Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

25.03.2010
czwartek

Smutek peryferii, czyli premier w Brukseli

25 marca 2010, czwartek,

Walka o przyszły budżet Unii rozpoczęła się. Jak wiadomo, kluczem do tego budżetu będzie unijna strategia gospodarcza do roku 2020. Jej projekt zakłada, że kluczem do poprawy konkurencyjnej pozycji Unii jest zwiększenie nakładów na badania i rozwój po to, by poprawić innowacyjność europejskiej gospodarki. Donald Tusk w liście przesłanym wczoraj do unijnych przywódców sugeruje skromnie, by Unia lepiej wzięła przykład z Polski. Po co inwestować w naukę, skoro bez zbędnych nakładów na mędrkowanie Polska jako jedyna z wypiętą piersią pokonała kryzys. Ergo, więcej kasy na twardą infrastrukturę, a nie na laboratoria, w których i tak trudno zrozumieć, co się dzieje.

Nie wiem, czy premier myśli tak, jak pisze w liście – bo cel samego listu jest oczywiście zrozumiały. Jeśli zostanie przyjęta strategia ekonomiczna w obecnym kształcie, zwiększenie nakładów na innowacyjność oznacza zmniejszenie nakładów na infrastrukturę. To zaś oznacza mniej pieniędzy dla Polski na budowę dróg i stadionów. Dobrze to czy źle? Niedawno uczestniczyłem w spotkaniu z wójtami, którzy opowiadali o tym, że już powoli zaczynają się kłopoty z utrzymaniem wybudowanych za unijne pieniądze obiektów. Piękne pływalnie, oczyszczalnie ścieków i stadiony są na pewno bardzo potrzebne, ale kosztują nie tylko podczas budowy, lecz także w trakcie eksploatacji (zwłaszcza, gdy skala inwestycji często przekracza zdrowy rozsądek). Na to już kasy z Unii nie będzie. Jak przyjdzie płacić, to okaże się, że nie ma ani na infrastrukturę, ani na innowacje.

List naszego premiera został przyjęty z zainteresowaniem, jak poinformował PAP. To znaczy, że niezbyt poważnie. I chyba cała w tym nadzieja. Przy okazji przypomina mi się rok 2001, Forum Ekonomiczne w Krynicy, kiedy to ówczesny premier Jerzy Buzek skłonił premierów Czech, Słowacji i Węgier by podpisali wspólny list, w którym, zacytuję za „Die Welt”:

Szefowie rządów Jerzy Buzek, Victor Orban, Milos Zeman i Mikuláš Dzurinda podpisali w Krynicy oświadczenie, w którym podkreślili znaczenie gospodarki opartej na wiedzy w rozwoju regionu oraz wspólnego wzrostu Europy. Nawiązali także do podobnej deklaracji szefów rządów Niemiec, Wielkiej Brytanii, Szwecji i Danii i zaproponowali tym krajom oraz Unii Europejskiej stworzenie sieci, która powinna pomóc w wymianie doświadczeń. „My nie możemy być we wszystkim najlepsi” – powiedział Buzek, „ale w dziedzinie najnowszych technologii chcemy w roku 2010 należeć do europejskiej czołówki.”

Buzek wrócił z Krynicy i sromotnie przegrał wybory. Dziś  jest przewodniczącym Parlamentu Europejskiego. Kim będzie Tusk za dekadę?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Chyba problem polega na tym że kraje takie jak Szwecja, Dania, Niemcy czy Wlk. Brytania już mają rozwiniętą infrastrukturę komunikacyjną, mają stadiony, więc według nich nie potrzeba o tym mówić. Swego czasu jeden z najbogatszych Polaków stwierdził że konsumpcja go nie interesuje i współczuje tym którzy gonią tylko za pieniędzmi. Mnie też by nie interesowała gdybym był na jego miejscu. W przypadku priorytetów Polski i krajów bogatego Zachodu jest podobnie. Sęk w tym że jak kraj chce się rozwijać i być atrakcyjnym dla inwestorów to musi mieć dobrą sieć dróg, kolei czy połączeń lotniczych. Tzw. twarda infrastruktura jest po prostu konieczna (choć oczywiście niewystarczająca) do szybkiego rozwoju. Trudno wyobrazić sobie społeczeństwo wiedzy i wysokich technologii z dziurawymi drogami, bez lotnisk i szybkich kolei.

  2. @Seba: pełna zgoda, ja się tylko obawiam, że problemy z budową infrastruktury mamy nie tylko z powodu braku kasy, lecz właśnie z powodu braku wiedzy. I obawiam się, że w końcu nie będzie ani jednego ani drugiego.

