Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

12.04.2010
poniedziałek

Idea Polski XXI wieku

12 kwietnia 2010, poniedziałek,

Wszyscy mieliśmy inne plany na sobotę. Rano, jeszcze przed pierwszymi informacjami o katastrofie siedziałem z prof. Grzegorzem Gorzelakiem w jadalni gdańskiego Hotelu „Szydłowski”. Przyjechaliśmy na Wybrzeże na zaproszenie Jana Szomburga, założyciela i prezesa Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową – postanowił uczcić 20-lecie tej instytucji konferencją „Idea Polski XXI wieku”. Udział zapowiedzieli premier Donald Tusk, Lech Wałęsa, Jan Krzysztof Bielecki, Danuta Huebner, Janusz Lewandowski, abp Gocłowski.
Kilkanaście minut później jechaliśmy na Politechnikę Gdańska wiedząc już co się stało, osoby o których rozmawialiśmy podczas śniadania zaczęły pojawiać się liście ofiar katastrofy. Premier oczywiście nie dojechał, Jan Szomburg jedynie przywitał uczestników i poprosił abp. Gocłowskiego o poprowadzenie modlitwy. Przygotowane wystąpienia schowaliśmy do teczek, mają być opublikowane na jesień, na V Kongres Obywatelski, jeśli zawarte w nich treści będą miały jeszcze jakikolwiek sens.
Poniżej publikuję swój głos – miałem go wypowiedzieć podczas sesji „Jakie Razem Polaków w XXI wieku?”

