Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

3.03.2009
wtorek

Profesor Podcast, c.d.

3 marca 2009, wtorek,

Wpis o rosnącym znaczeniu podcastów w edukacji (i nie tylko) wywołał wiele komentarzy – dziękuję za nie, za linki do ciekawych stron z dobrymi podcastami z wykładami. Polecam iTunes U, fragment serwisu iTunes agregujący treści edukacyjne: jest tam Uniwersytet Berkeley, MIT, Stanford, Cornell i wiele innych. Trochę jednak dłużej chciałbym zatrzymać się przy wpisie nowika.

Niekiedy odnoszę wrażenie, że pisze Pan o zupełnie innym internecie niż ten, z którym ja się na co dzień spotykam. Już nie chodzi o to, że z polskiego internetu naprawdę trudno wyciągnąć coś wartościowego, a miejsca takie jak Pański blog, należą do bardzo, bardzo rzadkich wysp. Ale najlepszym sposobem na poprawienie humoru wyspiarza jest, by wmówił on sobie, że morze, które jego wyspę otacza po prostu nie istnieje.

Cóż, zdaję sobie sprawę, że statystycznie rzecz ujmując tak jest, jak pisze nowik: ilościowo w Internecie, nie tylko polskim, rządzi chłam. Co z tego wynika? Niewiele. W Internecie nie rządzi rozkład normalny, lecz potęgowy. To dobrze udokumentowana na wielu poziomach analizy prawda: o ruchu treści i idei w Sieci (i w ogóle w sieciach społecznych) decydują wspomniane przez nowika wyspy. Z założenia jest ich niewiele, jednak są strukturalnie o wiele bardziej znaczącymi elementami Sieci. To właśnie dlatego należy, jeśli się wierzy w to, co ma się do przekazania, korzystać z Sieci, bo daje największą szansę wybicia się ponad przeciętność rozkładu normalnego. Dlatego właśnie dobrzy uczeni powinni blogować, bo inaczej w strukturze polskiej nauki promującej przeciętność przepadają.

Oczywiście, gwarancji sukcesu nie ma. Można próbować i nie przebić się ze swoim komunikatem. To się zdarza. Albo dlatego, że się ma pecha. Albo dlatego, że mimo wysokiego mniemania o sobie nie ma się nic do powiedzenia. Na pewno rozwiązaniem nie jest schowanie się i uprawianie nauki „po staremu”. Tak już się po prostu nie da, czekanie że Internet dojrzeje, czyli że statystyczna większość jego użytkowników będzie zachowywać się zgodnie ze standardami salonów intelektualnych jest nierealne. Nie ma też sensu. Trzeba tworzyć wyspy.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Zgadzam się całkowicie. Dodałbym jeszcze to, że w polskich warunkach koncentrować się trzeba raczej na oddolnych inicjatywach. Może też takie mają największy potencjał, bo omijają skomplikowane struktury administracyjne / organizacyjne polskiej nauki.

    Przydałby się również sposób na odnajdowanie takich wartościowych „wysp”. Pozdrawiam

  2. @mw: sposób jest – social tagging, linkowanie, etc. – kwestia aktywności każdego z użytkowników w celu rozpowszechniania w swojej sieci relacji rzeczy, które uznajemy za godne uwagi. dzięki technologiom ITC każdy może być „małym pozytywistą” i zarażać w okół godnymi uwagi ideami [można to robic też przewrotnie np. kupując powiedzmy baner na pudelku do swojego bloga który uznaje sie za reprezentujący ambitne treści:D]. najtrudniejsze pewnie jest zyskać pierwsze 5000 czytelników… [tipping point Gladwella]
    @Edwin: wg mnie nie nie chodzi o to, że dominuje chłam [w końcu „szufladkowanie” treści to jest kwestia subiektywnej waloryzacji] – kultura zawsze zawiera terści dla mniej i bardziej wyrafinowanych „smaków”.rzecz tkwi gdzie innej [zresztą o czym możemy poczytać w Twoich tekstach]: brak kultury dzielenia się wiedzą, brak imperatwu wzjamenego uczenia się [bo co mnie Profesora może nauczyc gówniarz z piwem po drugiej stronie ekranu?], dyktatura copyright’u [bo po co mam udostępniać za free mój tekst, notkę, white paper tysiącom internautów, skoro mogę sprzedać w nakładzie 500 sztuk wyłącznie kolegom profesorom], powód chyba najbanalniejszy: mało który polski akademik z tytułem profesora potrafi korzystać z technik komunikacyjnych. Do tego jeszcze wielkie zadufanie w sobie towarzystwa wzajemnej adoracji i pomiatanie amatorskimi czytlenikami. Ale moim zdaniem z racji przebywania ze studentami którzy należą do NetGen będą musieli zmienić swoje podejście. No i być może dostrzegą, że taki powiedzmy blog jest doskonałym narzędziem edukacji oraz rejestracji własnego rozwoju [jaka różnica w pisaniu notatki z ostatniej lektury na papierze a pisaniu na komputerze i udostepnieniu jej?]. Poza tym wg mnie każdy etatowy pracownik uniwersytetu „na garnuszku państwa” powinien miec przymus zamieszczania referatów, publikacji w sieci [np na celowo stworzonym do tegoprzy pomyc środków unijnych portalu].
    Oczywiście są na szczęście dobre przykłady: interaktywny, szanujący amatorów Krzysztof Rybiński, którego znajdziemy na blogrollu Antymatrixa oraz inicjatywy, które na razie otwierają zawartość [wierzę, że najdalej za rok będziemy mogli wymienić katalog fajnych blogów poruszających wartkie problemy na dobrym poziomie merytorycnzym]: http://wiedzaiedukacja.pl/e-biblioteka, http://www.robertpilat.republika.pl/, http://www.fizyka.umk.pl/~duch/indexpl.html .