  3. @ Edwin Bendyk
    Podzielam po części te obawy lecz wydaje mi się że akurat brak wiedzy nie jest czynnikiem hamującym budowę infrastruktury. Jak się tak głęboko zastanowić to trudno znaleźć na świecie przykłady, krajów dziś wysoko rozwiniętych, gdzie by najpierw szła nauka a dopiero w następnej kolejności autostrady czy po prostu dobra sieć komunikacyjna. Sztandarowo rozwijająca się Korea Południowa zaczęła najpierw od budowy kilkupasmowej autostrady łączącej stolicę z głównym portem a potem dopiero zaczęła inwestować w nowe technologie. Podobnie było chyba w dowolnie wybranym innym kraju (choć mogę się mylić). Nasz największy ostatnio lament wynika nie z tego że w Berlinie jest leszy uniwersytet niż w Warszawie czy że tamtejsze firmy nowych technologii mają się lepiej ale z faktu że pod Berlinem budowany jest wielki port lotniczy, który stawia pod znakiem zapytania budowe podobnego w Polsce. To moim zdaniem bardziej niż co innego może nam zaszkodzić. A powód to nie brak wiedzy ale brak zdecydowania i i chęci dogadania się. Ja widząc jak najbardziej konieczność rozwoju nauki, inwestowania w wiedzę i nowe technologie nie mogę się zgodzić, gdy ktoś pisze by zostawić te autostrady a zająć się nauką bo moim zdaniem jest to nauka biegania przed nauką chodzenia.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @Seba: chyba jest tak, że trzeba prowadzić obie kwestie równolegle. To znaczy zacząć od infrastruktury i systemu edukacji, to przykład Finlandii. Ciekawym przypadkiem są pewno też Chiny, Brazylia, pewno warto popatrzyć na Indie. Trzeba myć i ręce, i nogi. Skoro problem z infrastrukturą w Polsce polega na tym, że nie potrafimy się dogadać, to kasa z UE tego nie zmieni. Swoją drogą dogadywanie się to także wiedza, nie tylko sztuka. A niewątpliwie coraz bardziej brakuje nam kompetencji prowadzenia wielkich projektów wymagających złożonej koordynacji.

  6. @Edwin Bendyk
    Z takim podejściem mogę się zgodzić, choć mam lekkie wątpliwości czy Finlandia jest dobrym przykładem w tej dyskusji. Ale może to tylko moje subiektywne wrażenie.
    Cieszę się z możliwości wymiany myśli z jednym z moich ulubionych autorów.
    Pozdrawiam.

  7. 1. Pomijając kwestie językowe [myślę, że w dniu dzisiejszym hasło innowacyjny, kreatywny widziałem tyle razy ile logotypy rozmaitych brandów] moim zdaniem nie istnieją dowody jednoznacznie stwierdzające korelacje wzrostu nakładów na R&D z RIO z tychże badań [temat stary jak świat a propos finansowania tzw. badań podstawowych] – case: branża farmaceutyczna w ostatnich 10 latach mimo dziesiątek miliardów $ na R&D raczej nie mają przełomowych sukcesów – min. z tego powodu najgłosniejszą „innowacją” branży była gorączka wirusowa.
    2. Nie może być tak w finansowaniu edukacji i nauki, że 100% nakładów ponosi symboliczny podatnik [wiadomo podatek nie jest daniną wzajemną] a beneficjentem potencjalnych zysków podmiot prywatny/korporacja [przydałby się stary model znany kiedyś ze studiowania w WAT, inaczej w badaniach będzie tak jak w sporcie – case: sukcesy Małysza i Kowalczyk kosztowały podatnika dziesiątki milionów PLN, jaki udział ma finansujący w zwrocie z kontraktów reklamowych].
    3. Globalne nierównowagi i ich beneficjeni nie pozwolą – bez względu na to ile pieniędzy „dorzucimy” na badania – żeby udział nic nieznaczacych krajów typu Polska zmienił się z monterów-konsumentów na nieco ambitniejszy. Nie ta skala – nie ta liga.
    4. Moim zdaniem jedyna szansa to odrzucić mrzonki płynące z dyskursu o powszechnej gospodarce opartej na wiedzy i skoncentrować się na badaniach wykorzystywanych przez liderów „starej gospodarki”, którzy obecnie kupują technologie i procesy poza Polską.
    5. Ciekawi mnie czy kiedyś doczekamy choćby wyrywkowych analiz w kategoriach RIO z działalności planktonu napedzanego pieniędzmi budżetowymi (w tym unijnymi), które od stopnia gminy po poziom państwa produkują różnego rodzaju papierologię z modnymi hasłami w stylu innowacja?

  8. PS ile razy słowo innowacja padło w Strategii Lizbońskiej? ile funduszy „poszło” z tej okazji na konferencje, wystąpienia mądrych głów, publikacje, ile startegii napisali eksperci typu Pana Sadowskiego (czepiam się „kanadyjskich” pomysłów)? jaki jest zwrot?

  9. h2ols,

    1. Skąd przekonanie, że pomimo wydatków na B+R w branży farmaceutycznej nie ma przełomu? Zarówno liczba leków na każdą jednostkę chorobową jak też skuteczność terapii mierzona mozliwością przedłużenia życia wskazują akurat na wielki sukces technologiczny. Natomiast to co się dzieje w badaniach podstawowych wskazuje na wielkie mozliwości dalszego rozwoju.

