Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

25.10.2010
poniedziałek

V Kongres Obywatelski, relacja

25 października 2010, poniedziałek,

W sobotę, jak pisałem w zapowiedziach, w gmachu Politechniki Warszawskiej odbył się V Kongres Obywatelski. Przyjemnie spotkać w jednym miejscu ludzi z różnych bajek, pozytywnie jednak nakręconych, i to z całej Polski. Różnica między debatą prowadzoną podczas Kongresu, a tym co zajmuje w tej chwili główny nurt medialnej debaty publicznej byłą ogromna. Chyba najpełniej to odklejenie dyskursu obywatelskiego od politycznego wyraziła Aleksandra Ratajczak (doktorantka na Wydziale Polonistyki UW) w emocjonalnym wystąpieniu podczas otwarcia Kongresu. Mówiła ona o języku – językach, jakimi posługują się politycy. Język ten fałszuje rzeczywistość i gubi doświadczenia wielu grup polskiego społeczeństwa.

Po plenarnej sesji otwierającej było w tym roku aż 10 sesji tematycznych. Ja prowadziłem pierwszą z nich, „Rozwój. Ale jaki?”, z udziałem Henryki Bochniarz, prof. Janiny Jóźwiak, prof. Macieja Nowickiego i Dariusza Karłowicza. Celem tej sesji była próba rozmowy o dalszym rozwoju uwolnionej od presji walki o wzrost gospodarczy. Po co rozwój? I jakie potencjały mamy w do dyspozycji, w wielkim stopniu jeszcze niewykorzystane, które często traktujemy wręcz za bariery, niż zasoby. Prof. Jóźwiak przekonywała, że starzejący się ludzie nie muszą być traktowani jedynie jako ciężar. Coraz lepiej wykształceni i w coraz lepszym zdrowiu mogą dzielić się doświadczeniem  i pracą do późnych lat. Należy jedynie zmienić instytucjonalną obudowę rynku pracy, tak by indywidualna ścieżka kariery uwzględniała możliwość łączeni pracy z przerwami na naukę i „ładowanie akumulatorów”.

Tym bardziej, że taka zmiana byłaby pożyteczna również ze względu na konieczność ułatwienia dostępu do rynku pracy kobietom. Mamy w Polsce jeden z najniższych wskaźników aktywności zawodowej kobiet w Europie, jednocześnie kobiety są coraz lepiej wykształcone (rośnie nieustannie nadwyżka kobiet z wyższym wykształceniem, blisko 70 proc. licencjatów biorą kobiety, jeśli chodzi o doktoraty szala również w od 2005 r. przechyliła się na ich korzyść). Henryka Bochniarz twierdziła, że jedynym sposobem na przyspieszenie włączania kobiet jest parytet zarówno polityczny, jak i w strukturach zarządzania firmami. Zyskają wszyscy.

Profesor Nowicki przekonywał, że środowisko i ekologia nie są barierami dla rozwoju – przeciwnie, ochrona środowiska może być promodernizacyjnym bodźcem. Skoro i tak musimy modernizować przestarzały system energetyczny, róbmy to z głową, stawiając na odnawialne, rozproszone źródła energii. Przespaliśmy już szanse rolnictwa, które mogło stać się głównym w Europie dostawcą zdrowej żywności (na konkurencję w produkcji wielkotowarowej mamy małe szanse).

W końcu Dariusz Karłowicz zastanawiał się nad językiem polskiej modernizacji jako czynnikiem, który może mobilizować lub, przeciwnie, hamować energię jeśli fałszuje rzeczywistość. Karłowicz, redaktor „Teologii Politycznej” twierdzi, że język polskiej modernizacji jest zideologizowany, naśladuje kalki z zewnątrz, które mają niewiele wspólnego z polską empirią. Nie sprawdza się np. stara teza o korelacji między modernizacją a sekularyzacją, katolicyzm w Polsce nie jest przeszkodą, lecz sprzymierzeńcem rozwoju. Tezy Karłowicza warte są odrębnej dyskusji, bo dotykają olbrzymiego pola. USA dowodzą, że bardzo religijne społeczeństwo może być bardzo nowoczesne, pod warunkiem wszakże że pilnuje rozdziału sfer. Państwo amerykańskie jest sekularne, bardzo też zsekularyzowane, by nie powiedzieć  zlaicyzowane, są modernizacyjne elity (wśród naukowców np. dominują postawy agnostyczne  lub ateistyczne, choć głośnym wyjątkiem jest szef NIH, Francis Collins).

W każdym razie z debaty wynikało, że warto kwestie rozwoju problematyzować, bo plany oparte na kontynuacji dzisiejszych trendów mogą natrafić na mur, jakim jest rzeczywistość. Po całym zaś Kongresie wrażenie dzielone z wieloma innymi osobami – jak sprawić, by pozytywna energia tworzona w takich miejscach miała szansę na przebicie się głównego nurtu naszej debaty? Znamienne, że mimo zaproszeń, nie było na Kongresie przedstawicieli władzy, politycy którzy przybyli nie mieli zbyt wiele do powiedzenia. Ryszard Legutko, którego lubiłem słuchać żeby mieć się z czym nie zgadzać tym razem wywołał jedynie efekt znużenia i znudzenia. Tu link do relacji w WP.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 3

Dodaj komentarz »
  1. Wielka szkoda, że takie kongresy odbywają się tylko w Warszawie.
    Sam udział w kongresie stanowi swoisty wysiłek. Jeżeli do tego dojdzie dojazd do stolicy: czas plus koszt dojazdu, pomysł uczestnictwa odpada w przedbiegach.
    Czy są/będą publikowane materiały pokongresowe?

  2. Taki wpis można było napisać przed kongresem (albo zlecić mi do napisania).
    Nic się Pan nie dowiedział. Wszyscy powiedzieli to, co z góry było wiadomo, że powiedzą.
    Co ja mam komentować?

  3. Katolicyzm nie szkodzi, tylko kościół. W Europie mamy monopol religijny, w USA jest konkurencja. Co prawda istnieje niebezpieczeństwo, że amerykańskie religie się ujednolicą.
    Zagrożeniem dla rozwoju jest: kościół jako potężna instytucja i ideologia religijna feminizmu (w wersji agresywnej). Jedno i drugie sprzyja socjalizmowi.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php