Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

22.11.2007
czwartek

Świat w 2030

22 listopada 2007, czwartek,

Wczoraj w Brukseli odbyła się prezentacja raportu „The World in 2030” opracowanego przez Raya Hammonda na zamówienie Plastics Europe, stowarzyszenia skupiającego przedstawicieli przemysłu tworzyw sztucznych. Hammond jest brytyjskim futurologiem, który łączy umiejętność syntetycznego myślenia z niezwykłymi zdolnościami aktorskimi. Jego prezentacja tez raportu była doskonała. Dzień na prezentację też był bardzo dobry, bo akurat wczoraj cena baryłki ropy osiągnęła na chwilę rekordową cenę 99 USD. Również IPCC przyznał, w uzupełnieniu do lutowego raportu o stanie klimatu, że ze względów politycznych interpretacja wyników badań została „złagodzona”. Tymczasem należy mówić wprost, że stoimy wobec bezpośredniego zagrożenia nieodwracalnymi, katastrofalnymi zmianami klimatycznymi. W podobnym tonie wypowiadał się też Hammond. Jego zdaniem mówienie o kryzysie klimatycznym to niebezpieczny eufemizm, należy mówić o katastrofie lub kataklizmie.

Brytyjski futurolog twierdził, że jest optymistą, choć wyzwań czeka na nas w najbliższym czasie bez liku. Największy problem polega na braku języka zdolnego wyrazić przyszłość. Jesteśmy zafiksowani w  aktualnych obrazach mentalnych i tkwimy w pułapce ograniczonej wyobraźni. Kolejny problem, to różne tempa rozwoju różnych sfer życia.  Za goniącą coraz szybciej techniką nie nadąża kultura, jeszcze gorzej radzą sobie ze zmianą i wynikającymi z niej wyzwaniami politycy. Co ciekawe, w futurologiczny mainstream wchodzą wątki, które jeszcze dwa-trzy lata temu znajdowały się na marginesie ze względu na swój radykalizm, jak choćby koncepcja skokowej zmiany parametrów cywilizacyjnych w perspektywie 20-30 lat na skutek osiągnięcia przez obiekty techniczne możliwości intelektualnych człowieka, przedstawiona przez Raya Kurzweila w „The Singularity Is Near”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Uwielbiam fantastyke naukowa; nienawidze samozwanczy futurologow. Wszystko, co potrafia zrobic to pisac bzdury pod plaszczykiem rzekomo „naukowych” analiz i przewidywan. Nie trzeba siegac daleko w przeszlosc, aby przekonac sie o tym, jak futurolodzy bardzo sie myla. Wystarczy spojrzec na „Raport Rzymski”, zeby zobaczyc, jakie kolosalne bzdury wypisuja naukowcy. Definicja futurologa, to „wrozka z komputerem”. Szkoda na to czasu.

  2. Do Werbalisty:
    Problem z przewidywaniami, że działają przeciwko sobie. Raport Klubu Rzymskiego nie sprawdził się w dużej mierze dlatego, że ludzie podjęli działania, by się nie sprawdził (po 1973 podjęto radykalne działania na rzecz większej efektywności energetycznej).
    Myślenie o przyszłości jest rzeczywiście bardziej ćwiczeniem wyobraźni, niż nauką. Ale wiele trendów można wskazać, jak choćby ile więcej potrzeba ziemi na uprawy ze względu na zmieniające się wzory konsumpcyjne Chińczyków. W wielu sprawach jesteśmy mądrzejsi niż w latach 70., co nie znaczy, że wiemy wszystko. Warto czytać Hammonda, bo pobudza wyobraźnię, a tej nam właśnie najbardziej brak, jeśli chodzi o przyszłość.

  3. Są chwile, kiedy człowiek jest zadowolony, że spełnienia się pewnych prognoz nie dożyje…

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. BRAK REALNYCH KONCEPCJI NAPRAWY SZKÓD KLIMATYCZNYCH

    Dobrze się stało, że poważnie rozmawia się o zbliżającym się katakliźmie klimatycznym. Niestety nic nie wskazuje na niewielkie nawet spowolnienie wzrostu stężenia gazów cieplarnianych w atmosferze. Emisje gazów cieplarnianych będą wzrastać wraz ze wzrostem zaludnienia i zwiększeniem liczby środków transportu oraz zużycia energii nieodnawialnej. Emiterem ich jest bowiem nie tylko przemysł, ale każdy człowiek, jego krowy i owce, jego poletko ryżowe, jego paleniska i samochody (te ostatnie przebijają wielokrotnie wszystkie poprzednio wymienione). Liczba mieszkańców Ziemi zwiększy się do końca tego wieku, wg optymistycznego scenariusza, o ok. 50%. Liczba samochodów rośnie lawinowo (zwłaszcza w Chinach), a zużycie energii z węgla i innych paliw węglowodorowych rosnąć będzie coraz szybciej. Wynika to z obecnych danych oraz z jednoznacznych prognoz.

