Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

14.10.2010
czwartek

Usieciowiona opinia, wirtualny tłum

14 października 2010, czwartek,

We wczorajszej „Rzeczpospolitej” Darek Rosiak analizuje ruch Palikota („Lepper dla wykształciuchów”) zarzucając mu jego całkowitą wirtualność. To pozwala autorowi gładko przejść do krytyki roli nowych mediów i rozwiązań takich, jak Twitter, Facebook, etc. w procesach politycznych.

Krótko mówiąc, cała sprawa z wpływem Twittera i Facebooka na wydarzenia polityczne została rozdęta przez zachodnie media do granic wytrzymałości tylko po to, by zasugerować, jak silnie nowe techniki komunikacyjne zmieniają oblicze polityki.
Otóż w swojej istocie nie zmieniają. Owszem, dzięki Twitterowi można zwołać flash mob pod krzyżem, a na Facebooku wymienić się zdjęciami z imprezy. Można jeszcze dorzucić polityczny blog, w którym każdy głupek całkowicie bezkarnie i bez żadnych konsekwencji może się pochwalić światu swoim chamstwem i wykształciuchową ignorancją. Jednak uznawanie tego za przejaw aktywności politycznej jest jak uznanie, że rysunek jabłka i jabłko to jedno i to samo. A przecież już Maigritte pokazał, że tak nie jest.

Swoje argumenty Rosiak wspiera analizą Malcolma Gladwella:

Amerykański pisarz Malcolm Gladwell wyjaśnia tę różnicę następująco: „Aktywizm facebookowy jest tak ogromnym sukcesem nie przez to, że motywuje ludzi do prawdziwych poświęceń, ale przez to, że motywuje ich do robienia rzeczy, które robią ludzie, gdy nie są wystarczająco zmotywowani do prawdziwych poświęceń”. Taki sam jest aktywizm polityczny ruchu Palikota.

Na razie nie będę zajmował się Palikotem (wiem, obiecałem, że to zrobię, jeszcze chwilka). Ciekawsza jest Darka Rosiaka i Gladwella krytyka nowych mediów. Gladwell przedstawił ją niedawno na lamach „New Yorkera” w tekście „Small change. Why revolution won’t be tweeted”. Przyznam, że tym razem Gladwell srodze mnie zawiódł. Niby piszę prawdę, i to prawdę na granicy banału. Oczywiście, że ludzie potrafili politycznie się mobilizować nawet wtedy, gdy nie mieli nie tylko dostępu do social media, lecz nawet do zwykłych telefonów. „Solidarność” wybuchła w kraju, w którym było  niespełna 3 miliony linii telefonicznych.

I rację ma Gladwell (i Rosiak), że aktywność w Sieci ma często (najczęściej) charakter przypadkowego wrzenia. My, Polacy uwielbiamy np. pisać listy otwarte i petycje. W Sieci nic to nie kosztuje, nie ma też specjalnego znaczenia. To wszystko nie znaczy jednak, że nowe media nie mają istotnego znaczenia. By jednak zrozumieć potencjalny mechanizm ich oddziaływania, nie wystarczy odgrzebać banał o słabych więziach i polemika z Clayem Shirky, który jest autorem bestsellerów, nie jest jednak specjalnie uznanym badaczem. Lepiej gdyby Gladwell wziął na warsztat „Communication Power” Castellsa lub zbiór „Networked Publics” pod redakcją Kazysa Varnelisa. Jeszcze lepiej, gdyby sięgnął do licząćej ponad sto lat książki „L’Opinion et la foule” Gabriela Tarde’a. Twórca francuskiej psychologii społecznej analizuje, w ujęciu historycznym jak rodziła się opinia publiczna i w jaki sposób jest ona „fabryką władzy”.

Tarde pokazuje kluczową rolę konwersacji w tworzeniu opinii oraz miejsc i mediów takiej konwersacji sprzyjających: kawiarń, przestrzeni publicznej i prasy. Opinię Tarde przeciwstawia tlumowi, ilustrując różnicę ciekawym opisem: tłum, jako coś spontanicznego, przypominającego działanie sił natury silom tym też łatwo lega. Tłum łatwo się zbiera i szybko rozchodzi, wystarczy tylko, by popadał deszcz. Zgromadzenie będące ucieleśnieniem opinii publicznej jest nieczułe na zewnętrzne przeszkody, trwa w przekonaniu swojej słuszności. Czy potrzeba lepszej ilustracji, niż determinację demonstrujących na kijowskim Majdanie podczas Pomarańczowej Rewolucji?