Zastanawiając się nad formami wspólnotowości i wyrażającymi je strukturami społecznymi warto pamiętać o uwadze poczynionej przez prof. Adama Rotfelda podczas rocznicy polskiej transformacji, kiedy wśród sukcesów ostatniego dwudziestolecia jednym tchem wymieniano wstąpienie do NATO i akcesję do Unii Europejskiej. Adam Rotfeld przypomniał wówczas, że udział w sojuszach nie jest celem, lecz środkiem do celu.
Podobnie więc myśląc o wspólnotowości, należy unikać pojęciowego pomieszania definicji celu z prowadzącymi do niego środkami. Jakkolwiek zdefiniowana wspólnota nie jest celem samym w sobie, ludzie organizują się w różne formy organizacji społecznej by poprzez działanie zbiorowe sprostać wyzwaniom i osiągnąć wspólne cele, np. bezpieczeństwo czy poprawę jakości życia.
Przez okres powojenny, aż do 1989 r. trwał wielki spór o to, jaka forma organizacji społeczno-politycznej najlepiej służy rozwojowi ludzkich i społecznych aspiracji. Demokracja liberalna  czy demokracja ludowa (eufemizm mający ukryć autorytarny charakter reżimów politycznych trwających w krajach realnego socjalizmu)? – ostateczna odpowiedź padła w 1989 r., wraz z upadkiem systemu komunistycznego. Wynik sporu był tak spektakularny, że jeden z filozofów  obwieścił nawet koniec historii.
Filozof pospieszył się, po dwóch dekadach od końca historii idea demokracji liberalnej ponownie zmierzyć się musi z potężnym adwersarzem, demokracja wertykalną. Demokracja wertykalna to system, jaki zdaniem Johna Naisbitta budują w swym kraju Chińczycy. System, który zyskuje coraz więcej sympatyków na całym świecie, i to nie tylko w krajach rozwijających się. Niedawno brytyjski tygodnik  ?The Economist? zwrócił uwagę, że nawet w Stanach Zjednoczonych coraz więcej przedstawicieli elit biznesu wzdycha do sprawności, z jaką Chińczycy zarządzają swoim rozwojem, którego nie powstrzymał nawet globalny kryzys.
Kryzys ten ujawnił, że po dekadach globalizacji i deregulacji jednym ze skutków tych procesów było degradacja idei państwa i pojawienie się „powerless state” o coraz bardziej ograniczonych prerogatywach. W sytuacji kryzysu i konieczności modernizacji samego kapitalizmu okazało się, jak już wielokrotnie w historii bywało, że państwo jest niezbędnym i kluczowym aktorem. Państwo wróciło na scenę w Stanach Zjednoczonych, Chinach, Rosji, Europie. Wystarczy przypomnieć sobie kolejki sterników kapitalizmu błagających rządy swych państw o litość i pomoc dla ich tak potężnych do niedawna korporacji, gdy rynek odwrócił się do nich plecami.
Państwo jest jednak jedynie wyrazem politycznej organizacji społeczeństwa, stąd właśnie spór o to, jaka organizacja: czy odwołująca się do ideałów demokracji obywatelskiej, czy też ta oparta na demokracji wertykalnej lepiej służy owemu społeczeństwu i jego obywatelom? W Polsce mamy spory problem ze zrozumieniem roli i znaczenia państwa, bo większość udanych prób społecznej samoorganizacji mobilizowana była oporem wobec państwa i odbywała się w atmosferze rokoszu. Dziś potrzebujemy uruchomić tę samą energię nie przeciw państwu, lecz by państwo odzyskać i uspołecznić.
Zastanawiając się, jak taki projekt mógłby wyglądać, rozpocząć należy od chwili refleksji nad fenomenem Solidarności. To jedyny bodaj fakt z polskiej historii, który zyskał uniwersalną wymowę zrozumiałą na całym świecie. W uproszczeniu, sukces Solidarności polegał na dwóch przełomach. Pierwszy, to redefinicja pojęcia solidarność. Przypomnijmy, że jeszcze dla filozofów pokolenia Simone Weil solidarność kojarzyła się z kolektywizmem. W Polsce, m.in. za sprawą filozoficznej pracy Józefa Tischnera pojęcie solidarności nabrała innego znaczenia, stało się częścią słownika filozofii dialogu i komunikacji, zakładających odmasowienie, upodmiotowienie uczestników procesu. Jednocześnie nasza solidarność była odpowiedzią na paradoks opisany w „Krytyce rozumu solidarnościowego”: komunizm, a potem realny socjalizm był systemem opartym na złu, zło było jego immanentną częścią zatruwając tkankę społeczną, degenerując więzi i normy współżycia. Czy zepsute przez zły system społeczeństwo może samodzielnie się uzdrowić, odbudować? Solidarność, jako radykalna innowacja polegająca m.in. na wspomnianej zmianie znaczenia pojęcia solidarności z kolektywistycznego na komunikacyjne stała się formą organizacji społecznej, która choć trwała krotko, to jednak wystarczająco długo, by zmienić społeczną wyobraźnię.
Pytanie, czy dziś możemy powtórzyć lekcję solidarności? Stoimy wobec podobnej jak w 1980 r., być może nawet bardziej złożonej sytuacji. Nie możemy liczyć na państwo jako inicjatora modernizacji i społecznej zmiany. Ciągle nie darzymy państwa zaufaniem, jest ono słabe, znajduje się raczej w ariergardzie niż w awangardzie modernizacji. Również jednak kondycja społeczna jest dość słaba, społeczeństwo polskie jest podzielone wzdłuż wielu osi. Wyzwanie jednak o tyle jest poważniejsze, niż w 1980 r., że podmiotowość i zdolność do zbiorowego działania potrzebna jest nie po to, by zbudować struktury alternatywne wobec państwa, lecz by z państwa uczynić instrument realizacji społecznych celów.
Jak osiągnąć ten cel? Nie ma gotowych recept. Wiadomo jednak, że warunkiem koniecznym udanego działania zbiorowego jest dzielona przez większość społeczeństwa wizja przyszłości. Zacząć więc trzeba od wspólnej pracy i odpowiedzi na kluczowe pytania o cele rozwoju i zasady, jakie mają towarzyszyć działaniom, by pożądane cele osiągnąć. W rezultacie będzie można wskazać instrumenty, w tym także optymalne formy organizacyjne służące realizacji celów. Co najważniejsze, zbiorowa aktywna refleksja nad przyszłością sama jest już formą działania zbiorowego i społecznej mobilizacji.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 2

