Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

9.06.2009
wtorek

Digitariusze wszystkich krajów łączcie się!

9 czerwca 2009, wtorek,

Presserwis doniósł dziś, że w „Dzienniku” przechodzącym właśnie bolesny proces połączenia z „Gazetą Prawną” powstał związek zawodowy. W informacji czytamy:

Związek powstał, by bronić interesów zespołu, szczególnie kwestii związanych z zatrudnieniem. ? Chcemy, by redakcja „Dziennika” była podmiotem w planowanych przekształceniach, czyli połączeniu z „Gazetą Prawną” – informuje dziennikarz Artur Grabek, który został sekretarzem związku.

Do związku zapisało się już ok. 30 proc. zespołu. Jeszcze nie tak dawno trudno było przeczytać w prasie głównego nurtu (z angielska mainstream media) cokolwiek dobrego o związkach zawodowych. Jak wiadomo powstały pod koniec XIX wieku po to, żeby bronić robotników, przed tym, o czym pisał już Adam Smith – zmową pracodawców, którzy występuję na rynku pracy z silniejszej pozycji, mogą więc narzucać niekorzystne warunki pracy i płacy.

Pracodawcy są zawsze i wszędzie w pewnego rodzaju milczącem, lecz stałem i nieodmiennem porozumieniu co do niepodnoszenia płac roboczych powyżej istniejącej stopy. Naruszenie tego porozumienia stanowi wszędzie czyn jak najbardziej niepopularny i poczytywane jest pracodawcy przez jego sąsiadów i współtowarzyszy za pewnego rodzaju hańbę. O tem porozumieniu słyszymy istotnie nader rzadko, jest ono bowiem zwykłym i, rzecz można, naturalnym stanem rzeczy, o którym się nie zazwyczaj nie słyszy.

Tak pisał klasyk w biblii liberalizmu, „Badaniach nad naturą i przyczynami bogactwa narodów”. Neoliberalizm zdyskredytował jednak te przesądy, dowodząc że w wyzysku przez pracodawcę nie ma nic złego. Wolność fuzji, zwolnień, długich godzin pracy bez praw socjalnych służy generalnie wzrostowi PKB, a skoro rośnie PKB, wszystkim żyje się lepiej. Nawet jeśli nie od razu. Cóż, premię zgarnęli bankierzy, białym kołnierzykom zostały do spłaty kredyty hipoteczne.

Walkę ze związkami zawodowymi, której  pierwszymi mistrzami byli Ronald Reagan i Margaret Thatcher łatwo było początkowo uzasadnić restrukturyzacją kapitalizmu z etapu przemysłowego do postindustrialnego, opartego na wiedzy. W Gospodarce Opartej na Wiedzy związki są niepotrzebne, bo pracownicy wiedzy są tak cennym zasobem, że nie muszą obawiać się nędznego losu robotników z zamykanych fabryk. Kto jednak przypuszczał, że fala kreatywnej destrukcji dotknie sferę produkcji niematerialnej? Najpierw upadły fabryki, teraz upadają redakcje, niebawem w Polsce zaczną upadać szkoły wyższe. W Stanach Zjednoczonych na skutek zarówno globalizacji, jak i konkurencji ze strony nowych, społecznych form produkcji wiedzy (blogi, Wikipedia, Science 2.0) relatywnie maleją pensje znacznej części pracowników wiedzy, a przecież wyższe wykształcenie zdobyte za cenę olbrzymich inwestycji  miało być przepustką do stałego wzrostu poziomu życia.

Na sprzeczności kapitalizmu kognitywnego, jak się czasem inaczej nazywa system gospodarki opartej na wiedzy zwracali już uwagę Richard Sennett, Barbara Ehrenreich, a także liczne grono myślicieli cyberlewicowych i neokomunistycznych, dowodząc że miejsce proletariatu zajmuje digitariat – pracownicy wiedzy o wysokich kompetencjach formalnych (pracownicy mediów, reklamy, rozrywki) stanowiący jednak tylko trybiki w systemie produkcji niematerialnej. Najczęściej  nie dysponują oni żadną reprezentacją, bo gdy było dobrze na rynku, wydawała się im ona niepotrzebna, najwyraźniej wierzyli sami w to co pisali w gazetach i przygotowywali w kampaniach reklamowych i PR. Poza tym też stare formy związkowe nie do końca nadają się do reprezentacji interesów nowych grup zawodowych. Dlatego np. Barbara Ehrenreich, autorka wstrząsającej książki „Bait and Switch” o degradacji społecznej idących na bezrobocie białych kołnierzyków, eksperymentuje z United Professionals, związkiem zawodowym o strukturze sieciowej.

America’s white collar professionals have long since lost the job security and middle class status that were supposed to go with a college education and hard work. Now, in the current economy, we’re losing our jobs, our health insurance and sometimes our homes. But we still have our skills, and we can put them to use fighting for a decent safety net and a fair economy. Join UP for mutual support and advocacy for health reform, adequate unemployment benefits, and an economy that honors our skills and effort instead of throwing them away!

Cóż, digitariusze wszystkich krajów łączcie się! A dla chętnych – zapraszam do lektury raportu „Przyszłość pracy”, jaki w 2005 r. opracowałem dla Fundacji Heinricha Boella.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. I co ten związek Springerowi powie? Nie zamykajcie nam gazety która nigdy nie była rentowna? Może zacznie palić opony pod kancelarią RM i domagać się będzie państwowych dotacji?

