Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

27.04.2010
wtorek

Wielki reset

27 kwietnia 2010, wtorek,

W ostatnią sobotę  zabawiłem we Wrocławiu, gdzie uczestniczyłem w dyskusji na temat inwestycji w wielką infrastrukturę sportową (w ramach cyklu „Habeas lounge” na Łokietka 5). Jak wiadomo Wrocław, podobnie jak kilka innych miast buduje wielki stadion na Euro 2012. Oczywiście, założenie jest takie, że stadiony będą służyć lokalnej społeczności także i po Euro. Czy założenie to wytrzyma konfrontację z rzeczywistością. Oby tak, choć liczne doświadczenia ze świata opisane w literaturze poświęconej ekonomice sportu pokazują, że publiczne nakłady w wielką infrastrukturę sportową są czystą stratą. Andrew Zimbalist w podsumowaniu debaty (The Economics of Sport facilities and Their Communities), jaka toczyła się na ten temat w USA w latach 90. ubiegłego stulecia stwierdza, że ekonomiści rzadko zgadzają się w czymkolwiek, jeśli jednak chodzi o ocenę wpływu inwestycji publicznych w stadiony, są jednomyślni: nie istnieje pozytywna korelacja między tymi inwestycjami a rozwojem regionalnym. Ba, analiza takich wydarzeń, jak olimpiady pokazuje że inwestycje w stadiony mogą być gwoździem do trumny lokalnych gospodarek. Grecja nie miałaby takich problemów, gdyby nie ponad 10 mld dolarów, jakie państwo musiało dopłacić do interesu w 2000 r.

Być może w Polsce będzie inaczej, setki milionów w regionach i miliardy w stolicy ożywią polską gospodarkę (bo nikt przecież nie dopuszcza myśli o scenariuszu greckim). Wątpię, we Wrocławiu jednak wielu dyskutantów nie przyjmowało argumentów ekonomicznych przekonując, że stadiony buduje się z innych powodów. Lud ich potrzebuje, co jasno wykazują badania opinii publicznej. Niech będzie, vox populi, vox dei. Szkoda tylko w takim razie, że w żadnym z chyba polskich miast trwających inwestycji sportowych nie wykorzystuje się, by przeprowadzić eksperymenty z przestrzenią miejską, jak np. usprawnienie transportu publicznego. W sumie leje się beton na najbardziej w ramach  banalnych i oklepanych rozwiązań urbanistycznych i architektonicznych.

Ekonomista Paul Romer mawia, że kryzys to szansa, którą szkoda zmarnować. O tym właśnie pisze Richard Florida (wielki oponent inwestycji publicznych w infrastrukturę sportową, uważa że dziś nie decyduje ona o randze metropolii) w najnowszej swej  książce (spłynęła dziś na mojego Kindle’a) „The Great Reset”. Floridy, twórcy koncepcji klasy twórczej nie lubią konserwatyści, bo do swoich pomiarów kapitału kreatywnego wprowadził miernik Gay Index. Nie lubi go także lewica, bo jest zbyt neoliberalny. Nie lubią go „poważni” akademicy, bo swoje idee w wersji spopularyzowanej sprzedaje jako objezdny konsultant. Niezależnie od krytyk lubię go czytać, bo ma ciekawe pomysły. W „The Great Reset”, wychodząc z analizy poprzednich wielkich kryzysów w roku 1873 i 1929 dochodzi do wniosku, że czeka nas wielkie nowe rozdanie. W najbliższym czasie można spodziewać się eksplozji innowacyjności, która doprowadzi do radykalnych zmian systemowych. Czasy wielkich to czasy, kiedy na scenie pojawiają się nowi, bardziej innowacyjni gracze – nowe metropolie, których nie dusi „skleroza instytucjonalna”.

Co jest objawem tej sklerozy? Podążanie ścieżką rozwojową poprzedniej epoki. Np. inwestowanie kasy publicznej w stadiony, a nie infrastrukturę sprzyjającą kreatywności i innowacyjności (kasy utopionej w stadionowym betonie nie da się już przeznaczyć na coś innego, tzw. opportunity cost). Przykładem kraju, który potrafił wykorzystać kryzys jest Finlandia – na początku lat 90., mimo głębokiej recesji polityczne elity nie uległy presji i nie ratowały upadających starych przemysłów, lecz zainwestowały środki publiczne w stymulację nowych źródeł rozwój (to akurat mój przykład, nie Floridy). Jeśli Florida ma rację, to obecne stadionowe szaleństwo w Polsce jest oznaką głębokiej sklerozy, a nie żywotności naszych metropolii. Jak jednak powiedzieli mi we Wrocławiu, mleko się już rozlało. Cóż, z rozlanego mleka masła nie będzie, oby tylko nie było smrodu.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Zlobki, a nie stadiony. A jesli juz musicie, to orliki.
    http://bit.ly/dgjkVl

