Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

2.11.2009
poniedziałek

Umberto Eco, Jean-Claude Carriere – opowieść o czytaniu

2 listopada 2009, poniedziałek,

Niedawno dzieliłem się wrażeniami z pierwszego kontaktu z czytnikiem Kindle. Nie ukrywam, jak każda nowa zabawka pochłonął mnie niemal całkowicie. Fantastyczna jest opcja umożliwiająca przeczytanie za darmo fragmentu książki przed decyzją o jej zakupie. Przy okazji nabyłem też sobie zaległy, od dawna czekający na lekturę „Crash” J.G. Ballarda. Piękna sprawa – klik i po minucie książka przed oczyma. Aż palec świerzbi, by kupować dalej, kurs dolara także zachęca, stan konta mniej.

By jednak nie przejść całkowicie na cyfrową stronę mocy, równolegle wziąłem na warsztat książkę analogową, wydaną pod koniec października  w wydawnictwie Grasset rozmowę-rzekę Umberto Eco i Jean-Claude Carriere’a, „N’esperéz pas vous débarrasser des livres”. Obaj panowie, obok rozlicznych zasług dla kultury są wielkimi bibliofilami. Księgozbiór Eco liczy 50 tys. tomów, w tym ponad tysiąc starodruków i inkunabułów. Francuski rozmówca Eco ma niewiele mniejsze osiągnięcia bibliofilskie. O czym rozmawiają? Rzecz jasna, o książkach i lekturze. Rozmawiają z wielkim znawstwem i z miłością jednocześnie, z erudycją i wielkim poczuciem humoru. Kapitalny jest rozdział w którym analizują czym różni się kretyn od idioty, idiota od głupka oraz co charakteryzuje imbecyla.

Najbardziej jednak ucieszyło mnie, że Eco potwierdza bliską mi diagnozę, że kultura Internetu nie jest przedłużeniem telewizyjnej kultury obrazkowej, lecz powrotem do Gutenberga i kultury tekstu.

Avec internet, nous sommes revenus a l’ere alphabétique. Si jamais nous avions cru etre entrés dans la civilisation des images, voila que l’ordinateur nous réintroduit dans la galaxie de Gutenberg et tout le monde se trouve désormais obligé de lire. (Wraz z Internetem wróciliśmy do epoki alfabetu. Nawet jeśli kiedykolwiek wierzyliśmy, że wkraczamy do cywilizacji obrazkowej, komputer przywrócił nas galaktyce Gutenberga zmuszając wszystkich do czytania).

Czytamy i piszemy dziś więcej, niż kiedykolwiek w historii. Z tego też względu Eco nie obawia się o przyszłość książki, bo kultura tekstu wymaga wielu nośników. Książka jest ciągle jest nośnikiem najdoskonalszym, zarówno pod względem estetycznym, jak i ergonomicznym. Jest jak koło, raz wynaleziona nie zniknie, tak jak nie sposób zapomnieć kola.  Książka ma jednak także swoje wady – książki epoki masowego druku zaczynają się po prostu rozsypywać. Rozwiązaniem wcale nie jest cyfryzacja, bo jak świetnie dostrzegają Eco i Carri?re, w okresie zaledwie kilkunastu lat już wielokrotnie zmieniły się standardy i nośniki, powodując że niektórych zapisów sprzed zaledwie dwóch dekad nie sposób już dziś odczytać. Próbkę rozmowy można przeczytać w witrynie „Nouvel Observateur„.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. nie podzielam zdania co do kultury internetu, Jednakże zwykle się nie zgadzam, więc to nic takiego 🙂 Umberto Eco pisze w mrocznym klimacie który lubię. Internet i nawet film nigdy nie oddadzą takiego nastroju. ;;; W kinie chrupią i rozmawiają przez telefon a w internecie nie można się skupić ze względu na bity i bajty 🙂

