Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

12.12.2007
środa

Genetyka dla ludu i inne

12 grudnia 2007, środa,


W najnowszej „Polityce” piszę nieco więcej na tematy zasygnalizowane we wpisach „Genetyka dla ludu” i „Mózg in silico” . Życie biegnie jednak bardzo szybko i pojawiają się kolejne inicjatywy. Otóż X Prize Foundation, znana bardziej z kosmicznej nagrody Ansari X Prize, przyznanej za pierwszy lot w kosmos zrealizowany przez prywatne przedsiębiorstwo (nagroda w tym roku ewoluowała do Google Lunax X Prize), ogłosiła konkurs, w którym stawką jest Archon Genomic X Prize. Ten, kto pierwszy zdoła zsekwencjonować 100 ludzkich genomów w 10 dni po koszcie mniejszym niż 10 tys. dolarów za sekwencję dostanie 10 mln dolarów.

Wyzwanie Archon X Prize nabrało jeszcze lepszego smaku, gdy wyzwanie publicznie podjął George Church, znakomity genetyk z Uniwersytetu Harvarda, jeden z pionierów techniki sekwencjonowania genów. Church jest zaangażowany w Personal Genome Project, inicjatywę non profit, której celem jest stworzenie publicznej, otwartej bazy danych zawierającej sekwencje jak największej liczby osób. W ten sposób ma powstać otwarty zasób wiedzy genomicznej umożliwiającej poszukiwanie nowych terapii, leków i wyjaśnianie uwarunkowań genetycznych schorzeń, etc. Church zasiada także w radzie doradczej opisywanej przeze mnie firmy żony Brina, 23andMe. Wywiad z Churchem można przeczytać w MIT’s Technology Review.

Jak informuje ostatni „The Economist”, do wyścigu stanęła także firma 454 Life Sciences Corporation, która z kolei wsławiła się tym, że zsekwencjonowała cały genom Jamesa Watsona, jednego z pionierów badań nad DNA. Efekt całego przedsięwzięcia? Obniżenie kosztów sekwencjonowania genomu do tysiąca dolarów (za tyle teraz można sobie zrobić profil genetyczny), co umożliwi masową komercjalizację usługi (w tej chwili koszt poznania własnego genomu wynosi kilkaset tysięcy USD).

Osobista genetyka w krótkim czasie, bo to perspektywa najbliższych lat, może radykalnie zmienić świat medycyny. Ludzie wyposażeni w wiedzę o genetycznych uwarunkowaniach własnej kondycji (w USA ok. 80 proc. ludzi chciałoby posiadać taką wiedzę) będą mogli podejmować o wiele bardziej świadome decyzje odnosi własnych stylów życia, profilaktyki (która teraz będzie miała rzeczywisty sens). To w zamian za koszty psychologiczne związane z nie zawsze przyjemną wiedzą o ryzyku zachorowania na dolegliwość, na którą jeszcze nie ma terapii. Wspomniany przeze mnie wczoraj Canton twierdzi, że medycyna wychodzi w końcu ze średniowiecza.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 7

Dodaj komentarz »
  1. Witam. Przeczytałem pański artykuł w ostatniej Polityce nt. genetyki. Nie odmówię mu ciekawego tematu i dobrego podejścia doń, lecz uderzył mnie jeden szczegół, który notabene uderza mnie zawsze jak go gdzieś znajdę. A jest już, ku mojemu zdziwieniu i ubolewaniu, dość powszechny. Mianowicie chodzi mi o użycie słowa ‚googlować’. W moim rozumieniu chodzi po prostu o szukanie w sieci, przeglądanie stron poprzez wyszukiwarkę. Dlaczego zatem zaczynamy używać tak beznadziejnego pod każdym względem słowa jak googlować? Bo proszę zauważyć: primo – to nie jest polskie słowo(nie słyszałem by językoznawcy dali mu zielone światło), secundo – użycie tego słowa premiuje konkretną korporację, używając go robimy jej darmową reklamę, tercio – można je bardzo łatwo zastąpić polskimi odpowiednikami, w zależności od kontekstu(a więc jest ich wiele). Proszę zauważyć, że byłem zmuszony napisać, że można niepolskie wyrażenie zastąpić polskim(!), co jest paradoksem, bo cały czas chodzi mi przecież o polski język. Strasznie mnie irytuje takie lenistwo językowe i pewna nieodpowiedzialność. Moim zdaniem na dziennikarzach i ludziach zawodowo zajmujących się językiem jako narzędziem pracy ciąży szczególna odpowiedzialność za słowo, szczególnie pisane. Nie potrafię bowiem znaleźć logicznych uzasadnień użycia tego zwrotu. Ani ono nie jest bardziej dokładne, ani nie zawiera żadnych trudno uchwytnych znaczeń. Poza tym jest jawną kryptoreklamą; znamy wszyscy mechanizmy skutecznej promocji, a wejście nazwy własnej korporacji do powszechnego użycia jest jednym z lepszych. Nieświadomie wkładamy sobie to do głowy, a za chwilę będziemy zdziwieni, że w ogóle istnieją jakieś inne wyszukiwarki. Ja rozumiem, że internet rządzi się swoimi prawami(skróty myślowe, zaporzyczenia itd.), ale prasa choćby pisała na tematy związane z nowymi technologiami winna mieć wg mnie inne standardy.

