Reklama
Polityka_blog_top_bill_desktop
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot1
Polityka_blog_top_bill_mobile_Adslot2
Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka Antymatrix - Blog Edwina Bendyka

22.03.2011
wtorek

Jak pokochałem energię jądrową

22 marca 2011, wtorek,

Pod takim mniej więcej tytułem (dokładnie: „Why Fukushima made me stop worrying and love nuclear power”) ukazał się w dzisiejszym „The Guardian” felieton George’a Monbiota, wybitnie zielonego publicysty, autora wielu pro-ekologicznych książek.

A crappy old plant with inadequate safety features was hit by a monster earthquake and a vast tsunami. The electricity supply failed, knocking out the cooling system. The reactors began to explode and melt down. The disaster exposed a familiar legacy of poor design and corner-cutting. Yet, as far as we know, no one has yet received a lethal dose of radiation.

Some greens have wildly exaggerated the dangers of radioactive pollution. For a clearer view, look at the graphic published by xkcd.com. It shows that the average total dose from the Three Mile Island disaster for someone living within 10 miles of the plant was one 625th of the maximum yearly amount permitted for US radiation workers. This, in turn, is half of the lowest one-year dose clearly linked to an increased cancer risk, which, in its turn, is one 80th of an invariably fatal exposure. I’m not proposing complacency here. I am proposing perspective.
If other forms of energy production caused no damage, these impacts would weigh more heavily. But energy is like medicine: if there are no side-effects, the chances are that it doesn’t work.

W jutrzejszej „Polityce” proponuję podobną perspektywę. Nie opowiadam się za rozwojem energetyki jądrowej w Polsce, nie wykluczam też takiej opcji, chciałbym wcześniej jednak więcej wiedzieć na temat alternatywnych rozwiązań, pełnej analizy kosztów i korzyści, a także ryzyk. Ryzyk, a nie strachów, zarówno związanych z energetyką jądrową, jak i odnawialnymi źródłami energii (chętnie poznałbym raport, gdyby taki powstał, w jaki sposób rozwój odnawialnych źródeł energii, takich jak turbiny wiatrowe, do których wykorzystuje się pierwiastki ziem rzadkich wpływa na sytuację w Tybecie (główne miejsce wydobycia) i szerzej, Chinach, zapewniających 95 proc. światowych dostaw tych surowców).

Stanowisko fundamentalnie antyjądrowe, jak każdy fundamentalizm, wyklucza możliwość prowadzenia racjonalnej debaty. Podobnie jak debatę taką wyklucza aroganckie stanowisko rządu twierdzącego, że decyzje zostały już podjęte. Sprawa jest zbyt poważna, chodzi nie tylko o rozwój energetyki, lecz w ogóle o model rozwoju. Ile rzeczywiście będziemy potrzebowali energii elektrycznej za 10, 20 i 50 lat? W jaki techniczny sposób potrzeby te zaspokoić? Dyskusja na zasadzie „nie, bo nie” i „tak, bo tak” do takich odpowiedzi nie doprowadzi. Własną wizję nowego modelu rozwoju prezentuję w publikacji Zielonego Instytutu ” Zielony Nowy Ład w Polsce” w tekście „Zielony Nowy Ład – w stronę realistycznej utopii”.

Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_mobile
Reklama
Polityka_blog_bottom_rec_desktop

Komentarze: 6

Dodaj komentarz »
  1. IMHO w dzisiejszej sytuacji Polski nie za bardzo mamy inne wyjście niż energetyka jądrowa. A już na pewno jedna taka elektrownia jest niezbędna. Dlaczego?

    Po pierwsze, jakąś musimy wybudować[*] i musi być to elektrownia, która zapewni dostawy energii na odpowiednim poziomie. Liczy się zarówno ilość jak i niezawodność. Niezawodność w sensie pewności dostaw, co w naszych warunkach klimatycznych wyklucza źródła odnawialne. Bo ani nie mamy pewności, że będzie wiało ani, że będzie słońce. Wydaje mi się też, że polska jest zbyt nizinna by elektrownie wodne (utrudniające (wydaje mi się) nieco transport wodny, niedoceniany przecież u nas a wart uwagi) zapewniły odpowiednią ilość energii (zależną również od opadów, patrz wyżej).

    Skoro zatem raczej nie ma co liczyć (wydaje mi się) na zaspokojenie najbliższych polskich potrzeb za pomocą źródeł odnawialnych to przyjrzyjmy się tym bardziej tradycyjnym. Zatem po drugie: musimy redukować emisję CO2. Odpadają więc raczej elektrownie węglowe, które powinny odpadać również, ze względu na odpady (http://www.scientificamerican.com/article.cfm?id=coal-ash-is-more-radioactive-than-nuclear-waste). Słyszałem, że mogłaby się przydać i być w miarę szybko wybudowana elektrownia gazowa ale też nie zbyt wielkiej mocy. No i emitowałaby CO2. W biogaz jakoś mi się nie chce wierzyć. Za mała gęstość energii w surowcach do produkcji paliwa by zaspokoić zapotrzebowanie (wydaje mi się).

