Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

15.01.2011
sobota

10 lat Wikipedii

15 stycznia 2011, sobota,


Wikipedia obchodzi dziś piękny jubileusz – zaczęło się 10 lat temu, po dekadzie dzieło zainicjowane przez Jimbo Walesa i Larry’ego Sangera stało się największym zasobem edukacyjnym na świecie. Czy to się komu podoba, czy nie, to właśnie do Wikipedii (lub do Google’a, który i tak zazwyczaj prowadzi do Wikipedii) w pierwszej kolejności sięgają uczniowie, studenci, dziennikarze a także nauczyciele i wykładowcy szukając informacji.

Zanim pojawiła się Wikipedia zastanawiano się, czy model społecznego tworzenia wiedzy podobny, jak w oprogramowaniu Free Software jest możliwy. Wydawało się, że nie – w przypadku oprogramowania jasne są kryteria jakości – produkt albo działa, czyli jest OK, albo nie i sprawa jasna. Jak sprawdzić, czy wpis encyklopedyczny jest OK? Można zapytać eksperta – tak miała działać Nupedia, pierwszy pomysł Walesa. Nie udało się, ekspertom nie chciało się pracować społecznie. Czy ekspertów może zastąpić pospolite ruszenie amatorów? (polecam tekst, jaki napisałem w 2006 r. na podstawie rozmowy z Jimbo Walesem).

Okazało się, że tak, choć do dziś ten „cyfrowy maoizm” (jak nazywa zjawisko Jaron Lanier) wywołuje wiele obaw i pytań o przyszłość kultury. Bo model Wikipedii nie tylko doprowadził do stworzenia wielkiego zasobu wiedzy. Jednocześnie podkopał podstawy bytu wielu sprawdzonych instytucji kultury. Wydawcy encyklopedii mają problem z przetrwaniem, a nawet National Science Foundation która w 2001 r. zaczęła robić fantastyczną Digital Library (poszło na ten projekt blisko 200 mln dolarów) narzeka dziś, że prawie nikt nie korzysta z tych zasobów.

Wikipedia okazała się wielkim laboratorium społecznym i kulturowym. Ale 10 lat Wikipedii to okres rewolucyjnych zmian w kulturze znaczonych pojawianiem się po kolei nowych inicjatyw, rozwiązań technicznych i organizacyjnych: iPod (jesień 2001), iTunes (2002), MySpace, Facebook, YouTube, iPhone, Kindle, iPad, Google Books – by wymienić kilka projektów o zasięgu globalnym. W jaką epokę wkracza kultura wkraczając w kolejną dekadę XXI wieku? W „Le Monde” odpowiedzi szuka na to pytanie Robert Darnton, szef biblioteki uniwersyteckiej Uniwersytecie Harvarda – jest przekonany, że książkę i czytelnictwo czeka złoty okres. Podobnie takie instytucje jak biblioteki – biblioteki są pełne w USA, przekonuje Darnton, a tylko w ubiegłym roku wydano na świecie milion tytułów książek! Zamiast marudzić, trzeba włączyć się do cyfrowej zmiany – Darnton pragnie zdygitalizować i otworzyć biblioteczne zasoby, wyrywając inicjatywę Google (biblioteka Harvarda ma zbiory liczące 17 mln woluminów). Nie łudźmy się, że Google zrobi robotę za nas – to prywatna korporacja mająca swoich akcjonariuszy i interesy. Projekt dygitalizacji publicznych zasobów kultury musi być projektem publicznym. Rok 2011 ma być też okresem cyfrowej ofensywy w Polsce. Oby.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 23

Dodaj komentarz »
  1. Gdzie można kupić „Narodziny klasy kreatywnej” Richarda Floridy, chodzi oczywiście o polskie wydanie udostępnione dzięki Narodowemu Centrum Kultury. Przy okazji, jaki wstyd dla polskich wydawców, w tym niżej podpisanego…! Marek Rostocki

