Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

17.09.2010
piątek

Alain Touraine, Po kryzysie (Apres la crise)

17 września 2010, piątek,

Touraine w najnowszej swej książce („Apres la crise) dowodzi, że z mądrością jest jak z winem – nabiera mocy z wiekiem. Najnowsze dzieło francuskiego socjologa to raczej manifest, niż rozprawa naukowa, jakimi były jego wcześniejsze opracowania (Un nouveau paradigme, Le monde des femmes, Pourrons nous vivre ensemble?). W „Apres la crise” Touraine dokonuje syntezy swoich wcześniejszych ustaleń, by ich wyniki zastosować do refleksji nad światem wyłaniającym się kryzysowego chaosu. Touraine, podobnie jak wielu badaczy współczesności jest pewien, że nie ma powrotu do przedkryzysowego  ładu społeczno-politycznego, bo grozi to po prostu szybkimi kolejnymi powtórkami prowadzącymi do katastrofy. Czy jednak można sobie pomyśleć nowy ład?

Tu socjolog zastanawia się nad zdumiewającym zjawiskiem; wszystkie wcześniejsze kryzysy systemowe wywoływały olbrzymią reakcję, mobilizowały zarówno intelekt, jak i gniew. Dziś, mimo że na skutek kryzysu dziesiątki miliony ludzi na całym świecie straciły pracę, a rozwarstwienie społeczne rośnie do nieznanych w dziejach proporcji, gniew nie znajduje zorganizowanego ujścia. Znamienna jest atrofia partii lewicowych – w Szwecji w najbliższych, niedzielnych wyborach, wszystko na to wskazuje, wygra centroprawica.

Touraine nie jest jednak zaskoczony, lecz w reakcji na kryzys znajduje potwierdzenie dla tego, o czym pisał już blisko od dekady – la societe n’existe plus, społeczeństwo już nie istnieje. Słynna maksyma Margaret Thatcher „there is no such thing as society” ucieleśniła się. Mamy do czynienia z „sytuacją post-społeczną”, kiedy z jednej strony występuje dominująca, autonomiczna siła – świat globalnych finansów, który wyalienował się nie tylko ze sfery społecznej, lecz także z reszty gospodarki. Dobrą ilustracją tej siły jest fakt, który analizuje najnowszy „Nouvel observateur” – podczas wcześniejszych kryzysów winni patologicznych nadużyć trafiali za kratki. Tym razem po raz pierwszy nikogo nie skazano, z trudem nawet czasowo pozbawiono tuzów finansów gigantycznych premii. Dziś nadal rządzą oni finansowym imperium.

Siły tej nie kontrolują aktorzy społeczni społeczeństwa przemysłowego i poprzemysłowego: związki zawodowe są w rozsypce, nawet we wspomnianej Szwecji uzwiązkowienie maleje, partie polityczne tracą resztki legitymizacji. W sytuacji post-społecznej podmiotowość buduje się w oparciu o atrybuty kulturowe i moralne (człowiek jest podmiotem mającym prawo do posiadania praw).

Touraine dostrzega, że w tej sytuacji kluczową rolę powinno odegrać państwo jako instrument odbudowy kapitalizmu jako systemu nie pozbawionego napięć i sprzeczności, jednak potrafiącego dla „własnego dobra” poskramiać ekscesy poprzez polityczną interwencję. Kapitalizm finansowy jest patologią grożącą całemu systemowi.

Albo katastrofa, albo odbudowa sfery społecznej:

La fin du social induit la transformation de tous le aspect de la vie collective et personnelle. Et si l’idee de development durable est centrale aujourdh’ui, c’est parce qu’elle emane de la prise de conscience la plus claire de la necessite de reconstruire de institutions capables de controles la vie economique au nom de droits d’origine morale. (Koniec społecznego wymusza transformację wszystkich aspektów życia zbiorowego i osobistego. To, że idea zrównoważonego rozwoju jest dziś ideą centralną wynika z uświadomienia z pełną jasnością konieczności rekonstrukcji instytucji zdolnych do kontroli życia gospodarczego w imię praw pochodzenia moralnego).

Ciekawe, w Polsce poza „Solidarnością” żadna z książek Touraine’a nie została przetłumaczona. Można by zacząć od ostatniej, choć do pełnego jej zrozumienia przydaje się lektura wcześniejszych prac tego jednego z najciekawszych współczesnych socjologów.