    Jak można się doświadczalnie przekonać, wszelkie apele i rezolucje różnych konferencji i kongresów proekologicznych są nieskuteczne, poprawiając jedynie wysokie mniemanie zainteresowanych o ich własnej przydatności. Oczywiście należy dążyć do radykalnego ograniczenia spalania węgla i innych paliw tzw. konwencjonalnych, oszczędności energii (energooszczędne technologie), wykorzystania źródeł energii odnawialnej itd., ale (w odróżnieniu od wielu dyskutantów) jestem pozbawiony złudzeń, że na tej drodze uzyska się realne spowolnienie narastającego problemu, a o naprawie powstałej sytuacji klimatycznej w ogóle nie ma co marzyć!

    Niestety muszę wielu rozczarować, ale proces fotosyntezy nie jest w stanie przywrócić bezpiecznego poziomu CO2 w atmosferze. Aktualny przyrost emisji tego gazu mogłyby pochłonąć i zakumulować w drewnie tylko szybko rosnące drzewa na obszarze porównywalnym z obszarem Europy i to tylko przez pierwsze 40-60 lat wzrostu. Koncepcja nierealna, a przecież CO2 ma tylko 55% udziału w globalnym ociepleniu (pomijając oczywistą rolę pary wodnej, na co nie mamy żadnego wpływu).

    Należy także pamiętać o szybko zwiększających się stężeniach: metanu, tlenków azotu oraz ozonu w warstwie przyziemnej, gazach wielokrotnie bardziej efektywnych w potęgowaniu efektu cieplarnianego. O roli tych gazów i ograniczeniu ich emisji prawie nikt się nie wypowiada. Czasami wspomina się o emisji metanu, a o bardzo niepokojącym wzroście stężenia ozonu troposferycznego (w XX wieku wzrost o 100%) prawie nigdy. Ozon w troposferze jest zaś odpowiedzialny za wzrost jej temperatury o ok. 1,7°C. Ozon jest nie tylko gazem toksycznym i głównie odpowiedzialnym za częste epizody smogu fotochemicznego, ale także gazem silnie fitotoksycznym, blokującym proces fotosyntezy. Z danych FAO na koniec XX wieku wynikało, że wzrost stężenia ozonu w warstwie przyziemnej obniżył efektywność plonowania roślin uprawnych na świecie o ok. 20%. Obniżając efektywność fotosyntezy ozon nadaje dodatkowy, pośredni impuls wzrostu stężenia CO2 w troposferze.

    Należy zmienić sposób rozumowania, nie rozważać w kółko, jak to nie udaje się ograniczyć emisji gazów cieplarnianych, ale podjąć niezbędne działania w celu przywrócenia średniej temperatury Ziemi do poziomu z połowy XX wieku.

    Nie jest tajemnicą, że zmiany klimatyczne na naszej półkuli ujawniły się dotkliwie w ostatniej dekadzie, a istotną tego przyczyną jest (paradoksalnie!) poprawa jakości powietrza, tzn. zmniejszone zapylenia (powszechne elektrofiltry) i zmniejszenie koncentracji aerozoli (głównie siarkowych). Otóż, te uciążliwe zanieczyszczenia dość skutecznie ograniczały (poprzez zwiększenia albeda) dopływ energii słonecznej, maskując tym samym początkową fazę narastającego ocieplenia. Dlaczego by nie spróbować tą samą drogą (w sposób kontrolowany, wytwarzając dodatkową warstwę obłoków ? smug kondensacyjnych oraz pyłowych obłoków) przywrócić status quo z początku ubiegłego wieku? Uważam, że skorygowanie w taki sposób antropogenicznych zmian klimatycznych nie przekraczałoby aktualnych możliwości technicznych i naukowych.

    Należy pamiętać, że średnia temperatura Ziemi zależy od dwóch czynników:
    1) dopływu energii promieniowania słonecznego do powierzchni Ziemi,
    2) zdolności pochłaniania przez gazy cieplarniane zwrotnego promieniowania w zakresie dalekiej podczerwieni.