  2. Marku, chyba najprościej w NCK – zdaje się, że ich sieć dystrybucji praktycznie nie istnieje. Na początku lutego będę robił spotkanie wokół Floridy i książki. Pozdrawiam

  3. „Bo model Wikipedii nie tylko doprowadził do stworzenia wielkiego zasobu wiedzy. Jednocześnie podkopał podstawy bytu wielu sprawdzonych instytucji kultury”

    Mam powazne watpliwosci. Powstanie „ruchu masowego” nie jest rownoznaczne z powstaniem „wielkiego zasobu wiedzy”. Wikipedia jest odrobine produktem przekonania, ze nie ma nic lepszego niz „madrosc ludowa” . To, ze akurat latwiej jest siegnac do Wikipedii niz po udokumentowane opracowanie tkwiace na polce swiadczy najczesciej o ludzkim lenistwie. Slusznie Pan zauwazyl, ze jednak nalezy odwolac sie do ekspertow. Czy ekspertom nie chcialo/nie chce sie pracowac spolecznie? Odpowiedz zapewne nie jest jednoznaczna. Jest jakis powod, ze na „drobny” temat ekspert pisze ksiazke majaca 500 stron. Sam wiem z wlasnego zawodowego dosiadczenia, ze na pytanie dotyczace zlozonego problemu spolecznosc „niezawodowa” oczekuje krotkiej, prostej odpowiedzi. Jak to zrobic? Tym bardziej, ze nie wiemy w jakim celu i jak zostanie wykorzystana nasza odpowiedz. I wtedy jest pod reka Wikipedia, ktora daje nam „wiedze” w sposob „lekki latwy i przyjemny”.

    Pozdrawiam

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. @ vandermerwe – 2011-01-16 o godz. 07:02

    Trudno sie z tym zgodzic. Zadna encyklopedia, nawet tak szacowna, jak Brytannica – nie pretendowala do zawarcia w sobie calej wiedzy na jakikolwiek temat. Podobnie Wikipedia – to start w poszukiwaniu informacji na jakis temat, uzyskanie ogolnego zarysu – i tyle. Jesli jest wykorzystywana w ten sposob, to jest to wspaniale zrodlo wiedzy. Jesli korzysta sie z Wikipedii, uznajac ja za ostateczny autorytet, to powstaje problem. Jednak nie jest to wina Wikipedii, tylko uzytkownika. Wikipedia ma jednak olbrzymia przewage nad tradycyjnymi encyklopediami – jest aktualna, ciagle uzupelniana i korygowana. Ponadto ma nad soba publiczny nadzor i moze byc zmieniana przez ludzi, ktorzy zajmuja sie danym tematem. To cenne, bo to wiecej niz opinia waskiej grupy fachowcow, tylko wypadkowa opinii fachowcow na calym swiecie. Wreszcie – Wikipedia jest wielojezyczna, wiec mozna sprawdzic haslo w kilku jezykach, a wyniki sa zadziwiajace – prosze sprawdzic.

    Rola encyklopadii jest wlasnie podawanie zwiezlych informacji, nie mozna ich traktowac jako zrodlo „calej” wiedzy na kazdy temat. A mnie Wikipedia sie strasznie podoba, poniewaz siegam do niej codziennie. Probowalem tez Britanniki, ale to platny serwis, a poza tym nie tak wygodny, jak Wikipedia. Britannica cierpi tez na problem, ze nie podaje, kiedy haslo bylo aktualizowane. Wikipedia tez nie podaje, ale wiadomo, ze hasla aktualizuje sie na biezaco.

    Jeden z najbardziej uzytecznych portali w sieci.

