Gore i jego biznesowym partnerem, Davidem Bloodem. Prowadzą firmę venture capital Generation Investment Management, specjalizującą się w „sustainability investing”, czyli w inwestowaniu w przedsięwzięcia z wkalkulowaną plany strategią „zrównoważonego rozwoju” (tak się nie do końca precyzyjnie tłumaczy na polski).
To kolejny krok rozwoju świadomości korporacyjnego biznesu, który z etapu „social responsability” wkracza w epokę „ecological responsability”. Inaczej, kapitał zdążył się już przekonać, że planując rozwój firm nie można zaniedbywać aspektów społecznych i nie chodzi tu tylko o dobre serce kapitalistów. Po prostu, gdy się o kwestiach społecznych zapomni, koszty czysto ekonomiczne mogą być bardzo wysokie cóż, globalizacji kapitału towarzyszy globalizacja opinii publicznej). I to zarówno w szybkiej perspektywie (akcje protestacyjne), jak i w dłuższej, kiedy aspołeczny charakter biznesu może podminować przyszły popyt.

„Sustainability investing” polega na bezpośrednim uznaniu, że społeczne, ekonomiczne, ekologiczne i etyczne czynniki wprost dotyczą strategii biznesowej

mówi Blood. Nowość przedsięwzięcia Gore’a i Blooda polega, że filozofię tej rozszerzonej odpowiedzialności wbudowują w strategię firmy inwestycyjnej, której zadaniem jest szukać propozycji gwarantujących jak najlepszy zwrot z inwestycji. Gore i Blood zapewniają, że właśnie firmy, które wbudowały w swoje myślenie kategorię „zrównoważonego rozwoju”, czyli widzą, że zarówno kwestie odpowiedzialności społecznej, jak ekologicznej są nie tylko tematem działań PR, ale otwierają nowe możliwości rynkowe, są dla inwestorów najbardziej obiecujące (Gore przypomina zmianę strategii największego konglomeratu przemysłowego, GE, który pod rządami Jeffa Immelta zaczął wdrażać strategię „ecomagination”).
Ostatnio do ligi firm eksponujących „zieloną strategię” dołączył Steve Jobs z Apple ogłaszając dokument „A Greener Apple”. Wśród prominentnych amerykańskich polityków Arnold Schwarzenegger, gubernator Kalifornii stwierdził otwarcie, że choć jest członkiem partii republikańskiej, to nie ma to dla niego znaczenia, jeśli chodzi o forsowanie w Kalifornii „zielonego” ustawodawstwa (co było dotychczas domeną demokratów).
Dynamika tych zmian postaw jest zdumiewająca. W ciągu ostatnich miesięcy przeczytałem kilkanaście dużych tekstów w najróżniejszych tytułąch o „zielenieniu Ameryki”. Teraz np. „The New York Times” pisze, jak intensywnie pracuje się w USA nad opakowaniami, by były bardziej eko.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 16

Dodaj komentarz »
  1. No tylko przyklasnąć.

  2. 4:04 PM 5/13/2007

    Jak wszystko co prawdziwe, to nie jest takie proste. Juz ktos dawno stwierdzil, iz „w Ameryce (znaczy USA) jest 50 przykladow na wszystko”. Znaczy, ze na kazdy przyklad, ktory prowadzi nas do szybkiego uogolnienia jest tez i kontrprzyklad. Nie ma dobrego chleba, no i jest dobry chleb.

    Dawno, dawno temu, gdy zafrasowany stalem szukajac przescieradla pod moj studencki spiwor, jakas usluzna Pani, slyszac polskie przeklinanie na ameryke co zaklada przescieradla na zakladke, wyszeptala dramatycznie „bo oni tu poszwow nie majo..”. Prawda, ale potem sie okazalo, ze maja. Podobnie jak i spirytus. No ale nie o tym chcialem…

    Kiedys okazalo sie, ze plastik sie nie rozklada i wszyscy co sie przejmuja ekologia zaczeli prosic w sklepach o torby papierowe. Tylko, ze ten wybor papieru tez nie lepszy. Wiec te bardziej zielone sklepy propaguja przychodzenie z wlasna torba, vel siatka, jaka pamietam bralem gdy musialem stac w kolejce „za chlebem”.