    Zatem szczerze apeluję do pana redaktora i wszystkich piszących cokolwiek i gdziekolwiek o pielęgnowanie polskiego języka. Inaczej on nam niedługo zginie i przekształci się w jakiś bełkot(wystarczy posłuchać rozmów dajmy na to gimnazjalistów). Jedynym przypadkiem, kiedy mógłbym zaakceptować ten dziwaczny zwrot byłby fakt istnienia jakiejś wartości dodanej, jakiegoś znaczenia niewyrażalnego polskimi odpowiednikami i oczywiście na tyle istotnego, by przyćmiło brzydotę tego amerykanizmu. Pozdrawiam

  2. Do januszjanusz:
    Dzięki za uwagę. W tym przypadku użyłem słowa googlować z pełną premedytacją, by zwrócić uwagę na rolę (potencjalną) właśnie firmy Google w tym nowym segmencie rynku osobistej informacji. Swoją drogą Anglicy już uznali czasownik to google i wprowadzili do słownika. Oczywiście, nie musimy ich naśladować. Do apelu o szacunek dla języka polskiego przyłączam się.

  3. mam parę komentarzy do tej Pana notki:

    1. psychologiczne koszty wiedzy na temat własnej dolegliwości świetnie widać na przykładzie niskiego odsetka kobiet chodzących na mammografię (nieodpłatną dodatkowo) – jest to poniżej 10% kobiet. reszta się boi wiedzieć, bo nie mogą nie wiedzieć o tych badaniach. a co dopiero będzie gdy będzie można się dowiedzieć o wszystkich swoich potencjalnych schorzeniach? wizja życia polegającego na ciągłym uważaniu żeby nie pogorszyć swojego stanu ze względu na naukowo potwierdzone ryzyko choroby skutkuje zwiększoną paranoją i ogromnym ciężarem psychicznym, na który mało kto będzie chciał się zdecydować – tak jak te kobiety mające szansę na mammografię.
    2. wiedza na temat potencjalnych dolegliwości u.. niemowlaka jest wiedzą bardzo bardzo ryzykowną – kto obieca, że nie będzie następnego holokaustu, tyle że nakierowanego na „wadliwych genetycznie”? nowy wspaniały świat?
    3. cała ta sytuacja przypomina mi intuicyjnie sytuację spod biblijnego zakazanego drzewa wiadomości (dygresja).. nie wiem dlaczego tak jest, ale to też chcę napisać.
    4. oczywiście – widzę dobre strony tego wszystkiego ale mimo wszystko mam perspektywy, wiem na jakiej zasadzie działają korporacje i nikt mi nie powie, że dla korporacji posiadających wiedzę na temat ludzkiego genomu będzie barierą etyczną wykorzystać to do swoich prywatnych celów.
    5. wyznaczanie finansowej nagrody za uzyskanie tejże wiedzy (bo to przecież nie tylko informacje!) odbiera napęd wewnętrznej motywacji tych ludzi żeby pomóc ludzkości a nadaje napęd motywacji czysto nastawionej na zysk finansowy. nie twierdzę, że to 100% źle, że ta nagroda finansowa jest, ale zauważam jej skutki w tym wymiarze.

    pozdrawiam ciepło i dziękuję za ten artykuł!
    jestem ciekawa Pana ewentualnej odpowiedzi 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @januszjanusz

