Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

29.09.2010
środa

Szkoła publiczna: świecka czy wyznaniowa? c.d.

29 września 2010, środa,

Dziękuję za komentarze dotyczące wczorajszego wpisu związanego z testem kompetencji, jakiego doświadczył mój syn, uczeń pierwszej klasy gimnazjum publicznego. Test, jak wspominałem, ma sprawdzać kompetencje w zakresie humanistyki. Podstawą do oceny stał się ciekawy temat „Anioły są wśród nas”. Nie będę powtarzał historii, w każdym razie dziś pokazywałem formularz testu kulturoznawcom, z którymi spotkałem się w Elblągu na konferencji kulturoznawczej „Codzienność kręci”. Zgrzytali zębami ze zgrozy. Nie tylko ze względu na przekroczenie granicy między wymiarem kulturowym a konfesyjnym testu. Niedowierzanie wzbudził cały test i poziom umieszczonych w nim tekstów całkowicie niedostosowany do aparatu intelektualnego dziecka I klasy gimnazjum, nie ważne czy religijnego, czy ateisty. Takie pojęcia, jak gnoza, kabalistyka, apokryfy nie są przedmiotem programu szkoły podstawowej. To jest materiał być może dobry dla maturzystów liceum katolickiego.

Dyskutując z owymi kulturoznawcami doszliśmy do problemu, o jaki napisał parker: co robić, gdy nie walczy się z katolicyzmem, lecz z drugiej strony integralność własnych poglądów nakazuje obrony swoich konstytucyjnych praw? Wiadomo, że dobrze by było, żeby dzieci mogły normalnie funkcjonować w normalnym ich środowisku rówieśniczym. Dlatego zdecydowaliśmy się z żoną na kształcenie dzieci w szkołach publicznych. Dlatego też nie mieliśmy nic przeciwko, gdy podobnie jak rówieśnicy chciały chodzić na lekcje religii. Szybko im przeszło. Gorzej, gdy okazało się, że w jednym z przypadków alternatywa – etyka okazała się kryptokatechezą z elementami edukacji homofobicznej. Parker pytał, jak sobie poradził syn (i w domyśle). Na szczęście test kompetencji nie ma znaczenia, jest instrumentem pracy dydaktycznej szkoły. Nie zamierzamy jednak przejść nad tym problemem do porządku dziennego. Nie wydaje mi się, jak napisał Neosceptycyzm, że wyraża się w tym „laicka dewocja”. Jesteśmy mniejszością i chcemy jedynie skorzystać z przysługujących nam praw, których gwarantem powinno być państwo i system instytucji publicznych, takich jak szkoła.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Niestety, skrzywienie religijne polskiej edukacji staje się coraz bardziej widoczne i uciążliwe. Niewielu jest w stanie się przeciwstawić, zarówno rodziców jak i nauczycieli. Jedni boją się odgrywania na dziecku, drudzy utraty pracy.

  2. Rozumiem, że bardzo Pana dotknąłem tym określeniem z pierwszego komentarza,… cóż, cieszę się, że zaczyna ono wchodzić w obieg. 😉 Nieśmiało zwrócę uwagę na fakt, że zreflektowawszy się poszedłem tym samym torem, co owi antropolodzy.

    Jak z tym walczyć? Ja bym poszukał „konfesyjnych” argumentów, ale obawiam się, że to rozwiązanie nie jest dobre dla Pana.

    Ps: jurgi zapomniał o trzeciej grupie, osób zainteresowanych byciem katolikiem.

  3. @Neoscpetycyzm: nie dotknął Pan, bo po prostu było nieadekwatne do sytuacji. Ale ćwiczę to często 🙂

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Uważam że nie mamy do czynienia z sytuacją beznadziejną. Najbliższa dekada stanowić będzie dla Kościoła w Polsce prawdopodobnie najtrudniejszą w historii. Po pierwsze powoli zaczyna chwiać się związek materialny na linii Państwo-Kościół (komisja majątkowa, lekcje religii). Niewiele trzeba (np. ostrzejsze uderzenie kryzysu) by padł on ofiarą cięć. Drugą sprawą jest gwałtowna ateizacja młodzieży. Badania samego KK dobitnie pokazują że lekcje religii zdołały zateizować całe pokolenie 20-latków. Trzecią kwestią jest ogromny rozłam w samym KK w Polsce i brak autorytetu na miarę JPII, co wyraziście pokazała sprawa krzyża. Wreszcie po czwarte uważam że fala skandali obyczajowych jeszcze przed nami. Jakoś nie sądzę żeby ilość dewiacji w PL była wśród księży wyraźnie mniejsza od zachodu Europy. Na to wszystko jednak potrzeba czasu.

  6. Wydawało mi się, że jest widoczne, że się wtedy bardziej uczepiłem formy niż treści i przyznaję, że chciałem się trochę po odgrywać. Ale wie Pan jak jakiś powszechnie znany profesor o swoich ideologicznych przeciwnikach (nie wiem, czy to wina przekładu) mówi kolokwialnie m.in. „widocznie tak ich skołowaliśmy”.

    Pozdrawiam.