    Oszczednosci w ten sposob uzyskane sa minimalne w porownaniu ze marnotrastwem energii przez idiotycznie ogromne i wiele palace behemoty z napedem terenowym, ktorymi moznaby walczyc w Afganistanie, ale uzywane sa przez przewrazliwione mamusie do wozenia pociech na pianino i pilke nozna, „zeby im bylo bezpieczniej”.

    Z drugiej jednak strony, przez wiele lat zycia tu, nauczylem sie spodziewac tego, ze jak juz mi sie wydaje, ze rozumiem jakis trend, to w ciagu kilku miesiecy on sie moze zupelnie odwrocic, pod warunkiem, ze wystarczajaca _mniejszosc_ sie wystarczajaco wkurzy (podkreslam te mniejszosc, zeby bylo jasne, ze nie wiekszosc „rzadzi” w demokracji, ktora powyzej pewnego miernego poziomu, ile to cm to nie bede wyliczal..).

    Mniejszosci i jednostki wkurzaja sie wszedzie. Ale w jakis wyjatkowy sposob taka mniejszosciowa irytacja nie jest (w usa) od razu kwitowana „a przeciez i tak z tego nic nie bedzie” (co czesto slysze w Polsce).

    Od niedawna usiluje sortowac smieci w Polsce, ale to jest bardzo trudne. Sortuje tez od wielu lat w USA, i jest to znacznie latwiejsze. W obu przypadkach nie chodzi chyba o bardzo skomplikowana czynnosc. A nawet jak posortuje w Polsce wg. mniej wiecej tego samego systemu, to jak juz to dotaszcze do pojemnikow to znow sie musze zastanawiac dobrze gdzie wrzucic. A jak juz zdecyduje, ktory to ma byc, zgodnie z ulotka, to w nim widze po prostu kupe smieci, bo okazuje sie, ze jestem ta naiwna mniejszoscia, a wiedzaca lepiej wiekszosc z gory wie, ze „i tak z tego nic nie bedzie”. I niestety wiekszosc ma racje, bo jak z ostatnich doniesien wynika, to dalsze sortowanie tych smieci prawie zupelnie nie istnieje, a kar za niesortowanie tez nie ma.

    To moge jeszcze na tematy ekologiczne „tu i tam” – np. nad zatoka gdanska stoja takie same wspaniale wiatraki jak na przeleczy Altamont. Znaczy dobrze jest.

    A benzyna nam w usa drozeje calkiem „ladnie” i dochodzi juz prawie do europejskich cen. $3.80 za galon w San Francisco, czyli dolar za litr – czyli nadal o 1/4 mniej, ale to juz ten sam rzad wielkosci przynajmniej. Czyli tez dobry „trynd”. Toyota zwieksza produkcje hybrydow, ktore sprzedaja sie jak cieple buleczki, chociaz az tak bardzo ekonomiczne nie sa, i indywidualnie to wyda sie na to autko wiecej niz oszczedzi na benzynie, przynajmniej na krotka mete. Ale widac jest wystarczajaca „mniejszosc”, ktora uwaza, ze jednak tak trzeba.

    Oczywiscie, naszemu „zielonemu” Guvernatorowi Ahnoldowi nalezy tez wypominac przy kazdej okazji, ze w garazu trzyma Hummer’a, ale to jeszcze inna historia. No to chwatit bom sie rozpedzil..

