Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

12.10.2010
wtorek

Digitariusze łączcie się!

12 października 2010, wtorek,

W niedzielę „Polityka” już po raz dziesiąty przyznała stypendia w ramach programu „Zostańcie z nami”. Dziękujący w imieniu dwudziestki wyróżnionych Paweł Mościcki upomniał się przy okazji o tysiącach wyrobników nauki, którzy nagrodzeni nie zostali, lecz codziennie odwalają czarną robotę  budując w Polsce społeczeństwo i gospodarkę opartą na wiedzy. Kastą najbardziej wykluczoną są doktoranci, pozbawieni już praw studenckich i jeszcze nie posiadający praw pracowniczych. O ich kondycji piszą dziś w „Wyborczej” Adam Gendźwiłł i Adam Izdebski.

Problemem jednak jest nie tylko los doktorantów. W czwartek spotkałem się we Wrocławiu z pracownikami naukowymi z Instytutu Immunologii i Terapii Doświadczalnej PAN. Zgodnie z ostatnim rankingiem Ministerstwa Nauki to najlepsza placówka naukowa w swojej kategorii. Nie przeszkadza to jednak, by adiunkci mieli pensję poniżej dwóch tysięcy złotych, a profesor trochę powyżej trzech tysięcy. Minister Nauki, prof. Kudrycka podczas uroczystości w „Polityce” mówiła o świetlanej przyszłości polskiej nauki, o powstających za miliardy unijnych euro nowoczesnych laboratoriach. Kto będzie w nich pracował? Wspominani naukowcy z wrocłąwskiego instytutu twierdzą, że wdrażane właśnie w życie reformy systemu nauki jeszcze pogorszą ich sytuację – nowa ustawa o PAN otwiera drogę do dalszego pogorszenia ich sytuacji finansowej.

Liberał powiedziałby, że to rynek powinien decydować o wysokości płacy. Najwyraźniej w Polsce nie ma popytu na pracę naukowców, nawet najlepszych. Marks stwierdziłby na odwrót – kapitalistyczny wyzysk koncentruje się tam, gdzie kreowana jest największa wartość i jednocześnie najtrudniej bronić swoich praw. Młodzi naukowcy, zwłaszcza zatrudnieni w instytutach PAN są praktycznie bezsilni: jest ich stosunkowo niewielu, nie mogą specjalnie liczyć na wsparcie feudalnych struktur systemu nauki (ciekawą ilustracją jest w tym przypadku tekst prof. Jana Hartmana z „Wyborczej” o doktorantach, którym się w głowach poprzewracało).

Nie wiem, czy już zbudowaliśmy w Polsce kapitalizm oparty na wiedzy, na pewno wytworzyliśmy digitariat, warstwę proletariuszy z tytułami naukowymi. Też sukces.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 12

Dodaj komentarz »
  1. Szanowny Panie Edwinie

    Przyznam ze jeśli chodzi o polską naukę to poddałem się. Po prostu nie ogarniam systemu w którym łatwiej jest wieść dostatni żywot pisząc o różnych permutacjach „myśli Jana Pawła II” niż zajmując się immunologią w PAN. A przecież to rzeczywistość. Zastanawia mnie tylko kiedy ci adiunkci spakują manatki i wyjadą za granicę w poszukiwaniu słodszego naukowego chleba.

    Daleki jestem od twierdzenia że emigracja wyjałowi polska naukę (gdzieś tam z tyłu głowy kołata się myśl ze niespecjalnie ma z czego) jednak uważam że od lat zbyt duży ciężar gatunkowy kładziony jest na szeroko pojętą humanistykę. Kształcimy setki dziennikarzy, kulturoznawców, historyków sztuki dla których nie ma pracy a nie możemy (przypadek tegoroczny na UMK w Toruniu) znaleźć setki studentów na informatykę z wysokimi rządowymi stypendiami. Gdzieś tu jest duży problem. Zbyt łatwo w Polsce tworzy się kolejne Uniwersytety, zbyt trudno kolejne Politechniki.

  2. Szkoda, że tekstu Gendźwiłła i Izdebskiego nie ma wciąż w sieci. Prowokacja Hartmana jest kuriozalna – skądinąd wciąż całkiem młody i bardzo zdolny profesor zapomniał najwyraźniej, jak bardzo byt określa świadomość.

  3. Co się dzieje z największym odkryciem naukowym III RP ?
    Mam na myśli znalezione serce Jezusa w hostii przez pani profesor ?