  2. „Fantastyczna jest opcja umożliwiająca przeczytanie za darmo fragmentu książki przed decyzją o jej zakupie.” – i tak oto „funkcjonalność” którą ma Pan w 200% bardziej oczywistej postaci w klasycznej księgarni, gdzie nieraz i całą książkę Pan przeczytać może, w „nowej lepszej” technologii ocenia Pan jako istotny przywilej za który jest pan wdzięczny łaskawemu właścicielowi urządzenia i książek które Pan czyta ( zdaje Pan sobie sprawę że nie są one nie będą Pana własnością? – ma Pan tylko licencje na czytanie…)

  3. Kindle na pewno nie jest rozwiazaniem. Nigdy nie zastapi prawdziwej ksiazki, a wrecz przeciwnie – zniecheci do czytania. Po pierwsze, Kindle jest tak drogi, ze przekracza koszt najtanszego komputera. Po drugie, odczytywanie tekstu wcale nie jest takie proste, np. w swietle slonca. Po trzecie, ksiazki do „sciagniecia” nie sa ani troche tansze od papierowych. Po czwarte, nie mozna przeniesc tekstu ksiazki na inny nosnik. Po piate, kazda technologia starzeje sie w tej chwili tak, ze trzeba co kilka lat wymieniac ja na inna – a wiec, nowe koszty.

    W sumie, za kazda ksiazke trzeba zaplacic czery razy tyle (co najmniej), co za papierowa.

    Moj ksiegozbior, to tylko jedna dziesiata kisegozbioru Umbero Ecco, a wiec tylko okolo 5 tysiecy ksiazek, ale pomiedzy nimi znajduja sie wydania rzadkie, jak rowniez kilka pierwszych wydan, oraz wydania historyczne. Czy Kindle moze zastapic Szekspira wydanego dwujezycznie, oprawionego w atlas? Czy Kindle moze zastapic przedruk „Poslow Greckich” na papierze czerpanym? Czy Kindle moze zastapic Kochanowskeigo, oprawionego w skore?
    Czy Kindle moze zastapic wydanie „Marcholta” z 1921 r.?

    Nie wydaje mi sie. Jesli chodzi tylko o tekst – to byc moze tak, jesli chodzi o forme – to na pewno nie.

    W konkluzji; Kindle moze jest i dobry do popularnych powiescidel, ale wtedy w zaden sposob nie mozna usprawiedliwic ceny tego urzadzenia, ani tez cen ksiazek tam dostepnych.

    Na koniec wreszcie – istnieje jeszcze taka instytucja, jak biblioteki publiczne, gdzie mozna dostac te same ksiazki zupelnie za darmo.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Najbardziej jednak ucieszyło mnie, że Eco potwierdza bliską mi diagnozę, że kultura Internetu nie jest przedłużeniem telewizyjnej kultury obrazkowej, lecz powrotem do Gutenberga i kultury tekstu.”

    Panie Edwinie, nie znam francuskiego, więc trudno mi odnieść się do samej rozmowy. Natomiast interesuje mnie bardzo, jak odniósłby Pan powyższą wypowiedź do innych Pańskich rozważań dot. posthumanizmu i odejścia od modelu humanistycznego.
    Czy nie jest tak, że internet jest powrotem do tekstu, ale niekoniecznie do Gutenberga?

  6. @kakaz: wszystko pod warunkiem, że mam w polskiej księgarni te książki, które mam w Amazonie. Ponieważ nie mam i nie będę miał, cieszę się z możliwości, jakie otworzył mi Amazon, zarówno w sensie dostępu do książek w postaci tradycyjnej (to miłe, kiedy wspomnianą książkę Eco mogłem dostać do rąk w dwa dni po jej opublikowaniu we Francji). W ogóle wydaje mi się, że napisałem co innego niż Pan przeczytał.

