Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

20.10.2010
środa

Ja, My, Oni. Kultura dzieli czy łączy?

20 października 2010, środa,

Inauguracja drugiego cyklu seminariów „Kultura i rozwój” wypadła w dzień szczególny, zwłaszcza gdy się weźmie pod uwagę temat pierwszego spotkania. Otóż postanowiliśmy wziąć na warsztat kwestię możliwości porozumienia, czy jeszcze istnieje coś takiego jak społeczeństwo stanowiące całość zdolną do wyznaczania wspólnych celów, działań? Co łączy ludzi, jaką rolę ma w procesach społecznego dialogu/konfliktu kultura? Punktem wyjścia do dyskusji był film Artura Żmijewskiego „Oni” zaprezentowany po raz pierwszy w 2007 podczas Documenta w Kassel. Film przedstawiający artystyczny eksperyment w którym cztery grupy ludzi o rożnych poglądach mają za pomocą środków plastycznych wyrazić swoją tożsamość, a następnie ją tymi samymi środkami komentować. Eksperyment kończy się katastrofą, porozumienie okazuje się niemożliwe, następuje eskalacja i utwardzanie własnych tożsamości. Niestety, tragiczny epilog do tego filmu dopisał wczorajszy dzień – łódzka tragedia wisiała cieniem nad spotkaniem podkreślając istotę tematu.

Dyskusję rozpoczęli profesorowie Mira Marody i Jacek Raciborski, przedstawiając raczej ponurą diagnozę. Społeczeństwo, owszem ciągle istnieje, coraz bardziej jednak posegmentowane, zamykające się jak amerykańscy Amisze w swoich enklawach. Wewnątrz nich panuje zgoda, między nimi coraz trudniej o komunikację. Co więc scala społeczną całość? Państwo i instytucje. Ba, jakimi jednak instrumentami dysponuje państwo. Kiedyś były to dwa główne elementy: przemoc i kultura. Kultura jednak przestaje pełnić funkcję scalającą, bo nie sposób już zaproponować jeden wspólny kanon, co choćby widać po słabości systemu edukacji. Zostaje więc przemoc. Przemoc jako instrument oddziaływania państwa także jednak staje się czynnikiem coraz bardziej iluzorycznym, gdy brakuje jej symbolicznej legitymizacji. Stąd rosnąca popularność pomysłów, by państwowy aparat przemocy prywatyzować: w USA więzienia, w Polsce agencji ochrony bardziej rozbudowany niż policja państwowa.

Generalnie widać tendencje polegającą na prywatyzacji tożsamości, odrywania jej od ogólnospołecznych identyfikatorów. Wszystko wtedy trzyma się dopóki te pozamykane enklawy nie próbują się, tak jak na filmie Żmijewskiego, komunikować. Gdy zamknięte tożsamości zderzą się, dochodzi do katastrofy. Czy jednak dojść do niej musi? Czy właśnie w Polsce nie dotarliśmy do podobnego momentu, jakim kończą się „Oni”? I co zrobić, żeby odpowiedzieć negatywnie, znajdując pozytywne rozwiązania? Niestety, pierwsze komentarze po tym, co stało się w Lodzi pokazują raczej proces utwardzania tożsamości ze wszystkich stron i integrację obozów. Spór o to, kiedy rozpoczęła się w Polsce kampania nienawiści, czy od spalenia kukły Wałęsy czy od użycia pojęcia „Moherowe berety” jest sporem akademickim, który niewiele wnosi do rozstrzygnięcia problemu praktycznego: jak spiralę nienawiści powstrzymać? Czy udowodnimy, że rację ma Rene Girard przekonujący, że dynamika takiego procesu polega na eskalacji do maksimum, aż zostanie wyczerpana cała energia, co najczęściej oznacza finał w postaci katastrofy?