Jasna więc sprawa, że sama łatwość komunikacji w Sieci nie oznacza, że z komunikacji tej powstanie opinia. Nowe media są wszakże nowymi miejscami konwersacji, która dla powstania opinii jest niezbędna. Opinia też, jeśli ma mieć znaczenie polityczne, wymaga ucieleśnienia. Rozumieli to np. francuscy licealiści i studenci, którzy protestowali w 2005 r. przeciwko ustawie o pierwszym zatrudnieniu. Najpierw w Sieci, gdzie powstały tysiące blogów. Potem zaś, zmobilizowani trwającą na tych blogach konwersacją, po wypracowaniu opini wyszli na ulice Paryża w milionowej demonstracji. Rząd ustąpił.

Przekładając powyższy opis do ruchu Palikota, pytanie zasadnicze,  to czy reprezentuje on opinię gotową do ucieleśnienia w inny sposób, niż tylko happening w Sali Kongresowej, czy też jest to rzeczywiście jedynie wirtualny tłum?

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 17

Dodaj komentarz »
  1. Pytanie zasadnicze jest takie czy wirtualny tłum jest wystarczającym poziomem identyfikacji by zagwarantować panu Palikotowi głosy wyborcze. Być może dla młodego pokolenia nie ma konieczności realnego odczuwania tłumu – wystarczy ten na poziomie wirtualnym by zbudować opinię. Skoro nie ma społeczeństwa, a istnieją tylko indywidualne jednostki tworzące wielość, to być może zmieniają się też formy konstruowania opinii. Być może licznik poparcia na Facebooku daje większe poczucie przynależności niż uliczny wiec. Większość ludzi przeżywa rzeczywistość przed monitorem komputera lub telewizora i ta forma staje się bardziej autentyczna niż kawiarniane dyskusje. Być może w młodym pokoleniu informacje i poglądy uzyskane w świecie realnym, muszą być najpierw przepuszczone przez fora, blogi i portale społcznościowe by zostały zaakceptowane. Krytykowanie nowych mediów i lekceważenie ich w procesach politycznych to duża naiwność. Podobną naiwnością wykazał się Nixon przed debatą z Kennedym.

  2. @KrzysztofP: pełna zgoda, o tym staram się pisać, że formy tworzenia opinii ewoluują (inna sprawa, że pojęcie opinii w ujęciu Tarde’a ma wymiar historyczny, pojawiła się w pewnym kontekście i w pewnej strukturze społecznej) wraz z ewolucją mediów i przestrzeni publicznej. Nie zmienia się jednak jedno: polityka i opinia wymagają ucieleśnienia, passage a l’act. Inaczej nie wychodzą z wirtualności.

  3. Szanowny Panie Edwinie

    Rosiak może nie mieć racji w kontekście globalnym ale w lokalnym polskim ma w mojej opinii rację w 100%. Ani zgromadzenie pod krzyżem ani ruch poparcia dla posła Palikota nie wyszedł poza sferę spontanicznego flash mob’u. Facebook’owa zbieranina ma bunt ale nie ma ideologii która by go należycie skanalizowała, nie ma także prawdziwych liderów. Palikot ma ideologię ale czy potrafi być kimś więcej niż nadpobudliwym solistą?

    Wybory w 2007 i 2010 roku pokazały ze media społeczne w Polsce są „gdzieś tam” w tle. Kandydaci ani nie używali ich do mobilizowania elektoratu, ani do koordynowania działań. W 2008 roku w USA mieliśmy do czynienia z przełomem przede wszystkim finansowym. Obama poprzez internet oderwał się finansowo od sfery tradycyjnych „sponsorów” polityki. W Polsce w ogóle ten problem nie występuje. Dodatkowo polska polityka zatraciła gdzieś zdolność integracji wyborców w oparciu o duże projekty. Integracja następuje najczęściej przeciw czemuś.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Przejście od tweetów do czynów zdarzy się, prędzej czy później – najpóźniej wtedy, kiedy i wybory przejdą do internetu. Żałosnym zaklinaniem rzeczywistości jest dla mnie przekonanie p. Rosiaka, że pójście do wyborów po czteroletnim stażu w roli słuchacza Radia Maryja czy też czytelnika Rzeczpospolitej jest w jakikolwiek sposób bardziej aktywne politycznie czy cenne niż po tygodniowym klikaniu w „Like!” na fejsbuku….