  6. @ Werbalista

    Nie twierdze, ze encyklopedia, w tym rowniez Wikipedia, zawiera wszystkie informacje. Moj problem dotyczacy Wikipedii ( w sumie wiedzy zawartej w internecie) jest dosyc prosty: kto i co pisze? Nadzor spoleczny jest czesto niewystarczajacy, szczegolnie w wyspecjalizowanych dziedzinach. w takim przypadku odniesienie sie do renomowanego zrodla jak np. Britannica daje wiecej gwarancji poprawnosci.
    Nie jestem przeciw Wikipedii czy internetowi, gdyz ten ostatni ulatwil nam zycie w wieloraki sposob. Tym niemniej pojawily sie rowniez niepokojace tendencje, gdzie czesto wiadomosc wyczytana w internecie jest traktowana jako „prawda ostateczna” ze wszytkimi konsekwencjami. Zreszta podobnie jest z komputerem, ktory w powszechnym odczuciu spolecznym przestal byc narzedziem pracy a stal sie maszyna pozwalajaca nam na zaprzestanie myslenia – „jak z komputera musi byc dobrze”. Zgadzam sie, ze jest to problem nie tyle internetu, komputera czy Wikipedii lecz uzytkownika, na tyle jednak zdaje sie byc powszechnym, ze wart jest zastanowienia.

    Pozdrawiam

  7. @ vandermerwe

    Coz, bede zaciekle bronil Wikipedii. Uwazam, ze jest o wiele lepsza od wszystkich innych encyklopedii wlasnie dlatego, ze tworzona jest przez ochotnikow, amatorow. Ponadto tworzona jest we wszystkich krajach swiata, niezaleznie od siebie. Dlatego namawialem na sprawdzenie jakiegokolwiek hasla w kilku jezykach. Na ogol nie jest to proste tlumaczenie, a inteligentny uzytkownik stwierdzi to, gdzie sa sprzecznosci i niedomowienia.

    To co pisze Pan o domniemanej „nieomylnosci” komputera i Wikipedii, to oczywiscie znana rzecz. Wszyscy musimy sie opierac na jakichs autorytetach, bo nie sposob zbadac wszystkiego osobiscie. Nie znaczy to, ze przyjmujemy takie wyjasnienia jako „prawde objawiona”. Dlatego podoba mi sie Wikipedia, ze jest ciagle uaktualniana i korygowana. Trudno tu wcisnac jakas falszywa teorie (o faktach nie wspominajac), bo to natychmiast zostanie wylapane i skorygowane. Wspaniala jest wspolpraca ludzi na calym swiecie i ich wysilki na rzecz propagowania informacji. to jest naprawde niezwykle.

    A to, ze niektorzy zle uzywaja narzedzia, takiego jak Wikipedia. No coz, do napedu DVD tez mozna wkladac kubeczek z kawa.

    Pozdrowienia.

  8. @ dyskusja powyżej
    Może przy każdym artykule na wiki powinno być ostrzeżenie podobne do tych, jak na paczkach papierosów: „Uwaga, treści zawarte w artykule są w większości tworzone przez amatorów i nie należy traktować ich jako wiedzy ostatecznej” czy coś 😉

  9. @ vandermerwe
    Z calym szacunkiem ale panskie obawy sa troche filozoficzne niz praktyczne. Pisze pan, ze Wikipedia mysli za nas, nie uwaza pan, ze to Samo mozna powiedziec o kazdej tego typu publikacji? Najwieksza zaleta Wikipedii jest to, ze jest ponadnarodowa. My jako Polacy dokladnie rozumiemy czym groza wszelkiego rodzaju publikacje pisane przez roznego rodzaju eksertow; Katyn w ZSRR mial zupelnie inns znaczenie niz np Katyn pisany przez ekspertow np w USA, pomimo tego, ze oba pisane(i udowadniane) byly przez historykow o swiatowej slawie.
    Jedno jest pewne, wiedza MUSI byc bez granic, a to, ze wiedze zawsze trzeba korygowac to chyba nic nowego. Pan chyba nie przyjmuje wiedzy z jednego zrodla jako pewnik, prawda? To by bylo odpisywanie…

  10. @ Rysiu

    Swietnie pan to ujal. Mialem podobna mysl, ale pan o wiele lepiej ujal to w slowach. Ten argument powinien byc zawsze cytowany w dyskusji z przeciwnikami Wikipedii. A juz komentarz na temat poleganiu na jednym zrodle, to juz byl coup de grace.

