Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

27.05.2010
czwartek

Toruń a sprawa chińska

27 maja 2010, czwartek,

Wczoraj los  rzucił do Torunia, gdzie na UMK miałem przyjemność na zaproszenie prof. Andrzeja Szahaja mówić o aktualnych trendach cywilizacyjnych. W swej analizie wyszedłem z prezentacji głównych wyzwań stojących przed światem (lista mało zaskakująca – żywność, demografia, surowce, woda, terroryzm to tylko kilka kwestii). Potem przedstawiłem kilka pomysłów na rozwiązanie tych problemów, które najogólniej sprowadzają się do nadziei na kolejną rewolucję technologiczną, która najogólniej polegać będzie na konwergencji technologii przetwarzania informacji, energii i materii. Nie chcę tu wchodzić w szczegóły tej części wykładu, tylko przejdę do części, która wzbudziła dyskusję, czyli do geografii politycznej czekających nas zmian.
Wyraźnie dziś widać, że źródłem idei i technologii nie będzie już, jak bywało dotychczas jedynie blok euro-atlantycki, na równoprawnych warunkach do walki o prymat w przyszłym rozwoju świata stają nowi gracze (powiedzieli o tym głośno podczas konferencji klimatycznej w Kopenhadze), wśród nich najmocniejszym są rzecz jasna Chiny. Pytanie o Chiny nie jest jednak jedynie pytaniem o ewentualną dominację ekonomiczną i technologiczną – z wielu analiz scjentometrycznych wynika, że poziom produkcji naukowej i technologicznej (polegającej na dostarczaniu oryginalnych technologii, nie tylko podróbek) osiągnie poziom produkcji amerykańskiej w ciągu kilku lat. Podnoszenie poziomu ekonomicznego zajmie więcej czasu i tu zaczynają się pytania: czy aktualny model polityczno-społeczny Chin umożliwi utrzymanie tempa rozwoju, który coraz bardziej będzie musiał odwoływać się do kompetencji intelektualnych, a nie prostej siły roboczej? Czy wraz ze wzrostem zamożności i tworzeniem się klasy średniej, a także wraz ze wzrostem wykształcenia nie nastąpi erozja akceptacji dla autorytarnego modelu sprawowania władzy?
Odpowiedzi nie znamy, można gdybać i przytaczać analogie np. do Japonii, która kiedyś także straszyła, a teraz się zatkała. Problem który mamy już dzisiaj doskonale zidentyfikował ?The Economist? – to coraz większe uznanie dla sposobu z jakim Chiny radzą sobie z wyzwaniami (zwłaszcza ostatni kryzys) i coraz większe rozczarowanie wynikające ze sposobu, w jaki z tymi wyzwaniami nie radzą sobie demokracje liberalne.

A few years ago only Chinese bureaucrats dared suggest that Beijing’s autocratic system of government was superior. Nowadays there is no shortage of leaders from emerging countries, or even prominent American businesspeople, who privately sing the praises of a system that can make decisions swiftly.

Po wykładzie rozwinęła się dyskusja podejmująca te właśnie kwestie, jedno z pytań zadane przez Wojtka Walczaka  dotyczyło ciemnych stron chińskiego rozwoju. Odpowiedziałem, że jest ich wiele, z tym że póki co Chińczycy dosyć dobrze sami te ciemne strony identyfikują i póki co także przesterowują swój system, by te ciemne strony redukować. Później otrzymałem na blogu komentarz od pana Wojtka:

Mój wniosek z prezentacji: Chiny podbijają świat, w coraz mniejszym stopniu potrzebują Zachodu jako punktu odniesienia (ze względu na rosnący rynek wewnętrzny, czy coraz silniejszy system edukacji), a być może nawet w przyszłości dyfuzji na Zachód ulegną chińskie idee i kultura.
Po Pana wystąpieniu zadałem pytanie o ciemne strony chińskiego sukcesu. Zapewne obok wskaźników wzrostu i rosnącej przewagi da się pokazać wskaźniki upadku i pogarszającej się – w określonych sektorach społecznych i gospodarczych – sytuacji.
Sens mojego pytania był taki: zwracajmy uwagę także na ciemne strony po to, abyśmy własnymi słowami, własnymi wystąpieniami nie tworzyli klimatu defetystycznego, abyśmy sami siebie naszym obrazem Chin nie sparaliżowali, bo w ten sposób doprowadzimy do sytuacji samospełniającej się przepowiedni. To, na co reagujemy, to nie Chiny, lecz dyskurs o Chinach, którzy w dużej mierze sami tworzymy.
Mówiąc o Chinach lubimy mówić o dużej skali wszystkiego. Ale wyobraźmy sobie skalę, w jakiej – po Expo – do swoich krajów na Zachodzie wrócili dziennikarze, akademicy, politycy i zwykli ludzie, i opowiadają teraz innym o chińskim cudzie.