  7. każdy ma prawo wyboru. Skoro test nie jest ąż tak ważny nie widać problemu.:) Jednak trzeba pamiętać, że ten kto stawia pytania znajduje odpowiedzi. W gorszej sytuacji jest osoba która nie ma pytań. Chcę powiedzieć, że religia w obecnych czasach pozwala zrozumieć nie tylko Katolików ale też inne wyznania. Pana oburzenie jest zrozumiałe ale tylko ze swojej osobistej perspektywy. Jednak dziecka perspektywa jest inna. Proszę się zastanowić czy ma ono jakiś wybór w tej materii . Pozdrawiam . 🙂

  8. @Neosceptycyzm: pisząc że nie ma problemu, nie bagatelizowałem Pan argumentów. Są bardzo ważne i ciekawe, kwestia jedynie aplikacji do konkretnych spraw. Gdy dyskutujemy teoretycznie o ateizmie, to inna sprawa, niż gdy mówimy o rzeczywistości dotyczącej naszych dzieci. Pozdrawiam

  9. Nie chcę wyglądać na bezkrytycznego wielbiciela Ameryki,
    ale w US of A taki numer po prostu by nie przeszedł.

    Parę lat temu kreacjoniści próbowali przemycić swoją
    indoktrynację tylnymi drzwiami w pewnej szkole w Pennsylwanii.
    Grupa rodziców pozwała zarząd szkoły do sądu i wygrała proces.
    Podstawą było własnie to, że szkoła publiczna nie może nauczać treści religijnych, a za takie sąd uznał kreacjonizm.

    Być może dochodzi tutaj do sporych przegięć, ale Amerykanie bardzo cenią sobie wolność włączając wolność religii i wolność od religii.

    A jeśli już o aniołach mowa, to pozwolę sobie wrócić do wspomnień o rysowaniu czegoś białego, puszystego i dobrego…

    http://www.youtube.com/watch?v=mHudS1AEZ5M&feature=related

  10. Przepraszam, że trochę z innej beczki. Mam często okazję słyszeć rozmowy studentów wyższej uczelni, nieistotne, której, istotne, że dającej do ręki fach. Plany na przyszłość: albo mam pracę w firmie rodziców, krewnych, znajomych, albo biorę dyplom i wyjeżdżam. Tych, którzy już na studiach planują wyjazd, jest całkiem sporo, oceniam na kilkanaście procent. Uważam, że jest w tym ogromna niesprawiedliwość: kształcą się za pieniądze podatników, w większości ludzi średnio lub źle sytuowanych (bo taka jest struktura zamożności w Polsce), po czym w żaden sposób zaciągniętego długu nie zwracają, pracując na pożytek własny i krajów, które są o wiele zamożniejsze od Polski. Czy stać nas na robienie takich prezentów? Moim zdaniem to wielka rozrzutność! Dlaczego nie mówi się o tym ani nie pisze?

  11. Kiedy przypomnę sobie co wiedziałem mając 13 lat, to wychodzi, że sam niewiele bym napisał. To był rok 1990 i omawialiśmy lektury 7 klasy podstawówki (o ile pamiętam jakieś nowelki pozytywistyczne i z nich dostawaliśmy zadania domowe) – nikt nie zawracał sobie głowy definiowaniem aniołów. Nie było wtedy jeszcze we mnie wredoty, która kazałaby się odnieść ściśle do definicji z tekstów źródłowych i napisać, że dla mnie aniołem jest prof. Jigoro Kano, twórca Judo, który mówi „Walka, której nie rozpocząłeś, jest walką wygraną” i w ten sposób usiłuje mnie chronić mnie przed wszczynaniem niepotrzebnych awantur. O prof. Kano w wieku 13 lat wiedziałem, jednak nie umiałbym tej wiedzy tak wykorzystać.
    W przytoczonym fragmencie testu widać, że tekst Augustyna jest jasny, ogólny, nie ma w niej słowa o religii i prof. Kano pasuje do niej jak ulał. Kłoczowski natomiast powtarza kilka słów Augustyna, po czym dodaje „katechizm” i „modlitwa” i już wiadomo o co chodzi.
    Widać tu jeden tandetny chwyt: spytano dzieci gdzie widzą anioły w swoim otoczeniu, po czym zasugerowano jaka jest właściwa odpowiedź. A gimnazjaliści już takie chwyty widzą.
    W 1990 w szkole chodziły dowcipy typu „Kto jest Twoim ulubionym bohaterem i dlaczego Józef Stalin” i nie było problemów z ich zrozumieniem. To jest dosyć niepedagogiczna zagrywka.

  12. Dzieci Świadków Jehowy – wiele razy odmawiały uczestniczenia w lekcji, której treści były jakoś powiązane z katolicyzmem. Np. o świętach, ale mogły im się nie spodobać treści związane z żołnierzami z Westerplatte, którzy idą do nieba czwórkami. Grzecznie przychodziły i mówiły, że one tego nie mogą, co rozumiałam w lot i zadawałam coś innego specjalnie dla nich.
    Gdyby tekst o aniołach pojawił się np. na sprawdzianie szóstoklasistów albo egzaminie gimnazjalnym, zapewne nie napisałyby nic i zaprzepaściły swoje szanse na dobrą edukację. To pokazuje, jak delikatna jest to materia. Testy muszą być całkowicie neutralne. Mam nadzieję, że Centralna Komisja Egzaminacyjna to wie i z czymś takim nie wyskoczy.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php