    Ale najbardziej mnie zastanawia fakt, ze probuje sie zrobic z Wikipedii jakies powazne zrodlo wiedzy. To instrument, do ktorego sie siega zeby szybko cos sprawdzic, uzyskac zarys, albo podstawowa informacje. I tyle. Ma jeszcze te zalety, ze podaje bibliografie oraz zewnetrzne linki. Kazdy moze sobie sprawdzic na wlasna reke.

    Ma jeszcze wiele innych zalet, ale co ja tu bede zachwalal? Kto korzysta, ten wie.

    Pozdrowienia.

  11. Ja bardzo lubię i poważam wikipedię. Sa hasla dobre, są też słabe, ale potrząc na to jak sa udokumentowane dosyć latwo sobie wyrobic zdanie na ich temat.
    A z encyklopediami „papierowymi” różnie bywa.

  12. @ werbalista,

    Dziekuje

  13. @ Rysiu & Werbalista

    Moze ustalmy jedna rzacz zasadnicza. Nie jestem wrogiem Wikipedii, nie jestem wrogiem internetu, ktory dostarcza nam Wikipedie pod strzechy. Moje obawy nie sa czysto filozoficzne, gdyz spotykam sie z nimi na codzien w pracy zawodowej. Bardzo sie ciesze, ze dyskutujacy tutaj zdaja sobie sprawe z istnienia innych zrodel i z nich korzystaja, traktujac np. Wikipedie jako „odskocznie”.
    Dlotego tez Werbalista nie musi „zaciekle” bronic Wikipedii, przynajmniej w tej dyskusji. Choc troche dziwi mnie stwierdzenie Werbalisty, ze „probuje sie zrobic z Wikipedii jakies powazne zrodlo wiedzy”. Moze czepiam sie slow ale Wikipedia jest pomyslana jako zrodlo wiedzy, dokladnie tak jak kazda encyklopedia.

    @ Rysiu

    „My jako Polacy dokladnie rozumiemy czym groza wszelkiego rodzaju publikacje pisane przez roznego rodzaju eksertow;”

    Sadze, ze ma Pan na mysli „ekspertow”. Natomiast nie pomniejszalbym wiedzy roli EKSPERTOW, nawet jesli nie zawsze sie z nimi zgadzamy.

    Pozdrawiam

  14. @ vandermerwe pisze:
    2011-01-18 o godz. 06:11

    No to zwracam honor, bo mowe mi odjelo na chwile.

    „Moze czepiam sie slow ale Wikipedia jest pomyslana jako zrodlo wiedzy, dokladnie tak jak kazda encyklopedia.”

    Tyle lat zylem w nieswiadomosci. Okazuje sie, ze caly czas zylem w falszywym przekonaniu ze ZADNA encyklopedia nie jest zrodlem wiedzy, podobnie jak ZADEN slownik nie jest definitywny. Zawsze mi sie wydawalo (mylnie najwyrazniej), ze sa to takie pomocniki, sciagi – jakby, ale polegac na nich absolutnie nie mozna. W koncu zyciorys Vivaldiego mozna studiowac przez lata i dalej nie miec pewnosci co do szczegolow. Encyklopedia daje „sciage”; data urodzenia, zgonu, utwory, itp. Nic wiecej. Wiec najwyrazniej mamy problem z definicja. Ja mysle na temat inaczej, a pan tez zupelnie inaczej. Dlatego widze juz skad bierze sie roznica zdan. To, co pan pisze na temat cytowania Wikipedii w pracy zawodowej, to moze swiadczyc tylko o niekompetencji. W mojej pracy zawodowej cytuje sie zrodla, wraz z edycja i numerem strony – inaczej cytat nie ma zadnej wartosci. A Wikipedii to uzywa sie do ogolnej orientacji, a w zadnym przypadku, jako „zrodlo”. To byloby wrecz smieszne.