    Przyganiał kocioł garnkowi… lub w innym wydaniu: uczył Marcin Marcina…
    Może wyjaśni nam pan językoznawca jak po polsku określic takie
    wyrażenie jak „jawna kryptoreklama” 🙂
    Po angielsku nazywa sie to „oxymoron” a polskiego odpowiednika,
    niestety nie znam. Nota bene oxymoron nie jest sensu stricto
    angielskim słowem tylko bodajże greckim, ale mniejsza o to,
    przeciętnie wykształcony Anglik czy Amerykanin wie o co chodzi.
    Nota bene i sensu stricto nie sa polskimi zwrotami, lecz
    przeciętnie wykształcony Polak zrozumie o co biega 🙂

    Być może jako emigrant nie powinienem wypowiadać się
    w kwestiach językowych, gdyż niestety kaleczę obydwa
    języki, którymi posługuję się na codzień.
    W tym wypadku stanę jednak w obronie Autora.
    Współczesny język musi być bardzo dynamiczny i posiadać
    zdolność adaptacji do opisywania nowych procesów, zjawisk
    czy technologii. Inaczej stanie się bezużyteczny.
    Słowotwórstwo ma tu kluczowe znaczenie.
    Nie jestem zwolennikiem bezkrytycznego przyjmowania
    obcych zwrotow, ale wobec współczesnej globalizacji takie zapożyczenia
    są po prostu nieuniknione. Co ciekawsze one zawsze istniały.
    „Czystosć językowa” tak jak „czystość rasowa” jest po prostu złudzeniem.
    Ciekawi mnie jaki odsetek polskiego słownictwa ma slowańskie źródła ?
    Inne języki są wymieszane w podobnym stopniu.
    Rozwój języka nie następuje przez uchwały parlamentu, rady starszych
    czy decyzje językoznawców, tylko przez akceptację nowych słów
    i zwrotów przez populację (lub przynajmniej jej znaczącą część) posługującą się danym językiem.
    Czy rążą Pana takie „polskie” słowa jak „dach”, „adidas”, „sweter”,
    „pulower”, „pejzaż” ? Przykłady można by mnożyć…

    Zarzut reklamowania Google jest po prostu śmieszny.
    Zapewniam Pana, że firma Google nieźle sobie radzi
    i wcale nie potrzebuje reklamy w „Polityce”.
    Tak, inne wyszukiwarki też istnieją i może nawet parę lat temu
    miały jeszcze jakieś znaczenie. W tej chwili Google jest standardem.
    Można dyskutować czy to dobrze czy źle, ale taki jest stan rzeczy
    (z pewnością dobrze dla posiadaczy akcji Google 🙂

    Słowa pochodzące od nazw własnych też bardzo często
    wchodzą do codziennego użytku i nie należy tu tragizować.
    Chociażby wspomniane przeze mnie adidasy (i co ma powiedzieć Nike ?
    „Najlepsze adidasy firmy Nike, he he „).
    Ludzie starszej daty (znacznie starszej niz moja) może jeszcze pamiętają
    „elektlolux” albo „hoover” (po zachodniej stronie Atlantyku).
    A znający troszkę język rosyjski niech sobie przypomną jak w tym
    języku nazywa się ołówek. Dobre, nie ?

    Pozdrawiam i życzę Wesołych Świąt.

  6. Witam… to, że nasz polski język jest powoli mordowany, to fakt. To, że językoznawcy siedzą cicho w tej materii , to też fakt, można to wytłumaczyć na różne sposoby. Ale to, że dziennikarze pracujący narzędziem które się nazywa ” język polski ” są niechlujni, aroganccy, powiem wprost nie nauczeni poprawnego używania naszego języka i nie mający poczucia odpowiedzialności, to fakt oczywisty i jest to dodatkowo, a może przede wszystkim wielkim wstydem Polaków. Gdzie są szefowie tych Państwa ?. Polski dziennikarz rozmawia z polskim Żydem, który przebywa w Izraelu ponad 50 lat, który mówi czysta polszczyzną, a dziennikarz – ” wpłaca i wypłaca i bedzie potrafił…” , to już był szczyt braku odpowiedzialności żeby nie powiedzieć inaczej. Akcent już zamordowali dawno ( oczywiście mówię o tych niepoprawnych…) . Używanie nagminne określenia ” będą potrafili ” doprowadza do palpitacji serca. Podobnie dotyczy to rusycyzmu ” póki co.. ” , na litość boską mamy polski odpowiednik i to nie jeden. Ostatnio można paść na zawał słysząc , że ” wpłacasz coś do banku i wypłacasz „, i to mówi publicznie znany z poprawności językowej aktor. Co za bzdura i niekonsekwencja, jak można coś wypłacić sobie, ktoś może nam wypłacić, chyba, że się jest kasjerem w banku. Ja w banku wpłacam i pobieram pieniądze. Takie mówienie to kalka z angielskiego. Gdy tak lubią obce języki to zlikwidować polski i przejść na obcy. Kto pilnuje realizacji ustawy o języku polskim, która chyba jeszcze obowiązuje ?. Gdy to kanon wg tych ” poprawnych ” to dlaczego nie powie , że coś wkładasz i wykładasz , tylko mówi wyciągasz, że nacoś patrzysz i wypatrzasz… tylko mówi patrzysz i widzisz… . Że coś wsadzasz i wysadzasz…itd itp. Pan januszjanusz też nie jest zawsze poprawny, znalazłem kilka błędów w Jego tekście. Rozumiem, że to mogą być tzw błędy z marszu, ale zawsze powinno się tekst przed wysłaniem poprawić. Bardzo to polecam Państwu dziennikarzom. Tertio… a nie tercio.. . Brakuje łaciny w szkołach. Inne potknięcia sam Pan znajdzie. P ozdrawiam zwyczajowo. Leopold P.