  6. Czy krytycy uwzględnili fakt, że sieć pozwala brać udział w zgromadzeniach ludziom z zadupia, którzy nie mają szans na włączenie się do manifestacji w realu? Jestem pewien, że nie, stawiam dolary przeciw orzechom, że to zbucowane mieszczuchy, którzy nawet sobie nie zdają sprawy z istnienia świata poza stolicą.

    A nikłości szans Palikota przeczy jedno: morderczy wysiłek, z jakim tylu ludzi koniecznie próbuje tę nikłość uzasadnić.

  7. Pan Bendyk
    Twierdzi Pan, że „polityka i opinia wymagają ucieleśnienia”. A niby dlaczego? Napisał już ktoś, że głosowanie raz na 4 lata nie wymaga żadnego ucieleśnienia. Pisze Pan o ruchu, który istnieje zaledwie miesiąc. I napotyka na ogromne trudności. Jak to jest, że poseł na sejm pozywany jest do sądu czy prokuratury z powodu swojej działalności politycznej? Czy właśnie tego nie dotyczy immunitet poselski? Nie uważa Pan, że to jest właśnie jądro demokracji i pole dla dziennikarzy? Bandyta drogowy zwany Kurskim sądu ani prokuratury nie interesował. Bo ma immunitet. To jest fenomen.

    Czy nie należy do podstaw demokracji również wolność pracy dziennikarzy? Tymczasem jakoś dziwnie nikt z dziennikarzy podsłuchami się nie martwi. Wolą zajmować się rzeczami, które za 2 tygodnie nie będą warte ekranu, na którym są wyświetlane? Bo Ruch Palikota za 2 tygodnie będzie czymś zupełnie innym.

    Do Pana: Bardzo proszę skończyć z obcojęzycznymi wtrętami. To, że zna Pan francuski na mnie nie działa. To tylko mądrzej wygląda ale nie jest.

  8. Nie zgadzam się z rosiakowym wymądrzaniem. Kto ma rację szybko się przekonamy. Za siecią poszło poparcie, wyrażane w listach z głosami poparcia. Sam taki wysłałem z ośmioma głosami, za który zapłaciłem polecenie i priorytet. To już nie jest jakieś głupie kliknięcie.

    Takie „głupie” kliknięcie może być elektronicznym przekazem z konkretną sumą na początek działalności, może być elektronicznym zdeklarowaniem się do wstąpienia do partii, ruchu czy stowarzyszenia.

    Takimi głupimi kliknięciami kupuje się towary za miliardy złotych. Podobnie można sprzedawać i kupować idee polityczne…

  9. Znamienne jest to, że nawet na tym forum pan Palikot ma duże poparcie.

  10. trudno przewidzieć jak potoczą się losy wirtualnej społeczności. Gdy sięgnąć pamięcią kilka lat wstecz nic nie wskazywało, że wytworzy się coś tak powierzchownego. Relacje te są słabe, ponieważ ulegają nieustannej modyfikacji i coś co jest ważne dzisiaj w krótkim czasie staje się bez znaczenia. Nieważne mogą stać się realne i istotne. Problemy, które Pan poruszył w tekście, nie będą ulegały żadnym istotnym zmianom. W tym roku. Tak myślę:)

  11. @Vera: chciałem zauważyć, że to Palikot chce zniesienia immunitetu, ja uważam ten pomysł za niebezpieczny (o czym pisałem).
    Ostatnie zdanie komentarza, zarówno jego ton, jak i treść, wprawia mnie w zakłopotanie. W odpowiedzi mogę jedynie polecić korzystanie z tłumacza Google, bo ja swój blog będę prowadził po swojemu, czy wygląda to mądrze, czy głupio.