    Moge tylko pochylic glowe, myslac o tym, gdzie taka sytuacja moglaby zaistniec. Ale, przeciez, nie od tego sa encyklopedie! To zadne „zrodla wiedzy”. Prosze podac mi chocby jedna prace naukowa, powolujaca sie na „encyklopedie” (wszystko jedno, jaka). Tego sie nie robi bo encyklopedia to to tylko kompendium, skrot , sciaga – bez wzgledu na EKSPERTOW, ktorzy dane haslo opracowuja.

    Przepraszam, ze tak szeroko o tym pisze, ale naprawde denerwuje mnie to, gdy uwaza sie tego typu publikacje za „zrodla wiedzy”. To prawie dokladnie tak jak slownik „krzyzowkowy”. Krzyzowke mozna rozwiazac, wiedzy sie przez to nie nabedzie. Jak ponoc mawial Euklides: „Do poznania matematyki nie prowadzi krolewska droga”.

    Wikipedia, to tylko podporka, ale lepsza od dotychczasowych.

    Przepraszam, ze zajalem tyle uwagi Panstwa.

  15. @ vandermerwe
    „Moze ustalmy jedna rzacz zasadnicza. Nie jestem wrogiem Wikipedii, nie jestem wrogiem internetu, ktory dostarcza nam Wikipedie pod strzechy. Moje obawy nie sa czysto filozoficzne, gdyz spotykam sie z nimi na codzien w pracy zawodowej. – to prosze powiedziec o co panu chodzi, Korzysta pan z Wikipedii zawodowo ale jej pan nie lubi? „Nie chce ale musze”?
    Nie wiem czy zdaje pan sobie sprawe ale jest pan dowodem ZA dla sensu istnienia Wikipedii. Takiego uzytkownika zalozyciele Jimbo Wales i Larry Sanger wlasnie chca; osoba szukajaca odpowiedzi ale jednoczesnie swiadoma wielu zrodel z ktorych te odpowiedz mozna czerpac.
    Wikipedia to poczatek, czesto uproszczona odpowiedz ktora jest wystarczajaca dla wiekszosci. Ci ambitniejsi zaczynaja na Wikipedii a koncza w bibliotekach roznego rodzaju czy encyklopediach Britannica czy… PWN.
    Kazdy ma swoje preferencje w odkrywaniu wiedzy.

    Pozdrawiam

  16. Nauczcie sie ruskie samoloty prowadzic, jak nie umiecie swoich zaprojektowac i zbudowac. Kogo maja obchodzic te wasze ‚oceny’? Nie podoba sie wam? nie korzystajcie, nie przykladajcie reki do tworzenia. Jak bedziecie kupowac Encyclopedia Brytannica to nie zbankrutue. Jezel wydawcy beda porzadnie wykonywac swoja robote to klienci beda im za to placic i beda prosperowac.