    /jsw

  3. Do Jacka:
    Dzięki za realistyczne schłodzenie optymizmu z mojego wpisu. Z Kalifornii widać lepiej, mnie w przypadku amerykańskiej zielonej mody (która w Europie jest o wiele starsza) interesuje głównie dynamika przemiany debaty. Zdaję sobie sprawę, że wymiar praktyczny będzie niejednoznaczny (wątpliwa choćby kwestia produkcji etanolu z kukurydzy na potrzeby paliwowe). Ale właśnie sam proces jest najciekawszy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. każdy kij ma dwa (co najmniej) końce. W zeszłym roku czytałem opracowanie z Anglii w którym wyliczano koszty, w tym również (a nawet przede wszystkim) obciążenie środowiska. Okazało się, zgodnie z tym raportem, że sortowanie śmieci, kiedy się podsumuje koszty, jest dla środowiska bardziej uciążliwe niż wywalenie wszystkiego razem na wysypisko. Diabeł tkwi w szczegółach. A środowisko obciążają nie śmieci domowe, nie duże czy małe auta, a przemysł. I TU należy szukać oszczędności i ograniczeń, jeśli wyniki mają być znaczące, a nie tylko służyć do uspokajania sumienia obywateli. Taka była konkluzja tego raportu. Niestety, nie odnajdę go teraz, więc można mi albo uwierzyć, albo samemu poszukać.
    Co do mojego wkładu, w miejscowym supermarkecie kupiłem torbę lnianą na zakupy i takiej używam. I bardzo żałuję, że polski rząd idzie pod prąd polityce zmniejszania negatywnego wpływu na środowisko. Ostatnia decyzja o nakazaniu jazdy na światłach mijania w dzień, uzasadniana rzekomą poprawą bezpieczeństwa, a w istocie służąca zwiększeniu wpływów z podatków i akcyzy od sprzedanego dodatkowo paliwa, a zwiększająca zużycie paliw kopalnych znacząco, jest prawdziwym skandalem. Dziwi mnie przy tym kompletne milczenie tzw „zielonych” w tej sprawie.

  6. Jacek napisal nam wrazenia z Kalifornii. Nizej podpisana mieszka na drugim koncu krzywej dystrybucji swiadomosci ekologicznej, czyli w Teksasie, a wlasciwie to na przedmiesciu Houston. Od paru lat obserwuje tu dwa przeciwstawne trendy, czyli z jednej strony coraz szybciej rosnaca produkcje energii ze zrodel odnawialnych (Teksas produkuje juz wiecej energii z turbin wiatrowych niz Kalifornia), a z drugiej totalna nieswiadomosc wiekszosci Teksanczykow, ze takie zmiany maja miejsce.

    Piec lat temu Teksas uwolnil rynek energetyczny. Kazdy klient lokalnego zakladu energetycznego, z wyjatkiem mieszkancow Austin chyba, mogl od tej pory wybrac sobie dostawce. Skwapliwie skorzystalam wtedy z okazji i przerzucilam sie na firme, ktora produkuje energie ze zrodel odnawialnych, glownie turbin wiatrowych. Od tego czasu sledze roznice w cenie pradu pomiedzy dostawcami na witrynie internetowej http://www.powertochoose.org. Przez jakies trzy lata Green Mountain Energy byla jedyna „zielona” firma w katalogu i ceny jej energii oscylowaly jakies 20 procent wyzej od cen oferowanych przez innych dostawcow. Ale od roku to sie zmienia. Po pierwsze w zeszlym roku cena gazu naturalnego, ktory jest tu popularnym surowcem dla zakladow energetycznych, poszla w gore. Mam kilku znajomych, ktorym rachunki za energie latem skoczyly z 200 to 400 dolarow za miesiac, co jest suma niebagatelna dla teksanskiej klasy sredniej, juz dobijanej cena benzyny w miescie, gdzie bez samochodu ani rusz. Po drugie inni dostawcy jakby sie obudzili i zaczeli oferowac energie ze zrodel odnawialnych. W dniu dzisiejszym wklepanie w wyszukiwarke mojego kodu pocztowego 77581 prowadzi nas do tabelki, w ktorej mozna wybrac sposrod dziesieciu ofert energii ze zrodel odnawialnych. Cena tych ofert nie odbiega juz w gore od innych.

