Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

13.02.2008
środa

Nauka 2.0, głosowanie na Harvardzie

13 lutego 2008, środa,

Dziś profesorowie Uniwersytetu Harvarda mają zdecydować, czy uczelnia przyjmie ideę Open Access polegającą na publikowaniu prac naukowych w internecie. Władze uniwersytetu dostrzegły, że znaczna część publikacji naukowych ukazuje się w niszowych, niskonakładowych i bardzo kosztownych czasopismach. Mało kto je czyta, a dostęp do zawartej w nich wiedzy jest bardzo trudny. Tymczasem, jak komentuje w New York Times dyrektor harwardzkiej biblioteki, Robert Darnton, chodzi o to, żeby otworzyć świat nauki dla wszystkich, którzy chcą się uczyć.

Autorzy publikacji zachowają copyright do swoich publikacji i będą mogli je publikować również w innych miejscach. Ponadto w każdej chwili będą mogli podjąć decyzję o wycofaniu publikacji z otwartego repozytorium. Biorąc pod uwagę prestiż Harvardu, akceptacja Open Access może mieć wielki wpływ dla popularyzacji idei. Dobrze byłoby, gdyby podobne decyzję zapadły w Polsce (zwolennikiem podobnego rozwiązania jest m.in. prof. Marek Niezgódka, szef Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego UW, skłania się też do tego pomysłu prof. Michał Kleiber, prezes PAN, polecam także lekturę Bloga o Open Access) gdzie praktycznie 100 proc. badań i powstałych w ich wyniku prac powstaje za publiczne pieniądze. Większość publikacji drukowanych jest w ezoterycznych czasopismach. Dajmy szansę Polakom poznania, co tworzy intelektualna elita narodu. Może będą bardziej skłonni do przeznaczania większych pieniędzy na badania. Oby tylko nie było na odwrót.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 8

Dodaj komentarz »
  1. nie wiem czy dobrze pamiętam, ale zdaje się że władze Singapuru po to zafundowały wszystkim obywatelom bezpłatny i (szybki) dostęp do internetu, żeby umożliwić im dostęp do wiedzy – skutkiem był szybki rozwój kraju.

  2. Gorąco popieram ideę open access w nauce, ale jeśli chodzi o popularyzację ta drogą samej nauki w społeczeństwie, jestem sceptyczny. Nie oszukujmy się, publikacje naukowe są napisane językiem niezrozumiałym dla niespecjalisty, ja osobiście nie rozumiem artykułów nawet z własnej dyscypliny, jeśli nie dotyczą mojej konkretnej specjalizacji. Oczywiście, wkładając odpowiednio dużo czasu i wysiłku, byłbym w stanie zapewne sporo z nich zrozumieć, ale jedynie kosztem moich własnych badań. Artykuły z innych dyscyplin zawsze będą dla mnie czarną magią, nie zrozumiem prawdopodobnie nawet abstraktu.

    W tym kontekście, po pierwsze nie wierzę, aby Polacy masowo rzucili się na artykuły naukowe opublikowane w ramach open access, po drugie niespecjaliści, którzy spróbują je czytać, w najlepszym wypadku dojdą do wniosku, że jest to coś tajemniczego, co ma pewnie jakąś wartość i sens, w najgorszym, zniechęcą się, uznając, że to jakieś bicie piany, w którym nie wiadomo o co chodzi.

    Dlatego z punktu widzenia popularyzacji, ważniejsze jest chyba dobre dziennikarstwo naukowe, nie tylko w czasopismach popularnonaukowych czy dużych tygodnikach, dziennikach, ale także w prasie lokalnej. O ile mam wrażenie, że np. Polityka, Wprost czy Wyborcza mają niezłe działy naukowe, mamy też dobre czasopisma, jak Delta, Świat Nauki czy Wiedza i Życie (te dwa ostatnie przynajmniej kiedyś były niezłe, przestałem czytać gdzieś na początku studiów), to w prasie lokalnej temat „nauka” chyba nie istnieje. Mamy pełno informacji na temat tego czy dana Szkoła Wyższa zmieni nazwę, czy wybuduje nową siedzibę, etc., czasami, gdy pracownik dostanie nagrodę, pojawia się notka biograficzna i kilka słów o badaniach (np. prof. X bada lasery – tak na marginesie, co z naszym blue rayem się stało?), czasami pojawi się coś przy okazji festiwalu nauki, ale bardzo rzadko się zdarza znaleźć artykuł, mówiący w popularny sposób o badaniach konkretnej grupy naukowców z lokalnej uczelni (wyjątkiem jest tu może historia, szczególnie niedawna).