    Co zatem zostaje. W najbliższej perspektywie tylko elektrownia atomowa. Oczywiście jej budowa nie wyklucz innych „reform” takich jak: remont sieci, zmniejszenie zużycia przez poprawę wydajności itp. Nawet jeżeli przyniosły by one nadspodziewanie zadowalające i zapotrzebowanie na energię elektryczną zmniejszyłoby się tak, że możliwe byłoby zamknięcie jednej elektrowni węglowej to dzięki elektrowni atomowej można by zamknąć dwie.

    [*] Bo dawno, żadna nie została wybudowana a elektrownie się zużywają.

  2. Dzięki! Podałem dalej.

    O naiwności twierdzenia, że odnawialne w dającej się przewidzieć perspektywie mogą mieć znaczący udział w produkcji energii, pisałem też u siebie (głównie w komentarzu, notka starała się raczej walczyć z percepcją energetyki jądrowej jako niebezpiecznej i szkodliwej, np w porównaniu z węglową.
    http://miskidomleka.wordpress.com/2011/03/21/niech-bedzie-bezpieczniej/

  3. Caly problem energetyki jadrowe mozna zamknac w dwóch zdaniach – 40 lat taniej energii glównie sponsorowanej przez podatnika i 10000 lat pielegnowania odpadów równiez na koszt podatnika (tak jak Francuzi pozbywali sie swoich odpadów w Omsk-7?). Pomijajac wszystkie inne historie jak np. w Fukushimie zalozenia konstrukcji na 8 ws Richtera w porównaniu z faktyczna sila trzesienia ok 9, faktyczny stan zasobów uranu na Ziemi itp.
    Alternatywy: oszczedzanie energii, inteligentny sposób zarzadzania sieciami, zdecentralizowane elektrownie odnawialne (najlepiej w rekach lokalnych inwestorów), program finansowania energii odnawialnej vide Germany itp.
    Nie chcialbym wdawac sie w szczególy, ale przypuszczam ze kazda inna droga bylaby lepsza niz postawienie na energetyke jadrowa. Ona juz nie jest sexy 😉

  4. Reklama
    Polityka_blog_komentarze_rec_mobile
    Polityka_blog_komentarze_rec_desktop
  5. Pobieznie przeczytalem polecany „Zielony Nowy Lad w Polsce” i ze szczgolnym zainteresowaniem przeczytalem artykul dotyczacy transportu oraz Panski o „realistycznej utopii”.
    Kilka uwag:

    1. Slowo „zielony/zielona” stalo sie tak popularne, ze w sumie stracilo swe znaczenie. Do”zielonego kociolka” wrzucza sie wszystko jak leci.

    2. Wiele rzeczy, ktore propaguje sie w powyzszym dokumencie juz bylo. Dlaczego zostaly zarzucone jest tematem ciekawym, samym w sobie.

    3. W artykule dot. transportu calkiem slusznie autor pisze o transporcie „szynowym” jako najbardziej efektywnej alternatywie. Szczgolnie jest to widoczne przy duzych dystansach na duze odleglosci. Kolej nigdy nie stracila swej konkurencyjnosci nad innymi strodkami transportu!!!! Tym bardziej, ze w krajach rozwinietych istnieje mimo wszystko dosyc dobrze rozwinieta infrastruktura. Rzeczywistosc jednak jest taka, iz w Europie mniej niz 1/3 towarow przewozona jest koleja. Chwalwbnym wyjatkiem jest Australia, gdzie kolej przewozi 50% towarow ( jest to jednak troche inny model ).

    4. Z energia jadrowa, w najblizszej perspektywie bedziemy musieli sie przeprosic. Niestety ” zielona energia” to troche gruszki na wierzbie jesli brac pod uwage calosc potrzeb. Tak, przypuszczalnie moze zaspokoic zapotrzebowanie gospodarstw domowych – pod warunkiem, ze jestesmy gotowi poniesc rzeczywiste koszty ( o rzeczywistych kosztach mowi sie czesto przy analizie innych zrodel). Nie jest w stanie, na tym etapie spelnic podstawowych warunkow jakie stawia dzialalnosc przemyslowa.

    5. Z aspektami spolecznymi wymienionych artykulow nalezy sie zgodzic.
    Jednak obecny model ekonomiczny nie jest ( mimo deklaracj ) zbyt przychylny koncepcjom spoleczno/humanistycznym.

    Pozdrawiam

  6. Na pytanie skąd ma pochodzić uran do takiej elektrownie odpowiedź pada zawsze taka sama-z Rosji.To ja dziękuję na kolejne pęta w polskiej energetyce.

  7. @Ciekawski

    Całkiem niedługo odpady mogą przestać być problemem tak samo jak problem wzbogacania paliwa. Trwają bowiem prace nad nowszymi typami reaktorów, które byłyby w stanie dużo dokładniej „spalać” paliwo nie pozostawia długożyciowych izotopów.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Fast-neutron_reactor
    http://en.wikipedia.org/wiki/Breeder_reactor
    http://en.wikipedia.org/wiki/Traveling_wave_reactor

Dodaj komentarz

Pola oznaczone gwiazdką * są wymagane.

*

 
css.php