Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

9.11.2010
wtorek

Kultura dziadostwa i zakaz myślenia

9 listopada 2010, wtorek,

Dziś wybrałem się do Lublina na Wydział Politologii UMCS, na Salon „Polityki” poświęcony tematowi „Internet i polityka”. Przedstawiłem wyniki różnych badań, dotyczących wykorzystania internetu w Polsce, spotkanie bardzo fajne, świetna publiczność, potem chwila na rozmowy w pubie na Starym Mieście. Lublin, fantastyczne miasto gdyby nie to, że mimo rządowych zaklęć o dźwiganiu Polski B (przepraszam, Ściany Wschodniej) z cywilizacyjnego dystansu, dystans ten w sensie praktycznym rośnie. By się przekonać, wystarczy wsiąść do pociągu w kierunku Lublina lub Białegostoku.

O ile do takich metropolii, jak Kraków lub Poznań jeżdżą intercity (nic wielkiego ale przynajmniej w miarę czyste), to do Lublina i Białegostoku dojechać można jedynie brudnymi składami TLK (kiedyś jeździły intercity ale na wschód najwyraźniej nie warto). Pół biedy, gdyby nie to, że kolej zżera kultura dziadostwa. Pisałem już we wpisie o Festung Ursus o dziadostwie w Kolejach Mazowieckich, które przez kilka dni po zmianie rozkładu jazdy nie zmieniły rozkładów na najważniejszym dworcu podmiejskim w Warszawie, czyli W-wie Śródmieście.

Dziś się przekonałem, że spółka Intercity, obsługująca także TLK, jest równie dziadowska. W rozkładzie internetowym wyczytałem, że pociąg z Lublina do W-wy wyjeżdża o 19.05, a nie o 18.00 jak było jeszcze kilka dni temu. Na Centralnej poprosiłem więc o bilet na ten pociąg, w odpowiedzi usłyszałem, że takiego pociągu nie ma, jest o 18.00. OK, stwierdziłem, że sprawdzę w Lublinie. W Lublinie ta sama informacja, więc spotkanie w pubie siłą rzeczy było krótkie. Przybyłem na stację, a tam informacja, że pociąg jest opóźniony o godzinę (wczoraj podobnie). W pociągu już (swoją drogą wagon I klasy bez ogrzewania, zachciało się luksusów) kierownik pociągu wyjaśnił: Panie, jakie spóźnienie, przecież zmienił się rozkład, też nie wiedzieliśmy ale nam powiedzieli na stacji. I rozbrajająco dodał: widzi Pan, jaki bałagan, nawet my  nie wiemy, co się dzieje.

To wierna relacja, sam bym czegoś takiego nie wymyślił, a jako syn kolejarzy z podróżami pociągami zżyłem się już w okresie prenatalnym i wydawało mi się, że przeżyłem już na kolei wszystko. Niestety, korzystając z różnych elementów infrastruktury mam podstawy podejrzewać, że kultura dziadostwa zaczyna się upowszechniać. Kilka tygodni temu lecąc z Okęcia do Wrocławia podczas kontroli bezpieczeństwa (swoją drogą, dlaczego mimo kolejek prawie nigdy nie pracują wszystkie bramki?) pasażerowi coś się ulało i zapaskudziło taśmociąg oraz podłogę. Zwróciłem uwagę pani w mundurze, by poprosiła kogoś o sprzątnięcie, bo właśnie wdepnąłem przechodząc w skarpetkach w kałużę. Padła prosta i rzeczowa odpowiedź: to nie moja sprawa.

Podobnie pół roku temu odpowiedzieli mi strażnicy miejscy czyhający obok stacji W-wa Gołąbki na pasażerów nielegalnie przekraczających tory kolejowe, bo kładka i peron od kilku dni mimo silnych śniegów nie były odśnieżone. Gdy zwróciłem im uwagę, stwierdzili że nie będą karać, tylko pouczać. Zapytałem, czy nie mogą poinformować odpowiednich służb kolejowych o kłopocie, odpowiedzieli: nie ich sprawa.

Te słowa słyszę coraz częściej, i to nie od obojętnych współobywateli ale  od przedstawicieli różnych instytucji mówiących: to nie moja sprawa, to nie ja, to oni tam gdzieś wymyślili: kierownik pociągu zwala winę na swoją spółkę, nauczyciel na dyrektora szkoły a ten na ministerstwo, w końcu zawsze można zwalić na Brukselę, że wprowadza swoje prawa. A nad tym wszystkim unosi się swoisty duch Denkverbot, zakazu myślenia, którego nikt nie wydał, lecz obowiązuje niczym prawa stanu wojennego.