    2. To zależy jaki przyjmiesz model tych wzajemnych przepływów finansowych. Proponowany przez Ciebie czyli taki, że skoro za państwowe pieniądze doszło do odkrycia to najpierw poprosimy o zwrot pieniązków i możecie sobie na tej technologii zarabiać jest zabójczy dla rozwoju innowacji w naszej gospodarce (tak tak użyłem słowa, które jest naduzywanym fetyszem). Szwedzi oddają własność do wynalazków wynalazcom, którzy dokonali swoich odkryć za państwowe pieniądze i jakoś od tego nie biednieją, ale rozumiem, że taki model obraża twoje poczucie sprawiedliwości społecznej.

    3. To mocny argument, który słyszałem nie raz. Dlaczegoś głupiś boś mały i biedny dlaczegoś mały i biedny boś głupi. Innymi słowy dorośli do kopalni i na pola, a młodzież do szkół zawodowych. Piękna wizja!

    4. Jasne, Jasne! Jedyne instytuty naukowe, które należy finansować to Instytut Mechanizacji Górnictwa, który umozliwi nam produkcję antyimportową kombajnów ścianowych oraz Instytut Budowy Kominów, który powali świat ofertą znakomitych filtrów kominowych. A tak przy okazji dlaczego właściwie uważasz, że pieniądze na badania mają w Polsce posłuzyć temu, żeby ukraiński albo hinduski właściciel zlokalizowanej u nas huty mógł sobie kupic u nas odpowiednią technologię?

    5. A doczekaliśmy się może kiedyś całościowej analizy opłacalności branży górnictwa wegla kamiennego na przestrzeni ostatnich trzydziestu lat, ale takiej analizy, w której liczy się zwolnienia podatkowe, pomoc publiczną, szkody górnicze, szkody zdrowotne w populacji itd. itd.?

  10. tak jak już zauważono, trzeba myć i ręce i nogi,

    ale powiększyć inwestycje na edukację możemy we własnym zakresie, nie potrzebujemy do tego wspólnej polityki

    natomiast w przypadku infrastruktury, to nie ma się co oszukiwać, że bez współpracy unijnej bedziemy tracic kola jadac do pracy.

    mysle, ze Tusk robi slusznie starajac sie wyciszyc ten temat w Brukseli (chociaz ja jestem eurofilem 🙂 bo taki jest biznes. Źle robi, że nie inwestuje w naukę. Ale nie tylko on…

    przypominam, ktory premier, ktoremu wicepremierowi dał ministerstwo edukacji, chwalac sie i szczerzac zeby, ze koszty polityczne koalicji sa niewielkie, bo wicepremier dostal NIEISTOTNE miniesterstwo EDUKACJI!!!! nooo, to jak nasi politycy maja takie podejscie do edukacji, to tu bedzie kretowisko.

  11. Jeśli mamy wybór proszę państwa, to radzę przy myciu wybrać jednak nogi, wiem bo wiele chodziłem, a przy tej czynności rękami się tylko macha. Mam nadzieję, że nikogo tą uwagą nie uraziłem, ale w Polsce nie mamy takiego wyboru, musimy zbudować infrastrukturę komunikacyjną, do szkoły czy instytutu badawczego trzeba najpierw dojechać. Nie znam znam żadnej wielkiej minionej cywilizacji, która osiągnęła swoją wielkość bez szlaków komunikacyjnych, niektóre rzymskie mają się jeszcze dzisiaj całkiem dobrze.
    Ażeby to wszystko wybudować w sensownym zakresie, potrzeba ogromnych funduszy i nie obawiam się o brak wiedzy i umiejętności do wykonania tego zadania, wszystko można kupić, tak robi wiele państw na świecie.
    Poważnym problemem będzie jednak, utrzymanie tej infrastruktury w dobrym stanie technicznym, bo może być jak za PRL-u, byle wybudować, a potem jakoś to będzie. Dzieje się tak na przykład w Portugalii, która przesadziła z budową autostrad, a teraz brakuje im pieniędzy na ich utrzymanie.

  12. @Monteskiusz
    W przypadku Portugalii może po prostu zrobili to bez żadnego planu. Jak pisałem wyżej, infrastruktura komunikacyjna jest konieczna, jednak należy ją dobrze zaplanować, nie wystarczy ot tak zbudować sobie jakiejś autostrady. Na pewno sieć musi obejmować główne krajowe ośrodki i umożliwiać połaczenie ich ze światem zewnętrznym. Na początek mozna się zastanowić czy rzeczywiście wszędzie muszą być autostrady, czy może lepsza byłaby szybka kolej. Planowana w Polsce tzw. sieć „Y” czyli szybka kolej łącząca Warszawę, Łódź, Wrocław i Poznań jest dobrym pomysłem, brak jednak jeszcze planów połaczenia tej sieci np. z Berlinem. Zgadzam się że budować należy w taki sposób i w takich ilościach aby można to było potem utrzymać. Dlatego należy robić to z głową i raczej nie w stylu otwarcia stacji we Włoszczowej.

  13. Serdeczne Życzenia Świąteczne dla Pana a także Wszystkich Życzliwych …..

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php