    Z jednej strony jest wiec pieknie, ale jest tez druga strona medalu. Na przyklad po pieciu latach okazuje sie, ze jakies dziewiecdziesiat procent klientow firm energetycznych wciaz kupuje energie od swoich bylych monopolistow. Ludzie po prostu nie maja pojecia, ze istnieje mozliwosc odlaczenia sie i poszukania tanszej albo bardziej „zielonej” energii. Zeszlego lata znajoma w pracy skarzyla mi sie na swojego dostawce, ktory nagle do rachunku za energie dopisal pozycje zwana „fuel surcharge”, ktora opiewala na jedna trzecia calego rachunku. Poradzilam jej, aby zmienila dostawce. Pokazalam wlasny rachunek energetyczny, gdzie zadnego domiaru za paliwo nie bylo. I co? I nic, znajoma ponarzekala, ponarzekala, i zostala ze swoim starym dostawca.

    Co do samochodow, to behemoty sa ciagle jeszcze popularne, ale coraz wiecej pojawia sie samochodow mniejszych, kompaktow i calkiem sporo egzemplarzy Toyoty Priusa. To cieszy. Mnie cieszy takze, ze jako kierowca Volkswagena Golfa moge teraz wiecej widziec na drodze 😉

    Stanowy parlament, ktory zbiera sie raz na dwa lata, uchwalil tydzien temu, aby wladze zaprzestaly zbierania haraczu, czyli podatku za benzyne na dziewiecdziesiat dni. Podatek od paliwa w Teksasie to marne 20 centow od galona (3,6l), te same dwadziescia centow od pietnastu lat. Z tego podatku finansowana jest budowa drog, a ze podatek jest marniutki, marniutkie sa takze pieniadze na drogi. Stan nie ma juz w tej chwili nawet polowy pieniedzy potrzebnych na budowe nowych i remont starych drog. I w tej sytuacji panowie i panie w parlamencie decyduja, ze trzeba ulzyc biednym Teksanczykom, ktorzy za duzo placa za benzyne. Wtracam tu ten fakt, aby pokazac, ze nie tylko w Polsce populizm ma sie dobrze.

    Na koniec wszystkich czytajacych przepraszam za brak polskich liter. Teoretycznie moge je wstawic w tekst, ale zajmuje to o wiele wiecej czasu, niz napisanie tekstu, czyli wychodzi na to, ze lenistwo tym razem jest gora.

  7. Pan Borsuk ma absolutna racje, ze oszczednosci trzeba szukac w miejscach, ktore marnuja najwiecej energii. To jak optymalizacja kodu, w ktorym najwazniejszy jest region krytyczny bo w nim program spedza najwiecej czasu. Analitycznie i logicznie to jest oczywiste. I dlatego np. napadanie na Chiny, ze maja zaczac oszczedzac najpierw a Stany wtedy sie podpisza tez, jest nielogiczne, bo Stany uzywaja teraz znacznie wiecej energii niz Chiny, ktore tez marnuja oczywiscie. ( http://www.worldpopulationbalance.org/pop/energy/index.php )

    Ale wlasnie od tego trzeba zaczac, ze wszyscy cos sensownego zrobia.

    Kasia podaje przyklad energii z wiatru. I to istotne, chociaz cala olbrzyma farma wiatrowa kolo Stillwater (o ile pamietam) daje 2% energii zuzywanej w Texasie. Tylko wlasnie o to chodzi, zeby do tego TEZ podejsc powaznie, bo wszystko sie liczy. I gdyby „amerykanie” posluchali cwierc wieku temu orzeszkowego farmera Cartera to bylibysmy w lepszej sytuacji niz jestesmy. Ale to kolejny eksplozyjny temat, a ja polskich litere tez nie posiadam, wiec wystarczy.

  8. Bardzo ciekawe te amerykańskie historie. Chyba rzeczywiście jest coś na rzeczy, skoro nawet jeden ze styczniowych the economist poświęcił zielenieniu USA raport specjalny.

    Ta debata ma zresztą różne ciekawe wątki…:

    http://www.starktruth.com/comment.asp?articleid=3620

    i jeszcze fragment ze wspomnianego Ekonomisty:

    At the same time, a growing number of evangelical Christians are beginning to see global warming as a moral issue. They argue that mankind, as steward of God’s creation, has a duty to protect the environment. One outfit, the Evangelical Climate Initiative, encourages prominent pastors and theologians to sign a ?Call to Action?. Another group, the Evangelical Environmental Network, runs a website called ?What would Jesus drive?? Last year Pat Robertson, a prominent televangelist, told his flock, ?We really need to address the burning of fossil fuels.?