Jeśli się czegoś dziś w Polsce obawiam, to właśnie owego zakazu myślenia i kultury dziadostwa, mniej boję się mowy nienawiści szpecącej polską debatę publiczną, nad którą załamują ręce wrażliwi intelektualiści. Cywilizacja sypie się nie od nacisku przymiotników, lecz od pogardy dla procedur i standardów, które zamiast przekładać się na uwewnętrznione normy zachowań, stają się martwymi literami regulaminów i kodeksów postępowania.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. No ładnie: „swoją drogą wagon I klasy bez ogrzewania” – czyli w II klasie byłoby to bardziej na miejscu? To jest właśnie kultura dziadostwa:)

  2. @kwik: czystości logicznej należy strzec jak czujności rewolucyjnej: stwierdzenie o braku ogrzewania w I klasie było tylko stwierdzeniem faktu, z którego nie wynika, że autor uważa, iż właściwszy byłby brak ogrzewania w II klasie. Przeciwnie, autor pełen radości i skruchy za burżuazyjne ciągoty przesiadł się do ciepłego wagonu II klasy.

  3. Myślę, że wszyscy powinniśmy w końcu zdać sobie sprawę z tego, że ogarnia nas powszechne dziadostwo. Nie udawać, ze pachnie jak jest szambo. Szczególnie na szczycie naszej „wielmożnej” władzy dostrzec można taką grę. Przerost ambicji nie pomoże nam wprowadzić jako takiego porządku, który jest potrzebny w całym kraju. Nie można być na szczycie będąc na dnie, no nie da się. Ale cóż taki kraj i tacy ludzie. Mądrych ludzi nie wybiera się na przedstawicieli narodu, wybiera się tych, którzy więcej nam naobiecują i więcej się nagadają. Tylko szkoda, że mówią nieprawdę, a ich głos nie jest już tak słyszalny po wyborach.

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Bardzo lubie jezdzic pociagami , jednak to co obecnie dzieje sie na dworcach przypomina Wieze Babel . Wszyscy romawiaja niezrozumialymi dla nikogo jezykami. Takie same historie jak Panu i mnie sie przydazyly. Wiem, ze tak bywa na co dzien. Na dodatek gdy zapytalam w kasie kiedy odjezdza najblizszy pociag do X pani w kasie odpowiedziala ze nie wie , po czym sprzedala mi bilet . 🙂 na okreslona godzine. W pociagu jakis mily podrozny zapytal mnie czy aby sprawdzilam czy to odpowiedni pociag bo sa rozne o tej samej porze a bilety tylko na ten jeden obowiazuja. To jakis koszmar. Co ciekawe tlumy ludzi podrozuja pociagami. Dlugo by pisac. 🙂

  6. Ja ostatnio z poczuciem skruchy przesiadałem sie do wagonu 2 klasy, w ktorym byly gniazdka elektryczne, w przeciwienstwie do wagonu klasy 1, w ktorym ich nie bylo. I w ogole „ma prad czy nie” jest dla mnie wazniejszym pytaniem od pytania „ktora spolka go obsluguje”. Niestety, tej akurat, jedynej istotnej, informacji nie podaja w rozkladach. Nawet tych nieaktualnych. Z drugiej strony ostatnio podczas podrozy z Zielonej Gory do Warszawy (opoznienie 1,5h) z braku pradu odbylem fascynujaca rozmowe z przygodnie poznanym w przedziale aktorem.

  7. Pan Redaktor za młody żeby pamietać, ale język to ma Pan jak z Trybuny Ludu w tym wpisie.
    Ustrój Wam się podoba,,tylko ludzie zawinili 🙂

  8. @parker: przepraszam ale nie rozumiem, czasy Trybuny Ludu pamiętam, żeby nie musieć jej czytać wydawałem z kolegami w podziemiu własną gazetę. O ile pamiętam, Trybuna Ludu często rozmijała się z prawdą, ja przedstawiłem jedynie kilka przykładów z osobistego doświadczenia. Czy zarzuca Pan, że kłamię? Przy ostatnim zdaniu zupełnie zaś już odpadam.

  9. Najlepszą bronią przeciw dziadostwu jest odważna reakcja i nazywanie rzeczy po imieniu. Podziwiam (nie jestem pewna, czy zeszłej zimy wdałabym się w dyskusję ze straznikami – zwyczajowo pokornie pobierałam nauki bądź mandaty zawstydzona własnym nagannym zachowaniem) i następnym razem też zwrócę uwagę dziadostwu. Pana od Trybuny Ludu pozdrawiam. Widać, że czytywał wnikliwie, zamiast zawijać w nią śledzie 😉

  10. Podziękujmy wszyscy tu obecni, zbiorowo i każdy z osobna, Panu Buzkowi za reformę kolei. A co do wniosków to tym razem pełna zgoda – podobnie mówił Konfucjusz: ludzie nie potykają się o góry ale o kretowiska.