Ba, nawet jednak taki scenariusz nie musi być najgorszy. Michel Wieviorka w książce „La violence” (Przemoc) zwraca uwagę, że pół biedy dopóki przemoc (również komunikacyjna) ma charakter polityczny, jest środkiem do racjonalnego celu. O wiele gorzej zaczyna się dziać, gdy uruchamia się przemoc ekspresywna – gdy sięgają po nią ludzie sfrustrowani, siedzący cały czas cicho, którzy odkrywają nagle, że istnieją tylko nikt się nimi nie zajmuje, nikt nie reprezentuje ich interesów i jedyne, co im zostaje, by zakomunikować o swoim istnieniu to przemoc właśnie. Problem w tym, że o ile eskalację przemocy łatwo śledzić, to eksplozję przemocy ekspresywnej niezwykle trudno przewidzieć. Cóż, pozostaje jeden wniosek. Gdy budzą się demony, pora obudzić rozum.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 11

Dodaj komentarz »
  1. Problem polega na tym, że z indywidualnego punktu widzenia strategia zamykania się w enklawach, skrajnego samookreślenia, indywidualnej rekonstrukcji tożsamości w oderwaniu od reszty społeczeństwa, może stanowić wyraz wolności jednostki. To w jaki sposób konstruowana jest nasza rzeczywistość sprzyja tym działaniom. Instytucje określają prawem granice moralności, działań, norm, wysyłając wiele sprzecznych komunikatów. System nałożony na tkankę społeczną coraz mniej jest z nią kompatybilny – nie nadąża za nią. Taki stan rzeczy burzy poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Coraz więcej ludzi, nie czuje, że jest u siebie. Narasta eskapizm do mentalnych i społecznych enklaw. Debata publiczna narzuca styl, tematy i wartości budzące dysonans w społeczeństwie. W ostatnim numerze Polityki wywiad z Markiem Konradem w pewnym sensie oddaje ten nastruj eskapizmu, wycofania w swój prywatny świat, brak zgody na obowiązujące definicje rzeczywistości. Dysonans społeczny jest groźny. Jedni się wycofują inni strzelają, a cała masa ulega populizmowi – co dzieje się (Ostatnie wypowiedzi Merkel o imigrantach) Na chwilę obecną dialog między kulturami nie jest możliwy, choćby dlatego, że stare podziały przestają obowiązywać, a nowe jeszcze nie zostały rozpoznane. Pytanie czy pan Palikot i pan Rydzyk to ta sama kultura czy to dwa odrębne „plemiona”.

  2. Jeśli każdy miał wytłumaczyć swoją tożsamość, to z założenia nie było miejsca na kompromis. Problem nie był w owych tożsamościach, tylko w braku problemu do rozwiązania. Gdyby dać im zadanie do wykonania, to by się dogadali lub przynajmniej mogliby spróbować, niezależne od twardości tożsamości. Pan Żmijewski jak rozumiem chciał udowodnić, że wszyscy muszą mieć wspólną tożsamość, aby wspólnie działać, ale to bzdura. Twarda tożsamość może stanowić bardzo dobry punkt wyjścia do kompromisu, bo wszystkie strony mogą sprecyzować swoje cele, a następnie wymienić się ustępstwami. Eksperyment powinien wyglądać następująco: macie tu pracownię, zróbcie wspólne dzieło sztuki. Pan Żmijewski po prostu nie chciał kompromisu i go nie dostał. Żaden wspólny cel nie jest potrzebny. Społeczeństwo to ludzie i grupy ludzi, którzy dążą do różnych interesów i zawierają kompromisy, żeby osiągnąć interesy różne. Wspólny cel jest zbędny.

  3. nie wydaje mi sie aby w wywiadzie z Markiem Konradem odczuwalo sie nastroj wycofania ”w swoj prywatny swiat ”, jak to okreslil KP w komentarzu. Chodzi o cos innego. Cos nieprzyjemnego co jest wynikiem mody ego ” ja i tylko ja a reszta to juz jak chce”.. . Prowadzac swoj biznes Pan MK zapewne czesto przebywa wsrod ludzi i musi sie z nimi kontaktowac na roznych plaszczyznach. Gdy jednak wraca do domu chce odczuwac przyjazne i znane klimaty…:) Ktore czesto i zbyt szybko znikaja. Bardzo podobaly mi sie Jego wypowiadzi gdyz sa identyczne z pogladami wiekszosci z pokolenia Pana Marka . Mowi On o swiecie ktorego juz nie ma a za wszelka cene chcialoby sie aby chociaz to co lubimy i kogo lubimy , zachowac. To trudny temat.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Co do dialogu, to uwazam ze jest mozliwy w kazdych okolicznosciach . Nie jestesmy odrebnymi plemionami. Mamy tylko inne priorytety. Tyle razy juz to przerabialismy…….

