Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

28.04.2010
środa

Biobazar

28 kwietnia 2010, środa,

Niedawno pisałem o doniesieniu z Indii, gdzie w ramach projektu Open Source Drug Discovery opracowano mapę genetyczną Mycobacterium tuberculensis. Paweł Szczęsny w komentarzu (poza blogiem) stwierdził, że OSDD nie jest „czystym” projektem Open Source, zawiera bowiem liczne restrykcje dotyczące udziału w projekcie i korzystania z zasobów wiedzy.

Świetną analizę zastosowania idei Open Source w biotechnologii przygotowała Janet Hope w książce „Biobazaar. The Open Source Revolution and Biotechnology” (plik pdf do pobrania w witrynie Open Source Biotechnology). Hope opisuje, w jaki sposób w ostatniej dekadzie ewoluował, a w zasadzie wyrodził się system patentowy stając barierą dla przedsiębiorczości i innowacyjności. Hope przypomina rolę ustawy Bayh’a-Dole’a w USA z 1980, która umożliwiła uczonym akademickim patentowanie wyników badań naukowych sfinansowanych z pieniędzy publicznych. Ustawa ta przez pierwsze kilkanaście lat dawała świetne rezultaty, jeśli mierzyć je liczbą akademickich patentów i firm typu spi-off. Jednym z jej „dzieci” jest Google. „The Economist” nazwał tę ustawę najbardziej oświeconym amerykańskim aktem prawnym drugiej połowy XX wieku. Tak jednak było dziesięć lat temu.

Potem coś się załamało, jeśli popatrzeć na statystyki patentowe, po 2000 roku gwałtownie maleje liczba patentów zgłaszanych przez uczonych z amerykańskich uczelni (ilustracja obok pokazuje dynamikę zgłoszeń patentowych czterech najważniejszych amerykańskich uczelni, a artykułu „The Decline of University Patenting and The End of Bayh-Dole Effect„). Co się stało? Problem dobrze ilustruje pole biotechnologii, gdzie zarządzanie własnością intelektualną stało się biznesem samym w sobie, bardzo przy tym kosztownym. Hope wymienia wszystkie wykorzystania patentów jako instrumentu walki konkurencyjnej, od trollingu patentowego po taktykę „u-boota”. Poruszanie się w tym świecie stało się tak skomplikowane, że nie stać na to już nie tylko małych firm, lecz  także coraz większy mają z tym problem nawet uczelnie.

Hope nie postuluje demontażu systemu patentowego, lecz widzi w modelu Open Source szansę na stworzenie przeciwwagi. Kluczem jest uznanie pewnych zasobów wiedzy za otwarte (np. te, które powstały z pieniędzy publicznych) i przeniesienie konkurencji na poziom opracowywania aplikacji, produktów i usług. Otwiera to szansę przed małymi firmami, jest więc idealnym modelem w krajach gdzie nie istnieje rodzimy silny kapitał.

Z tych m.in. względów Open Source byłby idealnym modelem także dla Polski, w kraju który ma bazę wiedzy rozwiniętą nieproporcjonalnie silnie w porównaniu do bazy rodzimej bazy kapitałowej. Pod tym względem Polsce bliżej do Indii czy Brazylii, niż rozwiniętych krajów Zachodu dysponujących wielkimi korporacjami technologicznymi. Może Narodowe Centrum Badań i Rozwoju oraz powstające Narodowe Centrum Nauki powinny przyjrzeć się doświadczeniom indyjskiej Council for Scientific and Industrial Research (to ta rada zainicjowała OSDD).

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 1

Dodaj komentarz »
  1. Pomysł z open source ciekawy ale czy na gruncie polskim wykonalny? Polskie uczelnie nie radzą sobie nawet z upublicznianiem rezultatów własnych badań. Brak jest bazy tekstów naukowych, ani polityki metkowania tego co powstało za publiczne pieniądze (tu akurat mamy dobrą praktykę ze środków z UE).

    Z drugiej strony intryguje mnie co w sytuacji pasożytowania biznesu na open source czyli np. patentowania odkryć powstałych przy użyciu badań z projektów os. Czy sądy maja w ogóle kompetencje do rozstrzygania takich konfliktów?

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php