  17. 1.nie jest prawdą, że w wikipeii piszą wyłącznie amatorzy i że nie ma tam ekspertów. Osobiście znam kilku wikipendystów z doskonałymi kwalifikacjami do tworzenia haseł,przy czym cześć z nich to osoby o pokaźnym dorobku naukowym ( co dotyczy zwykle wikipedii angielskiej). . To wystarczająca legitymizacja aby być autorem hasła przedmiotowego.
    2. hasła podlegają wandalizmowi nie znaczy to jednak żę są permanentnie zepsute.
    3. hasła z dziedzin naukowych ( chemia,fizyka, matematyka, informatyka) sa z pewnością na znacznie wyższym poziomie i znacznie bardzie eksperckie niż hasła humanistyczne. Czyli wiedza ekspercka dotycząca dziedzin mocno sformalizowanych i rzetelnych oraz opartych na faktach i formalnym dowodzie jest prezentowana całkiem nieźle! Może to nie jest kwestia kto pisze ale o czym pisze? Może współczesna humanistyka wygląda tak jak hasła w wikipedii?
    4. hasła wikipedii angielskiej są znacznie lepiej opracowane pod wieloma względami. Niestety polka wikipedia jest kiepska. Ale to nie wina wikipedi a raczej niskiej pozycji cywilizacyjnej naszego kraju. Osobiście spotkałem się także z koteriami wikipendycznymi – polscy autorzy haseł w wikipedii to niewielkie grono – łatwo nim manipulować i myślę zę takie manipulacje o wyraźnie politycznym konserwatywnym i narodowościowym charakterze są dokonywane. Dotyczy to zwłaszcza politologii czy historii która w wydaniu polskich środowisk jest szalenie nieobiektywna i zideologizowana a przy czym owa ideologizacja ma różne, nieraz przeciwstawne odcienie ( od apoteozy nazizmu do zajadłego antysocjalizmu) ale zawsze jest nieodmiennie odległą od wyważonego meritum ( jako przykłąd przytoczmy tu batalie w wikipedi aby napisać po polsku prawdę o przestępczym charakterze rządów Pinocheta w Chile). W Polsce nie rozumiemy po prostu co znaczy obiektywność. Podobnie nie mamy zbytnich osiągnięć jeśli chodzi o moralną stronę dzielenia się wiedzą ( co obejmuje rzetelność,solidność,dokładność, uczciwość intelektualną – dla Polaków en masse sa to bardzo abstrakcyjne hasła i widać to w wikipedii)

    Na koniec Wikipedia obnażyła jeden fundamentalny fakt, który umykał wielu ludziom przez całe lata: eksperci są ludźmi a ich wiedza nie jest „cudowna” a zwyczajnie wyuczona. Toteż wartość ich pracy ( np. podręcznika)nie jest magiczna a zwyczajnie użytkowa. W ostatecznym rozrachunku większość prac eksperckich to zwykłe teksty. Tylko niektóre mają w sobie iskrę bożą. Dlaczego zatem cena podręcznika akademickiego ma być tak wysoka?

  18. @ rysiu

    „Korzysta pan z Wikipedii zawodowo ale jej pan nie lubi? ?Nie chce ale musze??

    Nie korzystam z Wikipedii zawodowo ( prywatnie niezbyt czesto). Niestety, zawodowow nawet najbardziej opasla encyklopedia nie pomoze. Sugeruje Pan rzeczy, ktorych nie napisalem.
    Niepotrzebnie Pan sie unosi, gdyz obaj majac sprecyzowany poglad na dyskutowany temat, mozemy przy nich pozostac – w koncu dyskusja to zapoznanie sie z pogladami strony przeciwnej ( w tym wypadku potwierdzamy jeszcze jedna zalete internetu).

    Ciesze sie, ze jestem „dowodem ZA dla sensu istnienia Wikipedii”. Jak jednak latwo zauwazyc, nie podwazam racji jej bytu, nie probuje zakazac istnienia, jedynie mam „swoje watpliwosci” – moge przy tym absolutnie nie miec racji.

    Pozdrawiam

  19. @ Werbalista

    „To, co pan pisze na temat cytowania Wikipedii w pracy zawodowej, to moze swiadczyc tylko o niekompetencji. W mojej pracy zawodowej cytuje sie zrodla, wraz z edycja i numerem strony – inaczej cytat nie ma zadnej wartosci. A Wikipedii to uzywa sie do ogolnej orientacji, a w zadnym przypadku, jako ?zrodlo?. To byloby wrecz smieszne.”

    Napisalem cos takiego:

    „Zreszta podobnie jest z komputerem, ktory w powszechnym odczuciu spolecznym przestal byc narzedziem pracy a stal sie maszyna pozwalajaca nam na zaprzestanie myslenia – ?jak z komputera musi byc dobrze?. Zgadzam sie, ze jest to problem nie tyle internetu, komputera czy Wikipedii lecz uzytkownika, na tyle jednak zdaje sie byc powszechnym, ze wart jest zastanowienia.”