    Oczywiście to krasnoludki tworzą taki układ od 21 lat, ze spasieni urzędnicy Watykanu wiedza ze żyją. A nauka w porównaniu do lat PRL leży i kwiczy.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Wiem z własnego doświadczenia co znaczy być doktorantem, a potem doktorem w Polsce. Najpierw przez 4 lata toczyłem batalię jako doktorant pracując jednocześnie w Straży Granicznej. Moja żona w tym czasie za darmo przez 5 lat pisała swój doktorat. Kiedy się obroniłem szukałem pracy najpierw w nauce – brak etatów, następnie w innych firmach – tu doktorat był jak śmierdzące jajko. Praktycznie dyskwalifikował jako potencjalnego pracownika. Moja żona jako adiunkt zarabia 1900 zł. Po doktoracie w Straży Granicznej zostałem poinformowany, że nie jestem przewidziany do dalszych awansów. Kapitalizm kognitywny w Polsce to jak na razie odległa przyszłość. Problem tkwi w tym, że firmy nie wiedzą jak używać wiedzy swoich pracowników, nie wiedzą co tak naprawdę ludzie wiedzą.

  6. Czarną robotę, hę? A przejść na swoje: pieczarki uprawiać, dopalaczami handlować, fury ściągać na lawetach. Wolny rynek, panie, bez dochtorów i psorów se radzilim i poradzim.

  7. Ja juz sie niczego dobrego nie spodziewam i konsekwentnie pomagam młodym kolegom wyjeżdzać za granicę. Tutaj dopracuja sie tylko frustracji, a tam maja szansę zrobić coś wartosciowego, co po 30 latach ma szanse trafić i do Polski.

  8. Bardzo śmieszą mnie pomysły Pani Kudryckiej jeśli chodzi o finansowanie polskiej nauki. Niby granty mają zapewnić rozkwit wiedzy i dobrobyt naukowców. Przede wszystkim granty najczęściej nie wystarczą na całość prac badawczych. Proponowane ograniczenie pieniędzy statutowych jeszcze bardziej zmniejszy pole do finansowania badań. Poza tym grantów wcale nie jest tak dużo by gładko przechodzić z jednego w drugi. Z czego żyć pomiędzy grantami tego pani Kudrycka nie określa. Taki grant promotorski nie zwiększył się od kilkunastu lat, koszty badań wzrosły za to w sposób zasadniczy – o ile oczywiście chce się stosować najnowsze metody badawcze. Kolejnym problemem jest finansowanie nauki. Pieniądze idą za studentem, a masowy student idzie tam gdzie jest łatwiej. Stąd też kierunki trudne i ambitne są ciągle niedofinansowane. Największym zmartwieniem naukowca jest to czy będzie miał pensum. Do tego dochodzi jeszcze całkowite lekceważenie nauk podstawowych jako niekomercyjnych.

  9. a poropos łączenia się i kapitalizmu polecam ostatni manifest francuskich ekonomistów

    http://www.assoeconomiepolitique.org/spip.php?article205&lang=fr%20

  10. tekst Gendźwiłła i Izdebskiego pojawił się w sieci:

    http://wyborcza.pl/1,76842,8499613,Doktorat_to_nie_fanaberia.html

  11. W polskim systemie nauki nie ma miejsca na docenienie młodych i inteligentnych ludzi. Bo nie ma dla nich etatów! Na polskich uczelniach jak ktoś raz pracę zaczął, to niezależnie od jej efektów może się nią cieszyć do emerytury. Próby weryfikacji pracy naukowców, uderząją głównie w tych, którzy dopiero zaczynają bo przez właściwe ciała na szczeblu uczelni i tak są traktowane przez pryzmat tego „od kogo” kto jest.
    Doskonale ten system opisał jeden z laureatów paszportu polityki na swoim blogu. Kursy „produkowane” są na zasadzie kto w naszym zakładzie/instytucie ma za mało godzin. (brakuje do pensum) a świetnie przygotowany doktorant może co najwyżej liczyć na stypendium, w ramach którego będzie za darmo prowadził zajęcia. Co bardziej przedsiębiorczy, pracują więc poza uczelnią, a naukę uprawiają hobbistycznie (o skutkach piszą koledzy we wspomnianym już przez kogoś artykule w Gazecie), idealiści zaciskają zęby i liczą, że za kilka lat z dobrym doktoratem znajdą zajęcie, a najlepiej wychodzą na tym systemie tzw. pokorne cięlęta – tacy, którzy nie zawahają się przez pokornym wykonaniem każdej prośby swoich pryncypałów, promotorów, dyrektorów etc. i dzięki tak wypracowanej „relacji pracowniczej” opartej na przysługach i zaufaniu udaje im się pozostać na uczelniach…Niezależnie od merytorycznej zawartości ich doktoratów. Oczywiście jest to uogólnienie. Na pewno są również osoby, które „zdobyły” swe naukowe etaty rzetelną pracą. Jednak każdy kto choćby przez chwilę był doktorantem doskonale wie o czym mówię.