    W ten sposób nauka jest u nas popularyzowana raczej wśród już przekonanych o jej wartości, a nie wśród wątpiących. Jeśli informacje o uniwersytetach pojawiają się głównie w kontekście narzekań, to utrwala się stereotyp, że polska nauka to dno, etc. Oczywiście, polska nauka ma masę problemów, ale wydaje mi się, że można i należy walczyć z nimi także poprzez pokazywanie tych pozytywnych przykładów, które w końcu też mamy. I nie tyle w repozytoriach artykułów naukowych, gdzie niespecjalista nie ma czego szukać, ale raczej w prasie codziennej.

  3. @ hlmi:
    Oczywiście, że nie będzie pospolitego ruszenia na repozytoria. Chciałbym jednak, jako dziennikarz piszący o nauce mieć możliwość dotarcia do tego, co nasi naukowcy robią. Inaczej trudno cokolwiek popularyzować.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Niektórzy, np. NFA, od lat coś takiego postulują, sugerując, że nie bez powodu w Polsce jest opór, bo część wyników, jak się zdaje, specjalnie drukuje się w pismach niedostępnych, aby nikt nie mógł tego przeczytać.

    Ale popularność ezoterycznych pism wynika także z tego, że publikacje nawet w „Cemencie i Betonie” lub „Ziemniaku Polskim” są wyżej punktowane niż teksty w języku angielskim dla elektronicznego, recenzowanego i szeroko dostępnego pisma naukowego (np. na listach ministerialnych do dziś nie ma pism z filologii klasycznej, historii, filozofii itd., bo nie liczy się dla tych pism impact factora). Nie mówię nawet o pisaniu artykułów dla takich encyklopedii jak Scholarpedia, gdzie punkty są minimalne, choć z naukowego punktu widzenia powinno być raczej odwrotnie.

    Publikacje w czasopismach to zaszłość z byłej epoki druku; ale do dziś np. na rynku międzynarodowym panuje faktycznie zmowa cenowa i jest to rynek wydawcy: nie płaci się recenzentom, autorom, symbolicznie za obsługę redakcji, a wszystkie, praktycznie pewne, zyski lecą do kieszeni wydawcy. Marża zysku wynosi w tym dziale wydawniczym około 40%. Ewidentnie jest to czymś, co należałoby znieść – bo to bariera dla rozwoju nauki, ale to znaczy też, że tradycyjna bibliometria, w tym tak ukochana w Polsce lista filadelfijska, powinna przestać być złotym cielcem…

  6. „Mało kto je czyta, a dostęp do zawartej w nich wiedzy jest bardzo wysoki.” powinno być chyba – niski a nie wysoki – tak mi wynika z kontekstu.

  7. „Mało kto je czyta, a dostęp do zawartej w nich wiedzy jest bardzo wysoki” – nie rozumiem tego zdania…

  8. @radek, Jurgi:
    Dzięki wielkie za uwagę, już poprawiłem. Pozdrawiam

  9. Koniec gęsiego pióra, pergaminu, konnego posłańca…wiecznego pióra, poczty lotniczej…
    No, mamy po prostu nowe narzędzia. Lepsze? Szybsze na pewno. Czy stworzymy wobec tego trwalszą, mądrzejszą cywilizację? A to już nie od narzędzi zależy, jak wiemy. Jakość nauki też nie od tego wyłącznie. Dostęp do wiedzy zależy od mojego podejścia do tego, co robię. Jeśli ja jestem „open access” to wszystko, co robię będzie takie. Jeśli jestem „koparką podsiębierną” to co komu z mojej genialności ? Wiadomo od wieków, że dobro się mnoży, kiedy się je dzieli…A więc dzielcie się mędrcy swymi talentami z neofitami. Czasami nie-specjalista też wpada na dobry pomysł i świat toczy się do przodu a cywilizacja zyskuje. Czasami jednak traci i to bardzo wiele. I wszyscy mamy świadomość lub przynajmniej podświadomość od czego to zależy. Dobrej myśli i Nowego w 2009 Roku…

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php