Póki co największy sukces, jaki moim zdaniem Chińczycy odnieśli, to właśnie to, że nie-Chińczycy nie-Chińczykom sami z siebie proponują wizję Chin pozbawionych słabych stron.

W odpowiedzi mogę tylko dodać, że swojego wykładu nie doprowadziłem do końca (pełną prezentację załączam). Zakończyłem slajdem z frazą z Johna Naisbitta, który właśnie zgodnie z tym co pisze pan Walczak, próbuje dyskursywnie usensownić to co się dzieje w Chinach i uznaje, że skoro idzie im tak dobrze, to nie jest to dyktatura, lecz demokracja. Oczywiście, nie taka jak na Zachodzie, ale demokracja i nazywa tę formy demokracji demokracją wertykalną.
Po tym slajdzie miał iść kolejny, który już kiedyś wykorzystałem podczas seminarium z udziałem ambasadora Danii, a prezentuje cytat z głośneg przed laty eseju Haego G. Frankfurta:

One of the most salient features of our culture is that there is so much bullshit. Everyone knows this. Each of us contributes his share.

Zgadzam się więc, że nie należy wpadać przed Chinami w nadmierny zachwyt, trzeba na pewno jednak starać się jak najlepiej  Chiny zrozumieć. Czy nam się podoba czy nie, niezależnie od tego co się jeszcze wydarzy nastąpił koniec epoki hegemonii Zachodu i weszliśmy w epokę wielobiegunowości (co oficjalnie kilka dni temu obwieścił światu Barack Obama w West Point). Na ile uda się żyć w takim świecie, a na ile rownowaga przesunie się w kierunku ewentualnej hegemonii Chin zależy w olbrzymiej mierze od samego Zachodu, czyli nas samych i zdolności modernizacji naszego systemu społeczno-polityczno-gospodarczego. To jednak, jak się patrzy na to co się dzieje w Unii Europejskiej czy w Stanach Zjednoczonych, jest równie niepewne, jak przyszłość Chin. Nie wystarczy stwierdzenie, że skoro zawsze sobie radziliśmy, pokonując nawet takie zarazy jak faszyzm i komunizm, to poradzimy sobie i teraz. I tu zakończę dwoma slajdami, którymi chciałem zakończyć wczorajszy wykład zgodnie z pierwotnym planem. Pochodzą z książki Karla Poppera „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”:

Celem politycznym demokracji jest wolność i rządy prawa – czyli rządy sprawiedliwości sięgającej możliwie najdalej bez ograniczenia wolności.

Przyszłość zależy od nas samych, my zaś nie zależymy od żadnej konieczności historycznej.

Mówiąc wprost, jeśli jesteśmy przywiązani do wartości demokracji liberalnej i naszego pojęcia wolności, musimy udowodnić, że nasz system lepiej służy nie tylko samej wolności, lecz także rozwiązywaniu problemów.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 19

Dodaj komentarz »
  1. Jakich problemów? Dostępu do pornografii? Czy może prawa do używania samochodu który pali 30 l na 100 km? A może chodzi o prawo do wyzyskiwania biednych?
    To co Pan nazywa problemami jest po prostu posiadaniem bogactwa które się marnotrawi.Bogactwo to w znacznej mierze pochodzi z łupienia biednych. I Chiny po prostu chcą mieć udział w tym łupie. Ni mnie nie więcej. I swoją postawą nam udowadniają że nie chodzi o żadną wolność tylko o dostęp do koryta. I jeśli będą dostatecznie dużym świniakiem, my ich do niego dopuścimy. I nawet uwierzymy, że przymusowa aborcja jest po myśli liberalnej demokracji, bo przecież skoro ktoś wie że mu zabiją dziecko to skoro je ma to sam się prosił…

    Każdy kraj i każdy polityk i intelektualista który nazywa taką strategię”demokracją wertykalną”jest po prostu moralnym bankrutem. Można tak żyć, ale nie należy chwalić g* w papierku jakie to smaczne ciastko…