  12. 1. moim zdaniem „w tle” argumentacji przebija typowo polska logika resortowych przywilejow. owszem zgoda na wyzsze apanaze dla mlodych naukowcow, inzynierow, artystow, sportowcow,lekarzy, etc., ale tylko jesli zapewni sie mechanizm partycypacji fiskalnej w przyszlych dochodach przyszlych swiatowych gwiazd poszczegolnych branz [case: Pan Malysz i Pani Kowalczyk: naklady panstwa przez lata horendalne, slad fiskalny po odniesieniu sukcesow pewnie znikomy znajac sprawnosc sektora optymalizacji podatkowej][case: mechanizm, ktory kiedys byl wsystemie rekrutacji na WAT: kto nie przepracowal po nauce w wojsku 10 lat musial zwrocic koszt wyksztalcenia – szczegolnie „boli” brak takiego mechnaizmu w medycnie]
    2. wprowadzic cos a ala privatdozent dla mlodych naukowcow
    3. w czym jest „lepsze” [jakosciowo] wykluczenie doktorantow od „wykluczenia” kasjerek w sklepach z robaczkiem w nazwie? [w koncu sporo czesc grupy 1 przsyczynia sie hipotetycznie na drodze swoich wyborow konsumenckich do wykluczenia pracownikow w roznej masci marketach]
    4. co z prawami osob ktore przez szereg lat zmuszane sa do pracy na zasadzie umow cywilnych oraz zatrudnionymi w agencjach pracy czasowej? w koncu nagminne jest to takze w tzw. sektorach wiedzy?

  13. h2ols:
    1) Nie wiem, czy to logika resortowych przywilejów. Słyszę, po prostu, narzekania, że jeśli chodzi o relację asystenta, czy adiunkta PAN do średniej krajowej to jest z roku na rok gorzej, odkąd najstarsi adiunkci pamiętają. Tak, jakby finansowo nauka została na poziomie późnego PRL, gdy świat obok ruszył do przodu. Owszem, są (obecnie) różne projekty związane z naszą akcesją do UE, które bywają bardziej dochodowe.
    W każdym razie, to o czym mówisz nie jest samo w sobie złe, ale jeśli pół żartem, pół serio, szef placówki potrafi mówić młodym naukowcom: „musicie mieć bogate rodziny, bo z tej pensji nie wyżyjecie”, to o czymś tak dalekosiężnym jak związanie podwyżek z przyszłymi zyskami nawet się nie myśli.
    2) A co to zmieni? Słyszałem o placówkach, które nie awansują adiunktów po zrobieniu habilitacji ‚z automatu’, tylko odczekują, czasem latami.
    3) Jeśli chodzi o współczucie i miejsce dla zaangażowania politycznego partii lewicowej, oba zjawiska są takie same. Z punktu widzenia znaczenia dla rozwoju kraju — bardzo różne.
    Z tego co widzę, naukowcy w Polsce sobie radzą. Radzą sobie jednak sztukowaniem budżetu, które sprawia, że właściwa praca staje się marginesem ich działalności.
    Nie widziałem młodego naukowca, który by przyszedł do pracy bez motywacji i pomysłów. Ale po kilku latach pracy… no nie chciałbym wszystkich obrażać, ale jakby takich osób ubywało. Mam wielkie poczucie, że ten system wyjaławia osoby, które w nim funkcjonują.
    Z punktu widzenia ludzkiego, to takie samo wyjaławianie jak w kasie supermarketu. Z punktu widzenia rozwoju kraju, oznacza to, że marnujemy potencjał intelektualny — ci ludzie mogliby coś wynaleźć, czy rozwinąć, ale już raczej tego nie zrobią.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php