    Jedynie realne przeciwdziałanie przegrzaniu Ziemi to ograniczenie dopływu energii promieniowania Słońca. Zwiększyć należy udział odbitego promieniowania, czyli albedo Ziemi, którego wartość naturalna jest ok. 40%.
    W ubiegłym roku znalazłem kilka artykułów i wypowiedzi temat podobnej koncepcji skorygowania niekontrolowanego wzrostu efektu cieplarnianego:

    a) w Der Spiegel, Samiha Shafy (19.07.2006)

    b) w The Independent, Steve Connor (10.08.2006)

    c) w Le Monde, Stéphane Foucart (04.10.2006)

    Oprócz rozpylania siarki lub jej związków (projekt prof. Paula Crutzena, noblisty z roku 1995), efekt taki można osiągnąć wprowadzając w dolne warstwy stratosfery neutralny chemicznie drobny pył piaskowy. Osiągnąć to można przy pomocy wybuchów ładunków konwencjonalnych nad powierzchniami pustyń i wykorzystując wznoszący efekt kominowy. Przecież wiadomo, że naturalne burze piaskowe również w sposób mierzalny powiększają albedo. Podobny efekt można również osiągnąć wytwarzając, na odpowiednich obszarachc i w odpowiedniej porze dnia, dodatkowe smugi kondensacyjne np. rozpylając z samolotów (również i rejsowych) pył np. soli morskiej.

    Obawa przed negatywnym wpływem zwiększonego albeda na zmniejszenie efektywności fotosyntezy (spowodowane nieznacznym obniżeniem napromieniowania słonecznego) są nieuzasadnione. Większość roślin uprawnych w okresie swojej wegetacji cierpi z powodu nadmiaru światła, co przejawia się w zjawisku południowej depresji fotosyntezy. Zjawisko to jest rejestrowane zarówno w okolicach podzwrotnikowych jak i na naszej szerokości geograficznej.

    Zgadzam się, że taki sposób regulacji temperatury i jego wpływ na klimat nie jest ani prosty, ani jednoznaczny. Uważam jednak, że ten sposób regulacji jest dość bezpieczny, bo pozwala na niemal natychmiastową korektę wywołanego efektu poprzez zaniechanie inicjacji smug nad kontrolowanym sektorem. Tego rodzaju przedsięwzięcie powinno mieć charakter globalny i być koordynowane (także finansowane) przez międzynarodowe organizacje (np. agendę ONZ). Z pewnością nie będzie to łatwe, ale możliwe, KONIECZNE i jedynie SKUTECZNE.

    Jaka jest bowiem inna alternatywa, skoro ewidentna jest bezradność i brak dostrzegalnych efektów wszelkich, dotychczasowych prób ograniczania emisji gazów cieplarnianych, a przecież chodziło tylko o złagodzenie narastających komplikacji klimatycznych?

    Rozważany problem stał się już obecnie ekstremalnie poważny, że słusznie zasłużył na miano potencjalnej katastrofy klimatycznej. Aktualna sytuacja wymaga znacznie bardziej poważnego wysiłku niż dotychczasowe liczne dyskusje, konferencje, kongresy i protokoły.

  6. Do Antoniego:
    Dziękuję serdecznie za obszerny i bardzo ciekawy komentarz.

  7. To co postuluje Antoni (celowe zanieczyszczanie atmosfery, by ochlodzic Ziemie) jeszcze do niedawna uwazane byloby powszechnie za szalony pomysl. Okazuje sie jednak, ze coraz wiecej powaznych naukowcow
    bierze pod uwage takie rozwiazania.
    Trzy tygodnie temu w Cambridge, MA odbyla sie dwudniowa konferencja
    poswiecona geoinzynierii (?) czyli wlasnie takim globalnym dzialaniom
    majacym na celu schlodzenie planety. Niektore pomysly sa dosc wyszukane inne banalnie proste.
    Mysle, ze powinnismy byc bardzo ostrozni zanim zdecydujemy sie
    na globalne rozpylanie SO2 czy nawet piachu. Nie jestem pewien,
    czy na tyle dobrze rozumiemy fizykochemie atmosfery, by detonowac
    bomby nad Sahara…

    Ponizej linki dotyczace tego tematu:

    http://www.sciencemag.org/hottopics/geoengineering/

    http://www.sciencemag.org/cgi/content/full/318/5853/1054

    http://www.nature.com/nature/journal/v447/n7141/full/447132a.html

  8. Witaj Prezesie!
    Dzięki za komentarze i pozdrowienia.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php