    Przy nadpodaży dziennikarzy na rynku siła przetargowa zespołu dziennika jest hmmm…. niewielka a zakładając związek jednoznacznie oznaczyli się jako „do redukcji w pierwszej kolejności”. Springer i tak robi im przysługę bo mógł redakcje zamknąć a nie łączyć z Gazetą Prawną czym pewnie dobije ten niezły tytuł. Aha jakoś o redukcjach w GP nie słyszałem. Czyżby tamtejszy digitariat był więcej wart?

  2. Brakuje przycisku „Share on Facebbok” 😉

  3. @marchewa To ze nie slyszalas, nie znaczy ze ich nie ma. A reszta ma obciete pensje o 1/3.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. … Najpierw upadły fabryki, teraz upadają redakcje ….

    Przyczyną upadku redakcji nie są krwiożerczy właściciele usiłujący zmaksymalizować swój zysk. To zmiany w sposobie wytwarzania i konsumpcji informacji prowadzą do tego upadku.

    Wkraczamy w czasu olbrzymiego nadmiaru informacji. Olbrzymia ilość informacji jest produkowana przez amatorów (np. bloggerów) i jako konsumenci możemy przebierać w niezliczonych źródłach informacji – między innymi blogach.

    Dzisiaj aktualność informacji jest dużo ważniejsza niż kiedykolwiek. Po co mam czytać gazetę z informacjami z wczoraj kiedy w internecie mam po ręką najnowsze wieści.

    Inny trend to produkcja niszowych informacji dla bardzo małego kręgu odbiorców. Gazetom nie opłaca się taka produkcja, ale amatorzy mogą to robić.

    Redakcje przez wiele wieków decydowały o tym jakie informacje są ważne dla czytelników. Te decyzje były też konieczne, bo w gazecie ilość miejsca na drogim papierze była ograniczona. Dzisiaj decyzje o tym co ich interesuje przejęli konsumenci. Konsumenci nie potrzebują już dziennikarzy jako kapłanów informacji dla mas. Kapłani informacji (jak i wielu kapłanów z innych branż) powoli przechodzą do historii.

    To typowy proces zmian wynikających z rozwoju techniki i świadomości społecznej. Wiele branż, potężnych w przeszłości, już nie istnieje, albo utraciło swe znaczenie. Tutaj nie pomogą związki zawodowe, bo wróg to nie jest chciwy właściciel środków produkcji ale konsumenci. A tych nawet najlepsze związki zawodowe nie zmuszą do czytania gazet.

    Bardzo ciekawie pisze o tym Clay Shirky w swej książce „here comes everybody”.

  6. Na marginesie, czy ktoś z państwa orientuje się, co stanie się z dodatkiem Europa?

  7. 1. Cuś mi to przełożenie zbyt proste się wydaje, zamieniami prace materialną na niematerialną i już? Reszta idzie tak samo?
    2. Niech ktoś mi odpowie, jeśli prasa się kończy (a kończy się ewidentnie), a na inwestycje w infrastrukture telekomunikacyjną nie ma pieniędzy (więc nie będzie powszechnego, darmowego dostępu do internetu – co będzie skutkować tym, że gazety po dokonaniu żywota nie będą miały możliwosci przeniesienia się do sieci) – to, co to będzie dalej?

  8. dobre pytanie

  9. Wydaje mi się, że akurat „Europa” oceleje. Był to jedyny sukces
    gazety, gdzie związki zawodowe i walka o awans pracobiorców, były uznawane za pomyłkę historii. A już historia PRL-u to było kuriozum na zasadzie: fakty przeczą tym gorzej dla faktów. Tonący brzytwy się chwytał. Po prostu. Ciekawe tylko, że związek powstał w prawicowej gazecie. Może to nie przypadek!!! Dla E. Bendyka podziękowania za zajęcie sie aktualnym tematem „cichej walki klas” po 89′ r.

  10. ciekawe czy przyłączą się ludzie z wkładki polskojezycznej WSJ?:D w końcu oni raczej nie przepadają za ta formą zrzeszeń:D poza tym jak na mój gust to chyba inicjatywa, która ma ochronic przede wszystkim założycieli związku.

  11. no tak, temat w pełni zrozumiały. O swoje trzeba walczyć 🙂

  12. Nim zakończy się proces umierania prasy Internet będzie dostępny wszędzie, a dzieci będą zawijać kanapki do szkoły w papier elektroniczny. Media nie umierają tyko ewoluują i zmieniają się co jakiś czas na pozycji lidera. Minoł czas rysunków na skalnych, sztuki średniowiecza, książki, prasy, radia, TV, kina, a jednak każde z tych mediów mimo umierania żyje nadal ze zmienioną formą i funkcją. Jest graffiti, komiks, ebuki, portale prasowe itp. Internet być może będzie wyjątkiem gdyż wchłania swych poprzedników, a być może wchłonie i następców.
    Co do związków zawodowych to wydaje mi się, że ich czas się skończył. Na pewno lukę wypełnią nowe formy protestu i oddziaływania, ale sądzę że będą one bardzo odległe od idei Marksa.
    Jest coraz mniej hutników, rolników czy górników teraz przyszedł czas na dziennikarzy. Cóż świat się zmienia.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php