  2. Szanowny Panie Edwinie

    Przyznam ze jeśli chodzi o Chiny to stale mam w pamięci Landesa i jego „Bogactwo i nędze narodów”. Te przewagi o których mówimy dzisiaj (w tym druzgocąca przewagę technologicznym) Chiny co najmniej kilkakrotnie w historii posiadały. I za każdym razem rezultatem był rosnący izolacjonizm podszyty specyficznym rodzajem „narodowego” szowinizmu i stuleciami zastoju. Stale intryguje mnie co będzie napędzać chiny po wyczerpaniu prostych rezerw. A co ciekawsze nigdy w historii dobrobyt Chin nie był tak uzależniony od UE i zwłaszcza USA jak teraz. Jakiekolwiek gospodarcze perturbacje w USA mogą chińską gospodarkę naprawdę załamać. Te wszystkie fabryki nagle pozostaną bez odbiorców. Dodatkowo Chiny nie pełnią kosztownej roli „światowego policjanta” na którą wciąż monopol ma USA. Pytanie więc czy rozwój Chin nie jest tez w jakimś stopniu „na kredyt” tyle ze nie walutowy a wynikający ze struktury wymiany towarowej. opoza tym juz w sensie czysto marketingowym czekam na Chińską markę która rzuci wyzwanie Microsoft’owi, Apple’owi czy Glaxo-Smith-Kline.

    Ps. prosiłbym żeby o wizytach w Toruniu Dawał Pan wcześniej znać na blogu bo chętnie przeszedłbym się na wykład.

  3. @Marchewa: jeśli chodzi o markę, zobaczymy – Lenovo nad czymś silnie kombinuje. Natomiast kwestia wzajemnych związków Chin z resztą świata stała się problematyczna po ostatnim kryzysie. Ujawnił on, o czym piszę ostatni raport OECD na temat chińskiej gospodarki, że Chiny są mniej uzależnione od eksportu niż np. Niemcy. To właśnie dlatego chińska gospodarka nie padła, mimo załamania amerykańskiego i europejskiego popytu w 2008 r. Ciekawie o wzajemnych związkach USA i Chin pisze Zachary Karabell w książce „Superfusion: How China and America Became One Economy and Why the World’s Prosperity depends on It”.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. „Może skoro idzie im tak dobrze to nie jest to dyktatura tylko demokracja? ” W ten sposób można udowodnić, że ZSRR był demokracją bo pierwszy umieścił na orbicie ziemskiej człowieka, bo zelektryfikował, bo stal wytapiał, itd. itd. W tle też był wielki transfer (zakup, dary, kradzież) zewnetrznej technologii i to od samego poczatku czyli od rewolucji październikowej oraz wykorzystanie olbrzymich rezerw wewnętrznych i wielki projekt modernizacyjny. Te same komponenty są obecne teraz w Chinach. Rożnica główna jest taka, że w wypadku Chin nie ma morderczej dla ZSRR zimnej wojny. Kiedyś model radziecki tak jak teraz chiński miał w liberalnych zachodnich społeczeństwach całkiem dobry odbiór, bo przecież sputnik, Gagarin, usmiechnięci pionierzy i nikt nie głoduje. Podobnie jest teraz z odbiorem Chin. Wzrost gospodarczy, Olimpiada, Expo. No a to, że Tybetańczycy i kilka innych narodów zniknie z powierzchni Ziemi ? Postęp kosztuje.

  6. Odnośnie do pierwszego zdanie – mam nadzieję że odczytał Pan moją ironię wobec łamańców myślowych Naisbitta i jego demokracji wertykalnej.
    Dalej niestety sprawa nie jest tak prosta – radzę przed stawianiem dość mocnych tez zajrzeć do danych, np. dotyczących rozwoju nauki i technologii w Chinach. To już nie jest etap kopiowania i kradzieży, Chińczycy sami już wytaczają podobną liczbę procesów o naruszenie własności intelektualnej firmom zachodnim, jak firmy zachodnie im.
    To wszystko oczywiście nie zmienia trafności ostatniego zdania.

  7. Ciekawa była wczorajsza uwaga prof. Szahaja, że rządy mocnej ręki – co wiadomo z historii – sprawdzają się dobrze na pierwszych etapach modernizacji. Od pewnego pułapu system autorytarny staje się jednak hamulcem zmian. Ciekawe, czy ten schemat sprawdzi się w przypadku Chin.

    Do pewnego stopnia można doszukiwać się analogii pomiędzy powyższą uwagą, a opinią prof. Czapińskiego o tym, że społeczeństwo polskie zbliża się do granicy obecnego modelu rozwoju, który polega na wykorzystaniu kapitału ludzkiego, a pomija budowanie i wykorzystywanie kapitału społecznego, kapitału zaufania, samoorganizacji i kooperacji.