  6. Problem z Radiem Maryja nie polega na tym, że ma ono silną tożsamość, ale na próbie narzucenia tej tożsamości wszystkim i powiedzenia, że inni mają się nie odzywać. Podobnie zachowuje się Krytyka Polityczna i pan Żmijewski: niech się neoliberałowie nie odzywają, bo mają za dobrze.

    Amisze w Ameryce nikomu chyba nie szkodzą i nie zagrażają społeczeństwu.

    Panowie politycy reprezentują bardziej siebie niż społeczeństwo i oderwali się od rzeczywistości, więc ich awantura to jednak burza w szklance wody. Nie sądzę, żeby to utwardzenie dotyczyło większości społeczeństwa.

  7. Istnieje polska książka na ten temat, której jeszcze nie czytałem, Adam Chmielewski Dwie koncepcje jedności, gdzie autor podobno twierdzi, że wspólne poglądy nie są potrzebne do kompromisu.

  8. @Krzysztof Mazur: Ma Pan całkowitą rację ale jest to jeden z aspektów.

    Wydaje się, że wypowiedzi na kongresie świadczą nie tyle o społeczeństwie, co o umysłowości różnych Mir Marody i Jacków Raciborskich. Ruchy społeczne idą raz w kierunku większego indywidualizmu a następnie w kierunku wspólnoty. Bardzo to wyraźnie widać na przykładzie Niemiec, gdzie z końcem neoliberalizmu wspólne wartości odgrywają ważniejszą rolę co widać choćby w sprawie Stuttgart 21 (artykuł tu na forum). Konstytucja Niemiec próbowała po doświadczeniach wojny wzmocnić indywidualizm, ale dzisiaj czasy są inne. Państwo profesorstwo powinno raczej opisywać rozwój społeczny niż wiecznie oceniać i zawsze ze swojego przestarzałego punktu widzenia i swoich drobnomieszczańskich ciągotek do „kominka domowego”.
    W Polsce takimi ruchami wspólnot są z jednej strony obrońcy krzyża – R10K (brrr) a z drugiej Ruch Palikota. Ale oczywiście tego ci Państwo w swoim naukowym uniesieniu nie zauważają. Nie będą się poniżać bo nie wypada mówić poważnie o nich.

  9. @Vera: nieustanne prośba , by czytać eksty ze zrozumieniem a nie nastawieniem. Nie wiem w którym miejscu pojawiły sie informacje uzasadniajace użycie wobec Miry Marody i Jacka Raciborskiego argumentów rodem z Trybuny Ludu i Zolnierza Wolnosci. To tam pisano o rożnych Michnikach i Kuroniach z podobnym chamskim lekcewazeniem.

  10. @P. Bendyk.
    Przepraszam oboje Państwo. Nie jest moim zamiarem obrażanie kogokolwiek. To dla mnie był tylko przykład dennej argumentacji ale ma Pan rację, że było zbyt osobowo. Jeszcze raz przepraszam
    Co do innych argumentów to pisze Pan o sobie i swojej przeszłości.

  11. Proponuję Autorowi obejrzenie filmu „Upadek” z Michaelem Douglasem (1993 r.) Proroczy film. Podróż bohatera przez „wielokulturowe” Los Angeles to istna podróż do piekieł.

  12. Cywilizacja się rozwija przez dążenie do coraz bardziej różnorodnych celów, a nie takich samych. Jedna hierarchia wartości to teokracja albo totalitaryzm. Skutkiem jest społeczny chaos, kulturalna pustynia. Alternatywa centralne planowanie albo anarchia jest fałszywa. Ujednolicenie edukacji w ramach tzw. reformy spowodowało chaos nie porządek. Żeby był porządek, różni ludzie muszą chcieć czego innego. Wspólne cele mają sens tylko w bardzo ogólnych kwestiach. Nie chodzi mi o wolność gospodarczą, ale coś więcej. Państwo powinno wspierać ludzi ekscentrycznych, a opodatkowywać pospolitość.

    Kultura jako ramie propagandowe państwa to totalitarny horror. Państwo jest fragmentem kultury nie odwrotne.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php