    Waking up and catching up, Jan 25th 2007, The Economist print edition

  9. Cała Irlandia trąbi o byciu zieloną (piszę to z Dublina), ale jakoś nikt nie śmie zauważyć, że po nocach całe stada biurowców są oświetlane w najlepsze na wszystkich poziomach. Oczywiście, ekologicznie i świetlówkowo. Ale pewien niesmak pozostaje. Z drugiej strony aż miło patrzeć, jak ludzie chodzą na zakupy z torbami „wielokrotnego użytku”, zamiast wynosić coraz to nowsze „jednorazówki”.

    A tak ciut nie na temat: cóż to za barwna para (patrząc na same nazwiska) – Gore & Blood.

  10. Borsuk 9:01 Jeszcze w Twoim poprzednim internetowym wcieleniu (Badger?) dyskutowaliśmy o sprawie doliny Rospudy. Pamietam , że jesteś przeciwnikiem organizacji ekologicznych, ale jednocześnie pytałeś mnie o żródła danych, ekspertyz itd. W związku z tym przesyłam Ci link
    http://www.biol.uw.edu.pl/Rospuda/
    na którym znajdziesz podsumowanie dyskusji jaka miała miejsce na Wydziale Biologii U.W.
    Pozdrawiam,
    P.S. Przepraszam Gospodarza za używanie jego blogu do komunikowania się z blogowiczami, ale broni mnie chyba bezpośredni związek z tematem wpisu.

  11. Do Jarka (i innych komentatorów):

    Ależ zapraszam do wykorzystywania tego bloga do komunikowania się (im bliżej tematów, tym lepiej). Uprzedzam tylko, że to korespondencja otwarta i każdy (włącznie ze mną) będzie ją zapewne czytał 🙂 .

  12. Jarek
    badger = borsuk rozumie się

    linki za linki (swoje nazywam głosem rozsądku)
    GS1 http://rospudatak.pl/

  13. GR5 http://www.wylatowo.pl/news.php?art=508&dzial=News

    na podsumowanie – nie jestem wrogiem organizacji ludzi zajmujących się w ramach hobby czy pasji obroną przyrody. Jestem wrogiem zachowań nieracjonalnych i trącących sekciarstwem (kult przywódcy, obrzucanie kalumniami osób mających inne poglądy niż wyznawcy sekty, nie uznawanie innych punktów widzenia – wszystko to znajdziesz wśród „ekologów” w ogromnych ilościach)

  14. Borsuk, Dziękuję za linki. Temat z pewnością wróci i być może będziemy mogli wymienić poglądy. Obie strony dysponują ekspertyzami. Problemem jest zrobienie z tych ekspertyz właściwego użytku. Pozdrawiam

  15. Jarek
    co do ekspertyz i podejścia, szczególnie polecam ten fragment:
    http://melbourne.blog.onet.pl/1,AR3_2007-03_2007-03-01_2007-03-31,index.html

    Nawet jeśli wybrany zostałby wariant alternatywny to i tak nie dojdzie nigdy do budowy drogi ze względu na protesty mieszkańców, którym ze zrozumiałych względów nie będzie podobało się odcięcie ich od części pól i łąk. I obwodnica nie powstanie NIGDY.

    Trzeba zadać pytanie: skoro obwodnica nie powstanie to po co zieloni mamią ludzi ?wersją alternatywną?? No po co??

    Odpowiedź jest trywialna: IM WŁAŚNIE CHODZI O TO ŻEBY ŻADNA DROGA NIE POWSTAŁA, bo zawsze musiałaby ona przechodzić przez dolinę Rospudy. Cel zostałby osiągnięty.

    Otóż celem ekologa nie jest powodowanie, aby budowa autostrady przyniosła jak najmniej strat dla środowiska. Ekologowi obce jest w ogóle słowo „autostrada” i będzie walczył o to, aby nie było ich w ogóle, nie tylko w parkach narodowych, ale wszędzie…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php