Alain Touraine – Sortir de la crise. Les Ernest
Załadowane przez: les_ernest. – Obejrzyj najnowsze wideo

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. A czy to nie jest czasem tak,że żadnego kryzysu niema? Że w istocie to nie jest jakiś społeczny upadek, tylko planowana dewaluacja władzy państwowej i wzrost wpływu wielkich korporacji? Sporo ludzi pracuje w / żyje z usług dla wielkich korporacji i ci spią bezpiecznie. Kryzys głównie dotyka drobnych firm działających na rynku globalnym konkurujących z korporacjami. Mała piekarnia nie pada, pada ta firma która konkuruje z molochem jak Johnson&Johnson. Kto miałby więc protestować? Jej właściciel i jego pracownicy? ale to jest 0.5% obywateli?
    Kryzys jest socjotechnicznym wybiegiem, biznes kręci się świetnie. Dewaluacja rynku dotyczy rzeczy o których się nie mówi, albo które nie podlegają łatwej analizie: w wyniku obecnego kryzysu społeczeństwo nie zbiedniało, korporacje zbiedniały o wirtualne pieniądze ale zyskały realny wpływ na władzę, stracił tylko sektor SMP.

  2. taka obserwacja, nota bene przepisana z artykułu w Polityce:

    „To znane w psychologii zjawisko, polegające na tym, że po podjęciu decyzji przyjmujemy tylko takie fakty i opinie, które ją potwierdzają, a odrzucamy te, które podważają jej sensowność.”

    Pan dokładnie tak się zachowuje, proszę Pana. Tak jest w sprawie klimatu, tak i trendów społecznych. Tak uważam, być może spróbuje Pan to przemyśleć, choć nie mam wielkiej nadziei – biorąc pod uwagę sposób widzenia świata jaki Pan do tej pory prezentował.

    Co do Szwecji, dość często goszczę klientów z tego kraju. Rozmawiamy nie tylko o biznesie, ja chętnie słucham co mają do powiedzenia o życiu w ich kraju. I tak sobie czytam co Pan piszę i się dziwię:
    „gniew nie znajduje zorganizowanego ujścia. Znamienna jest atrofia partii lewicowych – w Szwecji w najbliższych, niedzielnych wyborach, wszystko na to wskazuje, wygra centroprawica.”
    Znaczy nie bierze Pan pod uwagę, że obywatele Szwecji mogą się gniewać na swoją lewicę, obwiniać ją o zły kurs w jakim zmierza ich państwo? 🙂 Gniew ma się kanalizować tylko przez partie lewicowe? Albo związki zawodowe? 🙂 No odważne stwierdzenie. Coś tak jakby w opisanym na początku mechaniźmie.
    Ja proszę Pana słyszę od obywateli Szwecji, od zwykłych ludzi że mają dość rządów socjalistów i poprawności politycznej. Nie wiem, czy to dobrze czy źle. To pewnie zależy od punktu widzenia. Ale tak właśnie jest. Tam się ludzie budzą mniej więcej tak jak u nas ostatnio – Polacy mają z kolei dość pisowskiego nacjonalizmu. Życie to ciągła zmiana, z zmiana to z definicji brak równowagi. Zrównoważony rozwój to oksymoron.

  3. A może to jest krok od globalizacji do deglobalizacji (lokalizacji), od społeczeństw do społeczności (lokalnych)?
    Zdekorporować korporacje!
    🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Z Pana książek, jak również prezentowanego punktu widzenia na rzeczywistość odnoszę wrażenie, iż nadaje Pan bardzo szczególne znaczenie zmianą jakie obecnie mają miejsce. Jednocześnie bardzo mocno „przeintelektualizowuje” Pan różnego rodzaju zjawiska (podobnie jak Pani prof Staniszkis) nadając im definicje, które bardzo atrakcyjnie wyglądają w dyskursie społeczno naukowym, nie przystają jednak do faktycznej rzeczywistości. Krytykuje Pan Friedmana za jego wizje szczęścliwej globalizacji, która niestety „nie odbywa się” tak jak on to zaplanował, samemu jednocześnie starając się założyć kaganiec interpretacji procesów globalnych. Jak słusznie Pan zauważa cechą współczesnego świata jest złożoność, wyzwalająca siły trudne do uchwycenia. Próba ich definiowana, a w szczególności ideologizowania wydaje się jednak mocno naiwna. Właśnie niedefiniowalność zjawisk, lub też ciągłe ich przedefiniowywanie może stanowić o istocie współczesności. Pan jednak tworząc szereg interpretacji buduje na nich wizję rzeczywistości na siłę nadając im cechy statyczne (mimo, iż podkreśla Pan dynamiczność procesów to jednak zamyka je Pan w określonych ramach definicji i ideologii). Taki zabieg powoduje, iż łatwo jest na tej podstawie snuć wizje zrównoważonej przyszłości – trochę jak Fukijama – tylko on nadał inne definicje. Pan kryje się co prawda za zasłoną utopii, jednak poglądy i argument brzmią w taki sam sposób. W mojej ocenia dał się Pan uwieść francuskiej myśli od Touraine do Baudrillarda dla których ponowoczesność, hiperrzeczywistość, czy świat po kryzysie, to między innymi definicje współczesności. Definicje, w które można wepchnąć wszystko. Od siebie proponuję mniej idealizmu, więcej realizmu, mniej godzin spędzonych w bibliotece, a więcej w podróżach, gdzie na własne oczy można ujrzeć globalizację. Proponuję na początek spędzić tydzień w Kairze porozmawieć z tamtejszymi mieszkańcami omijając szerokim łukiem rejony turystyczne oraz Az – zamalik, a zwiedzanie zacząć od Bulak. Szczególnie proszę poruszyć tematy ekologii, zrównowarzonego rozwoju, tolerancji na wszelaką inność, dostęp do zasobów i poglądy na przemoc z wojną włącznie.