Dodaj komentarz »
  1. „Wystarczy przypomnieć sobie kolejki sterników kapitalizmu błagających rządy swych państw o litość i pomoc dla ich tak potężnych do niedawna korporacji, gdy rynek odwrócił się do nich plecami.” – kompletnie się nie zgadzam. Po prostu USA to państwo które jest korporacją korporacji. Skoro 1% „obywateli” USA posiada prawie 40% bogactw, a 50% społeczności USA posiada 2% bogactw, to nic dziwnego, że rząd w interesie tych 1% które ma realną władzę zadbał o to aby kryzys nie spowodował ani zamieszek ani _dewaluacji_wartości_udziałów_ . Dla osoby której majątek wynosi miliardy dolarów ulokowanych w akcjach GM, GE czy Citycorp kwestia istnienia tych firm i utrzymania ich pomimo konieczności plajty, jest kluczowa. Ponieważ ów 1% to ograniczona i w skali społecznej niewielka liczba osób, zadecydowano o kontynuacji linii polityki która służy najbogatszym i wsparto plajtujące korporacje pieniędzmi. Nie widzę w tym jednak gigantów padających na kolana przed państwem,ale po prostu władców którzy postanowili po prostu zabrać jeszcze trochę wspólnego by chronić swoje. Gdyby to co Pan pisze było choć trochę prawdziwe, prezesi plajtujących korporacji poddawaliby się do dymisji,państwo dostawałoby kontrolę na tymi firmami i nie doszłoby do wypłat gigantycznych nagród (nie tylko dla zarządów ale i nieraz dla pracowników) za pozyskanie tych państwowych funduszy co całkiem niedawno bulwersowało opinię publiczną…

    To co przerażające w naszym dyskursie politycznym, to to, że jeszcze rok, dwa lata temu wielu „ekspertów” twierdziłoby że system np. opieki zdrowotnej w USA jest _wzorem_ do którego powinniśmy dążyć bo rzekomo jest rynkowy i skuteczny. Dzisiaj czytamy zatrważające statystyki o jego druzgocącej nieskuteczności. Pomimo nakładów najwyższych na świecie, jego skuteczność jest porównywalna z skutecznością systemu Rosyjskiego – jednego z najgorszych – ale przynajmniej najtańszego… Ile jeszcze rozumowań przedstawianych nam jako tezy ekonomii opartych jest na podobnie ideologicznych i życzeniowych podstawach?
    Wniosek: ci którzy przedstawiają się jako eksperci od służby zdrowia, gospodarki, polityki po prostu sami gdybają. Ich nieuczciwość jest rażąca kiedy przekonują nas że znają odpowiedzi, podczas gdy nawet nie umieją zadawać właściwych pytań…

    Nie mam tu na myśli wpisania się w jakiś nurt krytyki elit rodem z PIS bo PIS samo najmniej wie co mówi a jego zapatrzenie w Amerykę jest aż anegdotyczne. Raczej chodzi o oddzielenie ideologicznego przekonania o wyższości kapitalizmu i neoliberalizmu od zwykłego racjonalizmu, co zresztą w wielu państwach już miało miejsce: Skandynawia, Niemcy, Hiszpania…

    _Solidarność_ byłą ruchem robotniczym, jej postulaty zasadzały się na potrzebie zmian aby polepszyło się robotnikom, wielkoprzemysłowym. Dodano do tego hasła wolnościowe i była to ważna część tego ruchy. Nigdy jednak nie walczył on o neoliberalizm gospodarczy ani o kapitalizm. Jeśli już to o wolność i godność najmniej zarabiających i o oparcie gospodarki o nieideologiczną postawę rachunku ekonomicznego, co niestety nie nastąpiło aż do dziś i już pewnie nie nastąpi wobec wyprzedaży majątku państwowego bez związku z jakąkolwiek analizą. Niestety ci którzy walczyli w nim szczerze zostali jak to się mówi wystrychnięci na dudka.

    Źródła:
    Nierówności majątkowe w USA: http://www.businessinsider.com/15-charts-about-wealth-and-inequality-in-america-2010-4?utm_source=feedburner&utm_medium=feed&utm_campaign=Feed%3A+businessinsider+%28Business+Insider%29

    Służba zdrowia w USA: http://ilovecharts.tumblr.com/post/506146895/via-kosmokrator

    Golę dane dotyczące służby zdrowia z datablog Guardiana: http://www.guardian.co.uk/news/datablog/2010/mar/22/us-healthcare-bill-rest-of-world-obama

  2. zbiorowa aktywna refleksja nad przyszłością jest formą działania… Społeczna
    mobilizacja jest nam potrzebna… Te słowa są bardzo aktualne wobec tragedii jaka się wydarzyła. Czy jednak Polacy zrozumieją co się stało i jakie będą skutki tego strasznego wydarzenia? 10,04,2010

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php