    W pracy zawodowej nie stykam sie z cytatami z „Wikipedii”, gdyz z przyczyn praktycznych nie wchodzi to w rachube (bardzo waska pod-dziedzina innej waskiej dziedziny ). Natomiast jest czesta postawa, ze „komputer ma racje”.

    Co do reszty, zgadzam sie z Panem. W sprawie Wikipedii, prosze przeczytac ma wypowiedz powyzej .

    Pozdrawiam

  20. @ vandermerwe

    Napisal Pan tak:

    „Moze ustalmy jedna rzacz zasadnicza. Nie jestem wrogiem Wikipedii, nie jestem wrogiem internetu, ktory dostarcza nam Wikipedie pod strzechy. Moje obawy nie sa czysto filozoficzne, gdyz spotykam sie z nimi na codzien w pracy zawodowej.”

    Zrozumialem to, jako odniesienie do Wikipedii. Za nieporozumienie przepraszam.

    W przeciwienstwie do Pana, ja korzystam z Wikipedii codziennie. Najczesciej chodzi o drobiazgi, rzeczy nie wymagajce naukowego autorytetu, cos co sie niby pamieta, ale nie ma pewnosci. Ponadto, to swietny punkt do rozpoczecia poszukiwan (jak napisal rysiu). Byc moze racje ma kakaz, piszac, ze polska wersja jest bardzo slaba i stad Pana watpliwosci. Sam posluguje sie najczesciej wersja angielska, lecz porownuje ja tez czasem z innymi jezykami, wtedy, gdy haslo ma zwiazek z innym krajem.

    Pozdrowienia.

  21. @ Werbalista

    Dziekuje za zrozumienie i zycze powodzenia.

  22. Szanowny Panie Redaktorze,

    Digital Library NSF-u jest zapomniana przez użytkowników nie dlatego, że istnieje Wikipeedia, tylko dlatego, że ma mizerne usability układane w oderwaniu od nawyków i intuicji przeglądania Sieci.

  23. Zadna encyklopedia, nawet tak szacowna, jak Brytannica – nie pretendowala do zawarcia w sobie calej wiedzy na jakikolwiek temat. Podobnie Wikipedia – to start w poszukiwaniu informacji na jakis temat, uzyskanie ogolnego zarysu – i tyle. Jesli jest wykorzystywana w ten sposob, to jest to wspaniale zrodlo wiedzy. Jesli korzysta sie z Wikipedii, uznajac ja za ostateczny autorytet, to powstaje problem. Jednak nie jest to wina Wikipedii, tylko uzytkownika. Wikipedia ma jednak olbrzymia przewage nad tradycyjnymi klimatyzacja encyklopediami – jest aktualna, ciagle uzupelniana i korygowana. Ponadto ma nad soba publiczny nadzor i moze byc zmieniana przez ludzi, ktorzy zajmuja sie danym tematem. To cenne, bo to wiecej niz opinia waskiej grupy fachowcow, tylko wypadkowa opinii fachowcow na calym swiecie. Wreszcie – Wikipedia jest wielojezyczna, wiec mozna sprawdzic haslo w kilku jezykach, a wyniki sa zadziwiajace – prosze sprawdzic. Wikipedia jest górą, wystarczy sprawdzić dzienną ilość odwiedzin

  24. @vandermerwe:

    „Nie twierdze, ze encyklopedia, w tym rowniez Wikipedia, zawiera wszystkie informacje. Moj problem dotyczacy Wikipedii ( w sumie wiedzy zawartej w internecie) jest dosyc prosty: kto i co pisze? Nadzor spoleczny jest czesto niewystarczajacy, szczegolnie w wyspecjalizowanych dziedzinach. w takim przypadku odniesienie sie do renomowanego zrodla jak np. Britannica daje wiecej gwarancji poprawnosci.”

