Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

30.01.2008
środa

Nauka 2.0, Blog o Open Access

30 stycznia 2008, środa,

Polecam rozkręcający się coraz lepiej Blog o Open Access, redagowany przez Justynę Hofmokl. BOA powstaje przy Domenie Internetowych Repozytoriów Wiedzy, którą tworzy Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego (ICM). Idea Open Access nabiera rozpędu na świecie, a istotnym bodźcem były dwie ważne ubiegłoroczne decyzje:

1. Prezydent George W. Bush podpisał ustawę, mocą której publikacje naukowe powstałe w wyniku badań finansowanych przez National Institutes of Health (a więc z pieniędzy publicznych) będą musiały być udostępniane w domenie publicznej w rok po ogłoszeniu w czasopiśmie naukowym.

2.  Podobną decyzję podjęła Europejska Rada Badań (European Research Council), wprowadzając obowiązek publikowania w domenie publicznej na zasadzie Open Access publikacji powstałych za pieniądze ERC, w pół roku po publikacji w czasopiśmie naukowym.

Obowiązek publikowania wyników badań sfinansowanych przez podatników to nie tylko zwykła przyzwoitość wobec sponsorów tych badań, ale także najlepszy sposób na zwiększenie przejrzystości badań i kontroli ich jakości. W Polsce, gdzie większość badań publikowana jest w egzotycznych, lokalnych i  czytanych w bardzo wąskim kręgu czasopismach przydałoby się trochę ruchu i przejrzystości. To prawda, że Polska przeznacza na badania skandalicznie mało pieniędzy. Tym bardziej więc powinniśmy wprowadzić obowiązek publikowania wyników w systemie Open Access, by jak najwięcej osób miało dostęp do wyników badań  – to prawie nic nie kosztuje, a zwiększa społeczny zasięg oddziaływania nauki. Chyba, że nie ma czego upowszechniać.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. Dlatego cieszę, że się, że we Wrocławiu udało się namówić większość uczelni do uczestnictwa w Dolnośląskiej Bibliotece Cyfrowej. Chociaż, jak pokazuje praktyka, udostępnianie nowych publikacji w wersjach cyfrowych idzie dość opornie. I nie chodzi bynajmniej o względy techniczne, a raczej o brak szerokiego zainteresowania naukowców. Bo organizacyjne sprawa jest banalna. Przynajmniej u mnie na AE we Wrocławiu wystarczy podpisać formularz umowy z DBC i już doktorat lub praca naukowa może być udostępniana publicznie w serwisie DBC. Dlaczego jest jednak tak mało chętnych?

  2. Dlaczego jest tak mało chętnych? Pyta Szymon Mazurek. A jak się mieszka na księżycu? Pytam ja – trener Jarząbek. Łubu dubu! …

  3. Moje pytanie jest aż tak bardzo oderwane od rzeczywistości? No tak, nie da się uniknąć patrzenia na rzeczywistość przez pryzmat własnego podejścia do spraw 😉

    Dlaczego pytam? Bo problem jest poważniejszy niż może się wydawać na pierwszy rzut oka, a aspekt organizacyjny i techniczny to tylko jedna strona medalu. Nie można wszystkiego w nieskończoność zwalać na skostniałe, stare i w pewnym sensie odziedziczone struktury naukowe. To nie tłumaczy braku chęci udostępniania prac przez młodych naukowców, którzy z drugiej strony bardzo chętnie korzystają z internetu do wyszukiwania źródeł do własnych badań.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Kilka pomysłów na odpowiedź:
    > Publikacja niepapierowa, nieksiążkowa jest postrzegana jako mniej prestiżowa.
    > A może przyczyną jest wszechogarniający strach przed plagiatem.
    > A może po prostu wstydzą się tego co napisali – po opublikowaniu w internecie dostęp do tych prac będzie zbyt łatwy 🙂 Praca złożona w archiwum jest dość bezpiecznym rozwiązaniem, mało kto do niej dotrze.
    > Możliwe, że im się nie chce – powód prozaiczny ale…
    > A może taki pomysł: Polskie biblioteki cyfrowe (kujawsko-pomorska, małopolska i inne a tej serii) kojarzą się w pierwszej kolejności z publikowaniem starych, zdigitalizowanych źródeł regionalnych. Młodzi naukowcy może chcieliby publikować swoje prace w otoczeniu innym niż „dziedzictwo kulturowe”.

  6. Ad „Publikacja niepapierowa, nieksiążkowa jest postrzegana jako mniej prestiżowa”.
    Akurat DBC to nie dotyczy. Tam są umieszczane elektroniczne wersje prac, które zostały tradycyjnie wydane (najczęściej po recenzjach).

    Ad „Polskie biblioteki cyfrowe kojarzą się w pierwszej kolejności z publikowaniem starych, zdigitalizowanych źródeł regionalnych” To akurat prawda. W dużej mierze wynika to z uwarunkowań prawnych: nie można dygitalizować wszystkiego, co jest w bibliotece. Autorzy muszą na to wyrazić zgodę. No i w końcu ktoś musi być pierwszy. Inaczej towarzystwo na wirtualnej półce bibliotecznej nie ulegnie zmianie 😛

  7. Najbardziej zwięzłe podsumowanie tej niechęci usłyszałem od bibliotekarzy-redaktorów w jednej z bibliotek uczelnianych tworzących naszą BC, którzy mieli nadzieję pozyskiwać publikacje od swoich naukowców: „Dlaczego nie publikujemy? No bo starzy się zastanawiają, a młodzi patrzą na starych”.

    Co do sprawy plagiatu – to prawdopodobnie równie wielki jak strach przed plagiatem, jest strach przed ujawnieniem plagiatu 😉 . Publikacja sieciowa sprzyja jednemu i drugiemu.

    Wiele zależy od postawy władz uczelni jej faktycznego wpływu na kadrę. Jedne potrafią nakłaniać do elektroniki tworząc możliwości prawne i dogadując sprawę z wydawnictwami uczelnianymi (to główne źródło publikacji naukowych u nas), innym idzie to sporo gorzej. Dość prężne są uczelnie niepubliczne: traktują bowiem publikację w BC jako jeden ze sposobów promocji swojego dorobku i marketingu uczelni.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php