  12. @Edwin Bendyk
    Nie mogę zgodzić sie z twierdzeniem, że, w omawianym przez nas kontekście, opinia wymaga ucieleśnienia. W tym przypadku opinia to suma indywidualnych postaw znajdujących swoje potwierdzenie w ciągłych interakcjach w przestrzeni wirtualnej. To nawet nie wirtualny tłum a raczej wirtualne plemie jakie opisywał Maffesoli, czy też wspólnota wyobrażona proponowana przez Andersona. Nie ma potrzeby wychodzenia z wirtualności by wyrazić swoją opinię w głosowaniu mając jednocześnie poczucie ideowej wielości.

  13. Marchewa, Rosiak i wam podobni. Na waszym miejscu nie lekceważył bym pontencjału Palikota. Jest wiele osób, które mają powyżej dziurek w nosie obecnej „zabetonowanej” sceny politycznej rozpiętej pomiędzy 4 partiami, które już dawno utraciły ideologiczną świeżość i grzęzną w jałowych sporach, które mają się do rzeczywistości, jak pięść do nosa. A o tym, czy Palikotowi uda się zmobilizować tych ludzi do działania przekonamy się najwcześniej dopiero za kilka miesięcy…

  14. Szanowny autorze! Liczne próby dyskredytowania ruchu Palikota przez polityków (i wspierających ich komentatorów) są dla mnie raczej dowodem tego, że ludzie ci mocno przestarszyli się Pana Janusza.

  15. Ziarnko do ziarnka aż zbierze się miarka, Gladwell (i zapewne Rosiak, sądząc po powyższym omówieniu) niedocenia długiego ogona. Silne więzi i wsparcie bliskich są ważne – ale Siwiec zaprotestował będąc zupełnie osamotnionym – więc nie jest to warunek konieczny do podjęcia dramatycznych działań, a same dramatyczne działania nie przesądzają także o skuteczności protestu.

  16. @ff

    Jak mu się uda będę pierwszym który odszczeka. Ale póki co nic na to nie wskazuje.

  17. Podpisanie się pod petycją w sieci wcale nie jest takim hop-siup jak Pan pisze. Trzeba się podpisać, następnie dostaje się na mejla link, który trzeba aktywować. To nie jest czas, który można tak sobie zmarnować. Zwłaszcza przez ludzi, którzy całe dnie spędzają w pracy, gdzie jest dużo roboty a trzeba też znaleźć czas na życie intelektualne, uczuciowe i towarzyskie. Takie wyrwane życiu momenty w sieci kosztują a sam aktywizm w sieci również wymaga zaangażowania. Wobec gargantuicznej wielości bodźców w sieci (gg, fejs, niusy z portali, portale randkowe, blogi, skype, poczta, pudelek) podpisanie w petycji w sieci poprzedza poświęcenie na to sporo energii duchowej.

  18. Jak na razie strona Ruchu Poparcia Palikota posłużyła do zmobilizowania grupy ludzi wokół osoby tego polityka i kilku kwestii, które podnosił na forum publicznym. Mobilizacja ta zaowocowała wydarzeniem, które miało miejsce w Sali Kongresowej.

    Decydujące dla przetrwania tej grupy będzie przekształcenie się w organizację (stowarzyszenie, później pewnie komitety wyborcze). Wtedy okaże się, czy ludzie ją tworzący będą potrafili wykorzystać internetowe kanały komunikacji do pozyskiwania zasobów niezbędnych do zaistnienia na scenie politycznej. Krok wstępny został wykonany, kilka tysięcy ludzi zostało zainteresowanych nową polityczną inicjatywą w sposób właściwy obecnym czasom. Wirtualne przekształci się w realne, jeśli za tym zainteresowaniem pójdą pieniądze, czas i praca przeznaczone na budowanie organizacji.

    Myślę, że śledzenie losów tej inicjatywy może być ciekawe z punktu widzenia procesu tworzenia się organizacji politycznej (może nowy typ partii?). A pesymizm Rosiaka wspierającego się Gladwellem zostanie zweryfikowany w ciągu kilku najbliższych miesięcy.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php