  11. Dziadostwo towarzyszy nam od dawien dawna. Odnoszę wrażenie, że Polacy, gdyby mieli wybierać pomiędzy dziadostwem, a ładem i porządkiem – chyba w wiekszości wybraliby właśnie dziadostwo. Dziadostwo jest bardziej swojskie, przez co łatwiej z nim obcować.

  12. Szanowny Gospodarz się nie przejmuje wpisami „trolli” w rodzaju parkera.
    Jedyne czym naprawdę warto się przejmować to postępująca degrengolada różnych instytucji i urządzeń, do których istnienia i utrzymywania przez nie (niekoniecznie najwyższych) standardów przywykliśmy.
    Coraz trudniej żyć w środowisku, które okazuje się z dnia na dzień coraz bardziej nieprzewidywalne.
    Z kolejowej łączki Pański wpis przypomniał mi zdarzenie sprzed lat paru, gdy pod koniec podróży sleepingiem z Gdyni do Krakowa dowiedziałem się od konduktora, że mój bilet – w czasie gdym smacznie spał w przedziale – był parokrotnie kwestionowany przez rewizorów – jakoby został wystawiony przez niewłaściwą kasę (sic!).

  13. Niepotrzebnie się Pan stroszy.
    Wydaje mi się, że jest Pan zwolennikiem społecznej własności na koleji.
    I Pana komentarz taki konstruktywnie krytyczny mi się wydał.
    Tak za komuny wolno było krytykować.
    Może za daleko idace skojarzenie.
    Chciałem być dowcipny.

  14. O, i w podobnym do Pana stylu pisze KrzySztof .
    Jestem elementem antysocjalistycznym, trollem a moja krytyka dawno przestała być konstruktywna.
    Łza się w oku kreci.

  15. Wybieram sie do Polski i z ciekawoscia czytam, co tam zastane. Wpisy komentujace artykul Edwina Bendyka traktuje jako wyeksonowanie negatywow. Jade z niewiara, ze w praktyce moze tam na kazdym kroku byc tak zle. To jest chyba rodakow przesadna sklonnosc do narzekania. Zobaczymy.

    (Moze Niemcy sa rzeczywiscie najlepiej zorganizowanym narodem ze wszystkich?)

  16. @abmiros: w Polsce można zobaczyć wiele dobrego, jeśli w tekstach i komentarzach dominują negatywy to dlatego, że są o sprawach, które trzeba naprawić. Jeśli coś działa, naprawiać nie trzeba a więc i pisać o tym mniejsza potrzeba.

  17. abmirosie:
    Moja znajoma, ze względu na naprawę samochodu, musiała wsiąść do pociągu. Stwierdziła, że z jego perspektywy Polska wygląda inaczej niż z drogi. Niestety — gorzej.
    Raz — infrastruktura kolejowa. Zaniedbania widać. Nie chodzi o same pociągi (bardzo różny jest ich stan), ale także o otoczenie torów.
    Dwa — nie bardzo to rozumiem, ale ludzie nie uważają torów kolejowych za ‚front’, a okien pociągów, jako czegoś, przez co wyglądają inni ludzie. Pociągi więc mijają zaniedbane tyły domów, ludzi nie krępujących się kradzieżami, czynnościami fizjologicznymi, czy seksem. (Ewentualnych miłośników voyeryzmu informuję, że, niestety, tego ostatniego sam nie spotkałem, a jeżdżę często.)
    Trzy — mimo narzekania kierowców, widać, że w drogi się u nas inwestuje. I widać, że w koleje nie bardzo.

  18. Bareja zmarł przeszło 20 lat temu, więc niby nie dziwne, że dobrych i śmiesznych filmów u nas nie robią — a ja się dziwię, bo jeśli scenarzystów też mało, to przecież wystarczy zwrócić uwagę, że to Życie najlepsze scenariusze pisze.

    Od zdania „W rozkładzie internetowym wyczytałem…” do końca akapitu to doskonały zadatek na niezłą scenę, coś w ten deseń:

    http://www.youtube.com/watch?v=MURauBHmXAM

  19. Zacznę jak w inseratach: ‚aaaby’ nie popaśc w krytykanctwo, należy miec w zapasie jakieś historie,wspomnienia,obserwacje pocieszające.Co do wspomnień ,nie moich,ale rodzinnych,to przekaz głosi,
    że PKP w II RP była zawsze b.ceniona a status kolejarza wysoki.No proszę ,firma państwowa.Nie myśleli nawet
    o prywatyzacji.Chętnie bym przeczytał fachową analizę
    czym właściwie różnią się PKP obecna (może przed parcelacją) i ta legendarna.Pewnie z takiej analizy można by wysnuc wnioski ogólniejsze ,częściowo,przynajmniej,
    tłumaczące ofensywę dziadostwa i tumiwisizmu.O,sam z siebie ,wszedł mi pod pióro termin „tumiwisizm”.Rodem z PRL.I ciągle aktualny.Generalnie,wiem,że przynudzam,
    zawsze lepiej miec analizę zjawiska i dopiero na jej podstawie obmyślac i wdrażac srodki naprawcze.
    Pozdrawiam.MJ