  2. w końcu o żaden zwrot nie chodzi w tych prehistrycznych jesli chodiz o konstrukcje budynkach [vide np. konstrukcja dachu w Poznaniu – widziałem kilkanaście nowych stadionów w Europie i na żadnym nie straszyły takie kratownice]. w budowaniu stadionów chodzi z grubsza o to co w całej polskiej piłce po 89″: drenaż publicznych pieniędzy [np. z tzw. spółek sponsorów najczęściej de facto monopolistów, którzy nie za bardzo muszą sie reklamować, a czuja ten nibymarketing klienci w cenach] do spółęk prywatnych [budowa, ochrona, organizacja, marketing, pr]. w zasadzie dobrze wychodiz na tym tylko na bieżąco ten rozbudowany plankton oraz dobrze opłacane, legalizujące formalnie tą zabawę „dziewczyny do wynajęcia” w postaci kopaczy [przypomnijmy zarobki w polskiej lidze w latach 90 gdy na mecze chodziło po 500 osób:D]

  3. sport to zdrowie 🙂 trudno się zgodzić z Pana rozważaniami.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. na potwierdzenie mojej tezy od jutra biegam 🙂

  6. Ah, w kooooncu pan redaktor zjechal do Wroclawia. I to z ksiazka!

    http://www.youtube.com/watch?v=fnyCJDYONSU

  7. Ciężko się nie zgodzić pamiętając że wiele z miast budujących stadiony buduje równolegle duże hale sportowe (Gdańsk na przykład) które mają spełniać z grubsza te same funkcje a wydrenują te stadiony w przyszłości z imprez typu koncerty.

    Ale intryguje mnie inna rzecz. Mając w pamięci fatalne doświadczenia związane z wdrażaniem unijnych programów wsparcia innowacyjności (które wg mnie pakują mnóstwo pieniędzy w błoto) ciekawy jestem jak Pan widzi inwestycje w innowacyjność. Innymi słowy co warto robić? Fundusze venture capital, „centra innowacyjności”?

  8. @Marchewa: trochę odpowiedziałem na pytanie w najnowszym wpisie, będę jeszcze dokładniej drążył ten temat, odpowiedź nie jest tak prosta i współczesna polityka proinnowacyjna powinna sama być innowacyjna (to jeden z wniosków programu Foresight Polska 2020).

  9. Przyznam że jako człowiekowi który widział mechanizmy opracowywania strategii innowacyjności w skali lokalnej niewiele mi Pan podpowiedział. A zwrot „współczesna polityka proinnowacyjna powinna sama być innowacyjna” jako bon mot na konferencję naukową świetny, ale dla urzędniczej praktyki mało przydatny. Zwłaszcza kiedy naukowcy uparcie twierdzą żeby tac im pieniądze a oni „coś” już z nimi zrobią a przemysł na sam pomysł współpracy z uniwersytetem reaguje jak kot na oblanie wodą.

    Może wiec jakiś bank pomysłów i/lub dobrych praktyk?

  10. @Marchewa: chciałby Pan od razu wszystko, tamten wpis pisałem niezależnie od Pańskiego pytania, które wymaga dłuższej chwili namysłu.

  11. Też uważam, że to szaleństwo Euro 2012 ma bardziej uzasadnienie wizerunkowe dla naszych rządzących, niż ekonomiczne. A że na dodatek jest to bardzo kosztowne? A jakie to ma zanaczenie skoro nie wydają przecież swoich pieniędzy? :-). Ja tylko chciałbym tutaj zwrócić uwagę na jedną rzecz – nie dajmy sobie wciskać kitu przez rządzących, że nie mają pieniędzy na przedszkola, żłobki i ogólnie pojętą kulturę fizyczną. Te pieniądze są właśnie topione w stadionach na Euro 2012…

  12. Wiem, że to nic wielkiego, ale polecam, trochę o innej stronie działalności Wrocławia Infopunktu i inwestycji społecznych w mieście

    http://www.wroclaw24.net/news.php?id=42902&PHPSESSID=bcd4538120b5f5331c662f088065d90c

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php