Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

6.09.2010
poniedziałek

Jaśliska, więcej niż wino truskawkowe

6 września 2010, poniedziałek,

„Gazeta Wyborcza” opublikowała w sobotnim wydaniu reportaż z Jaślisk, zapomnianej przez Boga wsi w Beskidzie Niskim (kiedyś Jaśliska były miastem). Jaśliska zdobyły, zgodnie z dictum Andy Warhola swoje 15 minut, gdy trafiły przed obiektywy kamer filmujących „Wino truskawkowe”, film inspirowany „Opowieściami galicyjskimi” Andrzeja Stasiuka.

Film, jak film i tekst, jak tekst – nie zamierzam oceniać, bo z Jaśliskami związany jestem od lat bardzo sentymentalną nicią, więc trudno o obiektywizm. Zacząłem w tamte okolice jeździć w latach 80., latem i zimą, chodziłem po kolędzie po miejscowych gospodarstwach z ówczesnym proboszczem Jaślisk, księdzem Baranem. Jaśliska (i znajdująca się po drugiej stronie gór Zyndranowa) tworzyły oś, na której rozpinały się plany obozów wędrownych po Beskidzie Niskim, i dalej w Bieszczady. Gdy więc na początku lat 90. w ręce wpadły mi opowiadania Stasiuka z tamtych stron, poczułem czystą absolutnie zawiść – napisał, to co sam chciałem pisać, myśląc ciągle bezskutecznie, o jakiejś beskidzkiej sadze, na wzór „Na wysokiej połoninie” Vincenza.

Wróciłem do Jaślisk i Zyndranowej pod koniec lat 90. Ksiądz Baran jeszcze pełnił swą misję, ślady wcześniejszych wędrówek odnalazłem w Zyndranowej w dokumentach Ochotniczej Straży Pożarnej dowodzonej przez Stefana Pilipa, mojego od wielu lat gospodarza (polecam jego gospodarstwo agroturystyczne). Teren ten, a zwłaszcza oś Jaśliska – Medzilaborce po słowackiej stronie ma dla mnie znaczenie niemal mityczne (pisałem o tym w pierwszej swej książce, „Zatrutej studni” i później, w „Czerwonym wagoniku” w Krytyce Politycznej). W Jaśliskach ksiądz Baran odnowił tradycję odpustów przyciągających katolików i grekokatolików z obu stron granicy.

W Medzilaborcach Michal Bycko ustanowił kult Andyho Warhola, którego rodzice właśnie tam, we wsi Mykowa pobrali się i wyemigrowali potem do USA.

Wielokrotnie o tym wszystkim pisałem, dlaczego? Nie wiem, w planie zainicjowany w 2005 r. projekt „Polowanie na Czerwonego Lenina”, którego motywem jest ikona „Czerwony Lenin” autorstwa Warhola znajdująca się w Muzeum Warhola w Medzilaborcach. Kto był na prezentacji w Centrum Sztuki Współczesnej, może jeszcze pamięta. Cieszę się, że Jaśliska walczą, chyba skutecznie, jak pisze Aleksandra Klich, autorka tekstu w „Wyborczej” z gębą doprawioną przez sympatyczny, skądinąd film. Nie chcą być, Bogu dzięki krainą owocowego wina, chcą żyć normalnie. Cokolwiek to znaczy.
Wyświetl większą mapę

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 5

Dodaj komentarz »
  1. interesująca opowieść 🙂 Może warto jednak napisać książkę o tych pięknych i zapomnianych miejscach. Żyją one swoim życiem i tak jest dobrze… Takie miejsca to ostoja mądrości narodu. Problemem jednak jest brak pracy. Trudno to pogodzić 🙂 Życzę sukcesu 🙂

  2. No tak, po tylu latach obrazy trochę zacierają się w pamięci…
    Ale jak zamkne oczy to wciąż widzę to miasteczko na wzgórzu,
    ten biały kościół, strażnicę WOP-u, rynek no i drogę prowadzącą do Lipowca, którą tyle razy w tą i z powrotem przemierzaliśmy w różnych porach roku.
    No i jeszcze kilka słów kluczowych, których znaczenie znają tylko wtajemniczeni: gaśnica, lis, krowy, żaby, rosówka … 🙂
    Dzięki za wspomnienia.

  3. Świetny wykład na zjeździe PTS, gratulacje! Żal i paradoks, że jedno z najciekawszych i najmocniej osadzonych w najnowszym dyskursie wystąpień wygłosił nie-socjolog. Pozdrawiam z auli,

  4. @Prezes: Prezesie, miejsce ciągle nie straciło swego uroku, ta przyjemna różnica że szlaban na granicy już nie dzieli, można lecieć prosto do Medzilaborec… Kiedyś mogliśmy tylko popatrzeć. Ale też było fajnie.

  5. Miejsce jest niesamowita tak jak ludzie tam mieszkający, szkoda tylko że młodzi nie mają co tam robić, wyjeżdżają robią studia, zostają w mieście. Najgorsze że pozostający nie mają wsparcia ze strony „wykształconych” z miasta, nikt im nie podpowiada zrób to lub tamto a wtedy może znalazłaby się praca w Jaśliskach ludzie tam są pomysłowi.
    Bardzo boli mnie jak widze jak kolejne stare drewniane domy niszczeją lub są „remontowane”czyli obłożone styropianem i tynkiem lub saidingiem przez co stają się szkaradztwem. Na rynku stoi teraz „bezkształtna stodoła” która bardziej szpeci niż ruiny gospody. Kiedyś Jaśliska określano żywym skansenem gdyby udało się to zachować, nie byłoby problemu z turystami. Teraz przyjeżdżają tylko nieliczni którym wystarcza spokój i las.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php