Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

20.04.2010
wtorek

Polskie sukcesy oparte na wiedzy

20 kwietnia 2010, wtorek,

Tytuł wpisu to tytuł konferencji zorganizowanej dziś w siedzibie Deloitte a zorganizowanej, obok Deloitte przez Fundację Perspektywy, Polską Izbę Gospodarczą Zaawansowanych Technologii i Pentor Research Int. Przesłanie takie jak tytuł: chodziło o pokazanie, że potencjał w Polsce mamy, co ilustrowali zaproszenie przedstawiciele świata akademickiego: prof. Leon Gradoń z Wydziału Inżynierii Chemicznej i Procesowej Politechniki Warszawskiej, autor licznych patentów – najnowszy chroni opracowanie filtra powietrza dla silników wysokoprężnych zrealizowanego dla amerykańskiego potentata, firmy Cummins. Był profesor Jan Madey mówiący o sukcesach polskich programistów, prof. Andrzej Koźmiński opowiadający o swej Akademii i dr Adam Góral, szef Asseco Poland.

Nie da się ukryć, same historie sukcesów, a ich źródłem było zastosowanie niebanalnej często wiedzy. Pytanie więc, skoro jest tak dobrze, dlaczego jest tak źle? Ta przynajmniej wynika z badań przeprowadzonych przez Pentor wśród przedsiębiorców, studentów i akademików, którzy mieli ocenić stan aktualny i szanse rozwoju gospodarki opartej na wiedzy w Polsce. Badani dość zgodnie twierdzili, że GOW w Polsce jeszcze nie istnieje, nie zaistnieje w ciągu pięciu lat, a dystans do Europy powiększa się. Znamienne, że największymi pesymistami (a może realistami?) byli akademicy.

Zebrani zastanawiali się, czy rzeczywiście jest tak źle? Tu zgody nie było. Większa zgoda panowała w ocenie przyczyn złego stanu rzeczy: otóż wszystkiemu winne są media. Wszyscy tęsknili do czasów telewizyjnej Sondy (kto nie tęskni) i pomstowali, że media zajmują się tańcem z gwiazdami a nie prof. Gradoniem. Rzeczywiście, zbyt wiele miejsca na naukę w telewizji nie ma, choć już lepiej jest jeśli chodzi o prasę. Nie mam zamiaru bronić zbyt mocno swojej branży, nie zamierzam jednak pozostawić zarzutów formułowanych przez poważnych przecież i inteligentnych ludzi bez odpowiedzi. Politycy, na których także pomstowano odkryli, że jeśli chcą zwiększyć szanse na obecność w mediach, muszą korzystać z nowych technik komunikacji: blogów, serwisów społecznościowych. Ilu polskich profesorów ma własnego bloga? Jak wyglądają witryny instytutów badawczych i większości uczelni? Przecież to, poza nielicznymi wyjątkami, muzeum. Dziś obowiązuje zasada, że „every company is a media company”, dotyczy to także nauki. Czasy, kiedy towarzysze dziennikarze byli pasem transmisyjnym mającym za zadanie przybliżać ludowi pracującemu miast i wsi wysiłek uczonych minęły bezpowrotnie, tak jak telewizyjna Sonda. Mogę tylko powtórzyć, za tygodnikiem „Nature” – Uczeni do blogów!

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 10

Dodaj komentarz »
  1. A przy okazji gorąco zachęcamy autorów blogów naukowych do rejestrowania ich na ResearchBlogging.org – agregatorze dla blogów, na których pojawiają się notki omawiające konkretne publikacje naukowe(http://sporothrix.wordpress.com/2010/04/19/researchblogging-com-po-polsku-znowu/)

  2. @sporothrix – ha, właśnie wszedłem tu, żeby odesłać do twojego bloga. 🙂

    Jak wyglądają witryny instytutów badawczych i większości uczelni? Przecież to, poza nielicznymi wyjątkami, muzeum. Dziś obowiązuje zasada, że ?every company is a media company?, dotyczy to także nauki.

    Z racji tego, że piszę od niedawna newsy dla serwisu popularnonaukowego (KopalniaWiedzy.pl – zapraszam), to codziennie oglądam strony uniwersytetów. I jestem pełen podziwu dla ilości i jakości przekazywanych tam informacji, mówię głównie o amerykańskich, niektórych europejskich. Że nie wspomnę o bogactwie informacji udostępnianej przez np. NASA.

  3. A propos witryn instytutów badawczych – zajmuję się właśnie rozwojem http://philpapers.org/ – czyli sajtu dla naukowców zajmujących się filozofią. Płaci za to http://www.lon.ac.uk/ – ale rezultat będzie opublikowany jako Open Source. Być może jakaś polska uczelnia byłaby zainteresowania wdrożeniem tego systemu albo inna formą współpracy? Nie ukrywam, że chętnie wróciłbym do Polski 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Gospodarzu, Rzeczywiście obecność polskich naukowców w necie jest dosyć mizerna, ale porównanie do polityków jest nie do końca trafne. Samą istotą zawodu polityka w społeczeństwach demokratycznych jest komunikowanie się z ludźmi, odczytywanie ich nastrojów i wpływanie na ich przekonania. W wypadku naukowców podstawą jest praca we własnym laboratorium (albo we własnej bibliotece) i komunikowanie się z innymi specjalistami i wreszcie kszatłcenie adeptów w swojej własnej branży lub w pokrewnych dziedzinach wiedzy. Może brzmi to elitarystycznie, ale tak to działa. Oczywiście rewolucja w sposobach komunikacji społecznej dociera do tej „wieży z kości słoniowej”, ale słuzy to nadal dyskusji hermetycznego grona „wtajemniczonych”. Komunikowanie się z szeroką publicznościa to trochę inna para kaloszy, a o to tutaj chodzi. Oczywiście zgadzam się, że bez aktywności naukowców poprawić złego stanu rzeczy się nie uda, ale bez dziennikarzy tez będzie trudno.