  3. @h2ols: dzięki za komentarz, oczywiście ocena treści w Sieci to rzecz gustu i nie to jest najważniejsze. Dalej nie będę powtarzał argumentów z komentarza 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Dla zainteresowanych IT w szkołach wyższych: http://www.uczelnie.sdcenter.pl/prt/view/uczelnie2.html

  6. @Edwin: to przyjemność obciążać Twój serwer swoimi wpisami:D tym bardziej gdy blogger nie prowadzi „bloga-atrapy”, lecz zawsze można liczyć na feedback!
    Może czytelnicy „wkleją” jakieś dobre strony [o podcastach nie ma na razie co marzyć:D]polskich szkół średnich, wyższych, instytutów które prowadzą godnej jakości witryny [osobiście znam raczej wyłącznie antyprzykłady obciążajace zmysły:D], stosują w procesie dydatkycznym otwarte wiki, blogi, mają kanał na youtube lub innych serwisach? Zresztą zastanawia mnie, że szkoły od najniższego stopnia nie aplikują o tego typu rozwiązania w ramach perspektywy finansowej 2007-2013 UE [pewnie „doradcy” wkręcają wyłącznie paltofrmy e-learningowe z któych żyją:D]. Dla mnie niepojęte jest na przykład to, że szkoły nie korzystają np. z tego, że ich wybitni absolwenci mogli by dla aktualnych uczniów/studentów popełnić notkę w tygodniu…

  7. Może zamiast starego hasła: „Tysiąc szkół na tysiąclecie” należy zorganizować akcję „2012 edukacyjnych blogów na Euro 2012”:D Dla realizacji takiej inicjatywy z pewnością warto było by nieco powiekszyć „dziurę budżetową”:D

  8. Trzeba tworzyć wyspy.

    Oraz budować między nimi mosty, jeśli już mówimy metaforycznie.
    A ja sobie umyśliłem coś innego. Jako że żadnym tuzem myśli naukowej nie jestem, serwuję u siebie miłą i różnorodną rozrywkę, na (mam nadzieję) wysokim poziomie, ale przystępną dla każdego i od czasu do czasu proponuję coś nieco ambitniejszego, czy skłaniającego do myślenia. Jakie są tego efekty – trudno powiedzieć, ale przynajmniej dobrze się przy tym bawię.

  9. @”ilościowo w Internecie, nie tylko polskim, rządzi chłam”

    warto pamiętać, że – mówiąc dosadnie – rzeczywistością jako taką rządzi chłam. W szczególności dotyczy to niestety także polskiej nauki. Upraszczając i patrząc ilościowo, mamy raczej chłamliwe czasopisma naukowe, raczej chłamliwe badania, raczej chłamliwą edukację akademicką, itd. Co więcej, jeśli dobrze przyjrzeć się działalności amatorskiej, to patrząc na rozkład wiedzy według jakości nie jest tak, że instytucje naukowe / akademickie stanowią „głowę”, a amatorzy koniecznie „ogon”.

  10. OD KILKU LAT KSZTAŁCĘ SIĘ W INTERNECIE I DOSTĘP DO PODCASTÓW JAK I WEBCASTÓW JEST OBECNIE OGROMNY.WIĘKSZOŚĆ AMERYKAŃSKICH UNIWERSYTETÓW TAKI DOSTĘP ZAPEWNIA.NA STRONACH HARVARDU,PRINCETON CZY YALE MOŻNA ZNALEŻĆ WYKŁADY Z WSZYSTKICH NAUCZANYCH TAM DZIEDZIN.W TEJ MATERII SERDECZNIE POLECAM TEŻ STRONĘ http://WWW.TED.COM -JEJ HASŁO „IDEAS WORTH SPREADING” I NA PRAWDĘ WARTO TYM SIĘ DZIELIĆ

  11. Mam wielu znajomych w USA i Kanadzie, którzy rezygnują z normalnego kształcenia wybierając to w wirtualnym świecie. Nie zależy im na papierach tylko na wiedzy. Tak sie ten świat zmienia. Po rozmowach na ten temat większość poleca webcasty z Rice University, dostępne online i zawierające informacje z wielu dziedzin. Po piętach depcze im (podobno) słynny Berkeley.