    @Werbalista: nie piszę, że Kindle (czy inne czytniki) zastąpi książki, piszę odwołując się m.in. do Eco, że książka jest osiągnięciem doskonałym. Mniej doskonała jest dystrybucja książek, stąd z nadzieją patrzę na takie rozwiązania, jak Kindle. Ważne jest dla mnie np, że mogę w ten sposób szybko dostać się do książek Elinor Ostrom, bo w polskiej księgarni są one niedostępne.

  7. @ Edwin Bendyk – odpowiedz na odpowiedz; Kindle kosztuje w tej chwili ok. 250 dolarow, ksiazka min. 9.99 dolarow. To troche drozej niz ksiazka w wydaniu papierowym. Fakt, ze mozna dostac ksiazke Elinor Ostrom w kilkadziesiat sekund na Kindle; na Amazon jest dostepna za 31 dolarow i trzeba chwile poczekac. Ja jakos nie moge pogodzic sie z faktem, ze trzeba zaplacic 250 dolarow za urzadzenie do czytania ksiazki, ktore zreszta stanie sie przestarzale za dwa, czy trzy lata – a do tego jeszcze zaplacic za tresc ksiazki.

    Dystrybucja ksiazki? A kiedyz to byla ona doskonala? Pamieta Pan „Ullisesa”, „Zlego” – ludzie placili ogromne pieniadze, zeby to dostac, a nie bylo jeszcze Internetu. Kto chce, to dojdzie do zrodla; a, kto nie, to nie.

    Sa ludzie, ktorzy koniecznie musza byc na premierze, a sa tacy, ktorzy cierpliwie czekaja, az przewala sie tlumy. Rozumiem, ze jako dziennikarz musi Pan byc na szpicu noza, po to, zeby poinformowac swoich czytelnikow o nowinkach, wiec dla Pana moze byc to cenne urzadzenie.

    Ja nie przestane kupowac ksiazek, ani tez korzystac z biblioteki.

    Pozdrawiam.

  8. P.S. do poprzedniego wpisu.

    Zapomnialem dodac, ze zaniepokoil mnie jeszcze inny – prawny – aspekt, dotyczacy Kindle. „Licencja”. Gdy kupuje sie ksiazke, to mozna ja pozyczyc koledze, albo sprzedac po przeczytaniu. W Kindle nie ma takiej opcji. To znaczy, ze ksiazka na Kindle nie jest twoja wlasnoscia, mimo tego, ze zaplaciles za nia pelna cene. Masz tylko „licencje”. To jest to, o co sa teraz wielkie procesy w USA, dotyczace muzyki. Do tej pory nikt sie nie klocil, czy zakupiona przez ciebie plyta, tasma, czy CD naleza do ciebie. Oczywiscie, ze tak. I oczywiscie zawsze byly ograniczenia, jesli chodzilo o odtwarzanie ich publicznie. A teraz Kindle i Amazon proboje zastosowac te sama technike jesli chodzi o ksiazki. To mnie bardzo niepokoi, bo ogranicza to dostep do literatury do jednej i tylko jednej osoby. Kupujac ksiazke, moge ja pozyczyc, sprzedac, lub darowac – np. do biblioteki. Z Kindle nie ma takiej mozliwosci. Zatem Kindle reprezentuje dla mnie taki sam trend, jak np. MP3, Apple i Sony, ktore staraja sie wycisnac ostatni cent z kazdego swojego „towaru” – naszym kosztem!