  20. Dawno nie jechałem pociągiem, ale widzę, że jest po staremu.

  21. Proszę Pana, to nie dziadostwo( owszem dziadostwo ale dziadostwo to określenie pejoratywne) a neoliberalizm. Czystej wody – każdy wypełnia dokładnie to za co mu płacą – czy strażnikowi płacą za informowanie odśnieżaczy? Nie! Nie ma tego w umowie więc dlaczego Pan liczy na jakąkolwiek reakcję? Dyrektorem tych ludzi jest nader często osoba nie mająca zielonego pojęcia o czymkolwiek. On nie dyrektoruje – on rozkazuje – „Kowalski, macie robić tak, żeby było dobrze. Od tego was mam żebyście wymyślili jak” I jeszcze – ” ale pieniędzy na to nie dam! Każdy głupi umie zrobić dobrze za pieniądze!”Więc Kowalski co ma zrobić? Idzie do podwładnych i mówi: ” Ma być dobrze! …NIE DYSKUTOWAĆ! do roboty!” No i jest dokładnie tak dobrze jak sobie Pan dyrektor życzy – toteż premie dostaje on – przecież wymyślił jak ma być – a pracownicy?Robią co do nich należy i ani kiwną palcem tam gdzie nie ich działka. Przecież każdy kto wykaże inicjatywę zostanie ukarany, za zmianę pięknego dyrektorskiego planu!

    Neoliberalizm nas nauczył, że relacja człowiek – inni ludzie opiera się na korzyści materialnej. Może by Pan, panie redaktorze im zapłacił, i wtedy by oni poinformowali kogo trzeba?

  22. Inne wyjaśnienie trafiające bardziej do miłośnikó wolnego rynku: „Myślę, że żale Pana redaktora są niesłuszne. W umowie pomiędzy spółką ochroniarską a PKP czy administracją dworca lotniczego nie ma punktu, że strażnicy powinni informować służby sprzątające o kaprysach aury. Usługa taka wymagałaby podpisania aneksu do umowy, opinii prawnika, stosownych sformułowań wykluczających jakąkolwiek odpowiedzialność stron i zwiększenia kosztów kontraktu bowiem strażnik szkolony do zwracania uwagi na specyficzne oznaki terroryzmu i łamania praw autorskich musiałby dodatkowo rozpoznawać śnieg, jego własności oraz skład, pozwalający ocenić stopień zagrożenia, a więc przejść przez długie i kosztowne szkolenia zakończone certyfikatem Państwowego Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej. A co gdyby nieprzeszkolony strażnik poinformował służy sprzątające a te poniósłszy koszty przyjechały na miejsce a tu już śnieg stopniał? Kto miałby zapłacić za koszty tej niepotrzebnej interwencji? Nic dziwnego, że ten zdawało się prosty postulat: żaby strażnicy miejscy poprosili o uprzątnięcie – to rocznie koszt rzędu kilku milionów złotych! Jest tyle potrzebniejszych inwestycji w tym kraju…
    Najwyższą formą relacji między ludźmi jest umowa cywilno-prawna – jeśli Pan redaktor życzy sobie uzyskania odpowiedniej reakcji strażników miejscach – powinien podpisać stosowną umowę z nimi, panowie z pewnością mieli stosowne blankiety – wpłacić stosowną należność – wówczas z pewnością uzyskałby odpowiednią usługę! Jak nie wiadomo o co chodzi ( a Pan redaktor raczył się zadziwić nazywając rzecz dziadostwem) to chodzi o pieniądze prawda? A przynajmniej tak by się bronili decydenci… Tak podobno wygląda normalność!”

  23. @ff
    Zgaduje że jesteś optymista z natury 🙂

  24. @autor – a mnie jakoś postępowanie zgodnie z procedurami wcale-to-a-wcale nie koajrzy się z myśleniem, a raczej wręcz przeciwnie. Nie, że nie ma dobrych stron, ale najczęściej kończy się tak, jak z historią przykrajania przydługiej marchewki – powód powstania procedury zanikł przed wiekami, procedura została, choć, oderwania od korzeni, kompletnie straciła sens. Ale dalej jest stosowania, bo ‚od zawsze tak…’. Ja bym jednak wolał stosować procedury, o których wiadomo, po co są i dlaczego.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php