    Chińskie społeczeństwo też pewnie ma przed sobą wiele barier, które ten zwycięski pochód mogą zastopować. Nie znam się na Chinach i chińskiej kulturze, ale czy taką barierą nie okaże się na przykład przedkładanie wspólnoty nad jednostkę? To nie jest do końca dobra analogia, ale przychodzi mi do głowy wypowiedź prezydenta jednego z krajów Afryki, który startował w wyborach po raz trzeci i tak tłumaczył, dlaczego warto na niego głosować: w trakcie pierwszej kadencji wzbogaciłem się ja, w trakcie drugiej kadencji wzbogacił się mój klan, w trakcie trzeciej kadencji wzbogacicie się wy. I wygrał. (Niestety, nie pamiętam, w którym kraju odbywały się te wybory.) Być może kulturowy hamulec nałożony na indywidualizm, mobilność i swobodę działania oraz myśli stłamsi w Chinach warunki do rozwoju ponad standard zdefiniowany przez Zachód.

    Warto pamiętać, że Chińczycy nie wynaleźli tylko prochu, papieru, czy kompasu, ale także masę innych rzeczy:
    http://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Chinese_inventions

    Podobnie z Arabami. Też kiedyś wyprzedzali to, co dziś nazywamy Zachodem:
    http://en.wikipedia.org/wiki/Inventions_in_medieval_Islam

    …ale nawet duża liczba odkryć i innowacji nie zagwarantowała sukcesu (pojmowanego tutaj jako dominacja nad innymi) tym cywilizacjom.

    Ciekawe, co na temat Chin mówi się w rosyjskim internecie. Dla Rosjan to pewnie temat jeszcze pilniejszy, niż dla nas.

  8. Odnosząc się do wypowiedzi pana Wojtka przytaczanej na blogu. Moim zdaniem mówienie o tym, że chińskie idee i kultura ulegną dyfuzji z zachodem jest jak najbardziej trafne – już obserwujemy ten trend – zafascynowanie na przykład amerykanów wszystkim co chińskie – popkulturowe produkty nawiązujące stylem i treściami do kultury chińskiej.

    Inna sprawą jest to, o czym sam spytałem pana Edwina podczas toruńskiego spotkania. Czy możliwe jest totalne wejście Chin do kulturowego centrum globalizacji i zastąpienie amerykańskiej (tudzież euro-atlantyckiej) kultury masowej, chińską kulturą masową. Bez demokratyzacji Chin nie wydają mi się one przeciwnikiem USA w tworzeniu globalnej kultury – najlepszym przykładem telewizja CCTV, która mimo lepszej infrastruktury pod względem popularności nie umywa się do CNN.

  9. ostatnie zdanie Pana zastanowiło mnie… Czy każdemu musimy udowadniać swoje rację ? Może prościej było by uznać prawo do wolności i już. Co do Chin to uważam że wygrają plastikowe stoliki itp. 🙂

  10. No tak trochę mi chyba umknął kontekst w jakim cytuje Pan Naisbitta. Jednak porzucając kwestie nazewnicze czyli pytanie o to co należy nazywać demokracją to samo podejście obecne w tym cytacie jest dosyć powszechne. Jeśli jakiś system działa to nie może być z gruntu zły i musi zawierać elementy pozytywne. Dlatego przenosząc się w czasie do lat sześćdziesiątych ubiegłego stulecia ta dyskusja o rosnącej potędze mogłaby dotyczyć ZSRR.

  11. A czy my przypadkiem nie wrozymy z fusow? Przecierz moze sie wydarzyc cokolwiek. Dzisiejszy swiat i poruszane zagadnienia sa tak zlozone ze nie wiem czy mozna dojsc do jakichkolwiek sensownych wnioskow. Poczekajmy, zobaczymy!

  12. Problem nie leży w tym czy Chiny sa sprawne a w tym, że elitom na zachodzie podoba się to opakowanie które zawiera sen o bogactwie. Proponuję piewcom Chińskiej gospodarki wycieczkę na wieś. Nie można mieć wszystkiego – powiedzą krytycy, postęp musi trwać. No to proszę pomyśleć że się jest tym wieśniakiem anie przedsiębiorca w Szanghaju, i proszę zaakceptować taką swoją rolę na przyszłość do końca życia. Być może, jak postęp potrwa, spotka nas to wyróżnienie i będziemy sobie mogli kupić plastikowe bambosze. Taka perspektywa nie jest już tak świetlana? No ale przecież to jest właśnie ta wychwalana „demokracja wertykalna”- bogactwo dla paru przy żłobie ( z którymi się identyfikują piewcy) i 12 centów na dzień dla reszty…

  13. @wojtek w.:
    dlatego tez rzymianie dawali konsulat tylko na rok.

  14. Szanowny Panie Edwinie,

    ciekawy artykul, interesujace wnioski.