  6. Większość ludzi myśli tak jak ten Pan i dlatego właśnie powtórka będzie.
    Pan Touraine powtarza ideologię Hoovera i proponuje powtórkę.
    Jesteśmy w okolicach roku 1910-11, kiedy również inteligencja doszła do wniosku, że kapitalizm nie dzieła i trzeba nim pokierować. Ciekawe, że nikt nie pisze w jaki sposób.
    Kryzys wywołały państwowe gwarancje spłaty kredytów hipotecznych, ale rozumiem, że to zbyt prosta informacja, aby się przebiła do wyrafinowanych umysłów.
    Społeczeństwo oczywiście istnieje, czego dowodem są rozmaite ruchy populistyczne, np. oddolny ruch Tea Party w USA.
    Świat globalnych finansów jest bezpośrednio sterowany przez państwo stąd się wyalienował.

    Chyba jestem nudny, ale przynajmniej walczę z gettoizacją.
    Zgadzam się z zarzutem niekompetencji i nie mam nic przeciwko ostrym odpowiedziom, także personalnym (jestem prywatnie sfrustrowanym nieudacznikiem). Nie widzę jednak żadnego postępu intelektualnego od czasu Proudhonne’a w ataku na kapitalizm. Lewica jak i prawica powinna być utopijna, a nie naukowa. Potrzebny jest utopijny dziki kapitalizm i utopijna pomoc społeczna. Żadnych naukowców. Czytać 300 stron by się na końcu dowiedzieć, że autor nie lubił kapitalizmu, zanim zaczął pisać książkę i zanim poszedł do przedszkola albo szkoły podstawowej? Niech lepiej naukowiec opisze swoje ukryte namiętności, gdy myśli o wrednych pazernych bankierach dybiących na jego cnotę. Może powstanie z tego dzieło sztuki.

  7. Jeśli chodzi o „nadzór nad rynkiem finansowym”, to ja bym proponował drastyczny środek, zabronić udzielania kredytów w Europie w walutach pozaeuropejskich (a w Polsce w walutach obcych), żeby nam USA nie psuły rynku pustym dolarem panów Bernanke-Obama.

    Europa ma socjalny lud i liberalne elity, USA odwrotnie i jest w tym jakaś szansa, bo system polityczny USA faworyzuje lud, a Europy elity. Socjaldemokraci stworzyli scentralizowaną Europę, którą rządzić będą: Angela, Cameron, szwedzka prawica, Berlusconi i Sarkozy (dwaj ostatni to oczywiście bufony).

  8. Co innego jest kryzys który powoduje, że ludzie nie mają co jeść a co innego kryzys którego skutkiem jest to, że nie mogą sobie kupić nowego samochodu. A to, że kiedyś wsadzali za kratki to bardziej świadczy o potrzebie znajdowania kozła ofiarnego niż o większej sprawiedliwości.

  9. dzięki za wszystkie komentarze. @Zbigniew Lukasiak: już Marks wiedział, że problemem nie jest bieda bezwzględna, lecz rosnące dysproporcje. Pracownicy Franc Telecom mają na bagietkę, a jednak popełniają samobójstwa. Czy dlatego, że nie mogą kupić samochodu w ulubionym kolorze?
    @KrzysztofP: obawiam się, że chęć opisywania rzeczywistości za pomocą pojęć to cecha gatunkowa właściwa dla Homo sapiens sapiens. Nic na to nie poradę, nawet jeśli używane przeze mnie pojęcia nie pasują do rzeczywistości? Pytanie, czy Pańskie do niej pasują. Jeśli chodzi o ostatnią kwestię, to nie trzeba jechać do Kairu, wystarczy odwiedzić Sejm. Samo życie. Pozdrawiam