    [Jestem aktywnym Wikipedystą od lat, od razu zaznaczę.]

    Pytanie – o ile więcej? Z zastrzeżeniami, że te badania były prowadzone kilka lat temu, że chodziło bodaj o wiedzę niehumanistyczną i badano wersję anglojęzyczną, trzeba jednak je kolejny raz przytoczyć – w bezpośrednim porównaniu stosunek dużych błędów Wikipedii i Britanniki wyszedł 4:4, a tylko drobnych z korzyścią dla EB (162:123, czyli 39 więcej w Wikipedii). „Nature”, które zorganizowało to porównanie, nie wycofało się z tych twierdzeń:

    http://news.bbc.co.uk/2/hi/technology/4840340.stm

    To znaczy, że rząd wielkości jest ten sam, a gwarancje różnią się jedynie o jakieś 25%, i to tylko w drobiazgach. Może to nie są dane imponujące, dopóki nie przypomnimy sobie co z czym porównujemy – Wikipedia była badana jako „underdog”, popularna ciekawostka, a Britannica to współczesna ikona encyklopedii. To znaczy, że z dokładnością do wykonania jakość obu metod jest właściwie taka sama. Nie bardzo więc bym stawiał na gwarancje wynikające z samej metody. EB by, nie ufał specjalnie bardziej, chyba, że bym znał stan danego wycinka w obu, ale domyślnie – nie.

    „Nie jestem przeciw Wikipedii czy internetowi, gdyz ten ostatni ulatwil nam zycie w wieloraki sposob. Tym niemniej pojawily sie rowniez niepokojace tendencje, gdzie czesto wiadomosc wyczytana w internecie jest traktowana jako ?prawda ostateczna? ze wszytkimi konsekwencjami. Zreszta podobnie jest z komputerem, ktory w powszechnym odczuciu spolecznym przestal byc narzedziem pracy a stal sie maszyna pozwalajaca nam na zaprzestanie myslenia – ?jak z komputera musi byc dobrze?. Zgadzam sie, ze jest to problem nie tyle internetu, komputera czy Wikipedii lecz uzytkownika, na tyle jednak zdaje sie byc powszechnym, ze wart jest zastanowienia.”

    Nie jestem tez przeciw tradycyjnym encyklopediom, bo i mnie się kiedyś przydawały. =} Jednak proszę zauważyć, że o ile słusznie dziś się podnosi, że Wikipedia to nie jest alfa i omega, to jakoś nikogo nie zaprzątnęło spostrzeżenie, że eksperci także. To narusza równowagę dyskusji – pomijamy problemy dotychczas istniejące tylko dlatego, że do tej pory ich nie dostrzegaliśmy, a nowe są bardziej interesujące i emocjonujące.

    Moim zdaniem to tym bardziej wskazuje, jak jesteśmy mentalnie przywiązani do kultu ekspertów, że zauważamy dopiero kult powszechnej informatyki na jego tle, a nie że są to dwa kulty. Bo kto mówił o „niepokojącej tendencji, gdzie często wiadomość wyczytana na papierze jest traktowana jak prawda ostateczna”? Czasem tylko ktoś wyśmiewał mentalność urzędniczą, że istnieje tylko to, co jest na papierze, ale nie odnosimy tego raczej do siebie i współczesności.

    Natomiast co do meritum się zgadzam – trzeba szerzyć świadomość, że wiedza to bardzo skomplikowana rzecz i problem wiarygodności źródeł jest równie istotny jak same wiadomości. Warto jednak przy tym pamiętać, że zależy jaka dokładność jest nam akurat potrzebna, i nie sarkać, jeśli ktoś poprzestanie na notce w encyklopedii (wszystko jedno – drukowanej czy informatycznej), albo nawet plotce. Są różne obszary życia i nie warto wszystkiego sprowadzać do dysput o wyższości jednych świąt nad drugimi, czasem lepsza jest szybka, zgrubna konkluzja.

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php