    Najwazniejszym jest to, ze system chinski umozliwia szybkie podejmowanie koniecznych i niepopularnych decyzji, co jest trudne w naszym systemie. Jedna z przyczyn tej slabosci „u nas” jest prawie permamentna kampania wyborcza i system bonusowy na koniec roku w gospodarce: dlugoterminowe cele sa poswiecane na rzecz celow krotkoterminowych na duza skale. Przeciwnie, w Chinach mysli sie dlugoterminowo i dlatego Chinczycy obecnie wygrywaja.

    Nie oznacza to, ze Chiny beda sie tak rozwijac bez tarc. W koncu beda mieli marny cykl i wtedy byc moze bedzie musiala nastapic jakas demokratyzacja, czy inna korekta, ktorej brak obecnie jest kupiony przez bogacenie sie spoleczenstwa oraz amortyzowany przez konfucjanizm oraz oszczednosci.

    Co do nas, to nasz system musi stworzyc premie za myslenie dlugoterminowe, uniezaleznic od polityki pola eksperckie (patrz bank centralny) oraz zaczac oszczedzac.

    Chin nie powinno sie bac, za to powinno sie wlasciwie odniesc do ich rozwoju. Musi powstac system, ktory niweluje zalety systemu chinskiego, a nie przejmuje jego wad. W praktyce, musimy byc szybsi w wymyslaniu i komercjalizacji innowacji, niz Chiny.

    Czy uda sie zatrzymac erozje naszego systemu wzgledem Chin? Watpie. Chyba, ze Chiny popelnia blad, ale wtedy i my za to zaplacimy.

  15. @byk , jaki znowu konsulat ? nie rozumiem 🙁

  16. @Piotr Siuda:

    być może tropem może tutaj być sposób, w jaki Chińczycy korzystają z internetu:

    1. Chińczycy nie potrzebują Google, bo mają swoje Google (Baidu.com)

    2. Chińczycy nie potrzebują Facebooka, bo mają swojego Facebooka (ponoć to: http://qzone.qq.com/)

    3. Chińczycy nie potrzebują Yahoo, bo mają swoje Yahoo (Sohu.com).

    4. Chińczycy nie potrzebują Youtube, bo mają swoje Youtube (Tudou.com).

    Itd., itd.

    Ergo: stary wzorzec izolacji (pewnie w dużej mierze wymuszony ze względu chociażby na pismo) ma się dobrze. Zakładam, że funkcjonowanie w „osobnym” internecie nie sprzyja współudziałowi Chińczyków w globalnej kulturze.

  17. @byk:

    ja bym raczej podał przykład Watykanu 🙂 Weźmy chociażby Katedrę św. Piotra i Najświętszej Marii Panny w Kolonii. Z przerwami budowano ją ponad 600 lat. Polityka Watykanu była na tyle trwała i niezmienna, że tak długotrwałe projekty można było ciągnąć. Chiński system polityczny także pozwala na długoterminowe planowanie i realizowanie zadań. Demokracje – tak mi się wydaje – sprawdzają się w tej roli gorzej.

  18. @Pan Wojciech Walczak
    Z cytowanych oryginalnych wynalazków: potrójny przegup Cardana, otwarty most łukowy i pewne osiągnięcia medyczne równolegle z Zachodem zasługują na uwagę. Ok. 60% to niestety militaria i arsonaria, łączące się z dalekowschodnia nepotycznością w polityce. Z pozytywów dorzuciłbym pociąg himalajski z szybami anty-utrafioletowymi, o ile posłuzy do importu idei cywilnych.

  19. @spe
    O Szanowny!
    Czy niepopularna decyzja nie jest po prostu zła? Po co więc ją przyspieszać omijając „męki”demokracji? (szybko i tanio wykonany, chiński auto-uchwyt do komórki wysłałem do kosza tak szybko jak go kupiłem)

  20. „Musimy udowodnić”? Rozumiem, ze „my” to tzw. liberalne demokracje? Ale komu musimy to udowodnić? A jak nie udowodnimy, to co? Zaaplikują nam model chiński? Ale kto nam go zaaplikuje? A co samych Chin, to spoko, bez nerw. Pękną.
    Kiedyś, tak 40 lat temu była taka dyscyplina naukowa zwana futurologią, były katedry po uczelniach, cały sztafaż, literatura , itp. Śmiałem się w nos tym uczonym futurologom. Dziś ta nazwa jest zapomniana. Warto o tym pamiętać. Co nie znaczy, że nie trzeba/nie należy próbować przewidywać, co może się wydarzyć. No i wszelakie wróżby zawsze się dobrze sprzedawały…:-)

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php