  6. @Jarek: Rozumiem, że tak nauka pracuje, lecz jeśli chcą uczeni zyskać poparcie społeczne, muszą się lepiej komunikować. Oczywiście, dziennikarze są potrzebni choć niekoniecznie w roli tylko popularyzatorów – uczonych też trzeba pilnować, podobnie jak polityków. Wiedza to władza.

  7. Drogi Gospodarzu, A czy Pan jest w tej dyskusji po stronie pesymistów czy też umiarkowanych optymistów? Pomijam sprawę odpowiedzialności mediów, bo traktuję to jako żartobliwe przerysowanie.
    Patrząc na listę sukcesów widzę, że są tam głównie technologie informatyczne, a dokładniej tworzenie zaawansowanego oprogramowania. W tej branży jak w żadnej chyba innej można dużo zwojować bez potężnego zaplecza w formie drogich materiałów i narzędzi, a cykl inwestycyjny jest bardzo krótki. Narzędzia są z tego co widzę od kilku lat kupowane przez polskie ośrodki naukowe w dużych ilościach. Na uzyskanie dojrzałości technologicznej w takich dziedzinach jak inżynieria materiałowa czy biotechnologia trzeba trochę czasu więc być może nie będzie tak źle.

  8. @Jarek:
    Króciutko tylko, postaram się napisać więcej w oddzielny wpisie. jestem umiarkowanym optymistą o ile uda nam się zastosować pewien zabieg polegający na zastosowaniu radykalnych innowacji do procesów innowacyjnych. Czyli np. tak jak w Indiach wykorzystanie modeli Open Source w biotechnologii, co w sensie ekonomicznym można wyjaśnić jako substytucje kapitału finansowego społecznym. W wyścigu frontalnym zgodnie z regułami ochrony własności intelektualnej jakie tera obowiązują nie mamy szans. Rozumieją to właśnie Indie i Brazylia, Chiny podchodzi do sprawy inaczej – z pozycji przyszłego hegemona.

  9. Drogi Gospodarzu, Ostatnio uczestniczyłem w kilku imprezach poświęconych ochronie własności intelektualnej. Zazwyczaj wygląda to tak, że nieliczni jeszcze polscy rzecznicy patentowi specjalizujący się w takich dziedzinach jak biotechnologia, farmacja, nanotechnologia oraz przedstawiciele Europejskiego Urzędu Patentowego którzy wspólnie tłumaczą polskim naukowcom pożytki z patentowania. Ta działalność jest finansowana z funduszy strukturalnych bo ma nam pomóc w wyścigu technologicznym. Pan propaguje „ucieczkę do przodu” poprzez wykorzystywanie podejścia typu „open source” Wydaje mi się, że te dwie grupy dyskutantów i dwa poglądy nigdy się nie chyba spotykają w jednej dyskusji. Może się mylę. Jeśli nie to pewnie warto byłoby doprowadzić do intelektualnej konfrontacji tych dwóch stanowisk poprzez dyskusję, w której obok ludzi żyjących z pisania patentów pojawiliby się zagorzali krytycy obecnego systemu patentowego, ale także ludzie zajmujący się znajdowaniem kapitału na przedsięwzięcia technologiczne i wreszcie sami naukowcy, którzy mogą patentować swoje wynalazki albo ich nie patentować. Pzdr.

  10. Pewien mój znajomy pracuje da dużej firmy automotiv, zajmuje sie projektowaniem układów o określonych własnościach mechanicznych. Oczywiście aby taki projekt zrobić należy znać własności mechaniczne użytych materiałów, z czym jednak bywają problemy. Postanowił więc zlecić wykonanie stosownych pomiarów jakiemuś laboratorium na uczelniach Krakowskich ( o ile dobrze zrozumiałem). Niestety: naukowcy którzy jak Pan to opisał narzekają, że nie ma gospodarki opartej na restrykcjach w dostępie do opatentowanej wiedzy ( takie jest przecież znacznie terminu GOW – prawda? Nie chodzi o dostęp do wiedzy tylko o takie restrykcje żeby konkurencja nie mogła zrobić nic co w najodleglejszy sposób interferuje z naszymi niejasnymi ideami), nie byli w stanie zaproponować terminu badań bliższego niż 6 miesięcy. A współcześnie firmy oczekują wyników z 2-3 dni… no tydzień.

    Zostawmy zatem Polskich naukowców narzekaniom bo akurat użytecznych działań trudno się spodziewać…

  11. @kakaz, Nie piszesz o badaniach naukowych tylko o prostych rutynowych pomiarach, do których uczelnie nie za bardzo się nadają. Właściwie w ogóle się nie nadają więc nie ma co mieć do nich o to pretensji. Z takimi usługami najlepiej radzą sobie małe firmy prywatne. Znam prywatne laboratorium w branży produkcji rolnej, które startując od zera stało się chyba największym dostawcą okreslonych badań laboratoryjnych na rynku, na którym przedtem były same instytucje państwowe. Firma ma ceny wyższe niż w państwowych instytutach, ale i tak klienci kierują się do nich bo mogą dostarczyć próbki do analiz 24 godziny na dobę siedem dni w tygodniu, zapłacic za ekspres i dostać w dniu zakończenia analizy kwit z wszystkimi pieczęciami.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php