  10. @ Edwin Bendyk, Pisze Pan, że z powodu ostatniego kryzysu finansowego miliony ludzi straciło prace, ale czy bierze Pan uwagę taką mozliwość, że tak naprawdę dotykające nas bezrobocie może już mieć przede wszystkim przyczyny technologiczne? Utrzymywanie pewnego poziomu zatrudnienia staje się bardziej polityką społeczną niż koniecznością podtrzymywania procesów produkcyjnych na pewnym poziomie. Rządy zaczynają dość powszechnie płacić korporacjom za utrzymywanie miejsc pracy na ich terenie. Korporacje nie muszą ogłaszać lokautu i zaprzestawać produkcji, żeby drastycznie zredukować zatrudnienie. Wystarczy, że uruchomią kolejną linię montażową o wyższym stopniu automatyzacji. W supermarkecie w którym robię czasem zakupy pojawiły się już automatyczne kasy, co jak sądzę oznacza, że ostatni pracodawca, który miał prawie zawsze wolne miejsca (nisko opłacanej i bardzo uciążliwej) pracy zniknie.

  11. 1. W przypadku państwowej firmy FT nie było żadnego kryzysu (bo sprzedaje za gotówkę, nie na kredyt), liczba samobójstw wzrosła ale była mniejsza niż w całym społeczeństwie, a problemem nie było rozwarstwienie dochodów ani bezwzględne ani względne, tylko organizacja pracy, a konkretnie zbiorowa odpowiedzialność i zły dobór współpracowników w grupach.
    2. Kryzys nie prowadzi do przełomu intelektualnego, a jedynie do wojny propagandowej i ewentualnie zmiany opinii społecznej i jest to sytuacja normalna (vide Feyerabend, Lakatos). Przełom intelektualny ma miejsce wówczas, gdy pojawiają się niespodziewane argumenty, które najczęściej pojawiają się tam, gdzie się ich nikt nie spodziewa, czyli tam gdzie kryzysu NIE ma. Teza o socjologicznym, grupowym tworzeniu przełomów intelektualnych po których następuje rzekoma jednomyślność pochodzi z książki Kuhna ?Struktura rewolucji naukowych? i sam jej autor się wycofał i ponadto twierdził, że źle został zrozumiany. Przełom umysłowy nie polega na zmianie opinii środowiska, także środowiska naukowców.
    3. Postulat wyrównania względnych nierówności w każdej grupie, z wyjątkiem ludzkości traktowanej jako całość, oznacza ochronę bogactwa jednej grupy przed innymi, czyli egoizm grupowy, czyli nacjonalizm. Poza tym nie wiadomo w jakich grupach mamy liczyć ową nierówność i dlaczego w takiej a nie innej.
    4. Mówienie o statystykach, względnych nierównościach i naukowym planowaniu sugeruje dwie rzeczy. Po pierwsze ludzie (za wyjątkiem urzędników państwowych i socjalistów) są traktowani jako zwierzęta z kalkulatorami zamiast mózgów (dosyć to dziwne dla zwierząt). Po drugie zakłada się, że mamy wybór między instynktem albo rozumem i nic więcej. Otóż nie jest to prawda, gdyż jest jeszcze tradycja, która może przechowywać więcej istotnych informacji niż wszystkie komputery i mózgi planistów. Tradycja wolnego handlu (i wiele innych) nie została wymyślona przez żadnego projektanta kapitalizmu, bo takiegoż nie było.
    5. Powołanie się na Marksa uzasadnia stosowanie terminu neomarksizm (w analogii do neoliberalizmu). Oczywiście termin nie jest argumentem. Marks o ile mi wiadomo miał oryginalne spostrzeżenia socjologiczne, ale niechęć intelektualistów wobec handlu, który destabilizuje społeczeństwo jest starsza i istniała w starożytnej Grecji (Arystoteles, Platon, Heraklit). Większość imperiów starożytnych i średniowiecznych upadło dzięki centralnemu planowaniu (Egipt, Rzym, Bizancjum, Chiny), które zablokowało rozwój.
    6. To chyba wszystko. Przepraszam za długość.

  12. Być może ludzie już nie zazdroszczą bankierom a bardziej na przykład celebrytom? Jeśli pieniądz stanowi o różnicy między tym czy jestem głodny czy nie to jest on oczywistym celem i obiektem zawiści – może teraz już nie ma takiego jednego obiektu zawiści który byłby w stanie skoncentrować ruch społeczny wokół siebie? Czy można sobie wyobrazić postulat polityczny polegający na sprawiedliwości w kwestii zaspokajania potrzeby bycia zauważanym?

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php