  7. @ Leopold:
    Radze sie wyluzowac, bo szkoda zdrowia.
    Mnie tez raza niektore zwroty(i razily mnie 20 lat temu),
    ale zeby zaraz dostawac palpitacji…
    Moim skromnym zdaniem jezyka nie da sie regulowac
    za pomoca ustaw. To jest po prostu smieszne
    (podobnie jak zakaz przywiazywania aligatorow do hydrantow
    obowiazujacy na Florydzie 🙂
    Kto bedzie egzekwowal takie prawo ? Utworzymy policje jezykowa ?
    Kilka lat temu w Quebecu (bodajze w Montrealu) chodzily
    patrole (z linijka) i sprawdzaly czy wlasciciele biznesow maja napisy
    na szyldach po francusku takiej samej wielkosci jak po angielsku.
    To chyba nie jest skuteczna metoda promowania jezyka.

    A tak z ciekawosci to jak jest z ta kalka z angielskiego
    odnosnie wplacania i wybierania pieniedzy ?
    Bo za czorta nie moge zgadnac.

    I deposit checks to the bank and withdraw money usually from an ATM.
    Recently, I withdrew a lot and have not much left 🙁

  8. jeden komentarz. Nigdy nie twierdziłem, że jestem nieomylny, dlatego nie obrażam się gdy ktoś mnie poprawia, to tylko wychodzi mi na zdrowie. I sam teraz te błędy dostrzegam. Chodzi mi raczej o samo podejście do kwestii języka, o to by go nie zaśmiecać, nie zniekształcać, nie kaleczyć. Co do tej czystości – lekka nadinterpretacja. Oczywiste dla mnie jest to, że każdy język jest bogaty w zaporzyczenia z innych itd. Jednak my mówimy np. odkurzacz a nie dajmy na to ‚huwer’, bo potrafimy sobie poradzić własnym słowotwórstwem. Zaporzyczenia muszą mieć sens i jakąś tradycję, historię. Ja nie widzę sensu zastępowania słowa wyszukiwać (domyślnie w internecie) słowem ‚googlować’. Nowoczesność nie polega chyba na upraszczaniu do nieprzytomności. Ponadto proszę zwrócić uwagę na obrzydliwe brzmienie tego angielskiego zwrotu.. Co do reklamy owej korporacji-ona nie potrzebuje promocji w Polityce; ona potrzebuje promocji w umysłach, w powszechnym użyciu, właśnie w języku! Nie siedzę w branży reklamowej, lecz co to za tajemnica, że wiele dużych korporacji wybiera dokładnie taką ścieżkę tworzenia swych wizerunków, by jakieś atrybuty owej korporacji stały się standardem w jakiejś dziedzinie, punktem odniesienia. Przypadek Google jest wręcz modelowy. Nie twierdzę, że ta firma prowadzi działania na rzecz upowszechniania użycia tego zwrotu, tego nie wiem. Ale dlaczego mamy sami to robić? Zresztą zbyt szybko i łatwo (moim zdaniem) przyjmujemy angielskie/amerykańskie zwroty i wyrażenia do naszego języka. Czasem warto sięgnąć do bogactwa polszczyzny.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php