  9. @Werbalista: rozumiem, że problem byłby wówczas, gdyby zamknięto księgarnie i biblioteki i kazano przesiąść się nam na Kindle’a. Nikt jednak nie każe, więc to moja sprawa, czy jestem gotów zapłacić za Kindle’a żeby potem nie czekać, czy też korzystać z tradycyjnych kanałów dystrybucji, czy też robić jedno i drugie. Cieszę się, że wybór powiększył się, a nie zmniejszył. Jeśli chodzi o pożyczanie, to problem ten rozwiązuje Nook Barnes&Noble, serwis z czytnikiem umożliwiającym pożyczanie elektronicznych książek (między posiadaczami czytników Nook, rzecz jasna). Piszę to z biurka, na którym ze względu na stosy książek mało mam już miejsca na klawiaturę, a za podkładkę na mysz robi „Ekonomia wiedzy niedoskonałej” Frydmana 🙂 Pozdrawiam

  10. Eco od dawna utrzymuje, że czytelnictwo szeroko pojęte ma się dobrze. Zmieniają się tylko nośniki: gliniane tabliczki, papirusy, pergamin, a teraz ksiązki w wersji papierowej i e-książki. Nośnik mało istotny – byle nam się tylko czytać chciało.
    Można się jednak zastanawiać, jaka jest jakość naszego czytelnictwa. Co i dlaczego wybieramy i jakie znaczenie ma dobór naszych lektur. Czy wystarczy po prostu czytać, cokolwiek? Oj, chyba nie, bo inaczej trzeba na jednej szali stawiać Eco i Coelho, a tego bym nie zniosla. 🙂
    J.-C. Carri?re pyta: Peut-on imaginer aujourd’hui un écrivain qui dicterait son roman sans la médiation de l’écrit et qui ne connaîtrait rien de toute la littérature qui l’a précédé? – Obawiam się, że takich autorów jest całkiem sporo – mimo „cette médiation de l’écrit” ze składaniem zdań ciężko, a i dziedzictwa nie widać. 😉

  11. Główny obecny problem Kindle to niewielka oferta książek. W przypadku angielskich jest to kwestia czasu, co do polskich, trudno powiedzieć. eclicto (czytnik szykowany przez Kolportera) może mieć większy lokalny potencjał.

    Mam mieszkanie przepełnione książkami, które ciągle żal wyrzucić i trzymanie tych mniej ważnych w jednym elektronicznym pudełku jest kuszącą perspektywą. Można też mieć nadzieję na ściąganie wersji z erratą, może tanie „upgrade” do nowszych wydań itp.

    Główne ryzyko ilustruje niedawna afera z odkasowaniem przez Amazon z używanych przez ludzi czytników książek, których prawa autorskie okazały się problematyczne. Fakt, że chodziło o „Rok 1984” Orwella, nadaje wydarzeniu rangę symbolu.

    Jeszcze uwaga praktyczna (opinia dalekiego znajomego): o ile Kindle bardzo dobrze obsługuje „normalną” lekturę (powieści, opowiadania, reportaże itd), o tyle nienajlepiej nadaje się dla pozycji naukowych i technicznych. Za mało naraz widać, nie da się przerzucić kartek w poszukiwaniu potrzebnego fragmentu czy definicji, niezbyt poręcznie czyta się na wyrywki.

  12. Czy mógłby Pan Redaktor coś więcej napisać a propos tego, o czym wspomina Mekk? Zdaje się, że to jest dość żywa dyskusja na innych forach. Czy rzeczywiście z ekranu można zczytać mniej? Lub czyta się wolniej? A jeśli tak, to w jakim stopniu dla Pana Kindle zachowuje się inaczej niż normalny ekran?
    i może przydałyby się ze dwa słowa o konkurentach Kindle?

  13. @Józef Skrzynka: Mekk ma rację, Kindle doskonale nadaje się do czytania tekstu, gdy jednak mamy do czytania z tekstami naukowymi upstrzonymi wykresami, ilustracjami, tabelami, jest gorzej. Kindle (czy inne czytniki) to uzupełnienie, nie substytut książki. Jeśli chodzi o konkurencję – mam także Cybooka firmy Bookeen. EKran podobny, znacznie mniejsza funkcjonalność. Choćby brak klawiatury umożliwiającej robienie notatek. No i brak połączenia z Siecią. Nie znam readera Sony, w Polsce jest niedostępny.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php