  12. Kolejny link do bardzo obszernego zbioru wykładów z takich uczelni jak MIT, Yale, Princeton, Harvard, Stanford i Berkeley:
    http://www.academicearth.org/

    Następna ciekawa strona zawierająca między innymi przetłumaczone na pl wykłady zza oceanu:
    http://www.mepi.pl/

  13. Dziękuję za potwierdzenie moich przeczuć, choć – mówiąc szczerze – wolałbym się mylić. Nie jestem jednak tak radykalny jak Tarkowski. Gdyby tak przyjrzeć się historii Internetu jako cywilnej przestrzeni komunikacyjnej, to było z nim tak, że w początkowej fazie stanowił on obszar aktywności przede wszystkim (trudno, użyję tej fatalnej nomenklatury) „ścisłowców” – matematyków , fizyków i oczywiście informatyków. „Humaniści” traktowali zaś Internet albo jako nieszkodliwą zabawkę, która za jakiś czas znudzi się dzieciakom (to zresztą los wszystkich tzw. nowych mediów – tak było z filmem, radiem etc.), albo jako sferę, która z humanistyką nie ma wiele wspólnego, albo wreszcie jak jakiś „zakazany ogród”, do którego wstęp mają wyłącznie ludzie o wyjątkowych predyspozycjach.
    Refleksja humanistyczna o Internecie przyszła późno, chyba o wiele za późno, kiedy utrwaliły się nim główne tendencje – i te dobre, i te złe. Oczywiście – humaniści dostrzegli te drugie, bo w ten sposób mogli uzasadnić swoją wcześniejszą rezerwę („A nie mówiliśmy?!”). Stąd to wszystko, co się dzisiaj określa generalnie jako „antropolgię Internetu”, musi gwałtownie odrabiać opóźnienie. Na dodatek: w Polsce wciąż nie przełożono bardzo ważnych książek o Sieci – mam na myśli prace „klasyczne” (teoretyczne) i rzeczy uważane za pisma Ojców Założycieli, manifesty społeczności, wyznania wiary itd. Owszem, takie tłumaczenia są, ale gdzieś krążą, po Sieci (która też ma swoje nisze i to wcale nie tylko takie strzeżone loginami), albo z ręki do ręki jako kserokopie. A prace nowe, które publikuje choćby WAiP, odwołują się do tych wcześniejszych opracowań, w dużym stopniu polemicznie – bo czasy się zmieniły i Internet też się zmienił. I ludzie tworzacy „Sieć 1.0”, a nawet „Sieć 1.5” też mają poglądy radykalnie niekiedy inne niż niegdyś. Czyli w Polsce jesteśmy skazani na swoisty cień cienia: to tak jakby ci platońscy starcy w jaskini oglądali cień nie na ścianie, ale na ekranie telewizora.
    Poza tym prawda jest paradoksalna: w Polsce prekursorami „antropologii Sieci”, podobnie jak wszelkiej antropologii medialnej byli… poloniści i filozofowie. Czyli – amatorzy, którzy na własną rękę zdobywali wiedzę o Internecie, jego technologiach i skutkach upowszechnienia. Teraz ci amatorzy są guru IT albo sami zakładają katedry, na których uprawiają humanistyczną wiedzę o mediach i Internecie. Ich studenci mają wszystkie potrzebne instrumenty, żeby stać się fachowcami w branży, tyle że – co mówię trochę z własnej perspektywy – nie mają takiej pasji, jaką mogą przejawiać amatorzy. Bo amator (choć to słowo ma u nas negatywne konotacje) to ten, który jest „miłośnikiem”.
    A reszta tradycjonalistów w humanistyce uprawia swój ogródek po dawnemu i od Internetu stroni, choć to nie jest już żadna nowinka. Wcale nie chcę powiedzieć, że robią oni gorszą naukę tylko dlatego, że używają straoświeckiego Remingtona lub Eriki, przesiadują godzinami w papierowych archiwach i grzebią w mocno zakurzonych papierowych bibliotekach. A jednak – w końcu staną się ofiarami „digital divide”: wydawnictwa przestaną drukowac im książki, a jak wydrukują – to młodzi nie zechcą czytać na papierze. Elita myśli – jako ofiary „cyrowego wykluczenia”: i kto by pomyślał?

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php